PAOLO
22 stycznia 1948 r.
Przenajświętszy Autor mówi: "'Bojaźni Bożej nie ma przed ich oczami' - mówi Apostoł. I tym krótkim zdaniem wyjaśnia całą deprawację ducha nieobrzezanego. Większość ludzi katolickich - mówię do nich i o nich, ponieważ otrzymali siedem przedziwnych darów Parakleta i powinni dzięki temu znać przynajmniej moc, pokój, światło, które z nich pochodzi, oraz prawdę o swojej naturze - większość katolików nie wie dokładnie, czym jest bojaźń Boża ani jak ją praktykować. I tu również są trzy kategorie. Kategoria skrupulantów, kategoria kwietystów czyli obojętnych, oraz kategoria sprawiedliwych. Ale zanim o nich powiem, powiem o samym darze. Czym jest bojaźń Boża? Czy strachem przed Nim, jak gdyby był nieubłaganym katem, który znajduje upodobanie w karaniu, inkwizytorem, który nie omieszka zauważyć najmniejszych niedoskonałości, by posłać na wieczne męki? Nie. Bóg jest miłością i nie należy się Go bać. To prawda, że Jego boskie oko widzi wszystkie czyny ludzi, nawet najdrobniejsze. To prawda, że Jego sprawiedliwość jest doskonała. Ale właśnie dlatego, że taka jest, potrafi On ocenić dobrą wolę ludzi oraz okoliczności, w jakich człowiek się znajduje - okoliczności, które są często zarazem pokusami do grzechu pychy, a przez to nieposłuszeństwa, gniewu, chciwości, obżarstwa, rozwiązłości, zazdrości, lenistwa. Bóg surowo ukarał Adama i Ewę, ale do Jego kary od razu dołączyło się miłosierdzie: obietnica Odkupiciela, który wybawi ich z więzienia będącego skutkiem winy - ich samych, ich dzieci i tych, którzy narodzą się z dzieci ich dzieci. Adamowi i Ewie, pełnym niewinności i łaski, obdarzonym prawością i wiedzą współmierną do ich wzniosłego stanu i jeszcze wznioślejszego celu - przejścia z raju ziemskiego do niebieskiego i wiecznego cieszenia się swoim Bogiem - Bóg mógłby był słusznie wymierzyć wieczne potępienie. Ponieważ oni mieli wszystko, co potrzebne do uświęcenia się i bycia doskonałymi wobec każdej pokusy, i mieli to, nie mając w sobie zarzewia grzechu. Wy, ludzie, to zarzewie macie. Chrzest i sakramenty zmazują wam skazę pierworodną, przywracają wam Łaskę i wlewają w was cnoty główne, albo zmazują grzechy popełnione po dojściu do używania rozumu, albo umacniają was samą mocą Chrystusa, karmiąc was Nim, albo podtrzymują was łaską stanu. Ale dziedzictwo grzechu pierworodnego pozostaje wraz z zarzewiem, i na tym dziedzictwie, na tej pozostałości zarazy otrzymanej od Praojca, szatan działa z większą łatwością powodzenia niż na Adamie i Ewie. Skoro jednym z aksjomatów Bożej Sprawiedliwości jest to: "Od tego, kto więcej otrzymał, więcej się wymaga" - Adamowi i Ewie, którzy otrzymali wszystko i nie mieli w sobie żadnych dziedzicznych skaz, a jedynie doskonałość bycia uformowanymi rękami Boga, z Myśli Boga - ponieważ Bóg samą swoją Myślą rozkazał glinie uformować się według swego zamysłu, a cząsteczki gliny, materii bezwładnej i głuchej, były posłuszne, bo wszystko jest posłuszne rozkazowi Boga, wszystko oprócz Szatana i mniej lub bardziej zbuntowanego człowieka - Adamowi i Ewie, wyszłym uformowanym z Myśli Boga i ożywionym Jego tchnieniem, Adamowi i Ewie wszystko miało być zażądane i wymagane, a w razie grzechu wszystko miało być odjęte, i kara bez końca miała być wymierzona. Oni znali Boga. Rozmawiali z Nim w wieczornym powiewie. On, oprócz tego, że był ich Stwórcą, był ich Nauczycielem, a oni byli pierwszymi "głosami" przeznaczonymi objawiać przyszłym pokoleniom prawdy poznane od Boga. A jednak, mimo że poznali Doskonałość, byli ciekawi Grozy i posłuchali Grozy, nie idąc za Słowem Bożym. Ciężko obrazili Ojca Stwórcę, Syna Słowo, który pouczał ich o Dobru i Złu, o rzeczach, zwierzętach i roślinach stworzonych, oraz Miłość, bo niewdzięczni zapomnieli, dla lubieżnego Kusiciela, który kusił ich jednym owocem, tylko jednym, o wszystkim, co Miłość im dała, aby byli szczęśliwi. Ale Bóg nie skazał ich na Piekło. Czyż