QUADERNI

12 sierpnia 1945 r.

Św. Klara z Asyżu

Widzę – i nie wyda się to rzeczą niemożliwą do zobaczenia, gdyż jest to znane wielu i wielu osobom – cud wypędzenia napastników z klasztoru w Asyżu za sprawą siostry Klary[1]. Ale radością jest dla mnie, że to widzę, a o resztę się nie troszczę. Opisuję to, co widzę. Bardzo ubogi klasztorek, bardzo niski, o mocno pochyłym dachu, z małym krużgankiem, który krzyczy wielkie franciszkańskie słowo z każdego swego kamienia: "Ubóstwo", z ciemnymi, krótkimi, wąskimi korytarzykami, w które otwierają się drzwiczki cel. Strach i ból wstrząsają tym ubogim mieszkaniem pokoju. Klasztor rozbrzmiewa jak ul głosami modlitwy i jęków. I doprawdy ten mały klasztor wydaje się jak ul ogłuszony inwazją. Hałas zewnętrznej walki przenika także do wnętrza, łącząc swoje dzikie głosy z głosami pobożności. Nie wiem, czy to konwerska przynosi wieść, że wrogie hordy usiłują wedrzeć się do klasztoru, czy też jakiś mieszkaniec Asyżu ostrzega klaryski przed niebezpieczeństwem. Wiem, że przerażenie osiąga szczyt, gdy wszystkie rzucają się do celi Opatki, która leży na modlitwie przy brzegu swego posłania, po czym podnosi się, woskowobiała, wyczerpana, lecz tak piękna i dostojna, by przyjąć swoje przestraszone córki. Wysłuchuje ich i nakazuje zejść do chóru w porządku i z wiarą, w milczeniu Reguły, "ponieważ" – mówi – "nic, choćby najstraszniejsze, nie powinno sprawić, by zapomniano o świętej Regule". Ona sama podąża za nimi i wchodzi do małego, ubogiego chórku, za którym znajduje się zamknięty, ciemny kościółek, z zaledwie dwoma płomykami: jednym w kościele, drugim w chórze, płonącymi spokojnie przed cyborium – tam za dusze świata, które zbyt mało pamiętają o Bogu, tu za dusze Jezusa, które w tym wiecznym płomyku widzą symbol samych siebie. Modlą się, wzdrygając się przy każdym głośniejszym i bliższym krzyku. A gdy jedna z nich, z pewnością konwerska, wbiega, krzycząc bez opamiętania, nie bacząc na miejsce: "Matko, są przy bramie!", klaryski uginają się, jakby już zostały śmiertelnie ugodzone. Siostra Klara – nie. Przeciwnie, wstaje, staje na samym środku chóru i mówi: "Nie bójcie się. Oni są ludźmi i są na zewnątrz. My jesteśmy tutaj, wewnątrz, z Jezusem. Pamiętajcie Jego słowo[2]: 'Włos z głowy wam nie spadnie'. Jesteśmy Jego gołębicami. On nie pozwoli, by je zbezcześciły krogulce". Na zewnątrz fala zgiełku wzmaga się, zaprzeczając jej słowom. Ale ona się nie lęka. Widząc, że klaryski są zbyt przerażone, by przezwyciężyć wątpliwość i strach, zwraca się do Boga. "Mój słodki Jezu, przebacz, jeśli Twoja uboga Klara ośmiela się położyć ręce tam, gdzie tylko kapłan może je położyć. Lecz tutaj nie ma nikogo prócz Ciebie i nas. Jedna z nas musi więc powiedzieć Ci: 'Przyjdź'. Moje ręce są obmyte łzami. Mogą dotknąć Twego tronu" – i zdecydowana podchodzi do cyborium, otwiera je, bierze z niego nie monstrancję, jak się mówi, lecz kustodię podobną do puszki, a nie jest ona z metalu szlachetnego – wydaje mi się, że z kości słoniowej lub macicy perłowej, przynajmniej na zewnątrz i na tyle, na ile pozwala dostrzec skąpe światło. Bierze