QUADERNI
22 lipca 1944 r.
Święto św. Marii Magdaleny
Piękna i długa wizja, która nie ma nic wspólnego ze świętą pokutnicą, którą zawsze tak bardzo kochałam. Piszę ją, dodając kartki do tego notatnika, ponieważ jestem sama i biorę to, co mam pod ręką. Widzę katakumby. Choć nigdy nie byłam w katakumbach, rozumiem, że to one. Które - nie wiem. Widzę ciemne meandry wąskich korytarzy wykutych w ziemi, niskich i wilgotnych, pełnych zakrętów jak labirynt. Idzie się prosto i wydaje się, że można iść dalej, co najwyżej skręcić w inny korytarz, tymczasem napotyka się ziemistą ścianę i trzeba skręcić, zawrócić, aż odnajdzie się inny korytarz prowadzący dalej. W nich są loculusy, liczne loculusy gotowe na przyjęcie męczenników. Gotowe w tym sensie, że każdy jest lekko wydrążony w ścianie, aby dać wzór grabarzom. Tak jest na początku. Ale im głębiej się wchodzi, tym bardziej loculusy są już głębokie i wykończone, wszystkie umieszczone wzdłuż ściany, jak liczne koje okrętowe. Inne natomiast są już wypełnione świętymi szczątkami i zamknięte prostą płytą, niezdarnie wyrytą imieniem męczennika lub zmarłego, ze znakami chrześcijańskimi oraz słowem pożegnania i polecenia. Ale te loculusy, już wykończone i zamknięte, znajdują się właśnie w tej strefie, którą przypuszczam za centralną część katakumby, ponieważ tu często otwierają się większe pomieszczenia, jak sale i salki, wyższe, zdobione graffiti i jaśniejsze od innych dzięki lampkom oliwnym, rozstawionym tu i ówdzie z pobożności i dla wygody wiernych, którym z jakiegoś powodu zgaśnie własna lampka. Także ludzi jest tu więcej i wypływają zewsząd, witając się z miłością, cichym głosem, jak wymaga tego święte miejsce. Są mężczyźni, kobiety i dzieci. Z każdej warstwy społecznej. Odziani jak ubodzy i jak patrycjusze. Kobiety mają głowy okryte tkaniną lekką jak muślin. Nie jest to z pewnością welon z tiulu, ale coś jak gęsta gaza, piękniejsza u bogatych, uboższa u biednych, ciemna dla mężatek i wdów, biała dla dziewic. Są młode mężatki, które trzymają dzieci na rękach. Może nie miały komu ich zostawić i zabrały je ze sobą, i podczas gdy starsze dzieci idą u boku swych matek, najmniejsze, niektóre jeszcze niemowlęta, śpią błogo pod matczynym welonem, kołysane krokiem matki i powolnymi, pobożnymi śpiewami wznoszącymi się pod sklepieniami. Wyglądają jak aniołki zstąpione z Nieba, śniące o Raju, do którego uśmiechają się przez sen. Ludzi przybywa i w końcu gromadzą się w bardzo rozległej, półkolistej sali, która na szczycie łuku ma ołtarz zwrócony ku tłumowi i jest cała pokryta malowidłami lub mozaikami.
Nie rozumiem dobrze. Wiem, że są to barwne przedstawienia, w których lśnią najżywsze lub najjaśniejsze tony i błyszczą złote glorie. Na ołtarzu wiele zapalonych lamp. Wokół ołtarza wieniec dziewic odzianych na biało i osłoniętych białymi welonami. Wchodzi, błogosławiąc, starzec o dobrym i majestatycznym obliczu. Sądzę, że to Papież, bo wszyscy padają przed nim z czcią. Otoczony jest przez kapłanów i diakonów i przechodzi między szpalerem pochylonych głów z uśmiechem niewysłowionego piękna na twarzy. Sam uśmiech mówi o jego świętości. Wstępuje na ołtarz i przygotowuje się do obrzędu, podczas gdy wierni śpiewają. Odbywa się celebracja. Jest niemal podobna do naszej. Dużo bardziej złożona od tej widzianej w Tullianum, sprawowanej przez apostoła Pawła, oraz od tamtej widzianej[475], sprawowanej w domu Petronilli. Starzec-celebrans, z pewnością biskup, jeśli nie Papież, jest wspomagany i obsługiwany przez diakonów, którzy mają szaty bardzo różne od jego, ponieważ on nosi szatę (liturgiczną), która