QUADERNI
12 lipca 1946 r.
Piątek
(Kiedy[1] o. Generał nakazał, by nie przynoszono mi już Komunii Świętej. Omal z tego powodu nie umarłam. Wtedy właśnie Jezus posłał mi o. Luigiego…). Płaczę, bo jest piątek, dzień Komunii Świętej, a ja jestem jej pozbawiona… Ból, zawsze ostry, staje się straszliwy. Cały mój duch jęczy zraniony, a ciało cierpi, jakby zostało śmiertelnie ugodzone… I płacząc, myślę: o okrutnych, jak i o dobrych spośród moich Współbraci[2]; myślę, że dobrzy cierpią wraz ze mną i za tę samą sprawę co ja. I ofiaruję moje cierpienie, aby ulżyć ich cierpieniu i wyrwać od Jezusa ostateczne "tak" w sprawie rękopisów. Ponieważ Jego boska nieustępliwość tym razem nie ugina się przed żadną modlitwą. Przychodzi mój Pan i pociesza mnie, mówiąc: "Oto jestem, mały Janie. Nie pozwalają nam być jednym: Ja w tobie, ty jak cyborium, które Mnie zawiera, ku radości nas obojga. Mały, mały Janie, kochajmy się, a miłość niech będzie zjednoczeniem. Przyjdź. Na moją pierś, mały Janie, jak ów drugi Jan[3], i niech moja miłość wejdzie w ciebie, by dać ci to, czego ci odmówiono…" Zjednoczenie daje ufność. Uszczęśliwiona, proszę o łaskę, której pragną o. Berti, o. Migliorini i inni. Jezus staje się surowy, z nieznośnym spojrzeniem tych chwil, w których jest bardziej Sprawiedliwością niż Miłosierdziem… Patrzę na Niego z lękiem, choć wiem, że to spojrzenie nie jest skierowane do biednej Marii. Porusza się powoli po pokoju, pochyla się nad zeszytami z rękopisami, które wróciły z Rzymu z poprawkami do Przedewangelii. Powtarza oderwane zdania, które się w niej znajdują. Rozpoznaję je. Odwraca się, mówi do mnie: "Rozumiesz je, prawda?" "Tak, mój Panie. Chcesz, żebym je zapisała?" "Nie. Są już zapisane. Powtarzanie ich byłoby prowokowaniem ich rozumu, zawsze tego samego: "Tak przemawiasz do kapłanów?". To zdanie wypowiadane było do Mnie niezliczoną ilość razy przez kapłanów Izraela, ponieważ ten, kto zawinił, podnosi głos, by uciszyć tego, kto ma rację, i mówi: "Ty zawiniłeś", by nie powiedzieć: "Ja zawiniłem". A nawet gdy słowa pochodzą od Mądrości i wiadomo, że stamtąd pochodzą, mówi się: "To ty przemówiłeś" – by uderzyć w stworzenie. Dlatego nie przepisuj ich. Są już tu zapisane, aby je przeczytali. I są zapisane gdzie indziej, gdzie ręka ludzka nie może dosięgnąć, by zniszczyć, a oko ludzkie nie może odmówić czytania. Dlatego mówię ci, że zaprawdę pewnego dnia oni je przeczytają. Ale te zeszyty i inne, które wciąż są w Rzymie, muszą wrócić do tego domu, pod twoją opiekę. Uzyskana zwłoka nie zmienia dekretu. Choćby to sam mój Wikariusz, z wnętrznościami prawdziwego Chrystusa, wziął Dzieło i ciebie pod swoją opiekę – a łaska i błogosławieństwo zstąpiłyby wówczas z Bóstwa na jego głowę – rękopisy muszą wrócić tutaj, do domu mego rzecznika. Znak mego potępienia za to, co uczyniono przeciw twojemu duchowi, musi pozostać jako przestroga dla tych, którzy to uczynili, i dla tych, którzy będą ich następcami. Z twego ducha nigdy już nie zostanie wymazana straszliwa tortura, jaką ci zadano, ani na Ziemi, ani w Niebie: tu piętno bólu, tam znak chwały, wielki ucisk, który staje się wybraniem, jak powiedziano[4] w Apokalipsie Jana. Znak niech pozostanie w nich, tak jak w tobie. Ponieważ mogę przebaczyć wszystko, co czyni się "narzędziu", skoro mam litość nad "umarłymi" podobnymi do tych z kościoła w Sardes, i daję im czas, by utwierdzili to, co jeszcze nie umarło, i ożywili to, co zgasło, to znaczy zdolność poznawania Boga poprzez ciebie, mój głos. Ale nie mogę pozostawić bez znaku kary tego, co czyni się twojemu duchowi, a tym bardziej Mnie, odmawiając nam zjednoczenia w Sakramencie, karmienia cię Sakramentami, które Ja ustanowiłem dla wszystkich dusz trwających w łasce Bożej lub potrzebujących powrotu do Łaski. I odmawiając tego, znając twój stan i stan tego miasta. Ja zapłaciłem moją Krwią za wszystkie dusze. Ja zapłaciłem z góry. Ja dałem samego siebie, abyście mnie mieli. Kto może odmówić Mnie moim umiłowanym dzieciom? Nie mogę przebaczyć wszystkiego, ponieważ, jeśli prawdą jest, że jestem Tym, który przebacza, to miarę przebaczenia uzależniam od miary miłości[5], jaką ma winowajca. Tu nie było miłości ani ku Bogu, dla którego radością jest przyjmowanie Komunii, ani ku tobie, duszy, dla której życiem jest przyjmowanie Mnie. A jeśli przebaczam ból zadany rzecznikowi, karzę za ból zadany twojej duszy chrześcijanki. Daj to poznać temu, komu należy to powiedzieć." I Jezus oddala się, pobłogosławiwszy mnie wcześniej. To o godzinie 9.30… O godzinie 11 poczta przynosi mi dwa listy, a raczej trzy: jeden od o. M., sprzeczny z listem o. Bertiego z tego samego dnia, jeden z Wenecji od siostry Saviane, trzeci od o. Pennoniego, który mówi mi o swoim zamiarze zwrócenia się do Ojca Świętego o ochronę. Niczego nie komentuję. Zaznaczam tylko, że Jezus już przewidział tę możliwość, potwierdzając jednak, że także w tym przypadku rękopisy muszą wrócić do mnie.
[Z 13 lipca 1946 roku jest rozdział 456 dzieła EWANGELIA]
PRZYPISY
[1] Kiedy... Notatka w nawiasie jest wstawiona pismem minutowym obok daty. W przypadku o. Luigiego odnosimy się do 19 marca 1946 r., w przypisie.
[2] Bracia, czyli bracia z Zakonu Sług Maryi, do którego pisarka należała jako tercjarka.
[3] jak drugi Jan, którego poufały gest jest poświadczony w Jana 13:25.
[4] jest powiedziane w Objawieniu 7:13-17. Poniższy cytat pochodzi z Objawienia 3:1.
[5] miarą miłości, jak w Łukasza 7:47.