QUADERNI
26 lipca 1944 r.
Jezus mówi: "Miłość, miłosierdzie, modlitwa, umartwienie, pragnienie posiadania darów Bożych i pragnienie posiadania świętości - uczucia niezaprzeczalnie godne pochwały - mogą zostać skażone nieczystością, która je psuje i czyni nie do przyjęcia dla Boga. Czystość serca nie polega na posiadaniu serca zamkniętego w dziewiczym ciele ani na pragnieniu serca, by takim pozostać. Czystość serca jest rzeczą tak delikatną, że czystość fizyczna jest przy niej niczym. Ta druga jest jak potężny mur, o który bez poważnego uszczerbku odbijają się zakusy szatana. Wystarczy, że ktoś nie chce, by nie posunąć się do zgwałcenia samego siebie. Ale tamta pierwsza jest jak srebrzysta pajęczyna, którą może przerwać nawet skrzydło muchy. Skrzydło muchy. Nieuwaga ducha, który przestaje czuwać nad sobą stale i uważnie. Wtedy najświętsze rzeczy bardzo łatwo mogą splamić się ludzką rdzą, rozkładając się lub przynajmniej szpecąc swą dobrą istotę. Miłość Boga jest nieczysta, gdy oddajecie Bogu cześć, której cel jest taki: "Kocham Cię, bo wiele chcę od Ciebie". Możecie prosić i oczekiwać od Boga, który was kocha, wszystkiego. Ale o ileż piękniej jest powiedzieć: "Ojcze, kocham Cię i chcę tego, czego Ty chcesz. Nie proszę o nic innego, jak tylko o to, by czynić to, czego Ty chcesz. Chcę tylko tego, co mi ześlesz, bo jeśli mi to ześlesz, z pewnością jest to dla mego dobra. Ty jesteś moim Ojcem, a ja powierzam się Twojej miłości". Jest nieczysta, gdy jest dla otrzymania zapłaty. Boga trzeba kochać ponad wszelki rachunek. Kochać w Nim samym i dla Niego samego. Jeśli powiedziałem[496]: "Miłujcie bez nadziei na zapłatę", odnosząc się do bliźniego, to czyż tym bardziej ta miłość czysta od wyrachowania nie powinna być okazywana Bogu? Podobnie miłość bliźniego jest nieczysta, gdy spośród bliźnich kochacie tylko tych, którzy was kochają, którzy wam służą lub w jakikolwiek sposób są wam użyteczni. Ja nie nałożyłem żadnego ograniczenia na miłość bliźniego. Powiedziałem[497]: "Miłuj bliźniego swego jak siebie samego". A znając waszą skłonność do ogłaszania się dobrymi, uprzejmymi, miłymi, świętymi i tak dalej, a także waszą przebiegłość w rozróżnianiu tego, co wam sprzyja - co doprowadziłoby was do miłowania bardzo niewielu, bo we wszystkich znaleźlibyście wady w porównaniu z waszymi cnotami, wady, które usprawiedliwiałyby w waszych oczach waszą surowość wobec bliźniego - sprecyzowałem[498]: "Temu, kto już cię spoliczkował, nadstaw i drugi policzek, a temu, kto zuchwale zabrał ci tunikę, oddaj i płaszcz. Miłujcie i czyńcie dobrze tym, którzy was nienawidzą, módlcie się za tych, którzy sprawiają, że cierpicie". Wiem, że rozum tego świata nazywa te rady "głupstwem". Świnie[499] nazywają perły brudnymi kamykami i wolą od nich cuchnące pomyje, na których pływają odchody i odpadki. Rozum tego świata ma wiele wspólnego z upodobaniami świń. Ale to, co jest głupstwem dla świata, jest mądrością dla synów Najwyższego, jest inteligencją i łaską. Idźcie za tą mądrością, inteligencją i łaską, a otrzymacie za to wielką nagrodę w Niebie oraz nadprzyrodzone pociechy na Ziemi, owe pociechy dostępne o każdej porze, których na próżno szukają ludzie światowi wśród rzeczy tego świata - a im bardziej się w nie zanurzają, tym bardziej gorycz i obrzydzenie przenikają ich serce. Nie ma nikogo prócz