QUADERNI

26 grudnia 1945 r.

Jezus mówi: "Nadszedł czas łaski! Nadszedł czas Łaski! Przyszedłem przynieść "pokój" ludziom dobrej woli. Napisz więc i przekaż Marii Raffaelli[1] to, co ci mówię, dla jej pokoju." Jezus mówi do M. R.: "Mój pokój niech będzie z tobą, a to, co ci mówię, niech będzie dla ciebie rzeką spokojnego oczekiwania i spokojnego cierpienia, znośnego dzięki mojej obietnicy, która nigdy nie kłamie. Córko moja, wiele wiesz o tym, czego ludzie uczą o Mnie. Ale mało wiesz o tym, kim naprawdę jestem i co czynię. Posłuchaj. To Pan przemawia, to Mądrość, to Prawda. Czym innym jest być dręczonym, a czym innym chcieć być dręczonym. Pierwsze jest nieszczęściem, które nie sięga poza dzień ziemski, a często kończy się wcześniej. Drugie jest grzechem, ponieważ jest "zmową z wolą szatańską". Tego drugiego nie ma w twoim synu. Kiedy on majaczy, to nie on mówi. Czy fonograf jest odpowiedzialny za to, co wydobywa się z jego trąbki? Nieprawdaż, że nie? Otóż tak samo twój syn nie jest odpowiedzialny za to, co każe mu mówić "inny". Ja nawet nie słyszę tych słów, bo wobec Przeklętego zachowuję milczenie ust i uszu. Nie słucham jego słów, tych nie jego słów, które rozbrzmiewają w powietrzu; patrzę na tego biednego syna, mojego i twojego, o matko boleściwa, i cała litość wylewa się ze Mnie na niego. Powiedziałem[2], myśląc o tobie: "W chorobach często kryje się szatan, aby torturować i doprowadzić do złorzeczenia Panu". Powiedziałem: "Ból matek jest zbawieniem dla dzieci". I tak jest, Mario. Niebo jest zaludnione dziećmi, które ocaliły matki. Idź, idź ze swoim krzyżem! Nieś go dla siebie i dla niego. Bardziej jego niż twój. O dobra matko, czyż nie cieszysz się, że możesz być Cyrenejką swego syna? Matka moja szepcze: "Gdybym mogła ja nieść Twój krzyż, mój Synu!". Nie spiesz się. To sprawy długie. Możesz nawet nie zobaczyć ich dopełnienia, dopóki trwa twój dzień śmiertelny. Mogłabyś wstąpić z tą wiarą – wiarą, rozumiesz, nie nadzieją – z tą wiarą w to, co mówię, do Nieba, i tam, z większą mocą, pomóc swemu dziecku… Och, nie wzdychaj! Tam oczekiwanie staje się chwilą. A potem jest radość widzenia go pięknym, zdrowym, dobrym, szczęśliwym na wieki. Na wieki. Na wieki. To, co wydaje się karą, jest tylko środkiem. To, co może się wydawać potępieniem, jest w istocie zbawieniem. Jego krzyż jest jego pokutą na Ziemi za jego grzechy jako człowieka. Ja nie każę płacić dwa razy. Jestem sprawiedliwy. Miej wiarę. Wspieraj go swoimi modlitwami. Daj mi go. Ofiaruj mi go. Powiedz: "Powierzam go Tobie". Balsam, który spływa z moich ran, nigdy nie jest bezskuteczny. Córko moja, pokój niech będzie w tobie i nad tymi, którzy są do ciebie podobni. Nad twoim synem moje miłosierdzie."

"A teraz" – mówi dalej do mnie Jezus – "powiedz to Ojcu Romualdowi." Jezus mówi: "Idź śmiało. Zrób to. Spróbuj. Ale zarzuty, jakie stawia się przypadkowi "Dora", tak wzburzonemu i naprzemiennemu w świetle i mroku, oraz zarzuty, jakie stawia się przypadkowi "Maria", tak spokojnemu, uporządkowanemu, pogodnemu, jak wszystko, co pochodzi wprost ode Mnie – przeciw czemu demon nie może uderzyć wprost i musi działać podstępnie i licho – służą do potwierdzenia pewnej prawdy ewangelicznej[3], która nie odnosi się tylko do Mnie, lecz do wszystkich przypadków, w których Ja jestem, choćby ukryty w stworzeniu-narzędziu. "Zagraliśmy wam, a nie tańczyliście, zaśpiewaliśmy lament, a nie płakaliście". A w innym miejscu: "Przyszedł Jan, który nie je i nie pije, a mówią: 'To szatan'. Przyszedł Syn Człowieczy, który je i pije, a mówią: 'Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników'. Tak to mądrość została usprawiedliwiona przez swoje dzieci". Tak. Mądrość ludzka, pyszna i niedowierzająca, która chce pouczać o wszystkim, a straciła ducha faktów i trzyma się pozorów, które chce usprawiedliwić, choć nie może – ponieważ to, co nadprzyrodzone, wymyka się metodom badania i osądu naturalnego – chce, sama nie zauważając, że sobie przeczy, usprawiedliwić dwa różne przypadki tymi samymi błędnymi racjami. Wszystko po to, by móc dać sobie samej rozgrzeszenie ze swojej niewiary, ze swojej niezdolności odczuwania i rozpoznawania tego, co nadludzkie, czyli boskie, tam, gdzie ono jest. Czas ostateczny będzie czasem ducha. Lecz zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: tylko ci, którzy będą dobrowolnymi ofiarami dla Ducha i przyjętą zdobyczą Ducha, będą jeszcze umieli uznać nadprzyrodzoność. Inni… szumowiny, które osiądą na dnie piekielnych stawów i dla których nie będzie już Słowa – które nie jest dane świniom, bo samo siebie szanuje i samo się chroni. I niech to będzie dla ciebie światłem, Romualdzie Mario. Pokój mój niech będzie w tobie."

PRZYPISY

[1] Maria Raffaelli, pochodząca z Castelnuovo di Garfagnana (Lucca), miała upośledzonego syna Antonia, który stanowił poważny problem dla matki i dwóch sióstr, Rosy i Diny. Warto dodać, że Maria Raffaelli była mimowolną przyczyną pierwszego spotkania Marii Valtorty z o. Romualdo M. Migliorinim. Dowiedziawszy się, że chorej kobiecie brakuje pomocy duchowej, poszła powiedzieć o tym swojemu znajomemu o. Pietro M. Pennoni, z klasztoru św. Andrzeja Sług Maryi w Viareggio, który musiał poprosić przełożonego o pozwolenie na zajęcie się Valtortą. Ale przełożony, którym był ojciec Migliorini, mając zamiar odwiedzać chorych na wzór świętego "Curatino z Viareggio", odpowiedział mu: "Pójdę tam".

[2] Powiedziałem to w głównej pracy, na przykład w 350.2 i 358.8, rozdziałach napisanych 4 i 12 grudnia 1945 roku.

[3] pewnej prawdy ewangelicznej... w innym miejscu..., zebranych razem we fragmencie Ewangelii Mateusza 11:16-19; Łukasza 7:31-35.