QUADERNI

21 lipca 1944 r.

Zeszłego wieczoru, nie wiem, czy po to, by dać mi przeżyć godzinę Getsemani, gdyż był to wieczór czwartkowy, czy też z powodu diabelskiej udręki, poczułam, jak w moim sercu, tak spokojnym odkąd Ojciec przyjechał[467], formuje się burza. I proszę wierzyć, Ojcze, że się tego przestraszyłam. Powiedziałam sobie: "Jeśli Kusiciel znowu mnie pochwyci, będzie ze mną krucho!". Bardziej boję się tęsknot, które budzi we mnie z gwałtownością odbierającą mi panowanie nad sobą, niż kryzysu serca. Ponieważ wiem, jak mnie potem zostawiają, osłabioną moralnie i zdolną odczuwać zbyt dotkliwie nieuniknione nędze życia. Wszczepiają mnie, jeśli tak można powiedzieć, w życie i w przeszłość, wyrywając mnie z mojej Teraźniejszości, którą jest Bóg, moje Życie. I cierpię katusze z tego powodu, ponieważ jestem jak ptak, przyzwyczajony do błękitu i przestrzeni, zamknięty w klatce w ciemności i dręczony przez ludzi, którzy, jemu nieznani, budzą w nim przerażenie na sam widok. Może się wydawać mocne to, co mówię, skoro nie jestem ani wśród obcych, ani wśród oprawców. Ale to jest prawdą w odniesieniu do Marii-kobiety, która jest już tak niewiele więcej niż kobietą, że można o niej powiedzieć, iż jest już poza życiem. Moje Życie jest gdzie indziej. Wskutek cudownego odwrócenia rzeczy obce mi się wydają, poza mną, te rzeczy, które są wszystkim dla innych, podczas gdy prawdziwym życiem wydaje mi się to, czym żyje mój duch. Życie tajemne i nieznane światu, a tak żywe! Zeszłego wieczoru, tuż przed tym, jak uformowała się burza wspomnień i towarzyszące jej katusze, przypominałam sobie w myśli rzeczy widziane[468] w widzeniu i wciąż się nimi rozkoszowałam, wracając myślą do tego czy innego epizodu, którego fazy widziałam żywo na nowo. Widziałam je na nowo myślą, nie wewnętrznym wzrokiem. Krótko mówiąc, wspominałam. I uśmiechałam się do małego Beniamina, i radowałam się radością Jezusa pośród dzieci, i widziałam znowu dom Zachariasza w Hebronie i Dziewicę zajętą kobiecymi pracami, i tak dalej. I mówiłam sobie: "Ile rzeczy pozwolił mi zobaczyć Jezus, abym coraz bardziej się w Nim zakochiwała! Jak wiele mam w sobie, by żyć szczęśliwie jak król pośród swoich skarbów! Dziękuję Ci, Jezu!". A potem przyszło... straszydło... Ale trwało to krótko, o ile nie wróci. Wezwałam wszystkich moich niebieskich przyjaciół: Jezusa, Maryję, Józefa, Jana i małą Teresę, i powiedziałam im: "Zdmuchnijcie czarne chmury. Ja nie mam na to siły... ale nie chcę stracić mojego Słońca. Jest we mnie i daje mi tyle pokoju. Pomóżcie mi". I poczułam, że mi pomagają. Uśmiechy i pieszczoty, i pokój, pokój, pokój. Dziś rano obudziłam się z odrętwienia, śpiewając piosenkę, którą sobie ułożyłam, aby powiedzieć Bogu, że Go kocham i pragnę. Śpiewając naprawdę, wie Ojciec? Jak ptak radujący się pierwszym promieniem słońca. Siostra Saviane[469] napisała do mnie: "Niech wiara, która zawsze cię podtrzymywała, zatryumfuje w twojej duszy oczyszczonej przez cierpienie i niech rozbłysną nowe i cenne perły nieśmiertelnej korony. Niech droga Matka Boża ci towarzyszy i przygotowuje cię do wejścia do nowego Jeruzalem, kiedy i jak zechce Jezus. Ty Jemu się ofiarowałaś... W tym punkcie zwrotnym, dla ciebie bardziej udręczającym niż dla innych, czuj Niebo z zastępem twoich orędowników bardzo, bardzo blisko siebie w tej bolesnej pielgrzymce... Czuj i mnie blisko, z modlitwą... Jezus cię nie opuszcza... Niech Jezus będzie twoją tarczą, twoim balsamem, twoją nagrodą...". Jak zawsze, ta święta zakonnica, która po ludzku nic nie wie, pisze tak, jakby wiedziała wszystko. Moje wszystko, to szczególne życie, którym każe mi żyć Bóg. Wezwałam moich niebieskich "orędowników", idąc za jej radą, ponieważ wierzę, że ta zakonnica jest oświecona. I dobrze zrobiłam. Będę tak robić zawsze, gdy wróci... straszydło. Ponieważ ja nic nie jestem warta, a Ojciec jest daleko, by natchnąć mnie swoim pokojem. Napełnił mnie nim Ojciec tak bardzo w ciągu tych 24 godzin, które tu spędził, dziesięć dni temu, że wciąż jestem silna... To bezużyteczne! W Niebie Bóg, a na Ziemi Ojciec – oboje są potrzebni biednej Marii!... Teraz otwieram Biblię. Otwiera się na Psalmie 118[470] (jeśli dobrze odczytuję liczbę rzymską). A dokładnie na strofie Kaf. Jezus mówi do mnie: "Czytaj. Zdaje się napisane dla ciebie. Lecz twoja dusza nie usycha w oczekiwaniu na moją pomoc. Coś, co usycha, wyniszcza się i unicestwia. Twoja dusza natomiast rośnie i umacnia się w oczekiwaniu. Oczekiwanie służy temu, by odedrzeć cię od wszelkiej pozostałości człowieczeństwa. Chcę cię mieć prostą i nagą jak płatek kwiatu. Oczekiwanie służy umocnieniu twojej nadziei. Chcę, byś miała nadzieję doskonalszą i mocniejszą niż blok stali. Nawet gdybyś stała na progu otchłani i widziała piekło wyciągnięte, by cię pochwycić, a za sobą świat szczekający jak sfora psów gończych, która chce rozszarpać i gotowa jest się rzucić, nie powinnaś się bać. Ja