QUADERNI

25 sierpnia 1944 r.

Dziś nie było dyktanda ani wizji. Jest piątek i również tym razem to Jezus troszczy się, aby mi to zadać, w ten czwarty piątek Matki Bożej Bolesnej. Owoce, jakie należy wyciągnąć z rozważania czwartej boleści, to cierpliwość w utrapieniach, aby naśladować Cierpliwego, pochylonego pod swoim krzyżem, życie bez win, aby nie zwiększać ciężaru Umęczonego i bólu Matki z powodu tego ciężaru, oraz uczucie współczucia dla Jezusa i Maryi. Od wczoraj, natychmiast po trzeciej wizji i dyktandzie cyklu dzieciństwa Maryi, napisanym już z dużym trudem z powodu fizycznego cierpienia, które staje się coraz bardziej ostre, oraz z powodu tropikalnego upału i wpływu tego upału na moje choroby, musiałam naprawdę ćwiczyć cierpliwość w utrapieniach. Byłam spragniona rzeczy zamrożonych, bo moja krew chciała rozsadzić żyły, a woda była dla mnie ogniem; potrzebowałam ciszy, bo głowa waliła jak dzwon, a wokół panował nieustanny hałas; potrzebowałabym nie myśleć... a myślałam, że to już rok, jak widziałam[578] mamę wychodzącą z pokoju i już nie wracającą. A za tą myślą cały różaniec innych myśli, zmartwień, odosobnienia w tym... nazwijmy to tylko: kraju, zachowując w sercu przymiotnik, który instynktownie do niego stosuję. Gorączka była tak wysoka, że wywoływała u mnie wrażenie delirium. Widziałam potworne cienie i słyszałam dziwne rzeczy. Słyszałam nawet, jak dzwony Viareggio biją żałobnie, jak na uroczystym pogrzebie. Ale czy Ojciec wie, jak dobrze słyszałam głosy Świętego Paulina i Świętego Andrzeja?! Powiedziałam do Marty: "Ale co się dzieje z tymi dzwonami, że biją żałobnie?". Żadnej odpowiedzi, bo była druga w nocy i Marta spała błogo. Dziś jest jak wczoraj... Cierpliwości! Rozumiem, że czwartkowe popołudnie i piątek muszę spędzać w ten sposób. Wydaje się to niemożliwe – prawda? – że przy słodyczy tej tak łagodnej wizji macierzyńskiego szczęścia świętej Anny i przy harmonii jej pieśni, która brzmi we mnie, mogę tak bardzo cierpieć. Ale tak jest. Nie tracę wspomnienia radosnej sceny, którą widziałam, ale nadszedł czas cierpienia i cierpię. To są dni i godziny, w które czytam i odczytuję na nowo moje litanie o dobroci, a teraz także modlitwę, którą podyktował mi 19 tego miesiąca Jezus. Gdybym nie wierzyła, że te dwie modlitwy są prawdziwą prawdą, całą prawdą, można by dostać szału, widząc, jak jestem traktowana przez Jezusa. Ale wiem, dlaczego mnie tak traktuje, i dlatego jestem spokojna. Wystarczy mi, że już nie skrywa się tak, jak w kwietniu. Tego nie znoszę. [W dniach 26 i 27 sierpnia napisano, w zeszycie "całkiem nowym", rozdział 5 dzieła EWANGELIA]

PRZYPISY

[578] Widziałam... mamę..., jak już napisała 9 sierpnia, po "dyktandzie". Wspomina śmierć swoich rodziców w piśmie, które następuje po "dyktandzie" z 21 czerwca.