QUADERNI

6 lutego 1944 r.

Jezus mówi: "Powiedziałem[125]: "Jestem (w tym, kto Mnie przyjmuje) źródłem wody żywej, tryskającej ku życiu wiecznemu". Czy to człowiek, czy naród, błogosławieni są ci, którzy Mnie przyjmują i mają w sobie cuda Wody Życia prawdziwego. Ale obecnie zbyt mało jest ludzi, którzy Mnie przyjmują, a jeszcze mniej narodów. I owoce tego odrzucania, czy choćby tylko zaniedbywania Jezusa Chrystusa, są widoczne. Widać je w całym ich tragicznym wymiarze i smakuje się je w ich zjadliwym smaku, który prowadzi was do rozpaczy, do śmierci, po tym, jak doprowadził was do udręki w lęku przed jutrem, który omal nie doprowadza was do szaleństwa. I macie rację, że szalejecie. Gdybyście zobaczyli całą prawdę o nadchodzącej przyszłości, żaden z was, kto nie byłby wsparty przez szatana, nie oparłby się. Mówię: szatana, bo o wspieraniu się Chrystusem nie myślicie. Owszem, im bardziej potrzebujecie litościwego wsparcia, światła w ciemnościach, słowa, które by was pocieszyło i poprowadziło, tym bardziej zwracacie ku tym sprawom wrogie spojrzenie, oskarżając Boga i żywiąc do Niego urazę, którą powinniście żywić do tego, kto jest przyczyną tak wielkiego zła: do szatana i do waszych występnych namiętności. Popatrzcie, czym już się staliście, i drżyjcie, drżyjcie na myśl o tym, czym się staniecie. Gorsi niż jałowe, słonawe piaski, w których wszelka forma życia jest zupełnie niemożliwa, a które znajdują się w najbardziej odludnych miejscach pustyń – pustkowie, które nie zna nawet owej ubogiej szaty rozpostartej na pustynnym pustkowiu, i która swymi mizernymi trawami, kolczastymi krzewami, nielicznymi zwierzętami, jakie je zamieszkują, nadając tej samotności życie lotów, świergotu, szybkich ruchów, pokazuje, że ten skrawek ziemi nie jest pyłem martwym od wieków – gorsi niż te słonawe obszary, gdzie nic nie żyje i żadne ziarno nie może zapuścić korzeni, żaden ptak nie może zatrzymać swego lotu, żaden gad nie może się na nich zatrzymać ani nawet prześlizgnąć po nich szybkim ruchem swej lśniącej skóry – takimi się staniecie, stajecie się, już bardzo się takimi staliście, odrzucając Chrystusa, Wodę, która zapładnia. Z mego Nieba Ja, Głowa Ciała mistycznego złożonego ze wszystkich chrześcijan, rozlewam moje fale życiodajne i z mego Kościoła rozsiewam je po świecie. Rozsiewałbym je. Ale świat wznosi wały i tamy i wzbrania mi się rozlewać. Ale świat spycha te tamy przeciw Kościołowi, aby go utopić, aby go pogrzebać, a Mnie razem z nim. To walka bez pokoju. To prawdziwa Wojna, ta, z której wywodzą się wszystkie wojny całej ludzkości ery chrześcijańskiej. Walka przeciw Chrystusowi. Nie trzeba, wiedzcie o tym, wielkich prześladowań ani wielkich schizm, by walczyć przeciw Chrystusowi. Także mała, indywidualna, wewnętrzna walka każdego z was przeciw mojemu Prawu; także zawoalowana, przebiegła, państwowa walka jakiegoś kraju przeciw głosowi katolickiego Rzymu, przeciw głosowi, który przemawia w moim imieniu z ust mego Wikariusza i przywołuje ludzi, a zwłaszcza przywódców, do prawa uczciwości, obowiązku, miłości – to walki przeciw Chrystusowi. To działania partyzanckie. Teraz jesteście tak obeznani z terminami wojennymi, że rozumiecie mnie, jeśli je tak nazwę. To działania partyzanckie. Potem z nich rodzą się prawdziwe ataki, wielkie natarcia, potężne manewry i okrutne masakry. Szatan jest Dowódcą tej armii, która zaczęła się w Jerozolimie, w łonie Sanhedrynu, wśród kasty faryzeuszy, uczonych w Piśmie i saduceuszy, która znalazła swego chorążego w Judaszu, która stawała się coraz liczniejsza w wiekach prześladowań chrześcijan, która niczym lawina obrastała wciąż nowymi elementami dzięki schizmom, demagogicznym doktrynom, partiom politycznym, nowym formom rządów, i która osiągnie swój szczyt w