ci to mówię: "Nie powinnaś się bać". Jestem Słowem, które nie kłamie. Miej nadzieję i wierz we Mnie. Nie tylko twoje oczy, ale i twoje wargi znużyły się i zmęczyły, powtarzając Mi głosem i spojrzeniem: "Kiedy mnie pocieszysz?". O, wkrótce, umiłowana. Jeszcze trochę krzyża, a potem zostaniesz pocieszona[471] o wiele bardziej, niż się spodziewasz, pocieszona tak nadprzyrodzenie, że pozostaniesz w zachwycie radosnego zdumienia. Nie będzie ci się wtedy wydawało możliwe, że zasłużyłaś na tak wiele. Nie będzie ci się to wydawało możliwe, ponieważ radość zaciera pamięć wcześniejszego cierpienia, i ponieważ pokora trzyma nisko uczucia mego sługi. Moja mała, umiłowana uczennico, słodka córko mojej miłości, nie patrz na to, że grad cierpień uczynił cię podobną do bukłaka wystawionego na szron. Każda łza jest klejnotem. Każdy akt wiary, gdy uderza ból, jest czymś więcej niż klejnotem. Przyjdziesz do Mnie przystrojona bardziej niż oblubienica. Już cię nauczyłem[472], byś nie liczyła dni przeszłości ani przyszłości. Mów zawsze słowo Boga: "Teraz". "Cierpię teraz. Przeszłości już nie ma. Przyszłości może nie być. Lecz teraz Bóg mnie kocha, lecz teraz ja kocham Boga, lecz teraz Bóg wynagradza mnie na wieczność. Teraz, zawsze teraz". Psalmista pyta: "Kiedy wymierzysz sprawiedliwość moim prześladowcom?". On mógł tak powiedzieć. Ja jeszcze nie przyszedłem, by przynieść przebaczenie i miłość. Ty nie powinnaś tego mówić. Nie powinnaś nawet tego pragnąć. Ponieważ Ja powiedziałem[473]: "Gdy ktoś cię uderzy, nadstaw drugi policzek. Miłuj tego, kto cię nie miłuje, aby nie być podobnym do tych ze świata, którzy miłują tylko tych, którzy ich miłują. Błogosławieni jesteście, jeśli będziecie prześladowani". Zostaw Mi zadanie obrony i kary. Ty kochaj. To słodsze i świętsze. Gdybyś wiedziała, jak cię kocham, gdy widzę, że nie tylko nie umiesz już nienawidzić – ty, która nienawidziłaś – nie umiesz już nienawidzić, odkąd powiedziałem ci, byś kochała także nieprzyjaciół przez wzgląd na Mnie, ale że cierpisz, słysząc, jak inni nienawidzą, ponieważ nienawiść między braćmi jest obrazą Mnie, Ojca wszystkich ludzi! Choćby nawet niegodziwi opowiadali ci baśnie, byłoby to daremne. Jesteś już ponad nimi i ich słowami. Trwała w Bogu, w schronieniu Jego serca, jak ptaszek w gnieździe. Dlatego wiesz, karmiona jak jesteś wprost z mojej piersi, czym jest prawdziwy pokarm, a zwodnicze smaki pokarmów kłamstwa nie mogą cię już uwieść. Ty żyjesz ze Słowa Prawdy i w Słowie Prawdy, a nienawiść łaknących kłamstwa może cię tylko zdumiewać, tak jak dziecko zdumiewa się niegrzecznością, jaką dorosły odpowiada na jego pieszczotę. Lecz nie wzbudza nienawiści. Owszem, odrywa cię od ludzi. Tego właśnie chcę. I popycha cię coraz bardziej ku Mnie, we Mnie. Tego chcę jeszcze bardziej. Ten, kto głosi prawdę, jaką Bóg kładzie mu na wargach, staje się tak znienawidzony przez świat, że ten usiłuje nie tyle sprawić, by zniknęła jego osoba, ponieważ świat jest tchórzliwy i boi się więzień, ile zniszczyć jego dobre imię i pamięć wśród dobrych. Lecz on pozostaje wierny. Do przykazań danych wszystkim dochodzi jedno szczególne dla moich "głosów", dla moich umiłowanych. Wierność absolutna. Wierność nie tylko w tym, co nakazane, ale i w tym, co doradzone, nie tylko w tym, co doradzone: także w tym, czego Ja pragnę. Dlatego wbrew wszelkiej ludzkiej korzyści bądź Mi wierna. Joanna[474] była wierna aż do stosu swoim "głosom". A były to głosy aniołów i świętych. Twój Głos jest moim. Bądź mu wierna aż do męczeństwa, jeśli zostanie to od ciebie zażądane. Do jakiegokolwiek męczeństwa. A to płynące z niskiej potwarzy, podstępnej wojny, zawiści i kłamstw nie jest mniej dotkliwe niż stos. Bądź mi wierna. Ja ci pomogę. A teraz powiedz ty ostatni dwuwiersz: "W swoim miłosierdziu daj mi życie; a wprowadzę w czyn nauki ust Twoich". Tak. Życie i Życie ci dam. Tu, dopóki mi służysz, w Niebie, abyś odpoczywała w mojej radości. Życie tu, abyś coraz bardziej żyła tym, czego cię uczę. Pij, pij ze źródła mego Boskiego Słowa. Jezus-Nauczyciel jest bardziej niż kiedykolwiek twoim Nauczycielem, ponieważ zbyt nieliczni są ci, którzy chcą Go za swojego Nauczyciela, a On oddaje się bez miary tym niewielu, którzy zrozumieli, że nie ma na świecie nauki ani słowa świętszych i prawdziwszych od Jego. O umiłowani, którzy Mnie kochacie i żyjecie moim Słowem, żywe szkatuły, w których składam klejnoty mojej Myśli, złote lampy, jaśniejące Światłem, które płonie w was, przyjdźcie, przyjdźcie. Patrzę na tę małą trzódkę kochających baranków pośród zgrai zaciekłych wilków, baranków, które świadczą o Mnie pośród świata opętanego przez szatana, baranków, których życie jest wyznaniem wiary i dowodem, że Bóg istnieje, i promienieję radością. Naznaczeni moim Znakiem! O, przyjdźcie, błogosławieni! Moje serce jest dla was otwarte. Przyjdźcie i spocznijcie na nim. Przyjdźcie... Ja ci to mówię: "Raduj się! Bóg jest z tobą"."

