QUADERNI

10 sierpnia 1944 r.

"Podeszłaś bardzo blisko prawdy, ale nie osiągnęłaś jej w pełni. Ci, którzy są ze Mną w Raju i którzy z niezbadanych powodów przeżyli na Ziemi godzinę piekła, jak ją nazywasz[549], pamiętają o niej, to prawda. Ale nie czują już jej goryczy, nie widzą już jej czerni, nie doznają już dreszczy grozy na jej wspomnienie. Tutaj wszystko jest światłem, słodyczą i pokojem. I nic nie może ich unicestwić, nawet wspomnienie najstraszliwszych udręk, jakich doznali. Ale wspomnienie pozostaje. Nie boli już, ale żyje. Jest ono zarzewiem czynnej miłości. Nie mów już nigdy więcej, moja mała córko, nie mów już nigdy więcej: "Jeśli mogę być gdzie indziej, nie będę już chciała pamiętać, że żyłam. Nawet jednego spojrzenia nie poświęcę już tej bolesnej Ziemi, gdzie jest tyle bólu i tyle zła". Ty, rozumując w ten sposób, rozumujesz po ludzku. Tego nie wolno ci robić. Ja wyprowadziłem cię poza mały, nędzny krąg tego, co ludzkie. Umieściłem cię już w nieskończonej i radosnej wolności nadprzyrodzoności. Odrzuć ze świętym pośpiechem i radosną wolą wszelką pozostałość tego, co ludzkie. Bądź "córką Bożą" w sposób całkowity. Być córką Bożą w sposób całkowity znaczy być nią tak, jak jest się nią w Niebie, czyli posiadać miłość, która przewyższa każdą przeszkodę gorzkiego wspomnienia, a nawet czyni z gorzkich wspomnień bodziec do większej miłości. Widzisz, córko. Gdy się jest tutaj, w moim Raju, posiada się Miłość, ponieważ Raj jest wiecznym posiadaniem Boga, który jest Miłością. Posiadając Miłość doskonałą, duch przechodzi przemianę doskonałości, która odwraca w nim także ostatnią pozostałość ludzkiej sprawiedliwości. Czy duch cierpiał na Ziemi? Właśnie dlatego, że jest świadom, iż na Ziemi się cierpi, ma litość nad Ziemią i oddaje się czynnej miłości z litości nad Ziemią. Czy cierpiał na Ziemi z powodu ludzi? Ponieważ Ziemia sama w sobie jest dobra. Daje wam chleb i wełnę, owoce i ogień, nie jest wam wroga i okrutna, jak jest nim człowiek. Ale właśnie dlatego, że wie, iż to ludzie na Ziemi są tymi, którzy sprawiają cierpienie i którzy cierpią, oto ubóstwiony duch odczuwa świętą wolę działania na korzyść biednych braci na wygnaniu. Wszyscy są biedni. Ci, którzy cierpią, a jeszcze bardziej ci, którzy sprawiają cierpienie, ponieważ gotują sobie wieczne ubóstwo i wieczną rozpacz. Moi święci, z błogosławionego łona kontemplacji, ani na chwilę nie przestają działać dla was, którzy jesteście jeszcze błądzącymi wygnańcami, i wielką jest dla nich radością, gdy mój uśmiech nakazuje im przyjść między was, aby wam błogosławić i sprowadzać was z powrotem do Dobra. Raj świętych ma dwa oblicza. Jedno patrzy na Boga i raduje się Nim. Drugie zwrócone jest ku biednym braciom, i ta czujna i miłująca miłość nie ustanie, dopóki ostatni człowiek nie skończy walczyć na Ziemi. Święci proszą mój Majestat, aby zezwolił im przychodzić do was, by wam pomagać. Widzisz, córko? Dziś[550] mój męczennik Wawrzyniec patrzy z większą niż kiedykolwiek miłością na biedną Ziemię i biednych ludzi, ponieważ zanurzony, jak jest, w Miłości i Mądrości, widzi w tej Ziemi i w tych ludziach jedną z dwóch głównych przyczyn swej wiecznej