przypomina, by dać jakieś wyobrażenie, owe płaszcze kąpielowe, jakich kobiety używają do czesania włosów - okrągłe peleryny okrywające przód, tył, ramiona i ręce niemal do nadgarstka - natomiast diakoni mają szatę liturgiczną niemal taką jak dzisiejsza, sięgającą do kolan, z szerokimi, krótkimi rękawami. Msza składa się ze śpiewów, które - jak rozumiem - są fragmentami psalmów lub Apokalipsy, z czytań fragmentów listów lub Pisma oraz Ewangelii, które są kolejno komentowane wiernym przez diakonów. Po zakończeniu czytania Ewangelii - czyta ją śpiewnym głosem młody diakon - wstaje Papież. Nazywam go tak, bo słyszę, że tak wskazuje go pewna matka swemu dość niespokojnemu dziecku. Wybranym fragmentem była przypowieść[476] o dziesięciu pannach: mądrych i głupich. Papież mówi: "Ta przypowieść, właściwa dziewicom, zwraca się do wszystkich dusz, ponieważ zasługi Krwi Zbawiciela i Łaska przywracają duszom dziewictwo i czynią je jak dziewczęta czekające na Oblubieńca. Uśmiechnijcie się, starcy chylący się ku ziemi; podnieście oblicze, patrycjusze, jeszcze wczoraj pogrążeni w błocie zepsutego pogaństwa; spójrzcie bez żalu na waszą utraconą, dziewczęcą niewiedzę, matki i małżonki. Nie różnicie się w duszy od tych lilii, wśród których przechadza się Baranek i które teraz wieńczą Jego ołtarz. Wasza dusza ma dziewicze piękno, którego nie dotknął żaden pocałunek, gdy odradzacie się i trwacie w Chrystusie, Panu naszym. Jego przyjście czyni duszę, która przedtem była brudna i czarna od najbardziej nikczemnych występków, bielszą niż świt na górze pokrytej śniegiem. Skrucha ją oczyszcza, wola ją oczyszcza, ale miłość, miłość naszego świętego Zbawiciela, miłość płynąca z Jego Krwi, która woła głosem miłości, przywraca wam dziewictwo doskonałe. Nie to, które mieliście u zarania waszego ludzkiego życia. Ale to, które było udziałem ojca wszystkich: Adama, i to, które było udziałem matki wszystkich: Ewy, zanim szatan, zwodząc, przeszedł nad ich anielską niewinnością, nad niewinnością - darem Bożym, który przyoblekał ich łaską w oczach Boga i wszechświata. O święte dziewictwo życia chrześcijańskiego! Kąpiel we Krwi, we Krwi Boga, który czyni was nowymi i czystymi jak Mężczyzna i Kobieta wyszli z rąk Najwyższego! O drugie narodziny waszego życia, w życiu chrześcijańskim, zapowiedzi tych trzecich narodzin, które da wam Niebo, gdy wstąpicie na skinienie Boga, białe od wiary albo purpurowe od męczeństwa, piękne jak aniołowie i godne oglądać i naśladować Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, Zbawiciela naszego! Ale dziś, bardziej niż do dusz, którym Łaska przywróciła dziewictwo, zwracam się do tych zamkniętych w dziewiczym ciele, o dziewiczej woli. Do mądrych dziewic, które zrozumiały pełne miłości zaproszenie Pana naszego oraz słowa dziewiczego Jana[477] i które chcą podążać na zawsze za Barankiem wśród zastępu tych, którzy nie poznali skalania i którzy na wieki napełnią Niebiosa pieśnią, której nikt nie potrafi wyśpiewać oprócz tych, którzy są dziewicami z miłości do Boga. I mówię do mocnej w wierze, w nadziei, w miłości, która tej nocy karmi się nieskalanym Ciałem Słowa i krzepi się Jego Krwią jak winem niebiańskim, aby być mocną w swym dziele. Jedna spośród was wstanie od tego ołtarza, by pójść naprzeciw losowi, którego imię może brzmieć "śmierć". I idzie tam, ufając Bogu, nie wiarą wspólną wszystkim chrześcijanom, lecz wiarą jeszcze doskonalszą, która nie ogranicza się do wierzenia dla siebie samej, do wierzenia w Bożą opiekę dla siebie samej. Ale wierzy także za innych i ma nadzieję przyprowadzić do tego ołtarza