QUADERNI

10 kwietnia 1945 r.

Otwieram Biblię, będąc już trzeci dzień w spoczynku. Otwieram ją na chybił trafił, byle przeczytać coś, co wciąż jest słowem pochodzącym od Boga. Otwiera mi się na stronie 769 i wzrok pada mi na wersety 25-26-27-28-29-30-31 Psalmu 17[1], Księga 1. I Pan mówi: "Czyż nie jest tak, jak możesz o sobie powiedzieć? Był czas – kochałem cię moją doskonałością, ale ty nie kochałaś Mnie swoją doskonałością, bo jeśli w twoim sercu była nawet myśl o Mnie, były w nim uczucia silniejsze nawet od tego, które dałaś Mnie – nie zasługiwałaś na moją nagrodę. Pamiętasz ten czas. Ja też go pamiętam. Wyszłaś ze swojego internatu cała przesiąknięta wonią Boga, jak dziewica świątynna przesiąknięta jest wonią rytualnego kadzidła. A Ja już wtedy cię wybrałem. Kiedy cię wybrałem? Chcesz wiedzieć? Naprawdę wtedy, gdy stworzona ci była dusza, bo żaden los człowieka nie jest nieznany odwiecznej Myśli. Ale mała Maria, utrzymana przy życiu moją wolą mimo nieszczęśliwych okoliczności[2], w jakich się urodziłaś, i które towarzyszyły ci w miesiącach, gdy byłaś ssącym aniołkiem, była moja już wtedy, gdy uroniła pierwsze łzy przed boskim Zdjęciem z Krzyża. Poprosił Mnie o ciebie. A Ja dałem cię z uśmiechem upodobania. Powtórzył to za ciebie w Niebie, i powiedział to Ojcu i Parakletowi[3], swoje: "Pozwólcie dzieciom przyjść do Mnie". Nie ma nic prócz ust maluczkich, które unoszą ból Jego ran. Maluczkich wiekiem i maluczkich wolą. Tych, którzy z Jego miłości i z posłuszeństwa wobec Mistrza "stają się jak dzieci, aby posiąść Królestwo Niebieskie". Rozkosz Boża, Maria, Matka Dziewica, jest doskonałą maluczką, która raduje się w Królestwie Niebieskim. Dusze dorosłych, które są "maluczkimi", są rzadkie jak perły o doskonałej okrągłości i zdumiewającej wielkości. Ale maluczcy wiekiem wszyscy posiadają tę duszę, jak gdyby jeszcze nieskalaną, która jest rozkoszą Boga i ulgą Chrystusa. I Syn zapragnął cię od tamtej chwili. Każda niewinna łza zasłużyła ci na Jego pocałunek, każdy pocałunek na łaskę, każda łaska na zaślubiny z Boską Miłością. Nie jest błędem spoglądać wstecz, by móc zaintonować Magnificat[4] i Miserere. I swój Magnificat mogłaś śpiewać aż do wyjścia ze swojego internatu. Cała byłaś Boża. Jeden tylko ołtarz w tobie. I jedna tylko miłość. Lilia z ledwo uchylonego kielicha była wypełniona jedynie niebiańską rosą i boskimi promieniami. Potem przyszedł świat. A wraz z nim wiele innych ołtarzy i wiele innych miłości. Uzurpatorzy "mojego" miejsca. I trwały tak długo, jak Ja chciałem. Mogłem też nie chcieć. I znajdzie się ktoś, kto powie: "To był niebezpieczny eksperyment". Nie. To było konieczne. Apostołowie zostali upokorzeni przez swoje odstępstwo od Chrystusa, podczas którego każda gałąź zepsutego człowieczeństwa wzięła w nich górę, i zostali znowu pochwyceni, wstrząśnięci i podburzeni przez wszystko, co niepokoi człowieka. I zrozumieli, że to, jak bardzo się odmienili, nie było ich jedyną zasługą, lecz wynikało z tego, że byli z Jezusem. I pycha, deprawująca człowieka, została w nich zmiażdżona. Trzeba tak postąpić ze wszystkimi wybranymi do szczególnego losu, aby nie utracili wybrania, nie zasługując już na moją miłość. Jeden po drugim upadli uzurpatorzy mojego miejsca w tobie. I tylko twój Bóg stał się znowu twoim Królem, któremu zaśpiewałaś Miserere twej mądrej skruchy. Teraz, córko, spójrz na przeszłość i na teraźniejszość. Spójrz na ten czas wielu miłości: do człowieka, do nauki, do siebie samej, i spójrz na czas obecny, odkąd nie ma na nowo nic prócz jednej miłości. Dla Mnie. I powiedz mi. Powiedz mi swoją duszą, słuchając tylko jej, jedynej, która ma głos prawdziwy i cenny. Czy nie masz teraz wszystkiego? Odkąd jesteś moja, czy nie masz wszystkiego? Wielu, głupcy, powie: "Nie ma nic! Ani zdrowia, ani radości, ani dobrobytu". Ale twoja dusza, która widzi swoimi oczyma duszy, mówi: "Mam teraz wszystko, nawet to, co jest świętym zbytkiem". Jeśli zbytkiem można nazwać to, co wykracza poza ściśle konieczne, by wznieść się do Boga. Masz swoją szczególną misję rzeczniczki. Ale poza tym, co jest darem i czego nie trzeba mieć, by być umiłowaną, masz zgodę Boga na swoje pragnienia. Dlaczego? Ponieważ, jak mówi[5] psalm: "Pan nagrodził mnie według mojej sprawiedliwości, według czystości, jaką mają moje ręce przed twoimi oczami". Jestem nieskończenie, po Bożemu hojny dla sprawiedliwych i czystych sercem. Dobry dla słabych, jestem doskonale dobry dla tych, którzy umieją być mocni dzięki mojej miłości. A ponieważ jestem Miłością, muszę czynić sobie gwałt, by nie być słabym nawet wobec tych, którzy grzeszą. Tym udzielam miłosierdzia mojego Syna. Moim dzieciom daję mnogość moich darów. I zbawiam je, i oświecam je, i wyzwalam je, i umacniam coraz bardziej, i prowadzę je, trzymając za rękę, na mojej niepokalanej drodze, pouczając je moim Słowem hartowanym w Ogniu Boskiej Miłości. Tak też z tobą, duszo moja, która we Mnie złożyłaś swoją miłość i całą swoją ufność. Nie bój się, kwiecie Boży. Nie ma ani jednego, od mikroskopijnych kwiatów krajów lodu po olbrzymie kwiaty stref zwrotnikowych, którego zostawiłbym bez rosy, światła i ciepła koniecznego dla ich delikatnego życia. A są tylko łodygami! Ale jaką opieką otoczy Stwórca kwiaty moich dusz? Nie bój się, kwiecie Boży, perlący się Krwią i Łzami Syna i Dziewicy. Z tymi klejnotami i z twoją wiernością jesteś Mi tak droga. Śpiewaj, na zawsze, Magnificat. Ojciec, Syn, Paraklet są z tobą."