nie mógł ich porazić piorunem, tam, u stóp drzewa Próby, które dla nich stało się drzewem Pożądliwości? Dobrowolnie sami je w takie przemienili, i byłoby sprawiedliwe, gdyby zginęli, oni, prawdziwa zła roślina zrodzona z doskonałego Nasienia - Bożej Myśli - stawszy się złośliwą, bo zatruta piekielną śliną. Czyż Bóg nie mógł rozkazać Archaniołowi, by uderzył ich swym ognistym mieczem tam, u progów raju ziemskiego, aby ich nieczyste szczątki nie skaziły Ziemi i aby od tej granicy runęli w Otchłań, z której wyszedł ten, którego przedłożyli nad Boga? Mógł. I byłoby to w pełni Jego prawem. Ale Miłosierdzie, ale Miłość złagodziły wyrok obietnicą Odkupienia, a więc i wiecznej nagrody. Ci wszyscy, którzy umierają w skrupułach i w ten sposób obrażają Ojcostwo Boga, Jego Miłość, Jego Istotę, uważając Go za Boga strasznego, nieznoszącego żadnej słabości u swych małych dzieci, nieprzejednanego, mierzącego maluczkich swoją nieskończoną Doskonałością, powinni się nad tym zastanowić. Kto właściwie by się zbawił, gdyby Bóg był taki, jakim Go sobie wyobrażają? Gdyby miarą ludzkiej doskonałości miała być Doskonałość Boża, kto zamieszkałby Niebiosa spośród synów Adama? Jedna jedyna: Maryja. Ale jeśli powiedziano: "Bądźcie doskonali, jak Ojciec mój i wasz" - nie po to, by was przerazić, lecz by pobudzić was do czynienia tego, co najlepsze w waszej mocy. Będziecie sądzeni - nie znużę się tego powtarzać - nie za doskonałość osiągniętą w doskonałej mierze, biorąc za miarę doskonałość Bożą, lecz za miłość, z jaką staraliście się działać. W przykazaniu miłości powiedziano: "Miłuj z całego siebie". To "siebie" zmienia się z osoby na osobę. Jest ktoś, kto miłuje jak serafin, i jest ktoś, kto potrafi miłować tylko jak dziecię, bardzo zalążkowo. Ale Mistrz, wiedząc, że większość potrafi miłować jak dzieci - bardzo zalążkowo - podczas gdy po serafińsku potrafią miłować tylko istoty wyjątkowe, oto dał wam za wzór dziecko. Nie samego Siebie. Nie swoją Matkę. Nie swojego domniemanego ojca. Nie. Dziecko. Swoim Apostołom, Piotrowi, głowie Kościoła, dał za wzór dziecko. Miłujcie z doskonałością dziecka, które wierzy bez naukowych dociekań, by wytłumaczyć sobie tajemnice; które ma nadzieję, bez paraliżującego lęku będącego owocem zbyt wielu rozważań, że pójdzie do pięknego Raju; które kocha spokojnie Boga, myśląc o Nim jako o dobrym tacie, dobrym bracie, dobrym i opiekuńczym przyjacielu, i czyni swoje małe dobro, by sprawić przyjemność Jezusowi; i będziecie doskonali w swojej doskonałej mierze, doskonali w swojej względnej dobroci, tak jak Bóg jest doskonały w swojej nieskończonej dobroci. Bojaźń Boża nie jest więc przerażeniem wobec Boga. Niech o tym pamiętają chorzy na skrupuły, którzy obrażają Boga w Jego miłości i paraliżują samych siebie w nieustannym drżeniu. Niech pamiętają, że czyn niedobry staje się mniej lub bardziej grzechem zależnie od tego, czy ktoś jest przekonany, że to grzech, czy jest niepewny, czy to grzech, czy w ogóle nie sądzi, że to grzech. Dlatego, jeśli ktoś dokona nawet czynu, który naprawdę nie jest grzeszny, ale jest przekonany, że nim jest, czyni rzecz niesprawiedliwą, ponieważ jego pragnieniem jest uczynić rzecz niesprawiedliwą; podczas gdy jeśli ktoś czyni coś niewłaściwego, lecz nie wiedząc, że jest to takie, naprawdę nie wiedząc, że jest to takie, Bóg nie poczytuje mu tego za winę. Podobnie, gdy szczególne okoliczności zmuszają człowieka do spełnienia czynów, które zabrania dekalog lub inne prawo ewangeliczne (kaci, którzy muszą wymierzać sprawiedliwość, żołnierze, którzy muszą walczyć i zabijać, spiskowcy, którzy, aby nie posłać swoich towarzyszy na szubienicę i nie zaszkodzić wyższym interesom, przysięgają, że to oni sami są winni, i umierają, by ocalić innych) - Bóg osądzi sprawiedliwie narzucone zabójstwo czy heroiczne krzywoprzysięstwo. Wystarczy, że cel działania jest prawy i spełniony ze sprawiedliwością. Bojaźń