tego, kto jutro w oczach świata będzie jej małżonkiem, lecz w oczach Boga - jej najmilszym bratem. Podwójne[478], doskonałe dziewictwo, które czuje się tak pewne swej mocy, że nie lęka się gwałtu, nie lęka się gniewu zawiedzionego małżonka, nie lęka się słabości zmysłów, nie lęka się strachu przed groźbami, nie lęka się zawodu nadziei, nie lęka się lęku i niemal pewności męczeństwa. Powstań i uśmiechnij się do twego prawdziwego Oblubieńca, czysta dziewico Chrystusowa, która idziesz naprzeciw człowiekowi, patrząc na Boga, która idziesz tam, by przyprowadzić człowieka do Boga! Bóg patrzy na ciebie i uśmiecha się, i uśmiecha się do ciebie Matka, która była Dziewicą, a aniołowie tworzą ci koronę. Powstań i przyjdź ugasić pragnienie u Źródła niepokalanego, zanim pójdziesz na swój krzyż, ku swojej chwale. Przyjdź, oblubienico Chrystusa. Powtórz Mu twoją pieśń miłości pod tymi sklepieniami, droższymi ci niż kolebka twych narodzin na świat, i zanieś ją ze sobą aż do chwili, gdy dusza zaśpiewa ją w Niebie, podczas gdy ciało spocznie w ostatnim śnie w ramionach tej twojej prawdziwej Matki: apostolskiego Kościoła." Po zakończeniu homilii Papieża powstaje lekki szmer, bo chrześcijanie szepczą, patrząc i wskazując na szereg dziewic. Ale zostaje uciszony, by zapanowała cisza, a potem wyprowadzani są katechumeni i Msza trwa dalej. Nie ma Credo. Przynajmniej ja go nie słyszę. Diakoni przechodzą między wiernymi, zbierając ofiary, podczas gdy inni diakoni śpiewają swymi męskimi głosami, na przemian ze zwrotkami hymnu śpiewanymi jasnymi głosami dziewic. Kłęby kadzidła wznoszą się ku sklepieniu sali, podczas gdy Papież modli się przy ołtarzu, a diakoni unoszą na dłoniach zebrane ofiary na drogocennych tacach i w cennych amforach. Msza trwa dalej tak, jak trwa dzisiaj. Po dialogu poprzedzającym Prefację i po Prefacji śpiewanej przez wiernych zapada wielka cisza, w której słychać jedynie oddechy i sykliwe dźwięki celebransa, który modli się pochylony nad ołtarzem, po czym prostuje się i wyraźniejszym głosem wypowiada słowa Konsekracji. Piękne jest Pater intonowane przez wszystkich. Gdy zaczyna się rozdawanie Postaci, diakoni śpiewają. Najpierw komunikowane są dziewice. Potem śpiewają one pieśń[479] słyszaną podczas pogrzebu Agnieszki: "Vidi supra montem Sion Agnum stantem…". Pieśń trwa tak długo, jak trwa rozdawanie Postaci, na przemian z psalmem[480]: "Jak jeleń pragnie wód, tak dusza moja pragnie Ciebie, mój Boże" (sądzę, że dobrze przetłumaczyłam). Msza się kończy. Chrześcijanie tłoczą się wokół Papieża, by otrzymać także osobiste błogosławieństwo i by pożegnać dziewicę, do której zwrócił się Papież. Te pożegnania odbywają się jednak w sąsiedniej sali, w przedsionku, powiedziałabym, właściwego kościoła. Odbywają się, gdy dziewica, po modlitwie dłuższej niż wszystkich innych obecnych, wstaje ze swego miejsca, pada na twarz u stóp ołtarza i całuje jego krawędź. Wygląda doprawdy jak jeleń, który nie potrafi oderwać się od źródła czystej wody. Słyszę, jak ją wołają: "Cecylio, Cecylio"[481] i widzę ją wreszcie z twarzy, bo teraz stoi obok Papieża i welon nieco się uniósł. Jest bardzo piękna i bardzo młoda. Wysoka, kształtna z wdziękiem, bardzo dostojna w obejściu, ma piękny głos, uśmiech i spojrzenie anioła. Niektórzy chrześcijanie witają ją ze łzami, inni z uśmiechem. Niektórzy pytają ją, jak mogła zdecydować się na ziemskie zaślubiny, inni - czy nie lęka się gniewu patrycjusza, gdy odkryje, że jest chrześcijanką. Pewna dziewica żałuje, że wyrzeka się dziewictwa. Odpowiada jej Cecylia, by odpowiedzieć wszystkim: "Mylisz się, Balbino. Ja