O Panie, Panie! Ty to mówisz i z pewnością jest to prawda. Wszystko musiało być konieczne. Lecz czym było dla mnie Twoje opuszczenie[6] w zeszłym roku! Ty to widzisz. Ty nie ignorujesz uczuć serc. Są rany, które bolą nawet po zabliźnieniu przy najlżejszym dotknięciu. Czasem bolą z nerwowego współodczuwania, nawet gdy tylko czyni się gest dotknięcia ich albo dotyka się przeciwnej kończyny. Przecięte nerwy bolą nawet wtedy, gdy rana się już zamknęła. A Twoje opuszczenie, nawet teraz, gdy przygarnąłeś mnie znowu do swego serca, jest raną, która wciąż zadaje ból, bo przecięła nerw łączący mnie z Tobą. Nie pytam Cię: "Dlaczego to zrobiłeś?". Mówię Ci tylko: "Ty wiesz, czym było dla mnie Twoje opuszczenie!". Dziś zadrżałam, pisząc: 10 kwietnia. Bo mija dziś rok, odkąd zostawiłeś swój nędzny kwiat bez rosy, bez światła i ciepła. I omal z tego powodu nie umarłam. Bo dałam Ci wszystko, i gdybym jeszcze coś miała, dałabym Ci to. Ale nigdy więcej nie dawaj mi takiej próby. Widzisz, że moja nędza tego nie zniesie. Śpiewam, tak. Śpiewam mój Magnificat! Mówię Ci też: "Nie zasłużyłam wcale na to, byś czynił we mnie 'wielkie rzeczy'". Ale mój śpiew jest na zawsze zmieszany z płaczem, bo tak jak dziecko, które przeszło okres opuszczonego dzieciństwa, nie ma już pogodnej twarzy szczęśliwych dzieci, tak i ja mam wciąż przed oczami Twoje ubiegłoroczne opuszczenie. Jezus ma rację! Maryja ma rację! Tym, czego nie da się znieść w "naszych cierpieniach", jest Twoje opuszczenie, Ojcze… Rozpala się na nowo, gdy to piszę, mały płomyk, który nieustannie płonie przed Jezusem. Gwiazdeczka, która świeci razem z moim sercem przed moim ukrzyżowanym Jezusem. Od roku była zgaszona… Moja cela, mój tabernakulum, mój raj nie miały już światła. I sprawiało mi to taki ból… Wszystko miałam z Twojej miłości. Ale też bardzo wiele z Twojej surowości. Ciemności, samotność i to, co Twój Syn nazwał "piekłem"… Pozostałam jak ptak, który czystym trafem uszedł swoim oprawcom. Boję się… Ze wszystkich stron widzę sieci, klatki i tortury… Panie, zmiłuj się…

PRZYPISY

[1] Psalm 17, który w neowulgacie stał się Psalmem 18, a zatem: Psalm 18:25-31. Panem, który tu przemawia, nie jest Jezus, ale Ojciec Przedwieczny.

[2] nieszczęśliwe okoliczności... pierwsze łzy... to fakty opisane w Autobiografii, w pierwszych dwóch rozdziałach części pierwszej.

[3] tak powiedział, jak w Mateusza 18:3-4; 19:14; Marka 10:14-15; Łukasza 9:48, w tym cytat kilka linijek poniżej.

[4] Magnificat, który znajduje się w Ewangelii Łukasza 1:46-55; Miserere, który jest Psalmem 51.

[5] w Psalmie 18:25.

[6] porzucenie, już wyjaśnione w przypisie do 19 marca 1945 r.