nie jest terrorem. Lecz również bojaźń Boża nie jest kwietyzmem. Przeciwieństwem skrupulatów są kwietyści. Są to ci, którzy z nadmiaru ufności, ale ufności nieuporządkowanej, nie kwapią się do czynienia dobra, ponieważ są pewni, że Bóg jest tak dobry, iż zawsze jest ze wszystkiego zadowolony. I z całą starannością, siedząc w swej sennej bezczynności, starają się w niej trwać, zamykając umysł na prawdy, których nie lubią poznawać, to jest na te, które mówią o karze, o czyśćcu, o piekle, o obowiązku pokuty, o pracy nad własnym doskonaleniem się. Są to dusze mętne i pyszne. Tak, ponieważ kwietyści są pyszni. Pyszni, bo uważają się już za doskonałych do tego stopnia, że są pewni, iż nigdy nie zgrzeszą. Pyszni, bo nawet jeśli spełniają akty pobożności i pokuty, są to akty zewnętrzne, po to by zyskać imię i pochwałę "świętych". Są bez miłości, bo są samolubni. Na ich ołtarzu stoi ich własne ja, a nie Bóg. Są kłamcami i często udają kontemplatyków, umiłowanych przez Boga darami nadzwyczajnymi. Lecz nie Bóg im sprzyja, tylko szatan, który ich uwodzi, by coraz bardziej sprowadzać ich na manowce. Uważają się za ubogich duchem, ponieważ nie mają świętej troski o spełnianie dobrych uczynków, aby zasłużyć na Niebo, lecz ubodzy duchem nie są; przeciwnie, są pełni najbardziej przyziemnego i głębokiego łakomstwa oraz chciwości, i są leniwi. Są nieumiarkowani, bo niczego nie odmawiają materii, a jeśli ktoś im powie: "Nie wolno ci czynić tego, co czynisz", odpowiadają: "Bóg tego chce, by nas doświadczyć. Ale my umiemy wyjść z tego, co niedozwolone, z taką samą łatwością, z jaką w to wchodzimy, ponieważ jesteśmy ugruntowani w Bogu". Są to prawdziwi heretycy i Bóg się nimi brzydzi. Na koniec są sprawiedliwi. Oni mają słodką, pełną czci bojaźń Bożą. Boją się sprawić Bogu ból i dlatego, ze wszystkich sił, starają się czynić każdy dobry czyn i to w najlepszy możliwy dla nich sposób. Jeśli popadają w niedoskonałość lub grzech, ogarnia ich żarliwa skrucha i idą złożyć ją u stóp Boga, wraz z żarliwą wolą naprawy. Mimowolna wina ich nie paraliżuje. Wiedzą, że Bóg jest Ojcem i im współczuje. Obmywają, naprawiają, odbudowują to, co wielorakie, podstępnie napadające Zasadzki pobrudziły, zniszczyły, zburzyły; czynią to swą miłością, którą przyzywają coraz mocniej z Miłości Bożej: "Wlej swoją miłość w moje serce". Ci właśnie mają prawdziwą bojaźń Bożą. Czymże jest zatem prawdziwa bojaźń Boża, zawsze żywa w ich duchu? Bojaźń Boża jest miłością, jest pokorą, jest posłuszeństwem, jest męstwem, jest słodyczą, jest łagodnością, jest umiarkowaniem, jest czynnością, jest czystością, jest mądrością, jest wznoszeniem się ku górze. A prawdziwym Wzorem doskonałej bojaźni Bożej jest Chrystus, który umiłował Boga miłością, jaka ugięła się radośnie i ochoczo przed każdym pragnieniem Ojca, aż do posłuszeństwa krzyżowi, który był pokorny aż do pochylenia się nad stopami zdrajcy i ucałowania ich, który był mocny wobec wszelkich zasadzek, słodki jak dziecię, umiarkowany jak asceta, łagodny jak baranek, czysty jak anioł, więcej niż anioł, mądry, będąc jako Człowiek jednym z Bogiem, kontemplujący, który wznosił się duchem porwanym ku doskonałym uwielbieniom, sprawiającym radość Niebiosom, do których w końcu wznosiła się z Ziemi, od Człowieka, adoracja nasycająca ogień Boży. Także Maryja była przykładem doskonałej bojaźni. Lecz Ona była tym, czym była, ze względu na zasługi Syna. I dlatego trzeba jeszcze powiedzieć, że Ten, który od wieków był posiadaczem doskonałej bojaźni, był Słowem Bożym, przez które dokonało się wszystko, także cud Nieba i Ziemi: Niepokalana Dziewica, Córka, Matka, Oblubienica Boga. Tylko jeden werset spośród wielu doczekał się komentarza. Lecz jego znaczenie jest tak wielkie, że Mądrość się nad nim zatrzymała. Posiądźcie doskonałą bojaźń Bożą, a posiądziecie miłość doskonałą, a przez to posiądziecie Boga i będziecie przez Niego posiadani. Na wieki."