nie wyrzekam się żadnego dziewictwa. Bogu poświęciłam moje ciało, jak i moje serce, i Jemu pozostaję wierna. Kocham Boga bardziej niż krewnych. Ale kocham ich jeszcze na tyle, by nie chcieć prowadzić ich na śmierć, zanim Bóg ich wezwie. Kocham Jezusa, Oblubieńca wiecznego, bardziej niż jakiegokolwiek mężczyznę. Ale kocham ludzi na tyle, że uciekam się do tego sposobu, by nie stracić duszy Waleriana. On mnie kocha, a ja kocham go czystą miłością, kocham go doskonale, tak bardzo, że chcę mieć go przy sobie w Świetle i w Prawdzie. Nie lękam się jego gniewu. Ufam Panu, że zwyciężę. Ufam Jezusowi, że schrystianizuję ziemskiego małżonka. Ale jeśli w tym nie zwyciężę i dane mi będzie męczeństwo, tym prędzej zdobędę swoją koronę. Ale nie!... Widzę trzy korony zstępujące z Nieba: dwie jednakowe i jedną z trzech rzędów klejnotów. Dwie jednakowe są całe czerwone od rubinów. Trzecia to dwa pasma rubinów wokół i wielki sznur pereł najczystszych. Czekają na nas. Nie lękajcie się o mnie. Moc Pana mnie obroni. W tym kościele wkrótce spotkamy się razem, by powitać nowych braci. Żegnajcie. W Bogu". Wychodzą z katakumb. Wszyscy owijają się w ciemne płaszcze i przemykają jeszcze na wpół mrocznymi ulicami, bo świt zaledwie się zaczyna. Podążam za Cecylią, która idzie razem z diakonem i kilkoma dziewicami. Przy bramie okazałego budynku rozstają się. Cecylia wchodzi z dwiema samymi dziewicami. Może to dwie służące. Odźwierny jednak musi być chrześcijaninem, bo pozdrawia tak: "Pokój tobie!". Cecylia udaje się do swych komnat i modli się tam razem z nimi dwiema, a potem daje się przygotować do zaślubin. Bardzo starannie ją czeszą. Wkładają jej bardzo cienką suknię z najbielszej wełny, ozdobioną grecką bordiurą haftowaną białym na białym. Wygląda jak haftowana srebrem i perłami. Zakładają jej klejnoty na uszy, palce, szyję, nadgarstki. Dom się ożywia. Wchodzą matrony i inne służące. Radosny i nieustanny ruch. Potem jestem świadkiem tego, co uważam za pogańskie zaślubiny. To znaczy, przybycia oblubieńca wśród muzyki i gości, ceremonii pozdrowień i pokropień oraz podobnych obrzędów, a potem wyjazdu w lektyce ku domowi oblubieńca, cały ustrojonemu na święto. Zauważam, że Cecylia przechodzi pod łukami z białych wełnianych wstęg i gałązek, które wyglądają mi na mirt, i zatrzymuje się przed lararium, jak sądzę, gdzie odbywają się nowe obrzędy pokropień i formuł. Widzę i słyszę, jak oboje podają sobie ręce i wypowiadają rytualną formułę: "Gdzie ty, Kajusie, ja Kaja". Jest tam tak wielu ludzi, mniej więcej wszyscy w tych samych szatach: togi, togi i togi, że nie rozumiem, kto jest kapłanem tego obrzędu i czy w ogóle jest. Wydaje mi się, że kręci mi się w głowie. Potem Cecylia, prowadzona za rękę przez oblubieńca, obchodzi atrium (nie wiem, czy dobrze mówię), czyli salę z niszami i kolumnami, gdzie znajduje się lararium, i pozdrawia posągi przodków Waleriana, jak sądzę. A potem przechodzi pod nowymi łukami z mirtu i wchodzi do właściwego domu. Na progu ofiarowują jej dary, a między innymi kądziel i wrzeciono. Ofiarowuje jej je pewna stara matrona. Nie wiem, kim ona jest. Uczta zaczyna się od zwyczajnej rzymskiej biesiady i trwa wśród śpiewów i tańców. Sala jest bardzo bogata, tak jak cały dom. Jest tam dziedziniec - sądzę, że nazywa się impluvium, ale nie pamiętam dobrze nazw rzymskiego budownictwa ani nie wiem, czy stosuję je poprawnie - który jest klejnotem fontann, posągów i klombów. Triclinium znajduje się pomiędzy nim a bujnym, kwitnącym ogrodem, który rozciąga się za domem. Wśród krzewów - marmurowe posągi i piękne fontanny. Wydaje