QUADERNI
28 lipca 1945 r.
[Poprzedza rozdział 232 Dzieła EWANGELIA]
A teraz jestem posłuszna Ojcu, wspominając o pospiesznym odejściu spirytystów, którzy w czerwcu chcieli wynająć u mnie pokój, a gdy im odmówiłam, wzięli... kwaterę na swoje działania w sąsiednim domu, podając się - zarówno on, jak i jego przyjaciel - za chirologów[1] i wróżbitów z kart. I choć te dwie kategorie także mnie drażnią, zostawiłam ich w spokoju aż do 18 lipca, kiedy to z powodu cierpienia doznanego w nocy, pod każdym względem podobnego do innych, jakie miewałam za każdym razem, gdy znajdowałam się blisko miejsc lub osób zajmujących się praktykami spirytystycznymi, zrozumiałam, że w sąsiednim domu odbywają się seanse spirytystyczne. Powiedziałam to sobie, a powiedziałam to również Ojcu: "Teraz ja się tym zajmę i zobaczymy, kto ma twardsze rogi". A wieczorem zabrałam się do odprawiania egzorcyzmu według formuły Leona XIII, otrzymanej od redemptorystów z Neapolu. Zawsze uważałam ją za skuteczną przeciwko burzom, bombom, charakterom... piekielnym oraz przeciwko wszelkim sprawom spirytystycznym. Oto więc jestem, z trudem utrzymując się na kolanach, by to czynić, z moim krzyżykiem w dłoni, z całą duszą wymykającą się z ciała, by zanieść formułę poza dwie ściany oddzielające mnie od legowiska mediów. A potem oto padam wyczerpana, jak zawsze, gdy to czynię, jakby cała siła uchodziła ze mnie, i pozostaję ogłuszona... Tak przez trzy wieczory: 18, 19 i 20. Ale 20-go musiałam zostać siedząca, bo byłam bardziej martwa niż żywa. Wczoraj gospodyni domu tych dwóch panów powiedziała mi, że jeden z nich, a mianowicie ten, który był medium - podczas gdy drugi jest jego pomocnikiem - spakował manatki, "ponieważ zarabiali tylko 1000 lub 1500 dziennie. Cóż to jest tysiąc czy tysiąc pięćset lirów?". Otóż, wydaje mi się doprawdy, że to coś znaczy... A gospodyni dodaje, bo zwracam jej uwagę, że 500 czy 750 lirów dziennie na głowę to niemało: "Powiedział też, że nie zostaje, bo jest zbyt niespokojny. Nie z powodu hałasu ani z naszego powodu, bo nikt w domu nawet nie oddycha, gdy profesor (?!) pracuje, lecz z powodu innych rzeczy, których nie chciał wyjaśnić. A potem chciał wiedzieć, kim ona jest, co robi. Wiele rzeczy. A nam, którzy mówiliśmy: 'To chora panienka, która czyta, pisze, haftuje...' odpowiedział: 'Nie. Ja wiem. To święta'" (niech mi Ojciec wybaczy, jeśli dla ścisłości muszę napisać to słowo). Ci dobrzy ludzie nie rozumieli, jaki miałam związek z pracą profesora (?!), ani skąd on mógł o mnie wiedzieć, tak że zapytali mnie: "Ale pani go zna?". "Nie, z łaski Bożej" - odpowiedziałam. Ale ja zrozumiałam wszystkie powiązania. Dobrze! To powtórzenie[2] z 1930 roku. Faktem jest, że medium zwiało, a drugi - ufam - wkrótce pójdzie w jego ślady... i powietrze oczyści się z zapachów siarki, których moje duchowe płuca nie znoszą. A teraz zobaczmy, jakie złośliwości szykuje mi szatan, by się zemścić... Z pewnością nie ujdzie mi to na sucho. W 1930 roku, ustami medium, którego przepędziłam, jak Ojciec wie, powiedziano mi: "Pani mnie przepędza. Ale to źle. Bo kto mnie przepędza, ten napotka ból i kłopoty...". Rzeczywiście, nie było mi już dobrze. Lecz oni jednak musieli pójść gdzie indziej...
PRZYPISY
[1] chirographs, zamiast chirographs, to nasza poprawka.
[2] Jest to powtórzenie podobnego wydarzenia opisanego w Autobiografii, w trzecim rozdziale (zatytułowanym "Lato 1930") części czwartej.