QUADERNI
26 lutego 1944 r.
"Jezus mówi: "Jak często człowiek, zwłaszcza w takich chwilach, nie mówi: "Ale Panie, dlaczego nie interweniujesz, by ukarać? Daj pysznym, złym to, na co zasłużyli. Jeśli jesteś sprawiedliwy, jak możesz pozwalać, by niegodziwi triumfowali, a Twoi wierni cierpieli?". Dzieci, przypominam wam słowo[153] z Ewangelii: "Zanim wyjmiecie źdźbło z oka brata, wyjmijcie belkę z waszego oka". To prawda, że dręczą was "wielcy grzesznicy". Ale i wy nie jesteście bez grzechu. Wasze grzechy, o wiele mniejsze niż ogromne grzechy deprawatorów świata, nagromadziły się nieustannie, aż wywołały oburzenie Boga. Musicie pomyśleć, że Bóg, Doskonałość i Sprawiedliwość, sądzi wielkich i małych, i brzydzi się wielkim grzechem wielkiego oraz mniejszym grzechem małego. Jeśli więc miałby On interweniować, by ukarać wielkich, jak wzywacie, dlaczego nie wolno Mu ukarać was za wasze powtarzające się i liczne grzechy? Są to grzechy całych narodów. Ich obywatele zapomnieli o Bogu, zastąpili Go niezliczonymi innymi bogami, poczynając od "człowieka" pośród nich, poprzez ideę, aż po zespół nawyków moralnych, czyli amoralnych, z których żaden nie jest przez Boga zaaprobowany. Co się więc stało? To, co dzieje się przy osunięciu piasku. Są na Ziemi miejsca, gdzie z powodu szczególnego ukształtowania gruntu i jego szczególnego składu gromadzą się piaski przenoszone powoli, lecz nieustannie przez wiatry w dane miejsce. Trzeba na to wieków, ale przychodzi chwila, gdy nagromadzenie jest tak wielkie, że owa zmarszczka ziemi nie może go już unieść i strząsa je z siebie, powodując katastrofy, które pochłaniają krainy, a niekiedy całe miasta. Gdyby człowiek był uważny, zrównoważyłby działanie wiatrów swoją pracą i usuwałby te nagromadzenia z wytrwałością równą wytrwałości żywiołów. Zamiast tego nie zwraca na to uwagi, a nawet cieszy się, że przynoszą one warstwy ziemi tam, gdzie wcześniej była skała, albo zamulają ujście rzeki, powiększając obszar uprawny; i wykorzystuje pozorny dar zdradliwego wiatru i podstępnego prądu, czyniąc z niego źródło zysku, by cieszyć się i triumfować jeszcze bardziej, choćby ze szkodą dla sąsiedniego kraju. Patrzeć na to ziarnko pyłu? Ależ nie! Cóż złego może uczynić? Tyle zła w swej małości, że staje się ono wielkie dzięki współdziałaniu niezliczonych innych małości, iż wywołuje katastrofę. Nie ma nic mniejszego niż ziarnko piasku. Ale zbierzcie miliony i miliardy ich razem, a potem sprawcie, by runęły, a zobaczycie, jak straszliwą śmierć wam zgotują. Czym jest ta wada? Ten amoralny nawyk? Niczym: drobnostką. Grzech ciężki? Ależ nie! Grzech powszedni? Nawet nie! Jedna tylko niedoskonałość, wynikająca z pośpiechu dzisiejszego życia, z narzuconych okoliczności. Mówicie sobie: "Nie jesteśmy już w średniowieczu. Trzeba iść z duchem czasu. Szersze spojrzenie. Nie myśleć, że Bóg wciąż tam jest, z kartką i piórem, by notować moje zaniedbania, moje satysfakcje, moje transakcje. Dziś wolałem załatwić interes, niż pójść na niedzielną Mszę, czy nawet odbyć te dziesięć minut rozmowy z Bogiem, jaką jest modlitwa poranna czy wieczorna. Ale gdybym nie skorzystał z dzisiejszego poranka, tego klienta, tego fachowca, już