mi się, że mija dużo czasu, bo zapada wieczór. Widać, że u Rzymian nie było kartek[482]. Uczta nie ma końca. To prawda, że są przerwy na śpiewy i tańce. Ale jednak... Cecylia uśmiecha się do oblubieńca, który mówi do niej i patrzy na nią z miłością. Ale wydaje się nieco roztargniona. Walerian pyta ją, czy jest zmęczona, i może, by sprawić jej przyjemność, wstaje, by pożegnać gości. Cecylia udaje się do swoich nowych komnat. Jej chrześcijańskie służące są przy niej. Modlą się i, by mieć krzyż, Cecylia zanurza palec w kubku, który ma służyć do toalety, i kreśli lekki, ciemny krzyż na marmurze ściany. Służące zdejmują z niej bogaty strój, wkładając jej prostą wełnianą suknię, rozpuszczają jej włosy, wyjmując drogocenne spinki, i wiążą je w dwa warkocze. Bez klejnotów, bez loków, tak, z warkoczami na ramionach, Cecylia wygląda jak bardzo młoda dziewczyna, choć oceniam, że ma od 18 do 20 lat. Ostatnia modlitwa i skinienie na służące, które wychodzą, by wrócić z innymi, starszymi, z pewnością z domu Waleriana. W orszaku idą do wspaniałej komnaty, a najstarsze towarzyszą Cecylii do łoża, niewiele różniącego się od dzisiejszych tureckich sof, tylko podstawa jest z inkrustowanej kości słoniowej, a kolumny z kości słoniowej stoją po czterech stronach, podtrzymując purpurowy baldachim. Także łoże pokryte jest bardzo bogatymi purpurowymi tkaninami. Zostawiają ją samą. Wchodzi Walerian i podchodzi z wyciągniętymi rękami ku Cecylii. Widać, że bardzo ją kocha. Cecylia uśmiecha się do jego uśmiechu. Ale nie idzie ku niemu. Zostaje w miejscu na środku pokoju, bo gdy tylko wyszły stare służące, które ułożyły ją na łożu, ona się podniosła. Walerian jest tym zdziwiony. Sądzi, że nie usłużono jej jak należy, i jest już zagniewany na służące. Ale Cecylia go uspokaja, mówiąc, że to ona chciała czekać na niego stojąc. "Chodź więc, moja Cecylio" - mówi Walerian, próbując ją objąć. "Chodź, bo bardzo cię kocham". "Ja także. Ale nie dotykaj mnie. Nie obrażaj mnie ludzkimi pieszczotami". "Ależ, Cecylio!... Jesteś moją żoną". "Jestem Boża, Walerianie. Jestem chrześcijanką. Kocham cię, ale duszą, która jest w Niebie. Ty nie poślubiłeś kobiety, lecz córkę Boga, której służą aniołowie. I anioł Boży stoi przy mnie na straży. Nie obrażaj niebiańskiego stworzenia aktami trywialnej miłości. Spotkałaby cię za to kara". Walerian jest oszołomiony. Najpierw paraliżuje go zdumienie, ale potem ogarnia go gniew, że został oszukany, i unosi się, i krzyczy. Jest gwałtowny, zawiedziony w chwili największego szczęścia. "Zdradziłaś mnie! Zrobiłaś ze mnie pośmiewisko. Nie wierzę. Nie mogę, nie chcę wierzyć, że jesteś chrześcijanką. Jesteś zbyt dobra, piękna i mądra, by należeć do tej prostackiej gromady. Ale nie!... To jakiś żart. Chcesz się bawić jak dziecko. To twoje święto. Ale ten żart jest zbyt okrutny. Dosyć. Chodź do mnie". "Jestem chrześcijanką. Nie żartuję. Chlubię się tym, że nią jestem, bo być nią znaczy być wielkim na ziemi i poza nią. Kocham cię, Walerianie. Kocham cię tak bardzo, że przyszłam do ciebie, by zaprowadzić cię do Boga, by mieć cię przy sobie w Bogu". "Przekleństwo tobie, szalona i krzywoprzysięgo! Dlaczego mnie zdradziłaś? Czy nie lękasz się mojej zemsty?...". "Nie, bo wiem, że jesteś szlachetny i dobry, i że mnie kochasz. Nie, bo wiem, że nie ośmielisz się potępić bez dowodu winy. Ja nie mam winy...". "Kłamiesz, mówiąc o aniołach i bogach. Jak mogę w to uwierzyć? Musiałbym zobaczyć, a gdybym zobaczył... gdybym zobaczył, szanowałbym cię jak anioła. Ale na razie jesteś moją żoną. Nic nie widzę. Widzę tylko ciebie". "Walerianie, czy