PAOLO
14 lutego 1948 r.
Boski Autor mówi: "To, co Bóg ustanawia, jest zawsze doskonałe, zarówno w odniesieniu do czasu, jak i sposobu oraz osoby. Oto więc Chrystus, obiecany na początku kary, przychodzi w doskonałej godzinie. Wieki przekazują sobie coraz wyraźniejszym głosem, z coraz bardziej wyrazistymi szczegółami, głos Boskiej obietnicy Mesjasza Odkupiciela i Niewiasty bez pożądliwości, która ukarze Przestępcę, rodząc Zwycięzcę Grzechu i Śmierci. Wiele jest symboli i głosów, które powtarzają tę obietnicę na przestrzeni wieków. Lecz jedno Boskie słowo nie zostało jeszcze zrozumiane w całej swej prawdzie. W rozdziale 9 Księgi Rodzaju powiedziano: "...umieszczę mój łuk na obłokach i będzie on znakiem przymierza między Mną a Ziemią. A gdy zbiorę obłoki (kary) na niebie, na obłokach ukaże się mój Łuk i wspomnę na moje przymierze... na wieczyste przymierze ustanowione między Bogiem a wszelkim ciałem, które jest na Ziemi". Tęcza: znak pokoju. Tęcza: most między Niebem a Ziemią. Maryja, pokojowy most łączący Niebo z Ziemią, Umiłowana, która samą swoją obecnością wyjednuje miłosierdzie grzesznikom. A Bóg, w wiekach przed Chrystusem, gdy przewinienia ludzi gromadziły na niebie obłoki Bożych kar nad Ludzkością twardego karku i pysznego ducha, kontemplując w swej Myśli Tę, która od wieków była ustanowiona Arką Bożego Słowa, Źródłem Łaski, Stolicą Mądrości, spokojną radością swego Pana, rozpraszał obłoki nieubłaganej kary, dając Ludzkości czas w oczekiwaniu na Zbawienie. Głos Dziewicy jeszcze nienarodzonej: "Pokój! Zmiłowanie! Panie mój!". Jej doskonała miłość, jej doskonałe posłuszeństwo, znane już Bogu, zanim jeszcze zaistniała najczystsza Gwiazda, były ofiarą o miłej woni, która uśmierzała gniew Pana. A w wiekach po Chrystusie pokojem i miłosierdziem dla Ludzkości jest Maryja. I w miarę jak mnożyły się grzechy, a wzrastały chmury gniewu Bożego i szatańskie opary, wciąż to Maryja rozprasza obłoki, rozbraja pioruny, rzuca swój mistyczny most Ludzkości, która wpadła w otchłań, aby mogła nią wzejść łagodną drogą do swego Dobra. "Umieszczę mój łuk pośród obłoków... i wspomnę na moje przymierze". O, zaprawdę Łuk pokoju, Współodkupicielka, jest pośród obłoków, ponad obłokami, słodką gwiazdą, która świeci przed obliczem Boga, aby przypominać Mu, że obiecał ludziom miłosierdzie i dał swego Syna, aby ludzie otrzymali przebaczenie. Jest tam nie jako wymyślona słodycz, lecz jako rzeczywistość prawdziwa, pełna, ze swoją duszą bez skazy i swoim ciałem bez zepsucia. Nie zadowala się też tym, by tam trwać w adoracji i szczęśliwości. Lecz okazuje się czynna i woła, przyzywa Ludzkość do Zbawienia. Godzina Maryi. Ta godzina. Arka Noego nie ocaliła wszystkich ludzi, lecz tych spośród ludzi, których Bóg uznał za sprawiedliwych w swoich oczach. Także w obecnej godzinie, godzinie, która wschodzi i będzie musiała upłynąć cała, a im dalej, tym bardziej będzie mroczna od chmur, Arka Boża nie będzie mogła ocalić wszystkich ludzi, [nie będzie mogła ich ocalić wszystkich], ponieważ ludzie, wielu ludzi, nie zechce się ocalić, nie zechce znaleźć zbawienia za pośrednictwem Arki Bożej. Tęczę, po potopie, widzieli tylko sprawiedliwi, którzy pozostali przy życiu na Ziemi. Lecz w obecnej godzinie tęcza, znak