QUADERNI

27 sierpnia 1944 r.

Wyjątkowa pokusa. Wracałam myślami do wypowiedzi Paoli, która powiedziała: "Kiedy czytam te rzeczy (wizje), wydaje mi się, że przenoszę się do innego świata... że czytam bajki o Raju... coś tak pięknego, że potem pozostaje we mnie jak światło...". A Kusiciel mówi do mnie: "Tak bardzo zależało ci na opublikowaniu twojej książki[579] dla korzyści i z dumy. Nie możesz już tego zrobić, ponieważ Mistrz zabiera ci cały czas, a choroby siłę. Aby mieć tę satysfakcję, słuszną zresztą, zwłaszcza dla ciebie, której wszystkiego odmówiono, dlaczego nie każesz opublikować pięknych wizji, które masz? Pisze się tyle rzeczy zmyślonych, a przez to niedokładnych, o życiu Boga i Jego świętych. Dlaczego nie przyczynisz się do tego, by ukazać je zgodnie z prawdą? Miałabyś z tego zaszczyt i pożytek, i czyniłabyś dobro, służąc Dobru". Ale on je wszystkie naprawdę bada, wie Ojciec? Wysłałam go... do jego domu i nie sądzę, żebym źle zrobiła, bo... gorzej dla niego, jeśli jest w piekle. Ale żartów na bok, niech Ojciec tylko zobaczy, jakie zwroty czyni, by skłonić mnie do niewłaściwego działania albo do grzechu! Widząc, że od miesięcy i miesięcy jako ciało jest martwy dla swego dzieła, zwraca się i kieruje do ducha[580], najpierw w Viareggio, w przeklętych dniach: "Uwielbiaj mnie, a uczynię cię szczęśliwą", a potem na początku lipca do serca: "Zmień słowa Mistrza, powiedz coś od siebie, naśladując styl, aby osiągnąć cel ugięcia kogoś, kto ci się nie spodobał", a teraz do umysłu: "Użyj tych darów, aby zyskać ludzką pochwałę". Biedny nieszczęśnik! Jeśli zwariuję, nie odpowiadam za siebie. Ale jeśli mój rozum jest w porządku, z pomocą mego Pana, nie wpadnę w te błędy. To są rzeczy święte. Nikt tak jak ja, która je otrzymuję, nie może tego powiedzieć z taką pewnością, jaką ja mam, i wydawałoby mi się świętokradztwem używać ich z powodu zysku i ludzkiej pychy. Że są używane dla biednych braci, tak, cieszę się z tego, i chciałabym, żeby rozeszły się po całym świecie, wzywając na zbiórkę i gromadząc wielu pod Światłem. Ale ja nie chcę, absolutnie nie chcę czynić z nich handlu ani powodu do rozgłosu. Marii Valtorty już nie ma. Pochłonięta przez Wolę, żyje tylko jako dusza, w błogiej anonimowości, która łączy tak wielu świętych Nieba w jednej jedynej kategorii: świętych. O, jeśli, jak mam nadzieję, Jezus otworzy dla mnie swój Raj, nawet wtedy nie będę chciała być znana światu! Jestem małym Janem, rzecznikiem. Chcę być znana pod imionami, które nadał mi Jezus: a więc jako istota po ludzku nierzeczywista. Istota rzeczywista zniknęła z oczu świata i z żadnego powodu nie chcę, aby została uniesiona zasłona, która mnie ukrywa. Obawiam się tego bardziej niż osobistego niebezpieczeństwa. Gdyby złodziej wszedł, by ograbić mnie z tego niewiele, co jeszcze mam, sprawiłoby mi to mniej bólu niż to, co sprawiłby ten, kto wszedłby jak złodziej w moją tajemnicę i pozbawił mnie mego bycia nieznaną światu, wskazując mnie światu jako tę, którą Bóg obdarza swoimi słowami. Czasami jestem kuszona, by prosić Boga o zdrowie fizyczne, nie po to, by już nie cierpieć. Ale by móc wstąpić do Karmelu albo do Trapistów i umrzeć całkowicie w oczach świata, aby żyć, chroniona żelaznymi kratami i surową regułą, wyłącznie i bezpiecznie, moją misją. [W dniu 28 sierpnia napisano, w zeszycie "całkiem nowym", rozdział 6 dzieła EWANGELIA]

PRZYPISY

[579] książka wspomniana w Autobiografii, pod koniec pierwszego rozdziału części

[580] do ducha 15 kwietnia, do serca 4 lipca.