PAOLO
25 kwietnia 1950 r.
Duch Święty mówi: "Wszystko obraca się na dobro tych, którzy miłują Boga, ponieważ Bóg tak przygotowuje wszystkie rzeczy, aby stawały się środkiem dobra dla Jego świętych. Nawet te, które ze względu na swą naturę wydają się powierzchownym umysłom środkiem bólu i niebezpieczeństwem zła, mogąc swą istotą prowadzić duszę do załamania, zwątpienia lub buntu. Lecz to nie same rzeczy mogą prowadzić do takich skutków. To charakter nieukształtowany według prawa moralnego, nawet naturalnego, i dusza nieukształtowana według prawa Bożego, czyli pozbawiona dobrej woli służenia Bogu we wszystkim, co On proponuje - to one mogą sprawić, że rzeczy przygotowane przez Boga dla dobra staną się środkiem upadku w mniej lub bardziej ciężkie niedoskonałości czy winy. Gdyby myślano przeciwnie, to jest że Bóg przygotowuje rzeczy nie w celu dobra, to równie dobrze można by powiedzieć, że także predestynacja do łaski jest złem, ponieważ często staje się talentem nie przynoszącym owocu z przypowieści, tak że leniwemu słudze, za niesprawiedliwy osąd wobec swego pana, zabiera się talent, by dać go innym, zdolnym uczynić go owocnym. Lecz czy to Bóg przeszkadza ludziom, wszystkim ludziom przeznaczonym do łaski, by używali tego skarbu w sposób słuszny i na miarę tego, co im dane jest móc uczynić? Nie. Do tego stopnia, że nawet tym, którzy nie znają prawdziwego Boga, wkłada w serce prawo naturalne i sumienie, aby mogli żyć w taki sposób, by należeć, jeśli nie do Ciała, to do Duszy Ciała mistycznego, i tym samym móc cieszyć się dobrodziejstwami Łaski. Bóg wie, kim są, kim byli lub kim będą - i wie to od zawsze - ci, którzy nie pozostawią bezczynnymi tajemniczych pomocy Bożych, aby człowiek doszedł do swego celu. I wie również, kim byli, są lub będą ci, którzy w sposób mniej lub bardziej pełny przemieniają się, przemienili się lub przemienią na podobieństwo i obraz Boga-Człowieka, poprzez miłość, posłuszeństwo głosowi sumienia i nakazom prawa moralnego. Zaprawdę, w dniu ostatecznym, na Sądzie Ostatecznym, ujrzy się wśród tych, którzy będą po prawicy Syna Człowieczego, wielu z tych, których ludzie osądzali jako niewybranych do Królestwa, bo nienależących do Kościoła, podczas gdy po Jego lewicy będzie wielu, których ludzie - za to, że byli przynajmniej pozornie, gdyż tylko Bóg zna prawdę rzeczy, żywymi członkami Ciała mistycznego - uznali za pewnych współdziedziców Nieba. I wielkie będzie zdumienie tych, którzy sądzili, jak i obu kategorii osądzonych. A wybrani, dzięki tajemniczym działaniom Boga wspieranym przez ich prawe sumienie, powiedzą: "Jak to możliwe, że jesteśmy tutaj, skoro nie znaliśmy Cię ani nie służyliśmy Ci, jak Ty mówisz, karmiąc Cię, poiąc, przyjmując i odwiedzając Cię?". A Sprawiedliwy Sędzia, który umarł, aby dać wszystkim ludziom dobrej woli życie wieczne, odpowie: "Poznaliście Mnie, nie wiedząc o tym, i służyliście Mi, nie wiedząc o tym, poprzez miłość okazaną waszemu bliźniemu. Wspomogliście Mnie, bo nawet łyk wody dany z miłości spragnionemu był miłością daną Mnie". A odrzuceni zapytają: "Jak możesz zamknąć przed nami swoje Królestwo, skoro byliśmy Twoi?". A On odpowie: "Jak wy zamknęliście serce na potrzeby braci, tak Ja zamykam przed wami bramy Królestwa. Czego nie uczyniliście najmniejszemu spośród was, tego nie uczyniliście Mnie, i to z większą ciężkością winy, ponieważ wiedzieliście o Mnie, o mojej Ewangelii i o Prawie. Odejdźcie więc ode Mnie, sprawcy nieprawości, bo bratem moim jest ten, kto jest do Mnie podobny, a wy, pod obłudną maską, nie jesteście do Mnie podobni, będąc pozbawieni Miłości, która jest moją Naturą". Oto na czym polega podobieństwo: na miłości. Miłości najdoskonalszej w Pierworodnym pośród braci. Miłości, która dążyła, by stać się jak najdoskonalszą w braciach Chrystusa co do ciała i co do wiary. Kto nie żyje w miłości i nie pełni uczynków miłości, nie jest bratem Chrystusa, który umiłował aż do śmierci za swoich braci, a zatem nie jest Jego współdziedzicem. Przeznaczonych do chwały - także powołał. A powołani nie pozostali ani nie pozostają głusi na wezwanie, ani nie znużyli się, idąc za Nim. Przeciwnie, z heroizmem szli i idą Jego śladami stromą drogą doskonałości. Nie załamywali się ani nie zniechęcali, jeśli miłość wybrania Pana wobec nich była pasmem prób i cierpień. Nie uważali się i nie uważają za mniej umiłowanych, jeśli Bóg dopuścił, by ludzie i wydarzenia srożyły się przeciw nim. Nie zniechęcali się, jeśli słabość ciała lub słabnięcie ducha powodowały lub powodują ich upadek. Owszem, znając Tego, który ich powołał, Jego Miłość, Jego Miłosierdzie, czują Go jako Ojca i Brata nawet w godzinach bolesnych burz, i ufając nieskończonym zasługom Chrystusa, w którego mocno wierzą lub wierzyli, dopełnili i dopełniają swej drogi aż do Nieba, skąd przyszło wezwanie. Nikt nie może wyłamać się z tej zasady, jeśli chce pozostać w stopniu chwały, do jakiego Bóg go przeznaczył. Nikt, choćby był najbardziej umiłowany, nie może popaść w bierność, mówiąc: "Skoro Bóg mnie tam chce, sam się zatroszczy, by mnie tam zaprowadzić". Każdy musi pracować, aby dary Boże wydały owoc, a nie pozostawiać ich bezczynnymi. Adam i Ewa, którzy przecież byli niewinni, pełni Łaski i innych darów, roztrwonili tak wielki skarb i przez wieki i wieki odpokutowywali swoją niewierność oraz swój głupi osąd, jakoby, ponieważ byli tak umiłowani przez Boga, nie potrzebowali tak wielkiej bojaźni i bezwzględnego posłuszeństwa. Jezus, Człowiek zrodzony z Niewiasty, i Maryja, oboje niewinni jak pierwszy Adam i pierwsza Ewa, pełni darów i najmilsi Ojcu, byli wiernymi stróżami i czynnie sprawiedliwie korzystali z otrzymanych darów, i tak jak stałoby się to z wszystkimi ludźmi, gdyby pozostali niewinni i pełni Łaski, nie poznali zepsucia ciała, lecz z ciałem złączonym z duszą bez żadnej skazy weszli do wiecznego Królestwa, do pełnego uwielbienia, nie czekając końca wieków, by radować się także ciałem doskonałą radością zmartwychwstałych i uwielbionych po Sądzie Ostatecznym."