bym nie znalazł; a gdybym stracił te dziesięć minut, straciłbym możliwość zdążenia na czas. Jutro…". Dziesięć minut! Pół godziny wylegiwaliście się w łóżku, kolejne pół godziny sprzeczaliście się z żoną i służbą, prawie godzinę pielęgnowaliście swój wygląd jak zniewieściali mężczyźni. A potem nie znajdujecie dziesięciu minut dla waszego Boga. Macie sześć dni, by załatwiać sprawy, a mimo to włóczycie się bez celu, niczego nie kończąc. Dopiero w niedzielny poranek stwierdzacie, że pilnie trzeba coś załatwić. Ale ów fachowiec, ów klient wolny jest tylko w niedzielę! Dlaczego? Gdyby nikt nie dał się znaleźć w swoich złych nawykach, musiałby zdecydować się poświęcić swym sprawom w pozostałe sześć dni. Obaj jesteście amoralni i nie dbacie o Boga. Oto wszystko. I tak: cóż złego jest w mojej małej oszczerczej uwadze? To nawet nie oszczerstwo, to plotka. Nawet nie: to dowcip opowiedziany za plecami Tycjusza i Kajusa, dla śmiechu, by pokazać się dobrze poinformowanym, by zaskarbić sobie łaski przełożonych i możnych. Ale w gruncie rzeczy szanujecie tę osobę. Wiadomo… przełożonych trzeba głaskać, by wyłudzić od nich opiekę i dobre stanowiska. Wiadomo… twoja śmierć, moje życie, a jeśli zajmę twoje miejsce ja, który mam rodzinę pełną potrzeb, tym lepiej. Ty przecież, kolego, umiesz żyć skromniej. I tak popełniacie kradzież dobrego imienia i stanowiska. Jesteście złodziejami, o obłudnicy, by zaspokoić wymagania, kaprysy rodzinnego epikureizmu, próżności towarzyskiej czy kobiecej. I tak: cóż złego w tym, że trochę zalecam się do tej pani, a ona pozwala się zalecać? To odejmuje życiu monotonię. Potem wracamy do prostej przyjaźni jak przedtem. Rzeczy bez konsekwencji. Nie trzeba być purytaninem. Jesteście cudzołożnikami, o obłudnicy. I bywacie nimi niekiedy na oczach waszych dzieci, które zdają się nie widzieć, ale widzą wszystko, i które gorszycie, zmuszając je do osądzania was. Cóż złego w tym, by wyemancypować się od rodziców, od męża, być niezależnym, ułożyć sobie życie tak, jak się nam podoba? Cóż złego, by uczynić z małżeństwa korzyść, mając w żonie pielęgniarkę i służącą albo w mężu kogoś, kto trudzi się dla naszych potrzeb i zachcianek, ale nie misję rodzenia i wychowywania? Dobrze, by dzieci się nie rodziły albo rodziły się w niewielkiej liczbie. Są zmartwieniem, są wydatkiem, są powodem urazów między krewnymi tym czy owym, między samymi dziećmi, tymi, które przyszły na świat wcześniej. Żadnych więcej dzieci po tym jednym czy dwojgu, które, nie wiadomo jak, same zapragnęły się urodzić. A gdy się już urodzą, żadnego trudu dla nich. Mamka, niańki, guwernantka, internat. Tak mówicie. Jesteście mordercami, o obłudnicy. Tłumicie życia albo dusze. Bo wiedzcie, że choćby internat był jak najlepszy, a guwernantka jak najdoskonalsza, nigdy nie zastąpią matki, ojca, rodziny. Jakże te dzieci, które należały do wszystkich, tylko nie do was, mogą kochać was tą wielką miłością, która wciąż trwa zjednoczona w waszym wnętrzu, jakby zapuściła w was korzenie? Jak mogą te dzieci was zrozumieć, skoro wy jesteście dla nich obcy, a one dla was? Jakie społeczeństwo może powstać z narodów, w których pierwsza forma społeczności - rodzina - jest czymś jałowym, martwym, rozbitym? Anarchia, w której każdy myśli tylko o sobie, jeśli nawet nie myśli o szkodzeniu innym? A te pieniądze, które oszczędzacie, odmawiając dziecku narodzin, czym są, sądzicie, w waszym portfelu? Molem, który niszczy substancję, bo to, czego nie wydajecie na dziecko, wydajecie potem trzykrotnie więcej na rozrywki i zbytki bezużyteczne i szkodliwe. A po cóż więc się żenicie, jeśli nie chcecie mieć dzieci? Do czego sprowadzacie łoże małżeńskie? Szacunek dla mojej "rzeczniczki" każe mi przemilczeć odpowiedź. Powiedzcie ją sobie sami, niegodni. Są to drobne rzeczy, jeśli porównać je ze zbrodniami wielkich grzeszników. Ale to one wywołują lawinę. Tę, która was zatapia. Powiedziałem to już[154]: gdyby wielcy mieli przed sobą - nie mówię: przeciw sobie, mówię: przed sobą - lud moralnie, chrześcijańsko zdrowy, zwarty w posłuszeństwie prawu Bożemu i nawet ludzkiej moralności, nie mogliby dojść do swoich zbrodni. Ich satanizm złamałby się jak szklany miecz o blok granitu, rozsypałby się w pył. A Bóg byłby was pobłogosławił i ochronił. Wy zaś podziwialiście największych zbrodniarzy, w których widzieliście tę doskonałość występku, jakiej sami nie mogliście osiągnąć, tę doskonałość amoralności, która się wam podobała, bo usprawiedliwiała waszą własną. Mawialiście: "Jeśli tak czyni ten, którego podziwiamy, mogę i ja tak czynić". Mawialiście: "Jeśli Bóg chroni jego, który jest taki, ochroni i mnie, który jestem o wiele mniejszy". O głupcy! Czy naprawdę wierzycie, że Ja chronię tego, kto by zatriumfować i uczynić z drugiego wspólnika triumfu za wszelką cenę "wymordował wdowę i gościa, i zabił sieroty"? (w. 6)[155]. Kto zdradził cudze zaufanie? Kto okłamał całe narody? Kto nie zawahał się pchnąć całych narodów na rzeź? Ale Ja widzę, słyszę i zauważam. I to moja boleść, że nie mogę interweniować, bo gdy interweniuję, wy udaremniacie mi tę interwencję swoją niegodziwością. Jesteście tak zatruci, że z dobra czynicie zło. Teraz mówię do was, jakbyście wszyscy byli prawego serca, nawet ci, którzy prawi nie są. Chcę was jeszcze raz zaprosić. Ludu mój, przyjdź do Pana. Ja, Pan, nie odrzucę ludu, który przychodzi do Mnie, a jeśli będzie przy Mnie trwał, będę się nim opiekował, "aż sprawiedliwość nie stanie się sądem", to znaczy, aż nie skończy się czas i nie zacznie się wieczność" (w. 15). Otworzę moje ramiona, by osłonić tego, kto we Mnie wierzy i wzywa Mnie z sercem skruszonym i ufnym w moje miłosierdzie, i "obronię ich przed tymi, którzy czyhają na sprawiedliwego i skazują krew niewinną" (w. 21). Niewielu ich jest na Ziemi, ale za tę garstkę wciąż będę udzielał łaski. Ale - i to wasz Bóg was o to błaga - wróćcie do Mnie. Chciejcie wrócić do Mnie. Uwolnijcie się, każdy z osobna, od waszych win, od braku wiary, od nieposłuszeństwa moralnego, od siedmiorakiego występku, a wtedy Ja uwolnię zbiorowość od jej plag."
PRZYPISY
[153] słowo, które jest w Mateusza 7:3-5; Łukasza 6:41-42. Obok daty pisarka notuje: Komentując Psalm 93 (który w neowulgacie jest Psalmem 94).
[154] wspomniano już na przykład 24 i 28 lipca 1943 roku.
[155] W. 6 i następujące po nim w. 15 i w. 21 są wersetami z Psalmu 94.