PRZYPISY

[467] przyjechał 10 lipca, jak odnotowuje pisarka 11 lipca.

[468] rzeczy widziane, czyli różne epizody dzieła "Ewangelia tak, jak została mi objawiona".

[469] Siostra Saviane to s. Giuseppina Saviane, jedna z zakonnic (wspomniana już 20 kwietnia i 10 maja) w Kolegium, w którym studiowała pisarka.

[470] Psalm 118, który w neowulgacie stał się Psalmem 119. Strofa Kaf odpowiada wersetom 81-88.

[471] będziesz pocieszona... to obietnica, która wydaje się nawiązywać nie do jej błogiej śmierci (jak zostanie przepowiedziana 12 września), ale do tego stanu tajemniczej psychicznej izolacji, być może o charakterze ekstatycznym, który będzie charakteryzował ostatnie lata życia pisarki (jak już wspomnieliśmy w przypisie do 15 czerwca).

[472] Nauczyłem cię, 12 czerwca.

[473] Powiedziałem w Mateusza 5: 10-12.38-39.43-47; Łukasza 6: 22-23.27-35.

[474] Joanna to Joanna d'Arc (1412-1431), święta. Odniesienie do nadprzyrodzonych "głosów", które słyszała Joanna, wyjaśnia wyrażenie skierowane do Marii Valtorty: Twój Głos jest mój, co oznacza: Głos, który słyszysz, jest mój.