szczęśliwości i pragnie im czynić dobro w podzięce za to, że stali się dla niego powodem chwały. Nawet gdybyś była w miejscu doczesnej pokuty, miałabyś tę czynną miłość. Ponieważ dusze czyśćcowe nie widzą jeszcze Boga, ale kochają Go już tak jak w Niebie i mają już poruszenia miłości właściwe błogosławionym. Nie mów więc już nigdy, że chcesz zapomnieć o Ziemi. Moje dzieci nigdy nie mają miłości egocentrycznej, lecz naśladując swojego Pana, promieniują jak słońca swymi promieniami na dobrych i złych, aby wszystkich przywołać do Światła. Tej lekcji chciałem udzielić ci Ja, twój Ojciec, który tak umiłował Ziemię, znając wszystkie jej zbrodnie przeszłe i przyszłe, zbrodnie popełnione na niej przez ludzi, że wyrwałem z łona mojego Słowo, aby posłać Je uświęcić Ziemię. Moja Myśl wiedziała, że wśród przyszłych zbrodni będzie bogobójstwo. A jednak to nie powstrzymało mojej miłości. Jak nie powstrzymało miłosnego pośpiechu Słowa, ani miłosnej działalności Pocieszyciela. Myśl jak córka Boża, a błogosławieństwo Ojca, Syna i Ducha Świętego niech będzie zawsze nad tobą." Jakże słodko przemówił Ojciec najświętszy! Lekcja, która była samą pieszczotą, wypowiedziana z tak wielkim, a spokojnym majestatem, że - jak Ojciec może zauważyć - poza słowem "ubóstwiony", które napisałam ponownie, bo zrobiłam kleks przez nagłe drgnięcie ręki, nie musiałam nic poprawiać ani dodawać, bym została w tyle, podczas gdy Głos dyktował. Nie powiem więc już nawet tamtej rzeczy, i od dziś będę myślała, i mówię to zaciskając zęby, o zajmowaniu się Ziemią, kiedy ją opuszczę. Powoli, powoli, mam nadzieję dojść do tego, by myśleć o tym bez trudu, i to jeśli Bóg mi pomoże… Ileż to rzeczy musi "już nie robić" biedna Maria, odkąd jest "rzeczniczką"! Mogłabym powiedzieć, że powoli musiałam zrezygnować z każdej mojej myśli. Mogłabym powiedzieć, że podstawowym słowem miłosnych rozmów Bożych jest: "Nie rób tego, z miłości do Mnie". Niech tak się stanie jednak zawsze. Wystarczy mi, że On trzyma mnie w ramionach, aby przeszkodzić Szatanowi dręczyć mnie wspomnieniami… Później mówi Jezus (to naprawdę On, bo czuję Jego czułość): "W chwilach niebezpieczeństwa i burzy właściciel łodzi zawsze czuwa na swoim miejscu. Nie ufa już swoim marynarzom, nawet temu, który stoi przy sterze, nawet wybranemu marynarzowi, wyznaczonemu do manewrowania żaglami. Bierze ster w swoje ręce, wydaje rozkazy i nadzoruje manewry żaglami. Ponieważ wie, że nikt tak jak on, będący jej właścicielem, nie może kochać tej łodzi, w którą włożył swoje oszczędności, by zapewnić chleb dzieciom, i której każda deska, każdy gwóźdź, każda lina nosi imię jakiegoś wspomnienia. To zostało kupione dzięki poświęceniu żony, która zechciała odmówić sobie sukni i naszyjnika, by uczynić łódkę piękniejszą; tamto zostało zdobyte dzięki tej ciężkiej pracy na obcym statku, z dala od domu przez tak długi czas, pracy wykonanej, by zyskać sowitą zapłatę i osiągnąć marzenie posiadania najpiękniejszej łodzi spośród łodzi w okolicy; na tej desce swoje pierwsze kroki stawiał pierworodny syn, na innej stary ojciec płakał z radości, widząc syna już jako właściciela, i te łzy były wodą lustralną