możesz uwierzyć, że kłamię? Możesz w to uwierzyć, właśnie ty, który mnie znasz? To nikczemnicy kłamią, Walerianie. Uwierz w to, co ci mówię. Jeśli chcesz zobaczyć mego anioła, uwierz we mnie, a zobaczysz go. Uwierz temu, kto cię kocha. Spójrz: jestem sama z tobą. Mógłbyś mnie zabić. Nie boję się. Jestem w twojej mocy. Mógłbyś mnie zadenuncjować prefektowi. Nie boję się. Anioł osłania mnie swymi skrzydłami. O, gdybyś go mógł zobaczyć!...". "Jak mógłbym go zobaczyć?". "Wierząc w to, w co ja wierzę. Spójrz: na mym sercu jest mały zwój. Wiesz, co to jest? To Słowo mego Boga. Bóg nie kłamie, a Bóg powiedział[483], byśmy się nie lękali, my, którzy w Niego wierzymy, bo żmije i skorpiony będą bez jadu dla naszej stopy...". "Ale przecież wy umieracie tysiącami na arenach...". "Nie. Nie umieramy. Żyjemy wiecznie. Olimpu nie ma. Raj jest. Nie ma w nim kłamliwych bogów o brutalnych namiętnościach. Ale tylko aniołowie i święci w świetle i w niebiańskich harmoniach. Ja je słyszę... Ja je widzę... O Światło! O Głosie! O Raju! Zstąp! Zstąp! Przyjdź i uczyń swoim tego twego syna, tego mego małżonka. Twoją koronę wpierw dla niego niż dla mnie. Dla mnie ból bycia bez jego uczucia, ale radość widzenia go kochanym przez Ciebie, w Tobie, wcześniej niż moje przyjście. O radosne Niebo! O wieczne zaślubiny! Walerianie, będziemy zjednoczeni przed Bogiem, dziewiczy małżonkowie, szczęśliwi w miłości doskonałej...". Cecylia jest w zachwyceniu. Walerian patrzy na nią z podziwem, wzruszony. "Jak mógłbym... jak mógłbym to osiągnąć? Jestem rzymskim patrycjuszem. Jeszcze wczoraj hulałem i byłem okrutny. Jak mogę być taki jak ty, aniele?". "Mój Pan przyszedł, by dać życie umarłym. Duszom martwym. Odrodź się w Nim, a będziesz podobny do mnie. Będziemy razem czytać Jego Słowo, a twoja żona będzie szczęśliwa, mogąc być twoją nauczycielką. A potem zaprowadzę cię ze sobą do świętego Papieża. On da ci pełne Światło i Łaskę. Jak ślepiec, któremu otwierają się źrenice, ty przejrzysz. O, przyjdź, Walerianie, i słuchaj wiecznego Słowa, które śpiewa mi w sercu". I Cecylia bierze za rękę oblubieńca, teraz całkiem pokornego i spokojnego jak dziecko, i siada przy nim na dwóch szerokich siedziskach, i czyta[484] pierwszy rozdział Ewangelii św. Jana aż do w. 14, potem rozdział 3 - epizod z Nikodemem. Głos Cecylii, gdy czyta te stronice, jest jak muzyka harfy, a Walerian słucha jej najpierw siedząc z głową wspartą na dłoniach, z łokciami na kolanach, jeszcze trochę podejrzliwy i niedowierzający, potem opiera głowę na ramieniu żony i z zamkniętymi oczami słucha uważnie, a gdy ona przestaje, błaga: "Jeszcze, jeszcze". Cecylia czyta fragmenty z Mateusza i Łukasza, wszystkie zdolne przekonać coraz bardziej oblubieńca, i kończy, wracając do Jana, którego czyta od umywania nóg dalej. Walerian teraz płacze. Łzy spływają bez drgnienia z jego zamkniętych powiek. Cecylia je widzi i uśmiecha się, lecz nie okazuje, że je zauważa. Po przeczytaniu epizodu o niedowierzającym Tomaszu milknie… I trwają tak, ona pogrążona w Bogu, on w sobie samym, aż Walerian woła: "Wierzę. Wierzę, Cecylio. Tylko prawdziwy Bóg mógł wypowiedzieć te słowa i tak kochać. Zaprowadź mnie do twego Papieża. Chcę kochać to, co ty kochasz. Chcę tego, czego ty chcesz. Nie lękaj się już o mnie, Cecylio. Będziemy tacy, jak ty chcesz: małżonkami w Bogu, a tu na ziemi rodzeństwem. Chodźmy, bo nie chcę zwlekać, by ujrzeć to, co ty widzisz: anioła twej czystości". A Cecylia, promieniejąca, wstaje, otwiera okno, odsuwa zasłony, by wpuścić światło nowego dnia, i żegna się znakiem krzyża, mówiąc Ojcze nasz: powoli, powoli, by oblubieniec mógł za nią podążać, a potem swą ręką kreśli znak na jego czole i na sercu, i na koniec bierze jego dłoń i prowadzi ją do jego czoła, do piersi, do ramion, w znaku krzyża, a potem wychodzi, wciąż trzymając oblubieńca za rękę, prowadząc go ku Światłu. Nie widzę nic więcej. Ale Jezus mówi mi: "Ileż macie się nauczyć z epizodu Cecylii! To ewangelia Wiary[485]. Bo wiara Cecylii była jeszcze większa niż wiara wielu innych dziewic. Rozważcie. Ona idzie do zaślubin, ufając Mnie, który powiedziałem[486]: 'Jeśli będziecie mieli tyle wiary, co ziarnko gorczycy, będziecie mogli powiedzieć górze: cofnij się, a ona się przesunie'. Idzie tam pewna potrójnego cudu: że będzie zachowana od wszelkiej przemocy, że będzie apostołką pogańskiego małżonka, że będzie na razie wolna, z jego strony, od wszelkiego doniesienia. Pewna swej wiary, stawia krok ryzykowny w oczach wszystkich, lecz nie w swoich, bo jej oczy utkwione we Mnie widzą mój uśmiech. A jej wiara otrzymuje to, czego się spodziewała. Jak idzie na próbę? Umocniona przeze Mnie. Wstaje od ołtarza, by pójść na próbę. Nie z łoża. Nie rozmawia z ludźmi. Rozmawia z Bogiem. Nie opiera się na niczym innym, jak tylko na Mnie. Kochała Waleriana świętą miłością, kochała go ponad ciałem. Anielska oblubienica, chce kochać tak swego małżonka nadal przez całe prawdziwe Życie. Nie ogranicza się do uczynienia go szczęśliwym tutaj. Chce uczynić go szczęśliwym na wieki. Nie jest samolubna. Daje mu to, co jest jego dobrem: poznanie Boga. Staje wobec niebezpieczeństwa, byleby go ocalić. Jak matka, nie dba o niebezpieczeństwa, byle dać Życiu inną istotę. Prawdziwa Religia nigdy nie jest jałowa. Daje żary ojcostwa i macierzyństwa duchowego, które wypełniają wieki świętym ciepłem. Iluż to w ciągu tych dwudziestu wieków wylało z siebie samych, czyniąc się dobrowolnymi eunuchami[487], byle być wolnymi, by kochać nie niewielu, ale wielu, ale wszystkich nieszczęśliwych! Popatrzcie, ile dziewic pełni rolę matek dla sierot, ilu dziewiczych mężczyzn - rolę ojców dla opuszczonych. Popatrzcie, ilu wielkodusznych ludzi bez habitu czy munduru składa w ofierze całopalnej swoje życie, by przynieść Bogu największą nędzę: dusze, które się zagubiły i szaleją w rozpaczy i duchowej samotności. Popatrzcie. Wy ich nie znacie. Ale Ja znam ich jednego po drugim i widzę ich jako umiłowanych przez Ojca. Cecylia uczy was jeszcze jednej rzeczy. Że by zasłużyć na oglądanie Boga, trzeba być czystym. Uczy tego Waleriana i was. Ja powiedziałem[488]: 'Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą'. Być czystym nie znaczy być dziewicą. Są dziewice, które są nieczyste, i są ojcowie, i matki, którzy są czyści. Dziewictwo to nienaruszalność fizyczna i - powinna być - duchowa. Czystość to wstrzemięźliwość, która trwa we wszystkich okolicznościach życia. We wszystkich. Czysty jest ten, kto nie oddaje się i nie ulega pożądliwości i żądzom ciała. Czysty jest ten, kto nie znajduje rozkoszy w myślach, rozmowach czy widowiskach nieprzyzwoitych. Czysty jest ten, kto przekonany o wszechobecności Boga, zachowuje się zawsze, czy jest sam ze sobą, czy z innymi, jakby był pośród publiczności. Powiedzcie: czy uczynilibyście na środku placu to, na co pozwalacie sobie w swoim pokoju? Czy powiedzielibyście innym, wobec których chcecie uchodzić za dobrych, to, co przeżuwacie w środku? Nie. Bo na ulicy naraziłbyś się na kary ludzkie i pogardę ludzi. Dlaczego więc postępujecie inaczej wobec Boga? Nie wstydzicie się ukazywać Mu się jako świnie, podczas gdy wstydzicie się ukazywać się takimi w oczach ludzi? Walerian