QUADERNI
27 września 1944 r.
[Poprzedzają fragmenty od 1 do 7 – które kończą się trzema wierszami przytoczonymi poniżej – rozdziału 411 dzieła EWANGELIA] ...i ogarnia mnie ból. Myślę bowiem o mojej matce[615], która bała się Ciebie, Jezu, gdy Cię ujrzała... Dlaczego bała się Ciebie, Jezu? Mówi Jezus: "Dlaczego? Wiele powodów jest w twoim sercu po tym dyktandzie. Ale zacznę od ostatniego. Nie płacz, mój mały głosie, moja mała oblubienico. Twojej matce powodzi się lepiej niż wielu innym, mimo że nie umiała zobaczyć Mnie takim, jakim jestem: Miłosierdziem działającym, Miłością, a nie Sprawiedliwością, Miłością, która, aby być całkowitym Odpuszczycielem, prosi jedynie o miłość i zaufanie. Moja i twoja miłość nadały właściwą wagę ciężarowi miłości potrzebnej duszy twojej matki, by mogła się odkupić. To skarb, wiesz, ta miłość? Wszystko kupuje, wszystko wyzwala, wszystko odkupuje. Nie płacz. Dlaczego bała się Mnie? Poszedłem do niej, aby dać jej siłę i światło. Bała się, ponieważ... Przypomnij sobie, co Ewangelia mówi o moich uczniach, jeszcze tak niedoskonałych, nie tylko przed Męką, gdy widzieli Mnie kroczącego po wodach, ale nawet po przyjęciu Mnie w Eucharystii i po odkupieniu przez Ofiarę, która przywracając im Łaskę, miała uczynić ich ducha jasnowidzącym i zdolnym rozpoznać oblicze Boga. "Przelękli się Jezusa, bo wzięli Go za widmo, za ducha" – mówi[616] Ewangelia. Twoja matka miała ten sam lęk. Wzięła Mnie za widmo. Za surowe widmo. Widzisz, moja przyjaciółko, w jaki błąd wprowadza duszę zaniepokojone sumienie? Widzisz, jak pewną obietnicą spokojnej śmierci jest mieć ducha zaprzyjaźnionego z Bogiem? Szedłem do niej, dobry Nauczycielu, aby powiedzieć jej słowa zdolne oczyścić ją w prawdziwej skrusze, zdolne podźwignąć ją świętym poddaniem się, dać jej natychmiastowe zdrowie przez zrodzenie się miłości, obmycie całego życia. Szedłem do niej z litości dla niej i by uczynić ciebie szczęśliwą. Staruszce z widzenia[617] dałem ziarno, pocałunki i błogosławieństwa. Do twojej mamy szedłem, aby dać samego siebie, Chleb z Nieba, aby dać jej pocałunek miłości i błogosławieństwo wiatyku. Bała się, ponieważ znała Mnie zbyt mało. A zbyt wielu jest takich, którzy znają Mnie zbyt mało. Ale nie dręcz się miłością córki. Staruszce powiedziałem: "Otworzę ci bramy, a z tobą synowi i synowi twojego syna". A tobie mówię: "Otworzę ci bramy, a z tobą matce i ojcu". Czy możesz w to uwierzyć? Czy możesz uwierzyć, że moja miłość może ci to uczynić? Módl się i kochaj. Nie jesteś sama. Ja jestem z tobą, a ten, kto teraz kocha cię prawdziwie i w dobru, jest blisko ciebie. [...]" [Następuje pozostały fragment 8 rozdziału 411 dzieła EWANGELIA] Bałam się bardzo, że Go zasmuciłam w tych dniach... i tak bardzo bolałam, myśląc o mojej matce... Łączy się to z łaską kwiatu, który zrodził się na balkonie[618] mojego domu i który Marta, nie wiedząc, jaki gest powtarza, mi przyniosła. Pierwszy kwiat, który daje mi radość po 6 miesiącach bez 15 dni, w ciągu których nawet najpiękniejsze kwiaty pozostawały mi obojętne. Biedny, mały, na wpół zwiędły kwiat białej pelargonii, jeden z tych, na które patrzyła jeszcze moja matka, jeden z tych, które wyrosły w ziemi mojej grządki, przyniesionej niemal w całości przez mojego ojca! Biedny kwiat, a jak piękny dla mnie! Jakże cię rozumiem, o Maryjo, w twojej radości z otrzymania tej kwitnącej gałązki migdałowca z twojego domu! Marta nie wie, nie czytała jej wizji, nigdy nie ma na to czasu, biedna Marta, zawsze w ruchu, prawdziwa Marta[619]. Ale powtórzyła gest Józefa, gdy ofiarowuje Dziewicy Oblubienicy tę kwitnącą gałązkę. A Marta nie wie, że sprawiła mi większą radość, niż gdyby przyniosła mi klejnot. Ostatnim kwiatem, który był mi drogi, był fiołek zerwany w sosnowym lasku, także przez Martę, i który zachowałam, oraz niezapominajka od pewnej dobrej przyjaciółki. Pozdrowienie z Viareggio dla mnie, która szalałam w swoim piekle. To sprawia, że znów zaczynam kochać kwiaty. Pierwszy kwiat, który znowu jest "kwiatem", a nie "czymś", co sprawiało ból. Wielu tego nie zrozumie... Nie obchodzi mnie to. Czuję sercem i kocham sercem. To jest to serce, które umie oddać się całkowicie Bogu. Gdyby było zimniejsze, rozumowałoby, ważyłoby ofiarę. Nie rozumuje i niczego nie waży właśnie dlatego, że jest tym sercem, jakim jest. Dlatego...
PRZYPISY
[615] moja matka, wspomniana już 21 czerwca i 25 sierpnia. Zostanie ponownie wspomniana 29 listopada.
[616] mówi w Ewangelii Mateusza 14:26; Marka 6:49; Jana 6:19.
[617] wizja, która poprzedza to "dyktando" i znajduje się w rozdziale 411 głównego dzieła.
[618] kwiat urodzony na balkonie, którym jest biała pelargonia, jak czytamy dalej. W poprzednim roku miał miejsce cudowny rozkwit lilii, o którym wspomina się w pismach z 10 maja i 27 października 1943 roku.
[619] Prawdziwa Marta, podobnie jak pracowita kobieta przedstawiona w Łukasza 10: 40-41; Jana 12: 1-2; gest Józefa można przeczytać w rozdziale 12, napisanym 4 września, głównego dzieła.