łódki… Ileż wspomnień! On nie chce, by łódź była w niebezpieczeństwie, ponieważ jest mu zbyt droga, kochana jakby była jego kobietą albo jego dzieckiem, jakby była częścią jego domu… Czuwa więc nad nią z czujną miłością, a w godzinach niebezpieczeństwa ani na chwilę nie porzuca troski o nią, ponieważ nie chce widzieć, jak ginie; nie chce też widzieć, jak się rani, uderzając o skały i mielizny, ani widzieć jej pozbawionej masztów, bez skrzydła żagli, ponieważ nieroztropny manewr pozwolił porwać je szponom wiatru sztormowego. Nie chce też, by zwalniała, z obwisłymi żaglami w parnej ciszy sirocco, ponieważ wie, jak zdradliwe jest morze i jak zbyt głęboka cisza zapowiada burzę, ledwie poza strefami, gdzie panuje spokój. Tak czyni dobry właściciel. A czyż Ja nie powinienem czynić tak samo z tobą? Spójrz wstecz i zauważ, czy za każdym razem, gdy szykowała się dla ciebie burza, albo gdy była już nad tobą i tobą miotała, czy Ja nie ująłem twego steru. Teraz, gdy masz oko duchowe jasne i mocne, możesz zobaczyć całe swoje życie w jego prawdzie, w jego prawdach: ludzkich i nadludzkich. A w nich widzisz przezorność i miłość twojego Jezusa, jaśniejącą jak gwiazda na szczycie twojego masztu. Nie pozwoliłem, byś szukała Gwiazdy Polarnej człowieka. Ale zstąpiłem. Stanąłem na czele twojego ja i mocą magnetyzmu mojej Boskości, znacznie silniejszą niż ta, która spływa z gwiazd, wyzwoliłem fluidy, by ujarzmić wydarzenia i przywołać cię do Siebie. Ty… ty przez długi czas, wśród mgieł swojego człowieczeństwa, brałaś ów blask Gwiazdy za zwykłe światełko, które drażniło twoje oczy swoim nieustannym migotaniem. Ty… ty wśród głosów swoich burz nie umiałaś zrozumieć Głosu tych drgnień. Ale Ja byłem zawsze Sobą. I czy to łagodnością, która cię usypiała, czy gwałtownością, która cię obalała, gdy widziałem, że biegniesz ku jakiemuś niebezpieczeństwu, wyrywałem ci z ręki ster i żagle i sam kierowałem je ku otwartemu oceanowi mojej miłości, która cię pragnęła. Gdy zdołałaś Mnie dostrzec, byłaś już poza mieliznami i skałami. Pozostawało ci już tylko żeglować ufnie ku Słońcu. Spójrz jeszcze raz. Dobrze jest od czasu do czasu obejrzeć się wstecz, by zobaczyć dzieła, które są niczym innym jak znakami miłości pozostawionymi na naszej drodze przez tego, kto nas kocha. Spójrz jeszcze raz. Także temu, kto żegluje po otwartym morzu, może przydarzyć się burza. Nie czyha ona tylko przy skałach. A ty napotkałaś już wiele i wiele jeszcze napotkasz. Ale czy kiedykolwiek zginęłaś? Nigdy. Dlaczego? Ponieważ Ja jestem z tobą. Pozwalam, byś czuła, jak się zbliżają, te burze. Chcę wręcz, byś wiedziała, że nadchodzą, abyś mogła się wcześniej umocnić, by je stawić czoła, a także abyś miała podwójną zasługę, cierpiąc już wcześniej z ich powodu. Także w tym, siostro-oblubienico, czynię cię podobną do Mnie i do Maryi. My poznaliśmy naszą Mękę na długo przedtem… Pozwalam, by przychodziły. Dlaczego? Pewna dusza seraficzna napisała[551]: "Wiele stronic mego życia nie będzie czytanych na Ziemi". Nie tylko Teresa z Lisieux może tak powiedzieć. O wszystkich duszach, a zwłaszcza o tych uprzywilejowanych, można bez kłamstwa powiedzieć, "że wiele stronic ich życia nie będzie czytanych na Ziemi". Są to stronice tajemnic Króla.