QUADERNI
24 października 1946 r.
Święty Rafał Archanioł
Czy można wyrządzić przemoc Ogniowi, gdy się rozpala, i Bogu-Miłości, gdy chce kochać? Kochać w sposób odczuwalny? Nie. I doświadczam tego. Dziś spada na mnie jedna z najgwałtowniejszych godzin miłości Bożej, jakie kiedykolwiek znałam. Czuję, jak nadchodzi… I nie jest to ciężar, który uciska, choć jest to ogromna fala, lecz siła, która przyciąga, odrywa od Ziemi i unosi w górę, w górę, w górę… Czuję, jak nadchodzi, coraz bardziej ekstatyczna, i zanim ogarnie mnie zapomnienie wywołane jej niewysłowioną słodyczą, pomna mojej modlitwy i ofiary z 15 sierpnia, błagam: "Nie mnie! Nie mnie! Im. Aby Cię kochali". Wola wyrzeczenia się moich mistycznych radości, byleby oni zobaczyli i zrozumieli, jest zawsze we mnie. Lecz z jeszcze silniejszą słodyczą w słodyczy już niezmierzonej, z oceanu Światła i Ognia, który mnie ogarnia zstępując z Niebios, przychodzi niewyrażalny Głos Boga Jedynego w Trójcy i mówi: "Nie. Na próżno odrzucasz Mnie dla ofiary miłości. Chcę ciebie. Chcę dać ci Siebie samego. Szukam ulgi dla samego Siebie. Szukam serca, które Mnie kocha. Nie chcę wiedzy, lecz miłości. Nie chcę się spierać, lecz posiadać. Nie chcę wyrzucać, lecz kochać. Chcę ciebie. Nasyć Mnie. Pociesz Mnie. Kochaj Mnie. Wylewam się tam, gdzie znajduję kogoś, kto rozumie Mnie w moim nieskończonym pragnieniu udzielania się. Napisz, a potem przyjdź…". I nie pozostaje nic innego, jak się poddać… i usłyszeć: "Musisz kochać także za nich. Chcę być przez ciebie nasycony miłością, jakiej oni nie potrafią Mi dać tak, jak Ja tego pragnę. I chcę przeniknąć cię Sobą, abyś mogła dojść do miłowania ich tak, jak Ja umiłowałem moich katów: bezmiernie. Bo gdy kocha się doskonale, kocha się bezmiernie najnieszczęśliwszych, tych, którzy są naszym bólem. Bez tej naszej miłości oni by się zgubili". I upajam się, i płonę tak, jak nie sposób opisać, i kocham Boga, a w Bogu całe Stworzenie, wraz z mieszkańcami Nieba, z żyjącymi na Ziemi, z cierpiącymi w Czyśćcu, wszystkich, wszystkich i… och! – oni by w to nie uwierzyli, nawet gdybym im to powiedziała! – i kocham ich, jak matka może kochać chore dzieci, które, jeśli nie są otoczone największą miłością, mogą zginąć, i cierpią, bo są chore, nawet jeśli nie wierzą, że są chore i że cierpią. Panie, nie tak gwałtownie, jeśli mam Ci służyć!… Ty znasz moją całkowitą słabość!… Lecz kiedy znów staję się biednym stworzeniem, z pogodną słodyczą pamiętając o huraganie miłości, który mnie porwał, czuję, że Bóg nie przyjął mojej modlitwy, a serce opierało się jedynie z Jego woli, lecz teraz bije zmęczone jak ptak, który wzbił się zbyt wysoko i śpiewał zbyt głośno… Lecz jeśli mój Pan został pocieszony, jeśli moja nicość mogła posłużyć Wszystkiemu, niech żyje miłość i będzie słodkie cierpienie zmęczonego serca… Umrzeć nawet z powodu gwałtowności miłości! Cóż znaczy żyć, a cóż umrzeć? Liczy się tylko to, by uczynić Boga szczęśliwym.