PAOLO
29 marca 1950 r.
Duch Święty mówi: "Ten Duch, najzupełniej Boski, ma wiele sposobów, by przyjść z pomocą waszej słabości. Dając się wam w swym ogromie światła i mocy, przenika was i oświeca aż po najgłębsze otchłanie waszego ducha, i cały go zapładnia, sprawiając, że rozkwita w was Łaska i inne cnoty, dając wam poznać Ojca i Syna oraz ich wzajemną Miłość, to jest Siebie samego, tak jak nie zdoła tego uczynić żadna księga ani żadne słowo ludzkiej mądrości. Bo w swym ogromie Mądrości Bóg jest zawsze jasny i prosty, Jego nauka jest boskim dotknięciem, które rozpala światła zdolne oświecić tajemnice, jest pieszczotą budzącą w was miłość, jest pocałunkiem, który daje wam zakosztować smaku Boga: tego Boga Ojca, który karmi was jak mlekiem swą przewidującą miłością, tego Boga Syna, który żywi was swym Ciałem i swoją Krwią, tego Boga Ducha Świętego, który karmi was swym mądrościowym miodem, aby uczynić was spragnionymi Boga, tak jak pszczoły spragnione są soku kwiatu. A jakiż kwiat jest wspanialszy, najsłodszy i najczystszy, jeśli nie Bóg? I cóż bardziej pociąga niż kwiat pachnący, piękny barwą, zbawienny sokiem, przyciągający także najprostszych i nieuczonych, także dzieci, także starców pozbawionych już ludzkich złudzeń, także chorych przybitych do swego krzyża - bo przyciąga nie męcząc, bo raduje, bo świadczy o istnieniu Boga, o Jego opatrzności, która wspomaga nawet trawę polną? Tak właśnie, po prostu, swym po ludzku boskim Milczeniem, lecz duchowo swym niestrudzonym Głosem, rozbrzmiewającym w uważnej ciszy duszy, Duch was poucza, wychowuje, radzi wam, prowadzi was, udziela wam - za każdym swoim wylaniem, jeśli tylko wtórujecie mu - coraz szerszego poznania Boga, rodzącego wyższy stopień miłości ku Bogu, coraz pewniejszego przekonania, że czyny spełnione z miłości do Boga, a więc w Jego Miłości, dokonują się z pomocą i w zjednoczeniu z Ojcem, Synem i Duchem Świętym, i dlatego stają się nadprzyrodzone, podczas gdy poszczególny człowiek przemienia się, przez nieustanne rodzenie się Słowa, z woli Ojca, który chce mieć was jako "innych Chrystusów", w syna Bożego - syna tym bardziej takiego, im pełniej żyje w Miłości Ojca i Syna, czyli w objęciu Ducha Bożego. Ta przemiana, gdy staje się całkowita - na ile może nią być w stworzeniu wciąż żyjącym na ziemskim wygnaniu - ponieważ stworzenie wyzbyło się wszystkiego, co nie jest czystą miłością (a czystą miłością Boga i ku Bogu jest to, co ogołociło się ze wszystkiego, co mogłoby być przeszkodą: uczuć zmysłowych nieukierunkowanych na nadprzyrodzony cel miłości, nadmiernych lęków co do niedoskonałości każdego ludzkiego czynu wobec Doskonałości, którą jest Bóg, niepokoju, by robić zbyt wiele, i zbyt wielu rzeczy podejmowanych z własnej woli, choćby w dobrym celu, co rodzi zmęczenie i rozproszenie oraz przeszkadza w słuchaniu i wykonywaniu Bożych natchnień i zamierzeń, podsuwanych czy proponowanych przez Boga duchowi człowieka) - ta przemiana, powiadam, gdy staje się całkowita, na ile może nią być duch wciąż zamknięty w ciele, prowadzi do przekroczenia wszelkich granic i ograniczeń związanych z naturą ludzką i do wzniesienia się na otchłanne wyżyny miłości aż po ofiarę z siebie, albo kontemplacji aż po ekstazę czy objawienia, podczas których dusza mistyczna, na krótkie chwile - bo dłużej stworzenie nie mogłoby się nimi cieszyć bez umierania - smakuje to, co jest zapowiedzią najdoskonalszej radości wiecznej, i smakuje bez umierania z tej słodyczy, ponieważ tajemne działanie Boga wspiera