[552] Niezgłębionych powodów Jego postępowania wobec dusz. Gdy, zanurzona w Świetle, będziesz mogła czytać nieśmiertelne stronice ksiąg wiecznych, poznasz przyczynę pewnych swoich godzin. Pozwalam, by przychodziły, te burze. Okrutne. Tak. Okrutne, najokrutniejsze. Przyznaję to, biedna Mario, ofiaro naszej miłości: mojej i twojej. Ale kiedy nadchodzą, nie ograniczam się już nawet do trwania na szczycie masztu głównego, jako Gwiazda, która zstąpiła, by rozsiewać astralne wpływy na twojej drodze. Zstępuję jeszcze niżej. Staję u twojego boku. Biorę cię – tak, Mario, jest tak, jak chcesz – biorę twoją biedną głowę i twoje biedne serce w dłonie, i na rany serca zlewam balsamy moich pieszczot i krwi, która ścieka z przebitych dłoni, i zamykam ci oczy i uszy tymi dłońmi, które cię kochają, by nie dać ci widzieć i słyszeć przerażających obrazów i głosów burzy. Nie mów: "Ale w kwietniu[553] zostawiłeś mnie samą". Nie mów tego. Gdy chore dziecko majaczy, na próżno jego ojciec je pieści i całuje, i trzyma w ramionach, by nie zrobiło sobie krzywdy i by czuło, że nie jest samo. Chore dziecko nie widzi i nie rozumie, i płacze: "Tato, tato! Dlaczego nie przychodzisz? Dlaczego mi nie pomagasz?". Dopóki trwa gorączka, dziecko płacze, a ojciec cierpi udrękę: jedno z tego, że czuje się pozostawione samo, drugi z tego, że nie może dać się poznać. To właśnie wydarzyło się w ubiegłym kwietniu między Mną a tobą. Dlaczego – to jedna z tajemnic, które zostaną odczytane w wiecznych księgach. Ale pomyśl o tym i wierz w to, i niech wraz z tobą wierzy w to ten, kto był świadkiem twojej udręki, wierzcie w to wszyscy mocno, że jest to przyczyna "wielkiej" miłości. Ale ty byłaś w moich ramionach. Miotałaś się i wołałaś Mnie. Sądziłaś, że zderzasz się z szatanem i ludzką złością. Nie. Byli przy twoich bokach. Ale ty uderzałaś we Mnie. Tylko we Mnie. Ponieważ byłaś w kręgu moich ramion i przyciśnięta do mojej piersi. Nie ściskana przez szatana. Przeze Mnie. Sądziłaś, że jesteś sama. Nie słyszałaś mojego głosu. Ale Ja mówiłem do ciebie wśród twoich włosów. Tak długo mówiłem do twojej nadświadomości, że uspokoiła się jak dziecko ukołysane kołysanką. Jestem Jezusem, który uciszył burze[554] na Jeziorze Galilejskim. Uciszył je, nie dotykając steru ani żagli, samą mocą swojej woli. Mogę uciszyć burzę, która szaleje wokół mojego dziecka, trzymając je w ramionach i rozkazując wiatrom i falom, by się uspokoiły. Nie bój się, córko. Nie wychodź z kręgu moich ramion, a wtedy nie bój się niczego. Choćby zawalił się cały świat wokół ciebie, Ja nie dałbym ci poznać spustoszenia. Wyleję na ciebie "strumienie pokoju i radości", o których mówi[555] Izajasz. Choćbyś pozostała sama jedna w pustym świecie, zawsze znalazłabyś "łono, które cię przyjmuje: moje, które kołysałoby cię na swoich kolanach jak na kolanach matki". W zeszłym roku, właśnie w tych dniach, powiedziałem ci[556]: "Będę ci ojcem i matką, i bratem, i oblubieńcem". Jezus nigdy nie kłamie. Byłem nim, jestem nim i będę nim. "Ponieważ umiłowałem cię[557] miłością wieczną, dlatego okazuję ci nieustanną łaskawość". Idź