PAOLO
22 czerwca 1950 r.
Boski Autor mówi: "Wielu, gdy czuje się wzywanych na drogi sprawiedliwości, by nie zadawać bólu Bogu, odpowiada - a jest to bluźniercze oskarżenie - "A na cóż się skarży? To On stworzył nas takimi. Mógł stworzyć nas nietykalnymi dla ataku Zła albo przynajmniej zabronić Złu nas atakować. Mógł uczynić nas wszystkich dobrymi, wszystkich świętymi. Tymczasem! Gdzie jest Jego równa miara dobroci i opatrzności dla wszystkich? Jeden jest bogaty, inny nędzny, jeden zdrowy, a inny wiecznie chory; jeden jest kochany przez krewnych, małżonkę, dzieci, przyjaciół, a inny jest niezrozumiany, wykorzystywany, zdradzany, znienawidzony przez tych samych; jeden zawsze triumfuje, a inny nigdy, choć ma po temu wszelkie powody, nawet święte. Jak można oczekiwać, by ten, kto jest ofiarą społeczeństwa, rodziny, wypadków czy chorób, nie stał się buntownikiem, widząc, że wielu innych nie jest ofiarami, lecz zwycięzcami? A czy ten, kto został stworzony z krwią wrzącą od gniewu czy pożądliwości, nie musi powiedzieć: "Dlaczego stworzyłeś mnie takim?". To On, Bóg, tak chce, a Jego woli na próżno się sprzeciwiać. Ani w Dobru, ani w Złu. To On tak chce". Nie. To nie On. Nie popadajcie w herezje pewnych sekt, dziś już oficjalnie upadłych, lecz w rzeczywistości wciąż żywych w sercach wraz z ich heretyckimi naukami, ani w herezje innych, oficjalnie wciąż żywych, które ze swych nauk oderwanych od Bożej Prawdy, Światła i Mądrości - ponieważ te sekty są oderwane od Ciała Mistycznego - wyciągają wniosek, że człowiek nie został stworzony dla Nieba, lecz po to, by zostać potępionym, ponieważ stworzono go tak, że nie może nie grzeszyć. Tak nie jest. Nie wierzcie w to, jeśli wam tak powiedziano. Nie przyjmujcie tej myśli, jeśli szatan podsuwa wam ją do umysłu. Byłoby to zaparciem się, wyrzeczeniem, rozpaczą. Zaparlibyście się Boga, wyrzeklibyście się Jego Natury, Jego Ojcostwa, wszystkich Jego przymiotów, popadlibyście w grzech rozpaczy co do własnego zbawienia i jak martwe liście dalibyście się porwać z dala od prawdziwego celu: Nieba, i drogami ciemności i błota stoczylibyście się w otchłań. W tę otchłań, w którą nieuchronnie spadają ci, którzy już nie wierzą, nie mają nadziei, nie kochają już Boga, Jego niezawodnych obietnic, Jego Prawa. Naśladujcie Chrystusa. Nikt nie był bardziej doświadczany niż On. Nikt tak jak On nie zaznał samotności, niezrozumienia, opuszczenia - zarówno tego niebiańskiego, jak i ludzkiego. Nikt nie wycierpiał wszystkich boleści: nie mówię tylko o tych z Jego ostatnich dni, zakończonych w grobie, mówię o wszystkich cierpieniach znoszonych od chwili, gdy otworzył oczy w Betlejem. Cierpieniach wszelkiego rodzaju. I coraz większych. Lecz nigdy nie uczynił Ojcu wyrzutu za ten ocean bólu, który Go otaczał i który wzbierał gorzkimi falami, coraz wyżej, by Go zatopić. Nigdy nie oskarżył Ojca. Wiedział, że Ojciec na to zezwala, aby potem wywyższyć Go za Jego zasługi, miarą bez miary, proporcjonalnie do wycierpianego bólu. Wiedział, że zło, ból, wszelka samotność i udręka, jakie cierpiał, pochodziły od upadłego człowieka, od Adama i jego potomków, którzy, będąc upadłymi, nie mogli nie zadawać bólu Temu, który był Bogiem w ludzkiej postaci i który przyjął ją właśnie po to, by uczynić ich dziećmi Bożymi. To sam szatan nimi poruszał, a On o tym wiedział, świadom bliskiej klęski szatana, wynikającej z przywrócenia stanu łaski odkupionym, on zaś mścił się z całą swoją nienawiścią wobec Miłości. Naśladujcie Chrystusa. I nie bluźnijcie, obwiniając Boga za wasze słabości. Czyż nie stworzył was wszystkich równymi? Czyż nie dał wam wszystkim jednakowo rozumu, byście pojmowali, serca, byście kochali, sumienia, byście widzieli dobro i zło, duszy, aby były w was duchowe porywy i możliwe spotkania między wami a Bogiem? Cierpicie? Zastanówcie się, co i kto sprawia, że cierpicie. Zobaczycie, że to człowiek. Czy to dlatego, że przekazał wam nieczystą krew, będąc grzesznikiem, czy dlatego, że naruszył waszą fizyczną integralność, czy dlatego, że zazdrościł wam i nienawidził was, oczerniając was albo krzywdząc moralnie - to człowiek jest przyczyną waszego cierpienia. Czujecie się słabi na duchu i upokorzeni waszymi upadkami? Zbadajcie się dobrze. Czy to naprawdę Bóg wprowadził was w tę pokusę, czy to wy sami się w nią wpuściliście, albo nie uciekliście przed waszymi kusicielami? Czy w waszej duszy Wina, którą zmywa Chrzest, oraz zarzewie grzechu, które pozostaje, jak też wasze własne winy, są rzeczywiście takie, by uczynić z was zepsutych, którzy nie mogą być