ją w ich przyjmowaniu. Pomaga wam, wzbudzając w was święte pragnienia, które prowadzą do świętych uczynków, o ile tylko jesteście ulegli i uważni na Jego natchnienia. Gdy pozwalacie się natchnąć i poruszyć wiecznemu i doskonałemu Poruszycielowi, który każde swe poruszenie dokonuje z miłości, przemieniacie się w stworzenia miłości i obieracie miłość za swą przewodniczkę i królującą cnotę. Wtedy, cokolwiek czynicie czy mówicie - nawet jeśli komuś wyda się, że nic nie czynicie, bo wasza działalność nie będzie widoczna, hałaśliwa, gorączkowa, lecz cała wewnętrzna: modlitwa i codzienna ofiara, ofiarowanie żądane, a potem spełniane w głębi waszego jestestwa, pomni na słowa: "Kiedy chcecie się modlić, nie naśladujcie obłudników, którzy lubią być widziani przez ludzi, lecz wejdźcie do swej izby i tam się zamknijcie" - wtedy naprawdę przemieniacie się z ludzi w synów Bożych. Bo naśladujecie Ojca, który działa w tajemnicy swego Nieba; [naśladujecie] Syna, który nie miłował oklasków i który, dopóki mógł to czynić bez sprzeciwiania się zamysłom Ojca, umiłował ukrycie Nazaretu, uciekając - po każdym wielkim cudzie, jaki musiał czynić w obecności tłumów, by potwierdzić swą prawdziwą Naturę Słowa Ojca i Mesjasza - w góry, albo oddalając się łodzią po jeziorze, czy na Górę Oliwną, czy w strony Tyru i Sydonu, czy w okolice Magdali, a nawet aż po granice Samarii; naśladując tak Ducha Świętego, którego uświęcające działanie dokonuje się bez hałasu i poruszenia we wnętrzu ducha ludzkiego. Przemieniacie się i spełniacie uczynki godne synów Bożych, powiększając przez to jeszcze bardziej swe upodobnienie do Niego, swe wznoszenie się ku doskonałości. Więcej jeszcze: wasze ja, tak naturalne, jak i duchowe, zawsze niedoskonałe wskutek grzechu pierworodnego, unicestwia się - to jest właściwe słowo - by przyjąć doskonałe ja Jezusa. Paweł mówi: "Już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus". Każdy chrześcijanin, który dokonuje tej ziemskiej przemiany - będącej środkiem, dzięki któremu po śmierci stanie się on wiecznym dziedzicem Nieba, dziedzicem w posiadaniu swej części dziedzictwa - może powiedzieć z Pawłem: "Już nie ja, lecz Chrystus żyje we mnie". I zaprawdę jego czyny będą czynami spełnianymi według ducha Chrystusa, jego modlitwy będą modlitwami przedłużającymi nieustanną modlitwę, jaką Chrystus zanosił, gdy był na ziemi, jego cierpienia będą naprawdę kontynuacją i dopełnieniem cierpień Chrystusa, dla tego samego celu: uświęcenia ludzi; i wiodącymi do tego samego kresu: chwalebnego i wiecznego wywyższenia, po upokorzeniu i męczeństwie ofiary. Wreszcie, po dokonaniu [zjednoczenia] przez udzielenie się wam Siebie samego i przemienienie was w Siebie, poprzez uległe przylgnięcie do swoich natchnień - których nie wzbudziłby w was, gdyby widział, że nie zdołacie ich spełnić, tak iż ze źródła dobra stałyby się dla was powodem potępienia - Duch, który jest w was, aby podeprzeć waszą słabość i dokonać waszego uświęcenia, wspomaga was swą doskonałą modlitwą. On, będąc Bogiem, wie, jak trzeba się modlić, i czyni to z wami i za was, a Jego modlitwa wznosi się razem z waszą, uczyniona skuteczną przez zjednoczenie z modlitwą Ducha, do Nieba, do tronu Tego, który "przenika" serca i zna, czego pragnie Duch, i jak wstawia się za świętymi, stosownie do pragnień, jakie Bóg żywi dla każdego z nich. I to jest pomoc nad pomocami: wasze usprawiedliwienie, wasza moc, wasze uświęcenie, które się dokonuje, sprawuje, rozpoczyna na ziemi, a wieńczy się w Niebie."