PAOLO
17 stycznia 1948 r.
Przenajświętszy Autor mówi: "Zaprawdę, przestrzeganie przepisów Prawa jest obrzezaniem także dla nieobrzezanego, a w obecnym czasie jest rozgrzeszeniem także dla tych, którzy nie są z Prawa. Paweł mówi: "Bo Żydem nie jest ten, który nim jest na zewnątrz, ani obrzezanie nie jest to, które jest widoczne na ciele, ale prawdziwym Żydem jest ten, kto jest nim wewnątrz, a prawdziwym obrzezaniem jest obrzezanie serca, duchowe, a nie według litery. I taki to otrzymuje pochwałę nie od ludzi, ale od Boga". "Obrzeżcie wasze serca" to bardzo starożytne słowo. Jest to Boskie przykazanie. Bo próżna jest znajomość Prawa według litery, jeśli się go potem nie zna i nie praktykuje, a więc duchem. I to jest jedyne prawdziwe obrzezanie. Cóż znaczy nosić sutannę - mówię sutannę, by powiedzieć: [szatę] synów Prawa - jeśli człowiek, który ją nosi, nie jest synem Prawa, lecz sługą zmysłów, świata, szatana? Nawet mimowie i komedianci wkładają szaty królów, kapłanów, wojowników, robotników czy chłopów, nie stając się przez to królami, kapłanami, wojownikami, robotnikami, chłopami. Gdy scena się kończy, gdy opada kurtyna, zdejmują szaty założone do przedstawienia i wkładają swoje własne. Ani ich serce nie zmienia się od tego, czym jest, dlatego że przedstawili wspaniałomyślność króla, świętość kapłana, męstwo wojownika, uczucia robotnika czy chłopa. Pozostają tym, czym są: sprawiedliwymi, jeśli są sprawiedliwi, nawet jeśli doskonale odegrali potwora niegodziwości, i potworami niegodziwości, nawet jeśli doskonale odegrali świętego. Wielu, zbyt wielu, którzy dzięki Prawu, jakiemu okazują służyć w oczach świata, wydają się obrzezani - a nawet: ścięci przez potrójną pożądliwość - w oczach Boga i mieszkańców Nieba jawią się z siedmioma żywymi wężami w sercu. Ci zaś nie mogą nazywać się obrzezanymi w sercu. Przeciwnie, do swej natury nie okaleczonej z potrójnej pożądliwości, dziedzictwa grzechu, jaki każdy człowiek odziedziczył po Adamie, dodają jeszcze jednego węża: węża obłudy, zdrady, jakiej dopuszczają się wobec bliźnich, ukazując się im takimi, jakimi w rzeczywistości nie są, i sądzą, że mogą to samo uczynić wobec Boga. Jak gdyby Bóg mógł dać się oszukać złocistym pyłem, który rzucają w powietrze, aby świat ich podziwiał. Pył. Bóg nie przyjmuje złotego pyłu. Bóg przyjmuje złoto czyste, zwarte, doskonałe. Prawdziwą miłość. Prawdziwą miłość, która jest posłuszeństwem Prawu, a więc obrzezaniem serca, które amputuje w sobie potrójną pożądliwość, aby być prawdziwie synem Prawa, a przez to: synem Bożym. A Ja wam mówię, że jeśli Przenajświętszy Ojciec potrafi być cały miłosierdziem dla ludzi dobrej woli, podstępnie przemożonych przez szatana, ciało, świat, lecz niewyrażających zgody, nieszukających dobrowolnie pokusy, to jest cały surowością wobec obłudników, i tym bardziej jest nią, im bardziej ktoś - czy to jako kapłan, czy jako zakonnik, czy jako prorok Boga, głos Boga, uczeń Boga - jest w stanie, dzięki łasce stanu lub nadzwyczajnemu darowi mądrości, być doskonalszym niż masy, tym bardziej ma obowiązek być doskonałym, nie tylko z wdzięczności wobec Boga, który wybrał go na kapłana, zakonnika czy swojego proroka (głos), ale także po to, by nie być zgorszeniem dla maluczkich trzody. Zgorszeniem, powiadam. Wiele zgorszeń zdarza się na świecie, a tłum wzrusza się nimi tylko