Boga, kto dawałby pokój. Bóg i dobre sumienie. Dwie rzeczy, które grzesznikom nie są przyjazne. Miłosierdzie też jest piękne. Ale by było naprawdę piękne i czyste jak szczęśliwa dziewica idąca do ołtarza, musi wspierać się na prostej intencji, jak na ramieniu kochającego oblubieńca, któremu przysięga się wierność. Inaczej staje się próżnością i pychą, a nawet dawanie jest bezużyteczne, jak gdybyście rzucali wasze grosze w paszczę szatana. Powiedziałem[500]: "Bądźcie miłosierni, jak miłosierny jest Ojciec mój". Ale czy Bóg Ojciec trąbi może albo pochyla się nad krawędzią Niebios, by powiedzieć: "Słuchajcie, słuchajcie! Ja dziś dałem chleb i życie tylu stworzeniom, obroniłem od niebezpieczeństw tylu innych, przebaczyłem jeszcze innym"? Nie. On czyni i milczy. Czyni to z taką skromnością, z tak dyskretną troską, że wy, głupcy tego świata, nawet nie myślicie, że to, czym się cieszycie, daje wam Bóg, zawsze zbyt dobry dla was; a wy, którzy głupcami nie jesteście, ale jeszcze bardzo dalecy jesteście od bycia chrześcijanami, jakimi być powinniście, mówicie: "Bóg mi to dał. Ale ja na to zasłużyłem". Oto i oto! On na to zasłużył! I czyż ta pycha nie jest już przyczyną utraty zasługi? A któż może tak mówić, mając na myśli: "Gdyby Bóg tego nie uczynił, pobłądziłby"? Od rana do wieczora i od zachodu do świtu Bóg jest dla was miłosierny i dobroczynny, a tylko bardzo rzadkie wyjątki wśród dzieci Ziemi podnoszą wzrok i serce, by powiedzieć Mu z uśmiechem: "Dziękuję, dobry Ojcze. Rozpoznaję w tym darze Twoją rękę". Kiedy czynicie miłosierdzie, czyńcie je jedynie z miłości: z miłości do Boga, by naśladować dobrego Ojca, z miłości do bliźniego, by być posłusznymi mojemu słowu i mojemu przykładowi. Modlitwa! O, jakże dobrą rzeczą jest modlitwa! Bóg włożył ją w serce człowieka jak potrzebę oddychania. Czyż nie jest ona bowiem oddechem duszy? Bez oddechu ustaje też ruch krwi i ciało umiera. To modlitwa utrzymuje ducha przy życiu, trzymając go zawsze w obecności Boga. Dwoje ludzi, którzy się widzą, nie mogą o sobie zapomnieć. Czyż nie prawda? Otóż modlitwa to stanięcie w obecności Boga jako syn i powiedzenie Mu: "Oto jestem. Wiem, że Ty jesteś moim Ojcem, i dlatego zbliżam się do Ciebie. Z kim mógłbym rozmawiać z pewnością, że będę zrozumiany, jeśli nie z Tym, który nauczył mnie Słowa, swojego Słowa?". Lecz modlitwa musi być, jak inne rzeczy, czysta. Nie czyniona dla ludzkiej korzyści. Spośród tysiąca milionów modlitw zanoszonych codziennie na Ziemi 999 milionów zanoszonych jest, by prosić o ludzką radość, pieniądze, zdrowie, a czasem posuwają się nawet do proszenia o śmierć, by uwolnić się od kogoś, kto jest wam znienawidzony, do proszenia o zło dla bliźniego, który słusznie lub niesłusznie ma tę winę, że wam się nie podoba. Czyż Bóg może kiedykolwiek dać zło, by zadowolić kogoś, kto nienawidzi? Tylko milion modlitw zanoszonych jest, by prosić o pomoc nadprzyrodzoną, która pozwoli wam wznieść się do tej doskonałości, jaką pragniecie osiągnąć, by uczynić coś miłego Bogu, który chce was świętymi i na powrót zjednoczonymi z Nim. Ten milion modlitw wznosi się pokorny i pełen wdzięczności, i mówi: "Ojcze, pomóż mi uświęcić się. Moja słabość potrzebuje Ciebie, by być silną. Ojcze, chcę Cię kochać doskonale, a nie umiem. Naucz mnie tego, Ty, który jesteś Miłością. Ojcze, wiem i