ujrzał anioła Cecylii i miał swojego, i przyprowadził do Boga Tyburcjusza. Ujrzał go po tym, jak Łaska uczyniła go godnym, a wraz z nią i wola, by ujrzeć anioła Bożego. A przecież Walerian nie był dziewicą. Nie był dziewicą. Ale jakąż to zasługą było umieć wyrwać z siebie, przez miłość nadprzyrodzoną, każdy zastarzały nawyk poganina! Wielka zasługa Cecylii, która potrafiła zachować uczucie do męża w sferach całkowicie duchowych, dziewictwem podwójnie heroicznym; wielka zasługa Waleriana, który potrafił zapragnąć odrodzić się do czystości dzieciństwa, by przyjść w białej stule do mego Nieba. Czystego serca! Pachnące i kwietne klomby, nad którymi przelatują aniołowie. Mocni w wierze! Skało, na której wznosi się i lśni mój Krzyż. Skało, której każdy kamień jest sercem scementowanym z innym we wspólnej Wierze, która je łączy. Niczego nie odmawiam temu, kto umie wierzyć i zwyciężać ciało oraz pokusy. Jak Cecylii, tak daję zwycięstwo temu, kto wierzy i jest czysty ciałem i myślą. Papież Urban mówił o przywróceniu dziewictwa duszom przez odrodzenie i trwanie we Mnie. Umiejcie to osiągnąć. Nie wystarczy być ochrzczonym, by być żywym we Mnie. Trzeba umieć w tym trwać. Nieustanna walka z demonem i z ciałem. Ale nie jesteście sami w tej walce. Wasz anioł i Ja sam jesteśmy z wami. A Ziemia zmierzałaby ku prawdziwemu pokojowi, gdyby pierwsi do zawarcia pokoju byli ludzie w sercach - z samymi sobą i z Bogiem, z samymi sobą i z braćmi - nie płonąc już tym, co jest złem i co pcha ku złu coraz większemu. Jak lawina, która zaczyna się od niczego, a staje się ogromną masą. Wiele powinienem powiedzieć małżonkom. Ale po co? Już powiedziałem[489]. I nie chciano zrozumieć. W świecie upadłym nie tylko dziewictwo wydaje się manią, ale czystość w małżeństwie, wstrzemięźliwość, która czyni z człowieka Człowieka, a nie zwierzę, nie jest już uważana za nic innego, jak za słabość i ułomność. Jesteście nieczyści i przesiąknięci nieczystością. Nie nadajecie imion waszym złom moralnym. Mają trzy imiona, zawsze stare i zawsze nowe: pycha, chciwość i zmysłowość. Ale teraz osiągnęliście doskonałość w tych trzech bestiach, które was szarpią i których szukacie z szaloną żądzą. Dla najlepszych dałem ten epizod, dla innych jest bezużyteczny, bo ich duszy, splugawionej zepsuciem, tylko wywołuje łaskotkę śmiechu. Ale wy, dobrzy, trwajcie wierni. Śpiewajcie czystym sercem waszą wiarę Bogu. A Bóg was pocieszy, dając się wam, jak powiedziałem. Dobrym spośród najlepszych dam pełne poznanie nawrócenia Waleriana, przez zasługę czystej i wiernej dziewicy."
PRZYPISY
[475] widzianej: pierwszej 29 lutego, drugiej 4 marca.
[476] przypowieść zapisana w Ewangelii Mateusza 25:1-13.
[477] słowa dziewiczego Jana, w Objawieniu 14:4.
[478] Podwójne czytanie jest niepewne.
[479] pieśń rozpoczynająca się w Objawieniu 14:1, wysłuchana 20 stycznia.
[480] do psalmu, którym jest Psalm 42:2.
[481] Cecylia, święta męczennica z Rzymu, z II lub III wieku, upamiętniona już 10 i 13 stycznia oraz 12 czerwca.
[482] kartki na chleb i inne racje żywnościowe w okresie wojny, w którym Maria Valtorta pisała.
[483] powiedział w Ewangelii Marka 16:17-18; Łukasza 10:19.
[484] czyta, w kolejności, Jana 1:1-14; 3:1-21; 13:1...; 20:24-29 (oprócz nieokreślonych fragmentów z Mateusza i Łukasza).
[485] Ewangelia wiary, składająca się z epizodów wprowadzonych przez "dyktando" z 28 lutego.
[486] Powiedziałem w Mateusza 17:20; Łukasza 17:6.
[487] czyniąc się eunuchami, zgodnie z obrazem z Mateusza 19:12.
[488] Powiedziałem w Ewangelii Mateusza 5:8.
[489] Mówiłem już na przykład o 22 marca i 21 czerwca.