QUADERNI

18 listopada 1947 r.

Poprawiam, czyli czynię pisma czytelnymi. Czytam rozmowę[1] Jezusa z uczennicami w piątek przed wjazdem do Jerozolimy, w której porównuje On duszę do jaskółeczki, co w locie staje się coraz silniejsza. Głos Jezusa brzmi u mego boku najmiłośniej i napełnia mnie radością. Mówi: "Ty też byłaś jak ta jaskółeczka. Byłaś moją jaskółeczką. Coraz mocniej wzmacniałaś się i kierowałaś ku wielkim lotom. Otwierałaś skrzydło o świcie życia ku mojemu cierpieniu: Ofiara była zawsze punktem twego ukierunkowania. Jakże mnie wtedy kochałaś, o niewinna naznaczona cierpieniem, która ze wszystkiego, czym był mój ziemski dzień, najbardziej umiłowałaś moją godzinę bólu. Potem umiłowałaś mnie jako Chleb Życia. Potem jako Serce serc. Ale postać Ofiary zawsze panowała nad wszystkimi. Była twoją gwiazdą polarną, twoim krwawym słońcem. Krew moich ran twoim miodem. Moje konające spojrzenie twoją pociechą. Dopełnienie mego życia twoim przykładem. I leciałaś coraz mocniej, pewniej, dłużej i wyżej, duszo, duszo-ofiaro, owieczko Męczennika, Mario kochająca jak tamta druga Maria[2], mająca w sobie to, co czyni cię Mi tak drogą - niewinność twego uczciwego życia. O, przyjdź! Przyjdź tu, do Mnie. Przyjdź, bo ostatnia rana staje się dla ciebie gniazdem, moja jaskółeczko zmęczona ziemskimi lotami i tym, co jest światem. Zmęczona, jak zmęczone było moje serce w ostatnich dniach życia. Przyjdź we Mnie. Dałaś Mi wszystko, wznosząc się coraz wyżej. A Ja dałem ci wszystko. Całą moją miłość i całe poznanie Jezusa z Nazaretu. I dałem ci jeszcze więcej. Ale to jest miłość, która nie odsłania się przed ludźmi. To jest miłość, która dopełnia się pod okiem naszego Ojca i którą zapisują serafini. Mario!…" Reszty, odnoszącej się do bardzo nieszczęsnej duszy, która zatrzymała się, jak sądzę, na próżno, tu, gdzie są wonności Boże, oraz do moich z nią relacji, nie przepisuję. Oddaję się radości Bożej Obecności i jej pieszczotom. To z pewnością prawda. Rzeczywiście uczyniłam tak jak ta jaskółeczka. Niezdarne, niepewne, pełne lęku były pierwsze loty, a potem… Ale nie było tak, bym stała się tak wielką królową, że pewnie przemierzałam niebiosa miłości. To miłość zawsze podtrzymywała moje skrzydła, które chciały wznosić się coraz wyżej, nie dla mojej chwały, lecz aby dać radość Temu, który nas przyciąga, Temu, który pociesza się heroizmem miłości dusz - dusz, które bez Jego pomocy upadłyby zmęczone. O! to była, to jest Miłość, która unosi mnie z miłością… Jezu!…

PRZYPISY

[1] rozmowę, która znajduje się w rozdziale 583 dzieła "Ewangelia". Poprawki pisarki są w pełni uzasadnione w "dyktandzie" z 6 grudnia.

[2] jak inna Maria, mianowicie Maria z Magdali, która ma swoją własną pełną historię w dziele "Ewangelia".