PAOLO
8 lutego 1950 r.
Duch Święty mówi: "Komu winien jest wdzięczność, komu winien jest odwdzięczyć się za otrzymaną pomoc i dary ten, kto doznał dobrodziejstwa? Temu, kto mu je wyświadczył. Komu zatem winien jest wdzięczność człowiek? Ciału, które dało się zepsuć pokusą zakazanego owocu i uczyniło z niego - z człowieka, który dzięki łasce otrzymanej od Stwórcy był bogiem - jedynie człowieka przeznaczonego do bólu, trudu, śmierci, wygnania z Nieba, czy też duchowi, który odrodzony i na nowo zrodzony do łaski przez zasługi Chrystusa, ponownie ubóstwiony, pozwoli także ciału cieszyć się Niebem? Zaprawdę człowiek winien jest wdzięczność, a nawet posłuszeństwo duchowi, który prowadzi go ku wiecznej radości. A duch, poruszany przez Ducha Świętego, winien jest okazywać posłuszeństwo i wdzięczność Bogu. Jeśli wszyscy ludzie są stworzeniami Bożymi, to tylko ci, którzy żyją życiem ducha, są "synami Bożymi". Inni, posłuszni jedynie, niewolnicy jedynie instynktów i bodźców ciała, są jedynie synami ciała. Czyli stworzeniami zwierzęcymi, nie różniącymi się od gatunków zwierząt żyjących na ziemi, w wodach i w powietrzu, stworzonych przez Boga szóstego dnia (Rdz 1). Lecz podczas gdy wszystkie stworzenia zwierzęce podobają się Stwórcy, ponieważ każde z nich jest posłuszne zadaniu, do jakiego zostało stworzone, nie naruszając własnego prawa naturalnego w rozmnażaniu się, w służbie człowiekowi i całej naturze, człowiek, który narusza porządek w samym sobie, łamiąc prawo Boże, a przez to występując przeciw Bogu i dobrowolnie pozbawiając Boga radości dania człowiekowi tego, do czego go stworzył - a tym samym pozbawiając siebie samego wiecznej nagrody, która jest celem, dla którego został stworzony - bardzo nie podoba się Bogu, który odrzuca go od siebie i ze swego Królestwa, ponieważ jest zabójcą, gwałcicielem własnej natury. Niech się to nie wyda błędem. Grzesznik, który żyje i umiera w grzechu, jest zabójcą samego siebie w obu swoich naturach, tak ściśle zjednoczonych, że stanowią jedno. Nie można bezkarnie zabić natury nadprzyrodzonej człowieka, nie pociągając za sobą do śmierci wiecznej także jego natury naturalnej. I nie można żyć jak zwierzę, nie zabijając przedwcześnie również natury zwierzęcej: ciała - poprzez choroby, będące skutkiem wad. Zatem człowiek, który żyje po zwierzęcemu, jest zabójcą i bogobójcą, zabijając w sobie życie zwierzęce i zabijając ubóstwione życie duchowe, godząc w Miłość Stwórczą, która obrała sobie siedzibę w duchu człowieka (jesteście świątyniami Ducha Bożego), dopóki duch człowieka nie zostanie wzięty do wiecznej siedziby Boga: do Nieba. Człowiek zatem nie jest i nie powinien być dłużnikiem ciała, od którego może otrzymać jedynie karę i śmierć. Lecz musi być dłużnikiem ducha i jemu służyć, ponieważ to właśnie duch daje ciału światła, głosy, siły, pomoc, nadprzyrodzone radości, które wynagradzają codzienne utrapienia; światła, głosy, siły, pomoc, radości, które przychodzą do ducha jako łaska od Ducha Bożego w nim mieszkającego. Czy to bycie dłużnikiem i sługą ducha jest dla człowieka niewolą? Nie. Czy jest może powodem do przesadnej trwogi, ciągłego lęku, paraliżującej niepewności? Nie. Gdy ktoś jest słaby z powodu wieku lub choroby, gdy jest ślepy albo choćby tylko ma wadliwy wzrok, jest niedosłyszący, ma umysł przytępiony, pozwala sobie pomóc temu, kto nie ma wad ani słabości. Podobnie człowiek powinien pozwolić sobie pomóc światłami, głosami, siłami, wsparciem ducha, który czerpie swoje światła, głosy, siły z Ducha Bożego. Wśród wielu darów Przenajświętszego Ojca dla Jego przybranych dzieci, dar panowania ubóstwionego ducha nad materią jest jednym z największych, ponieważ daje ciału możliwość dojścia do życia chwalebnego. Nie niewola, lecz wybranie do najwyższego stopnia, jaki stworzenie może osiągnąć: boskie przybrane synostwo, a więc duchowe synostwo wobec Niego - Boga, dzięki czemu ludzie mogą nazywać "Ojcem" - mówię o ludziach, którym Chrystus i życie w Chrystusie przywróciły Łaskę i utrzymują ją żywą w człowieku - Tego, którego nawet sam lud wybrany nie śmiał nazywać wprost Jego Przenajświętszym Imieniem i nazywał Go, drżąc: "Ten, który jest - Jahwe". Lecz człowiek, w którym żyje Chrystus-Łaska, może nazywać "Ojcem" Odwiecznego, którego Synem jest Słowo Wcielone. Ponieważ to wciąż Chrystus wzywa, z wnętrza człowieka, Ojca, Stwórcę wszystkich ludzi. A ponieważ Chrystus jest Prawdą, to Jego wzywanie Boga jako "Ojca", z wnętrza człowieka, dla człowieka i wraz z człowiekiem, jest pewnym świadectwem, że wszyscy ci, którzy żyją i działają dzięki duchowi i dlatego, że są poruszani przez mieszkającego w nich Ducha Świętego, są prawdziwie "synami Bożymi"."