przez chwilę, dopóki trwa rozgłos skandalu. Czasami, zwłaszcza w chwilach ogólnego rozluźnienia wartości moralnych - nie mówię już nawet o duchowych, ale po prostu o moralnych - nie wzrusza się nimi wcale... Ale są zgorszenia, które uderzają w szczere wzruszenie sprawiedliwych, a także obojętnych, i ze sprawiedliwych czynią czasem zniesmaczonych, a z obojętnych - szyderców. Nie mówię już, czym są niektóre zgorszenia w rękach wrogów Boga i Jego Kościoła. Podobne do dźwigni pod głazem, do miny pod budynkiem, do dziury w łodzi, zgorszenia te poważnie zagrażają i Wierze, i Kościołowi. Wiara umiera przez nie w wielu sercach, a Kościół doznaje z ich powodu gwałtownych wstrząsów o nieobliczalnej wadze. Gdy zaś zgorszenia następują jedno po drugim, jest to jak rozszerzanie się kręgów fal na jeziorze wzburzonym spadającymi głazami. Jeden głaz wywołuje serię kręgów, które potem uspokajają się, zamierając na brzegu. Ale jeśli głazy następują jeden po drugim, coraz większe, aż po zawalenie się całej ściany góry, wówczas kręgi zmieniają się w wzburzone, przeciwstawne fale, a fale w przelewające się przez brzegi wody, aż wywołują nieszczęścia. Tak jest ze zgorszeniami tych, którzy "noszą imię Żydów, zdają się całkowicie na Prawo i chlubią się Bogiem"... a przede wszystkim tym, że są "sługami Bożymi", a nie są lampą dla szukających światła, nie są przewodnikiem dla ślepych, nie są prawdziwym nauczycielem dla maluczkich trzody, lecz są zamętem, mrokiem, nieładem, zaprzeczeniem. Tak. Zaprzeczeniem, ponieważ "uczą drugich, a samych siebie nie uczą", ponieważ ich życie pełne jest win i słabości, które wytykają swoim owieczkom. Oni, swoim życiem pasterzy-bożków, pasterzy najemników, hańbią Boga, depcząc Prawo, które znają i głoszą. "Bo z ich to powodu - jak jest napisane - poganie bluźnią imieniu Boga". Tak. Zbluźnione. Ponieważ wrogowie Boga wystawiają na pogardę ludów sługi Boże zbyt grzeszne, a nawet zbyt niedoskonałe, leniwe, letnie, pozbawione prawdziwej wiary. Zaprawdę więcej jest wiary w owieczkach niż w większości pasterzy, którzy ze swej posługi uczynili rzemiosło, a nie już królewskie posłannictwo. Tak. Zbluźnione, ponieważ odwracając spostrzeżenie, jakie poganie pierwszych wieków czynili na temat kapłanów katolickich, a które przyczyniło się do ich nawrócenia na Chrystusa: "Patrzcie, jak się wzajemnie miłują i jak doskonali są ich kapłani!", teraz większość, nawet wśród gorliwych katolików, mówi lub mówi we wnętrzu swego serca: "Patrz, jacy są kapłani! Gorsi od nas. Gdyby naprawdę byli sługami Boga, Bóg nie dopuściłby do takich zgorszeń". I dochodzą do wniosku: "Dlatego wierzę (albo zaczynam wierzyć), że Bóg, którego głoszą, nie istnieje, nie istnieje drugie życie, nie istnieją sakramenty...". I oto śmierć wiary, Łaski, Życia. Lecz Bóg jest. I bierze pogan. Tych, którymi pyszni słudzy Boży - pyszni i grzeszni, dający zły przykład maluczkim owieczkom - gardzą, zwalczają ich, prześladują, ponieważ wydaje im się niesłuszne, tym pysznym i niedoskonałym pasterzom-bożkom, żeby owieczka miała wiedzieć to, czego oni nie wiedzą, i wiedzieć to bezpośrednio od Boga, którego Przenajświętszego Głosu oni, pasterze-bożki, nie zasługują usłyszeć, ponieważ wydaje im się niesłuszne, że owieczka mogłaby być "głosem Boga" i w ten sposób kontynuować objawienie[5]. Bierze pogan. Nazywamy tak