bezpiecznie pod promieniami Gwiazdy twojej miłości: Ja, Jezus." Dwie godziny po tym dyktandzie ogarnął mnie bardzo silny atak serca i sądziłam, że umieram. Powalona nim, by umierać, patrząc na Mamę i Jezusa, położyłam sobie na kolanach obraz Matki Bożej Bolesnej oraz obraz mojego Jezusa Ukrzyżowanego, ten sam, na odwrocie którego w przeklętych dniach, kiedy nie mogłam już się modlić, napisałam 3 wersety "Dies irae" i 4 "Stabat Mater". Czytam je, patrzę na nie, czytam także karteczkę, na której napisałam swoje litanie do Dobroci Bożej, przepisane w tamtych dniach z moich rękopiśmiennych książeczek do modlitwy, by mieć je zawsze przed sobą i móc powiedzieć Bogu choć jedno słowo. I podczas gdy cierpię i słabnę, myślę i mówię do Jezusa: "Jezu, dobrze mówisz. Ale ja w tamtych dniach nie byłam już zdolna powiedzieć Ci ani słowa. Ani jednego!… Tyle dni bez możliwości powiedzenia Ci, że Cię kocham!…". A Jezus odpowiada, i zapisuję to, choć czuję, że umieram, ponieważ ten kwiat jest zbyt piękny, by miał się zagubić: "Nie ma znaczenia. Modlitwa jest wzniesieniem duszy do Boga. Jest więc myślą, jaką dusza kieruje ku Temu, którego miłuje. Gdy się kocha, kocha się nawet wtedy, gdy nie można powiedzieć umiłowanemu: "Kocham Cię". Wargi milczą, bo między dwojgiem jest przestrzeń i głos nie dociera, ale serce nie milczy. Czy przestałaś Mnie kochać w tamtych dniach? Nie. Owszem, kochałaś jak nigdy dotąd, ponieważ nadal kochałaś, nie czując odpowiedzi ze strony swojej Miłości. I majaczyłaś, oszalała z miłości, nie tyle z powodu tego, co cię trapiło, ile dlatego, że przestałaś Mnie odczuwać. To właśnie z tego powodu nie mogłaś się uspokoić… Jakie więc imię chcesz nadać temu majaczeniu, które przeszkadzało ci wypowiadać znane słowa, lecz nie przeszkadzało tęsknić za Mną? Jakież inne, jeśli nie "miłość"? Miłość najdoskonalsza, jaką może mieć stworzenie. Miłość do Mnie. Nie dla tego, co mogło pochodzić ode Mnie. Dla Mnie. Tylko dla Mnie. Miłość twojego serafickiego Franciszka: "Błogosławiony ten, kto miłuje, a nie żąda, by go miłowano". Miłuje, by miłować. Dlatego modliłaś się nie wargami, lecz swoją wyższą częścią, tą najdoskonalszą. Zachowaj pokój. Odkąd Mnie kochasz, nie przestałaś ani na chwilę się modlić, ponieważ nie przestałaś ani na chwilę kochać." Cóż za piękne rozgrzeszenie! Niech Jezus będzie za nie błogosławiony.

PRZYPISY

[549] jak ją nazywasz w piśmie z poprzedniego dnia. Jak zobaczymy, "dyktando" nie pochodzi od Jezusa, ale od "najświętszego Ojca".

[550] Dziś, 10 sierpnia, Kościół obchodzi święto męczennika Wawrzyńca, wspominanego już w drugim "dyktandzie" z 16 marca.

[551] napisała św. Teresa od Dzieciątka Jezus w swojej autobiografii, wspomnianej już w przypisie do 23 czerwca.

[552] Tajemnice króla, wspomniane w Księdze Tobiasza 12:7.

[553] w kwietniu, kiedy rozpoczęło się czterdzieści dni opuszczenia przez Boga.

[554] uciszył burze, jak w Ewangelii Mateusza 8:23-27; Marka 4:35-41; Łukasza 8:22-25.

[555] mówi w Księdze Izajasza 66:12-13, która zawiera następujący cytat.

[556] Powiedziałem ci 12 sierpnia 1943 roku.

[557] Umiłowałem cię..., jak jest powiedziane w Jeremiasza 31:3.