pokoju, Maryja, w nadmiarze miłosierdzia, będzie widziana przez wielu, którzy sprawiedliwi nie są. Jej głos, jej woń, jej cuda będą znane sprawiedliwym i grzesznikom, i błogosławieni będą ci spośród tych ostatnich, którzy - jak dzięki tęczy Bożej gniew Boży się nie rozpętuje - tak dzięki niej zwrócą się ku sprawiedliwości, ku wierze w Jezusa, w którym jest zbawienie. Chrystus zatem przyszedł w wyznaczonym czasie, aby przywrócić porządek zakłócony przez grzech pierworodny oraz więzy synostwa między Bogiem a ludźmi. Jako ustanowiona Ofiara, przyszedł, by umrzeć nie tylko za sprawiedliwych, ale także, i przede wszystkim, za grzeszników. Wszyscy byli grzesznikami, przynajmniej grzechem dziedzicznym. Tylko Maryja była bez grzechu. Święte uczynki sprawiedliwych, choć błogosławione przez Wiekuistego, nie dawały duchom sprawiedliwych dziedzictwa Królestwa Bożego. Być sprawiedliwym było wielkim trudem, ponieważ Łaska nie przebywała w duchach. Prawo było przyczyną grzechu bardziej niż zbawienia, ponieważ dla zbyt wielu z ludu Bożego Prawo stało się już "przyczyną gniewu", tak bardzo było sfałszowane i naruszane. Mądrość była wypaczana w swoich głosach, dostosowywana przez ludzi do głoszenia tego, czego nie należało czynić dla chwały Bożej, lecz z korzyścią dla chciwych nauczycieli. Chaos jeszcze poważniejszy, bo duchowy, nastąpił po prostym, doskonałym Prawie Pańskim, i duchy błądziły w nim, gdy nie gubiły się całkowicie, zadając sobie śmierć duchową. Bałwochwalstwo gorsze niż to złotego cielca panowało w sumieniach większości. Każdy możny Izraela był "złotym cielcem" i sam siebie czynił bożkiem, i chciał być czczony przez tłumy. Świątynia była tylko nazwą. Obrzędy - naśladowczym przedstawieniem. W niewidzialną Bożą Obecność w Świętym Świętych nie wierzyli inni jak tylko prości, mali spośród ludu, którzy nosili miano świętych. Kapłani i rabini wciąż jeszcze nauczali, że Bóg jest w swojej Świątyni, wspaniały w swej chwale, przemawiający do swoich kapłanów. Lecz oni dobrze wiedzieli, że Bóg opuścił już Świątynię, w której czczono nie Jego, lecz interesy książąt kapłańskich, uczonych w Piśmie i faryzeuszów. Odczuwali pustkę, jaka nastąpiła po tej Obecności. Pustkę nieuleczalną. Bo nic z ludzkich zabiegów nie może wypełnić pustki po Bogu. Wszelkie dzieło jest daremne, by wypełnić, choćby tylko ukryć, pustkę ołtarza, od którego Bóg odszedł. Nic. I nic nie może złudzić ani dać spokoju temu, kto w głębi sumienia ma świadomość, że Boga już nie ma, że On opuścił pysznych na ich własny los, na ich pożądliwości, na ich bałwochwalstwa. I w tej godzinie przyszedł Jezus. Gdyby Bóg mierzył rzeczy miarą ludzką, nigdy nie wybrano by godziny mniej sprzyjającej niż ta na nadejście godziny Miłosierdzia. Lecz nie była to jedynie godzina Miłosierdzia. Była to także godzina Sprawiedliwości. Sprawiedliwości dla Izraela, który nie zasługiwał już na to, by być Ludem Bożym. Inny lud miał być wybrany na jego miejsce: lud chrześcijański. Nadszedł kres Świątyni. Nowe Prawo, doskonalsze niż dawne, narzucało się, głoszone ludziom bezpośrednio przez Boga. Miłość Boża okazywała się ludziom w całej swej pełni. Miłość nie oznacza niesprawiedliwości, choćby była samym miłosierdziem. Miłość oznacza czynić wszystko z miłości do