tych, którzy nie są sługami Bożymi, którzy nie są "depozytariuszami Objawienia, Mądrości", którzy nie są tymi, co "zamykają drzwi Królestwa przed maluczkimi, sami nie wchodzą i nie pozwalają wejść innym". Bierze ich, tych, którymi uczeni gardzą, których prześladują i potępiają, i stawia ich pośród tłumów, które nie widzą, nie wiedzą, nie wierzą już jasno, i czyni ich swoimi "posłankami". Tak jak zostało powiedziane w prorockim psalmie, nad którym uczeni na próżno się trudzą: "Mój Pan zabiera głos. Radośni zwiastuni (prorocy i aniołowie) wołają: 'liczny zastęp'". S. 67. Ten "liczny zastęp", obiecany przez Boga poprzez proroków i duchy tym, którzy są oblężeni przez wrogów Boga i Jego dzieci, podobny do "deszczu dobroczynnego na dziedzictwo Pana" - deszczu, który orzeźwia, głosu, który daje siłę, słowa dobrej nowiny, które pociesza - to właśnie "głosy". "Głosy", które zawsze będą przemawiać w imię Boga, tego Boga, który - obiecał to i nie łamie swego słowa - da swoje Słowo, swoją zawsze Dobrą Nowinę kontynuatorom Chrystusa, wiecznego Słowa i Nauczyciela. Głosy: ci, którzy stoją na górze, na górze Bożej, górze żyznej, o wielu szczytach, na której Pan z upodobaniem przebywa pośród swoich ukrytych sług, znanych tylko Jemu takimi, jacy są, i kochany przez nich tak, jak tylko oni, pełni Niego, potrafią kochać. Głosy: ci, którzy tworzą triumfalny rydwan Boga, jaśniejący miłością. I dziwicie się, że "głosy" istnieją? I że jest ich wiele? Czyż nie jest to powiedziane w psalmie, ciemnym dla uczonych, lecz nie dla Mnie? I czyż nie jest powiedziane, że "jest ich tysiące radujących się, a Pan jest pośród nich"? Są to głosy proroków wszystkich czasów; są to te dusze, które są głosami Boga poprzez swój przykład, jeśli nie poprzez słowo; są to święci, wybrani ziemi: dusze już rajskie, rozsiane po ziemi, by świadczyć o Bogu; są to "mali Beniaminowie[6] w ekstazie duszy". Na próżno depczą ich bestie z trzcinowiska, a stada byków chciałyby ich wykluczyć, tych, którzy są wypróbowani jak srebro. Panu, który ukazuje się od strony wschodu i daje im głos swej potęgi, oni - nowi prorocy, heroldowie Słowa, Jego kontynuatorzy w szerzeniu Dobrej Nowiny, nowi ewangeliści - nie dlatego, że tworzą nową Ewangelię, lecz dlatego, że pomagają wam ujrzeć w pełnym świetle tajemnicę Ewangelii Chrystusa, a Paweł z Tarsu jest jednym z pierwszych spośród tych nowych ewangelistów - Panu, który się objawia, jaśniejącemu Boskiemu Słońcu, wschodzącemu ze wschodu i przebiegającemu na zachód nad swoim Wszechświatem, oni, teraz i później, towarzyszą w orszaku, a radując się wraz z serafinami, w ostatecznej godzinie utworzą chór, śpiewając w prawdzie swej nadprzyrodzonej natury - nie poganie, jak uważa ich zbyt wielu, lecz wybrani spośród ludu wybranego - swoje: "Dusza moja wielbi swojego Pana... który wejrzał na nas, maluczkich... i wielkie rzeczy uczynił w nas Ten, który jest potężny"."
PRZYPISY
[5] Kontynuowanie objawienia należy rozumieć (jak wyjaśniono w ostatnim akapicie) w sensie utrwalania, poprzez ponowne ogłaszanie i objaśnianie tego, co zostało w pełni i ostatecznie objawione.
[6] mali Beniaminowie... Wyrażenie to może odnosić się do Beniamina z Kafarnaum, dziecka napotkanego w dziele "Poemat Boga-Człowieka", którego Jezus daje jako wzór apostołom, gdy spierają się o to, który z nich jest największy (352.9).