inni, odrzuconych, którzy nie mają już żadnego podobieństwa do Ojca, ani żadnego sposobu, by to Boże podobieństwo w sobie pomnażać? Nie. Tak jak człowiek, nawet jeśli rodzi się lub staje się zniekształcony, zwierzęcy, potworny, nie przestaje przez to być człowiekiem, i choćby jego rozum był uszkodzony, dusza pozostaje żywa albo zdolna do powrotu do życia, nawet jeśli wskutek degeneracji psychicznej człowiek popada w grzechy godne zwierzęcia, lecz potem żałuje i wzywa wód Życia dla swej martwej duszy - tak też, i tym bardziej, dusza nigdy nie traci całkowicie swego podobieństwa do Ojca, który ją stworzył, ani nie gaśnie w niej całkowicie skłonność do Dobra, wołanie do swojego początku i swojego celu. To także tutaj ludzki pierwiastek człowieka jest tym, który z własnej i szatańskiej woli może chcieć śmierci dla duszy; ale dusza, gdyby była wolna i sama, zawsze dążyłaby do szukania Boga, do odrodzenia się, by być z Nim. Kto dobrowolnie i z premedytacją zabija swoją duszę, kończy niemal zawsze na zabiciu również swego ciała. Będąc gwałtownym wobec duszy, staje się gwałtowny także wobec ciała i, wyrzekłszy się Bytu, Celu, Wiary oraz istnienia w sobie ducha, zabija się, naśladując Judasza. Kto bez premedytacji zabija własną duszę grzechem śmiertelnym, lecz potem ma wolę Życia i skruszony szuka odrodzenia i ufa Miłosierdziu, naśladując Dyzmę [27], nie tylko przywraca życie swemu duchowi, ale dzięki upokorzeniu upadku umniejsza się w pysze i wzrasta w pokorze; a zatem wina i same jego skłonności służą, utrzymując go w pokorze, temu, by posuwał się ku doskonałości, która nigdy nie może istnieć tam, gdzie jest pycha, podczas gdy doświadczenie miłości Boga, który przebacza skruszonemu winowajcy, prowadzi go do żywszej miłości do Boga, a przez to ku jego Celowi. Wiele razy - a przykładem tego jest Paweł - z wielkich nędz, z naczyń glinianych, może nawet pełnych błota rozpusty i nienawiści, Bóg wydobywa swoje naczynia wybrania. On jest jak garncarz. Jest Boskim Garncarzem. Z tej samej materii tworzy naczynia, wszystkie naczynia. Z tej samej materii. W ten sam sposób. Wkłada w nie te same rzeczy. Daje wszystkim tę samą misję i ten sam cel. Jego Myśl wie, które z nich pozostaną wierne celowi i misji, a które nie. Ale to nie On chce, by takie były. To materia chce pozostać wierna albo tego nie chce. A Boża cierpliwość znosi wszystko. Umie czekać. Czyni z ludzi - naczyń wybrania albo zatracenia, miłości albo nienawiści, prawdy albo kłamstwa, czystości albo rozpusty - równie wiele środków, by doświadczać innych ludzi w ich woli zbawienia albo zguby, chciwości albo miłości ubóstwa duchowego przez oderwanie od wszystkiego, co nie jest Bogiem, buntu albo łagodności, gniewu albo cichego płaczu w bólu, niesprawiedliwości albo sprawiedliwości, zatwardziałości albo miłosierdzia, potrójnej pożądliwości albo potrójnej czystości, popędliwości albo pokoju, prześladowania braci albo wierności nawet podczas prześladowania - aby nagradzać albo karać, stosownie do tego, czego wymaga zasługa albo jej brak. A także po to, by rozjaśnić swą Potęgę, dając Królestwo tym, którzy odpowiadają na Jego światła, na Jego wezwania, na Jego przykazania, a odbierając je tym, którzy, ogłaszając samych siebie "bogami i sprawiedliwymi", nie chylą się przed Jego Głosami, nazywają "ciemnością" Jego światła, a "podszeptami szatana" Jego cuda. Tak właśnie postąpił Izrael wobec Pana i Jego Słowa. A Bóg, który chciał ukarać Izraela, mającego już tylko literę Prawa Bożego, lecz nie jego ducha, i który popadł w odwieczne grzechy pychy, zatwardziałości serca, buntu, a nawet - tak - bałwochwalstwa, szydząc z prawdziwego Boga wcielonego z miłości, zabijając Go, by samemu być "bogami" - po tym, jak przez wieki cierpliwie znosił te naczynia, na które już spadał Jego gniew, skazując je na zatracenie, odrzucając Synagogę i jej kapłanów, z odrzucenia Izraela, winnego najcięższego grzechu, wywiódł zbawienie, miłosierdzie, wieczną chwałę dla pogan, a na miejscu zburzonej Świątyni i ołtarza - jak zapowiadali Prorocy i Chrystus - oraz dawnych ofiar, odbudował nową Świątynię i nowy ołtarz, i nową Ofiarę wieczną i najświętszą, tak jak wieczny i najświętszy jest jej wieczny Najwyższy Kapłan: Chrystus, Syn Boży. Do tej Świątyni, ołtarza i ofiary dopuszczone były, i są, wszystkie narody, ponieważ każdy człowiek jest stworzony przez Boga, ma to samo pochodzenie, ten sam cel, te same prawa syna wobec Ojca, który jest miłosierny i pełen współczucia dla wszystkich, którzy się do Niego zwracają."
PRZYPISY
[27] Dyzma, jak w przypisie 19.