Antychryście, który mojemu potokowi Łaski przeciwstawi potok okrucieństwa i krwi, w którym będziecie się tarzać i upadać, a bardzo niewielu upadnie jako święte ofiary wzywające Chrystusa. Większość upadnie jak bydło zarżnięte, nasycone i tłuste od występków, zaniepokojone, zatrute, opętane przez przeklęte doktryny, jak demon w słowie, które bluźni, w umyśle, który zaprzecza, w sercu, które się wyrzeka. O Wodo Boskiej Łaski, która przechodząc niosłabyś życie, która oczyściłabyś i użyźniła piaski, która odjęłabyś słoność i zgniliznę falom, z którymi byś się zmieszała, pozwalając pierwszym stać się kołyską dla potężnych drzew obładowanych owocami wszelkiego rodzaju, a drugim stać się siedliskiem dla ryb wszelkiego rodzaju! O kwiecisty języku mojego Proroka![126] Woda, która oczyszcza, to ta, która wypływa z mego Serca otwartego z miłości do ludzkości. Niesie ona ze sobą istotę tej Boskiej miłości, w zetknięciu z którą wszelka nieczystość opada jak przez błogosławiony filtr. Wasze człowieczeństwo przefiltrowane przez moje! I czyż może być większy poemat miłości niż ten, o Bogu, który staje się człowiekiem, by przez samego Siebie zbawić całą ludzkość? Piaski: to dusze, tak liczne jak ziarna piasku, które mój dotyk, moje zjednoczenie z nimi, czyni żyznymi, dobrymi, zdolnymi wydać drzewo życia. A jeszcze rośliny: to znowu dusze, które żyjąc w ziemi nawadnianej przez Łaskę, stają się bujne, aż sięgają Nieba i niosą na sobie owoce wszelkiego rodzaju, czyli wszystkie cnoty. Wody, które były gorzkie, a które Łaska czyni zdrowymi, tak by mogły się w nich licznie zagnieździć ryby: to dobre uczynki. Zrozumcie język mojego Proroka. Jest tak przejrzysty, gdy patrzy się nań okiem, które oczyszcza miłość Boża. I nie chciejcie dłużej być cuchnącymi bagnami i niskimi wybrzeżami, gdzie stoi cierpka woda soli, czyli zła, gdzie panuje zgnilizna, czyli największe zło. Bo jeśli zło małej miłości, letniości, zaniedbania jest solą, która wzbrania życia dobrym uczynkom, to zgnilizna wielkiego zła, czyli siedmiu grzechów głównych, antychrześcijaństwa, odmawia nawet szybkiego przejścia dobrej myśli. Nie schodźcie w zgniliznę. Starajcie się wznieść z waszej nizinności. Wstąpcie z powrotem ku źródłu Boga. Zmieszajcie się z nim. Sprawcie, aby ono, w miarę jak coraz bardziej zbliżacie się ku Mnie, zatopiło was, zapanowało nad wami, unicestwiło wasze biedne ja pod swą wielką mocą Odkupienia i uczyniło was świętymi, uczyniło was błogosławionymi, uczyniło was szczęśliwymi. Nawet w tym życiu, dzieci, gdzie już jest tyle nieszczęść, gdzie nie trzeba, by płakać, dodawać do nich jeszcze tego, by być przeciw Chrystusowi, wywołując tyle ruin, indywidualnych i zbiorowych. Słuchajcie Głosu, który was woła. Słuchajcie głosu Tego, który was miłuje. Nie ma, nie, nie ma nikogo, kto miłowałby was tak jak wasz Bóg, i nie ma nikogo, kto powiedziałby wam słowa prawdziwsze niż moje. Otwórzcie się, by je przyjąć. Otwórzcie się na Łaskę. Ona przychodzi, by uleczyć wasze choroby, przychodzi, by osuszyć wasz płacz. Przychodzi… i czeka u progu, aż powiecie jej: "Wejdź", by wtargnąć w was ze wszystkimi swoimi łaskami pokoju, spokoju, zdrowia, wreszcie życia wiecznego, gdyż w nim zawiera się streszczenie wszelkiej radości." Zauważam, że napisałam to po czarnym dniu spustoszenia, w którym wydawało mi się, że Niebo i Ziemia są dla mnie jedną tylko karą. Dla kogo tak cierpię? Jezus mi tego nie mówi. Lecz wlewa we mnie swoje słowo, aby złożyć balsam w moim dzisiejszym kielichu. [Następuje, pod datą 7 lutego, rozdział 396 dzieła Ewangelia]

PRZYPISY

[125] Powiedziałem w Jana 4:13-14. Obok daty pisarka umieściła odniesienie do Ezechiela 47.

[126] mój Prorok, czyli Ezechiel, o którym mowa na początku; Otwarte Serce, jak czytamy w Jana 19:33-34.