QUADERNI
29 sierpnia 1944 r.
Otrzymuję list od o. Miglioriniego wewnątrz listu od o. Pennoniego[581] i widzę, że moje obawy nie były bezpodstawne. Mam z tego i pociechę, i ból. Kiedy skończy się ta agonia? Mówi mi się: "Widzisz, jak dobrze było nie być w Camaiore? Gdybyś tam była…". Ale ja odpowiadam: "Czy umieranie kroplami, z cierpieniami takimi, jakie mam tutaj z powodu klimatu, wody, jedzenia itd. itd., oraz z powodu opuszczenia wynikającego z braku tego, co wraz ze słowem Ojca jest moim pokojem zaraz po Jezusie, nie jest gorsze niż umrzeć od razu?". Jak widać, moja prawdziwsza tragedia nie została zrozumiana! Tęsknota za środowiskiem i bliskością, nadzwyczaj potrzebnymi w moim szczególnym przypadku, trawi mnie bardziej niż gorączka, a jednak mówi się: "Dobrze było tam nie być". Dla mnie jest to zło. Jestem wystawiona na trzykrotne, dziesięciokrotne wyniszczenie w porównaniu z tym, jakie miałabym tam, z powodu oddalenia od domu i trudu mojej misji. A jednak wciąż i zawsze mój przypadek nie jest w pełni rozumiany. Wydaje mi się, że rozumiem, czym jest czwarty ślub o. Pennoniego. Jest to ten, którego najbardziej potrzeba na świecie, a który nie zostanie przywrócony spokojowi – nie mówię nawet o radości, mówię tylko o spokoju – przez nienawiść i nieustępliwość, lecz przez ofiarę wielu, aby niezliczeni inni nauczyli się patrzeć na miłość. Patrzeć – to już byłoby coś… a teraz nie potrafią nawet tego. Przypominam sobie odległe, zimowe widzenie[582] Matki Bożej odzianej w żałobę, która odsuwa brudne kwiaty, a zbiera połamane, i mówi mi: "To dusze kapłańskie, męczennice albo winne herezji politycznych i ludzkich". Dwa otrzymane listy mówią o prześladowaniach dobrych kapłanów i o winnym zaniedbaniu kapłanów zagaszonych w swoim płomieniu, co jest pierwszym etapem ku herezji kapłańskiej. A we mnie rozbrzmiewają wszystkie słowa Jezusa skierowane do kapłanów… W nocy, oto znów słyszę dzwony żałobne. Jest godzina 1.30, siedzę na łóżku i odmawiam koronkę siedmiu radości[583] Maryi. W pełni rozbudzona, z temperaturą 37,5 – a więc taką, która nie może wywołać u mnie majaczenia, będąc najniższą, jaką miewam. A jednak dzwony rozbrzmiewają, słyszę je po lewej stronie, wyraźne i czyste w swoich żałobnych uderzeniach, powtórzone trzykrotnie. Co chcą mi powiedzieć? Moją śmierć? Nie budzi to we mnie innej odrazy niż ta jedna: umrzeć tutaj i bez mojego Ojca duchowego. [Tego samego dnia zostały napisane, w "zupełnie nowym" zeszycie, rozdział 7 dzieła EWANGELIA, a następnie, z datami 30 i 31 sierpnia oraz 2 września, rozdziały 8, 9 i 10 tegoż dzieła]
PRZYPISY
[581] Ojciec Pennoni to ojciec Pietro M. Pennoni, również Sługa Maryi (ale później opuścił Zakon) z klasztoru Viareggio, którego przeorem był ojciec Migliorini. Późniejsza wzmianka o Camaiore podkreśla żal pisarki, że nie pozwolono jej udać się jako ewakuowanej do Camaiore zamiast do Sant'Andrea di Còmpito. Nasza notatka o wysiedleniu jest datowana na 24 kwietnia.
[582] Odległa zimowa wizja, 17 grudnia 1943 r.
[583] siedem alegorii, zilustrowanych w "dyktandzie" Maryi z 13 maja.