QUADERNI

19 lipca 1944 r.

Jezus mówi: "W moich różnych błogosławieństwach[459] przedstawiłem warunki konieczne do ich osiągnięcia oraz nagrody, jakie zostaną dane tym, którzy je otrzymają w błogosławieństwie. Ale choć wymienione kategorie są różne, nagroda - jeśli dobrze się przyjrzeć - jest taka sama: cieszyć się tymi samymi rzeczami, którymi cieszy się Bóg. Różne kategorie. Pokazałem już, jak Bóg zapewnia poprzez swoją myśl stworzenie dusz o różnych skłonnościach[460], aby Ziemia mogła cieszyć się słuszną równowagą we wszystkich swoich potrzebach, niższych i wyższych. Jeśli zaś bunt człowieka zakłóca tę równowagę, ponieważ chce on zawsze iść wbrew Woli Bożej, która z miłością prowadzi go właściwą drogą, wina nie leży po stronie Boga. Ludzie, wiecznie niezadowoleni ze swego stanu, czy to poprzez jawną przemoc, czy przez próby przemocy, wdzierają się w cudzy obszar lub go niepokoją. Czymże są wojny światowe, wojny rodzinne czy zawodowe, jeśli nie właśnie tymi działającymi nadużyciami? Czym są rewolucje społeczne, czym są doktryny, które okrywają się mianem "społecznych", a które w rzeczywistości są jedynie przemocą i brakiem miłości, bo nie potrafią chcieć i praktykować sprawiedliwości, którą głoszą, lecz zawsze przeradzają się w przemoc, która nie podnosi uciśnionych, ale zwiększa ich liczbę na korzyść garstki gwałcicieli? Lecz tam, gdzie króluję Ja, Bóg, te zakłócenia nie zachodzą. W duchach naprawdę Moich i w Moim Królestwie nic nie zakłóca porządku. Oto więc żyją i są nagradzane różne formy wielorakiej świętości Boga, który jest sprawiedliwy, czysty, pokojowy, miłosierny, wolny od chciwości ulotnych bogactw, radosny radością swojej miłości. W duszach - jedna skłania się ku jednej formie, inna ku innej. Skłania się w sposób wybitny, ponieważ w świętym obecne są wszystkie cnoty. Ale przeważa jedna, dla której ów święty jest szczególnie wysławiany wśród ludzi. Ja jednak błogosławię go i nagradzam za wszystkie, ponieważ nagrodą jest "cieszyć się Bogiem" - tak dla czyniących pokój, jak i dla miłosiernych, dla miłujących sprawiedliwość, jak i dla prześladowanych z powodu niesprawiedliwości, dla czystych, jak i dla strapionych, dla cichych, jak i dla ubogich w duchu. Ubodzy w duchu! Jakże błędnie zawsze rozumie się tę definicję, nawet ci, którzy rozumieją ją we właściwym sensie! Ubogi w duchu, dla powierzchowności ludzkiej i głupiej ludzkiej ironii, a także dla ignorancji, która uważa się za mądrość, znaczy "głupi". Najlepsi wierzą, że duch to rozum, myśl; najbardziej przyziemni - że to spryt i złośliwość. Nie. Duch jest o wiele wyżej niż rozum. Jest królem wszystkiego, co jest w was. Wszystkie przymioty fizyczne i moralne są poddanymi i służebnicami tego króla. Tam, gdzie stworzenie jest po synowsku oddane Bogu, umie utrzymać rzeczy na właściwym miejscu. Tam zaś, gdzie stworzenie nie jest po synowsku oddane, dochodzi do bałwochwalstwa, a służebnice stają się królowymi, strącając z tronu ducha-króla. Anarchia, która - jak wszystkie anarchie - przynosi zgubę. Ubóstwo ducha polega na posiadaniu owej suwerennej wolności od wszystkich rzeczy będących rozkoszą człowieka, dla których człowiek posuwa się nawet do zbrodni materialnej albo do bezkarnej zbrodni moralnej, która zbyt często umyka ludzkiemu prawu, lecz nie czyni mniej ofiar - przeciwnie, czyni ich więcej, a jej skutki nie ograniczają się do odebrania życia ofierze, lecz niekiedy odbierają szacunek i chleb ofierze i jej bliskim. Ubogi w duchu nie jest już zniewolony przez bogactwa. Nawet jeśli nie posuwa się do tego, by wyrzec się ich materialnie, ogołacając się z nich i z wszelkich wygód, wstępując do zakonu, umie używać ich dla siebie z oszczędnością, która jest podwójną ofiarą, by za to być hojnym w darach dla ubogich tego świata. Zrozumiał on moje słowo[461]: "Uczyńcie sobie przyjaciół z niesprawiedliwego bogactwa". Ze swego pieniądza, który mógłby być wrogiem jego ducha, prowadząc go do