pamiętam, jak wiele mi już dałeś. Bez Ciebie byłbym nędzarzem w ciele, a jeszcze bardziej w duchu. Dziękuję Ci, Ojcze, za wszystko. Mówię Ci: 'Jeszcze, jeszcze Twoich dobrodziejstw'. Ale nie z pragnienia ludzkiego dobrobytu. Bardziej niż dla ciała, mówię 'jeszcze' dla mego ducha, któremu chcę oddać wieczną Ojczyznę. O Ojcze święty, Twoje maleńkie stworzenie wzdycha ku Twemu łonu. Podtrzymuj mnie na drodze, bym nie zboczył na inne ścieżki i doszedł do Ciebie, mego Odpoczynku i mej Radości". Pragnienie posiadania darów Bożych i świętości jest niemal obowiązkiem. Cóż powiedzielibyście o synu króla, który nie pragnąłby posiadać darów, jakie król, jego ojciec, mu daje, przesyłając mu przez swoich posłańców wiadomość: "Oto niezliczone bogactwa dla ciebie, byś ich używał dla własnej korzyści i przyjemności. Kiedy ich potrzebujesz, poproś, a ja ci je przyślę"? Cóż o tym synu króla, który wiedząc, że ojciec przeznaczył mu koronę, nie miałby pragnienia jej włożyć, by kontynuować ojcowskie panowanie? Ta korona, którą ojciec król dla niego przygotował, jest znakiem ojcowskiej miłości, który pomyślał o swoim dziedzicu, nawet gdy ten jest na ziemi wygnania. Odrzucić ją lub zlekceważyć to brak miłości i szacunku wobec ojca. Tak samo jest z synem Króla królów, który umiera duchem w nędzy, bo z winną bezwolnością nie sięga po skarby Ojca i nigdy nie myśli o owej koronie: o świętości, która uczyni go królem w wiecznym Królestwie. Ale dlaczego świętość? I jakie dary? Świętość, by cieszyć się Bogiem. Nie dla pychy bycia chwalonym wśród ludzi. Zaprawdę powiadam wam: w moim Niebie są świętości i święci o najróżniejszych cechach, ale nie ma ani jednego, który osiągnąłby świętość z pragnienia bycia znanym i sławionym za to wśród ludzi. Jeden jest tam za męczeństwo, inny za to, że był pustelnikiem, jeszcze inny za to, że był niestrudzonym pracownikiem serc przez głoszenie, a inny za to, że spłonął w milczeniu i modlitwie, ten, bo był umiłowanym mego Dzieciństwa, a tamten mej Męki, jeszcze inny, bo był rycerzem Najczystszej, a inny, bo był heroldem wielkiego Króla. Ale nie ma, nie ma nikogo, kto byłby święty dlatego, że pomyślał o tym, by nim być, by nosić aureolę w oczach świata. Wy nie widzicie świętych w dniu, w którym na Ziemi ogłasza się ich świętość. Ale gdybyście mogli ich zobaczyć w tej chwili, ujrzelibyście zdumienie dzieci, które mając już w ręku bardzo cenną zabawkę albo kontemplując przepiękny sztych, widzą, że wkłada się im w rękę nędzną szmatę, a przed oczy pomięty rysunek, i słyszą, jak dorosły, który im to ofiarowuje, mówi: "Patrz, jaki piękny dar ci daję!". Dziecko patrzy i milczy. Ale myśli, z ową trafnością spostrzegania właściwą dzieciom: "Ależ to nie ma porównania z tym, co już mam". I pozostaje obojętne na dar, wciąż patrząc i pieszcząc to, co już posiadało. Święci mają Boga. Cóż jeszcze miałoby ich uwieść? Czy aureola powiększa ich radość? Oni mają ją już całkowitą i doskonałą. Mają Boga. I jeszcze: dobre dziecko, bardzo, naprawdę bardzo dobre, nie mały obłudnik, kiedy widzi, że chwali się je za to, że było dobre, myśli: "Czyż nie powinienem był tak postąpić? Mój ojciec zawsze mi mówi, że mam taki być, więc nie zrobiłem nic, co zasługiwałoby na pochwałę. Byłem posłuszny memu ojcu, by sprawić mu radość". Nie rozumie, w swej pokorze, jak wielką rzeczą jest umieć