ludzi. Taki jest też nakaz, jaki dał wam Jezus. Lecz On, Doskonałość, nie ograniczył się do nauczania, że nie ma większej miłości nad tę, gdy ktoś umiera za swoich przyjaciół. On umarł. I nie tylko za przyjaciół, za sprawiedliwych i za pragnących sprawiedliwości - bo i ci ostatni są przyjaciółmi Boga, choć jeszcze słabi, jeszcze niekształtni duchem. On umarł także za swoich nieprzyjaciół. Z Krzyża nie modlił się za przyjaciół, lecz za nieprzyjaciół. Mądrość wieczna i nieskończona, Chrystus wiedział, jak przez człowieka grzech wszedł na świat wraz ze śmiercią i rozprzestrzenił się na wszystkich ludzi, jak to było też przed Prawem. Gdyby nie było grzechu, nie byłoby potrzeby kodeksu przeciw grzechowi. Fermentuje on w swych różnych postaciach pod wpływem pychy, obżarstwa i chciwości, które doprowadziły Prarodziców do szaleństwa, aż uczyniły ich buntownikami wobec Boga. A po przemocy wyrządzonej porządkowi Bożemu, a więc samemu Bogu, nastąpiła przemoc wyrządzona niewinności, pogwałconej i zniszczonej, by ustąpić miejsca złości, a po niej nastąpiła przemoc wyrządzona bratu - bratobójstwem dokonanym przez Kaina, mordem Lameka, żądzą synów Bożych wobec córek ludzkich, pychą budowniczych Babel, chciwością ludów i plemion oraz licznymi grzechami Sodomy i Gomory, które przez wieki odradzały się coraz silniejsze. A Chrystus, umierając, modli się za nieprzyjaciół Boga, aby dostąpili przebaczenia i wrócili do sprawiedliwości. Jezus jest tym, który przywraca porządek. Jeśli na wadze umieści się ciężar nieproporcjonalny do ciężaru równoważącego, waga przechyla się na jedną stronę; lecz gdy przywróci się równowagę, obie szale wagi ustawiają się na jednej linii. [10]Oto: z powodu występku jednego, wielu zginęło. Waga Boża przechylała się cała na stronę Sprawiedliwości. Lecz: dzięki ofierze Chrystusa, Łaska i Życie zostają dane wszystkim, którzy wierzą w Jezusa. I w ten sposób równowaga nie tylko zostaje przywrócona, ale ponieważ ofiara Boga-Człowieka ma wartość nieskończoną i nieskończone są zasługi Chrystusa Zbawiciela, podczas gdy wina Adama, choć poważna, nigdy nie jest bez granic - a dowodzi tego fakt, że mogła zostać naprawiona, podczas gdy gdyby była nieskończona, nie mogłaby zostać naprawiona, a dwie nieskończoności, ta Łaski i ta Winy, stanęłyby naprzeciw siebie, nie mogąc ze sobą walczyć ani jedna zwyciężyć, gdyż dwie równe siły pozostają takie, przeciwstawiając się sobie nawzajem - waga Boża przechyla się na stronę Miłosierdzia, a miłosierdzie i przebaczenie przelewają się z pełnej szali Boskiej Krwi, wylanej dla zbawienia świata. Wszystka wylana. Tym obficiej wylana, im obfitszy był grzech, aby Łaska, obfitując, zwyciężyła grzech, a Życie zwyciężyło Śmierć, umierając, by przywrócić Życie nieśmiertelnym duchom ludzi: Życie, czyli Królestwo Boże w was i dla was tutaj, a poza życiem - w Królestwie Niebieskim."
PRZYPISY
[10] Pocieszyciel mówi: "Interpretuj to tak: Jak przez jednego człowieka (Adama) grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, tak na wszystkich ludzi rozciągnęła się śmierć poprzez Adama, w którym wszyscy zgrzeszyli". (Do Rzymian, r. 5, w. 12). Tak napisała Maria Valtorta na kartce papieru, umieszczonej między stronami Listu do Rzymian, w Biblii, której używała.