rozwiązłości, obżarstwa i braku miłości, czyni swego sługę, który toruje mu drogę do Nieba, całą wyłożoną - u bogacza, który jest ubogi w duchu - jego umartwieniami i jego dziełami miłosierdzia względem nędzy bliźnich. Ileż niesprawiedliwości naprawia i leczy ubogi w duchu! Niesprawiedliwości własnych, z czasów, gdy - jak Zacheusz - był chciwy i twardego serca. Niesprawiedliwości wobec bliźnich, żywych czy zmarłych. Niesprawiedliwości społecznych. Wznosicie pomniki ludziom, którzy byli wielcy tylko dlatego, że byli gwałtowni. Czemu nie wznosicie pomników ukrytym dobroczyńcom ludzkości ubogiej, biednej czy pracującej, tym, którzy używają swych bogactw nie po to, by uczynić z własnego życia nieustanną ucztę, lecz by uczynić je jaśniejszym, lepszym, wznioślejszym dla tego, kto jest ubogi, kto cierpi, kto jest upośledzony w swych zdolnościach, kto jest pozostawiony w niewiedzy przez możnych, bo niewiedza lepiej służy ich przeklętym celom? Iluż jest takich, nawet wśród tych, którzy nie opływają w dostatki, a wręcz są niewiele więcej niż ubodzy, a którzy mimo to potrafią poświęcić nawet "dwa grosze"[462], które posiadają, by ulżyć nędzy, która - będąc pozbawiona światła, jakie oni mają (a że je mają, poznać można po sposobie ich działania) - jest większa od ich własnej! Ubodzy w duchu są ci, którzy tracąc wiele albo mało z tego, co mają, umieją zachować pokój i nadzieję, nikogo nie przeklinać i nikogo nie nienawidzić. Ani Boga, ani ludzi. Wielka kategoria "ubogich w duchu", którą wymieniłem jako pierwszą - bo mógłbym powiedzieć, że bez tej wolności ducha ponad wszystkimi rozkoszami życia nie można posiadać innych cnót, które dają błogosławieństwa - dzieli się i rozczłonkowuje na wiele form. Pokora myśli, która się nie nadyma ani nie ogłasza się myślą wyższą nad inne, lecz korzysta z daru Bożego, uznając jego Źródło, dla Dobra. Tylko dla tego. Hojność w uczuciach, dzięki której umie ogołocić się nawet z nich, by iść za Bogiem. Nawet z życia. Bogactwo najprawdziwsze i najbardziej instynktownie umiłowane przez istotę cielesną. Moi męczennicy byli wszyscy hojni w tym sensie, bo ich duch umiał uczynić się ubogim, by stać się "bogatym" jedynym wiecznym bogactwem: Bogiem. Sprawiedliwość w miłowaniu rzeczy własnych. Miłować je, bo jest to - jako świadectwo Opatrzności wobec nas - obowiązkiem. Mówiłem już o tym w poprzednich dyktandach. Lecz nie miłować ich do tego stopnia, by kochać je bardziej niż Boga i Jego wolę; nie miłować ich do tego stopnia, by przeklinać Boga, gdy ręka ludzka wam je odbiera. Wreszcie, powtarzam, wolność od niewoli pieniądza. Oto różne formy tego duchowego ubóstwa, które - jak powiedziałem - z racji sprawiedliwości posiądzie Niebo. Mieć pod stopami wszystkie ulotne bogactwa ludzkiego życia, by posiąść bogactwa wieczne. Postawić ziemię i jej owoce o podstępnym smaku - słodkim na powierzchni, a gorzkim w głębi - na ostatnim miejscu, i żyć, pracując dla zdobycia Nieba. O, tam nie ma owoców o kłamliwym smaku. Tam jest niewysłowiony owoc radowania się Bogiem. To właśnie zrozumiał Zacheusz. To zdanie było strzałą, która otworzyła jego serce na Światłość i na Miłość - na Mnie, który przyszedłem do niego, by powiedzieć mu: "Chodź". A kiedy przyszedłem do niego, by go zawołać, był już "ubogi w duchu". Dlatego był zdolny posiąść Niebo".

PRZYPISY

[459] błogosławieństwa, określone w Ewangelii Mateusza 5: 1-12; Łukasza 6: 20-23. Zacheusz (Łk 19: 1-10) jest wspomniany w obecnym "dyktandzie" i w tym z następnego dnia, ponieważ dwa "dyktanda" zostały napisane natychmiast po napisaniu "wizji" nawrócenia Zacheusza i związanego z nim "dyktanda" komentarza, z których oba zostały umieszczone w głównym dziele (rozdział 417).

[460] dusze o różnych tendencjach, jak już wyjaśnia "dyktando" z 31 maja.

[461] zdanie, o którym mowa w Łukasza 16:9.

[462] dwoje małych, w odniesieniu do epizodu wdowiego obola, opisanego w Ewangelii Marka 12:41-44; Łukasza 21:1-4.