ją i trzyma z taką czcią, z jaką trzymałaby Boże Dzieciątko. Pewnym krokiem schodzi po kilku stopniach i idzie, śpiewając psalmy, ku drzwiom klasztoru, a siostry podążają za nią, drżące i pokorne. "Otwórz drzwi, córko". "Ale oni tam są! Słyszysz te krzyki i uderzenia?". "Otwórz drzwi, córko". "Ale wedrą się tutaj!". "Otwórz drzwi. To jest posłuszeństwo!" – i Klara, najpierw łagodna i przekonująca, przybiera władczy ton, który nie dopuszcza sprzeciwu. Jest dawną feudalną panią przyzwyczajoną do rozkazywania i wielką Opatką, która przywołuje do posłuszeństwa. Klaryska otwiera, z jękiem i drżeniem, które spowalniają czynność, a inne, za Opatką, drżą tak samo. Żegnają się znakiem krzyża, zamykając oczy, gotowe na męczeństwo, opuszczają welony, by umrzeć osłonięte. Drzwi wreszcie uchylają się. Krzyk napastników zmienia się w okrzyk zwycięstwa i, przestając używać broni, rzucają się biegiem ku drzwiom, które się otwierają. Klara, blada na twarzy jak kustodia, którą niesie wysoko, jedyna zasłona jej klasztornego oblicza, stawia dwa, trzy, pięć kroków za progiem. Nie wiem, czy widzi tych, którzy stoją przed nią, swoją ziemię, swoich wrogów. Nie sądzę. Jej oczy nie robią nic innego, jak tylko adorują Najświętszy Sakrament, który niesie. Wysoka i bardzo szczupła, wyczerpana, jak jest, biała jak lilia, powolna w kroku, wygląda jak anioł albo widmo. Mnie wydaje się aniołem, innym musi się wydawać widmem. Ich zuchwałość załamuje się, zatrzymują się, a widząc, że stawia kolejny krok naprzód, zawracają w bezładnej ucieczce. Wtedy Klara chwieje się i, pochylona, jakby miała zaraz upaść, śpiesznie wraca za próg. "Uciekli. Niech będzie błogosławiony Pan! Teraz… teraz podtrzymajcie waszą Matkę. Abym mogła zanieść Go z powrotem na Jego ołtarz. Śpiewajcie, córki, i podtrzymujcie mnie. Teraz wasza matka jest bardzo zmęczona". Ma bowiem twarz umierającej, jakby oddała wszystkie swoje siły. Lecz ma też uśmiech tak słodki i tyle siły w woskowych dłoniach, by mocno trzymać kustodię! Wracają do chóru i Klara składa w cyborium kustodię, intonując "Te Deum", po czym pozostaje bezwładna na dwóch stopniach ołtarza, jakby była martwa, podczas gdy klaryski kontynuują hymn dziękczynny. To jest to, co widzę. A dla mnie jest tylko to jedno: kilka słów św. Klary, w jej niebiańskiej szacie, nie w stroju klaryski: "Za pomocą tego" – i wskazuje na Najświętszy Sakrament – "wszystko się zwycięża. Będzie to wielka siła Nieba i Ziemi, dopóki będą istniały potrzeby Ziemi. Dzięki nieskończonym zasługom Najświętszego Ciała unicestwionego dla nas, my, święci Nieba, wypraszamy dla was łaski, a dzięki Niemu wy odnosicie zwycięstwa. Niech będzie pochwalony Baranek eucharystyczny! Niech Pan obdarzy cię pokojem i błogosławieństwem".

[Następnie rozdział 251, a w dniach 13, 14 i 15 sierpnia 1945 roku rozdziały 252, 253 i 254 dzieła EWANGELIA]

PRZYPISY

[1] Siostra Klara to znana święta Klara z Asyżu (1193-1253), towarzyszka świętego Franciszka i założycielka klarysek.

[2] jego słowo, które można powiązać z uspokajającą obietnicą opisaną w Ewangelii Mateusza 10:30-31; Łukasza 21:18.