być posłusznym z miłości i uszczęśliwiać tego, kto go kocha. Także święci, pokorni, bo są świętymi, myślą: "Cóż uczyniłem szczególnego? Byłem posłuszny nakazowi Boga, mego Ojca, by sprawić Mu radość". I są już tak zupełnie szczęśliwi, że uroczystości Ziemi pozostawiają ich obojętnymi. Uroczystości, powiedziałem. Nie modlitwy wiernych. Te[501] są to prośby, jakie dalecy przyjaciele posyłają tym, którzy - będąc u boku Boga - mogą mówić Mu bezpośredniej o swoich potrzebach. To jest miłość bliźniego. A miłosierdzie, praktykowane przez nich doskonale za życia, stało się jeszcze doskonalsze, odkąd stopiło się z samą Miłością. Pragnijcie zatem w czystości świętości i darów, które pomagają wam ją posiąść. Ale w czystości serca. To znaczy z jedynym pragnieniem, by jak najprędzej zjednoczyć się z Bogiem, by kochać Go jeszcze bardziej, i by przynosić pożytek braciom waszymi zasługami przez obcowanie świętych. A umartwienie? O, niechże będzie czyste! Iluż bezużytecznych umartwień nie czynicie! Bezużytecznych i grzesznych. Dlaczego? Bo nieczystych. Nieczyste są te splamione pragnieniem pochwały i brakiem miłości. Być dobrym, by być chwalonym, czynić pokutę, by być zauważonym, wyrzekać się jedzenia owocu, by świat podziwiał, a potem nie umieć być cierpliwym, pokornym, miłosiernym - to naprawdę bezużyteczne. Cóż mam uczynić z waszym niezjedzonym owocem, gdy mścicie się za ofiarę jego zjedzenia, kąsając brata jadowitymi słowami? Cóż mam uczynić z waszą pokutą, jeśli potem nie umiecie znieść nawet tego, co przynosi wam życie? Jaką ma zasługę bycie dobrym poza domem, kiedy w domu jesteście żmijami? Jaką ma zasługę noszenie włosiennicy, jeśli nie umiecie w milczeniu nosić włosiennicy mojej Woli? Pamiętajcie, co powiedziałem[502]: "Kiedy pościcie, namaśćcie głowę i umyjcie twarz". Uchodźcie choćby za niemartwionych w głupich oczach świata. Wystarczy, byście nie dawali zgorszenia, bo zgorszenie jest zawsze złem. Ale jeśli tylko wydajecie się zwyczajnymi stworzeniami i dlatego spotyka was jedynie obojętność, a nie pochwała, podczas gdy w skrytości spalacie się z miłości do Boga i do braci, wielka będzie wasza zasługa w oczach Boga. A jeśli nie umiecie nakładać sobie pokut, o, przyjmijcie te, które daje życie. Jest ich pełne! Przyjmujcie, mówiąc: "Jeśli ta boleść pochodzi od Boga, niech się stanie, Panie, Twoja wola; jeśli pochodzi od biednego złego brata, Ojcze, ofiaruję Ci ją, byś mu przebaczył i go odkupił". Czyńcie tak, umiłowani. A wszystko w was będzie czyste. Będziecie mieli wtedy czystość serca. A w sercu, które ma czystość, tron ma Bóg. Idź teraz w pokoju. Podążaj z moim pokojem drogą czystości serca, myśląc, że czyści sercem będą oglądać Boga[503]."
PRZYPISY
[496] Powiedziałem to w zasadzie w Ewangelii Mateusza 5:43-47; Łukasza 6:27-35.
[497] Powiedziałem w Ewangelii Mateusza 22:39; biorąc z Księgi Kapłańskiej 19:18.
[498] Wyszczególniłem to w Mateusza 5:39, 40.44 (wyrażenie czyni cię pro-rozróżniającym, kilka linijek powyżej, oznacza czyni cię użytecznym, czyni cię wartym rozróżnienia).
[499] Świnie... perły... przywołują obraz z Ewangelii Mateusza 7:6.
[500] Powiedziałem w Łukasza 6:36.
[501] Te (tj. modlitwy) są naszą korektą od tych
[502] Powiedziałem w Ewangelii Mateusza 6:17.
[503] Czystego serca będą cieszyć się Bogiem, jak powiedziano w Ewangelii Mateusza 5:8.