QUADERNI

16 maja 1944 r.

Późnym wieczorem, gdy cienie wyczerpania już na mnie zstępują, mój Jezus zmusza mnie, bym tak pisała. Mówi Jezus: "Odmówiłaś, rozważając go, Różaniec. I widziałaś Mnie w pierwszych czterech obrazach tajemnic bolesnych. Nie ukazałem ci Ukrzyżowania, bo jesteś zbyt wyczerpana. Widziałaś Mnie jeszcze raz w Ogrójcu, w biczowaniu, w cierniem ukoronowaniu i w obrazie Ecce Homo, ukazanym krzyczącemu tłumowi, a potem obarczonemu krzyżem. Nie tobie dla ciebie, ale dla wszystkich odpowiadam teraz na pytanie „dlaczego”, które tak często zadajecie. Dlaczego Ja, Bóg, nie spopieliłem cudem mocy Bożej moich oskarżycieli i katów? Dlaczego! Bo Ja jestem Odkupicielem, a nie mścicielem. Mogłem, począwszy od ogrodu aż do śmierci, powalić, kiedy tylko bym zechciał, zdrajcę, tych, którzy Mnie pojmali, oskarżycieli, oprawców, bluźnierców, tych, którzy Mnie ukrzyżowali. Wszystkich. Domagali się[296] tego, gdy byłem na krzyżu: „Ten, który wybawił tak wielu, niech zejdzie z krzyża i sam siebie wybawi”. Mogłem to bowiem uczynić, i już przelana Krew wystarczyłaby na Odkupienie tych z przeszłości i tych, którzy mieli dopiero przyjść, natomiast ci obecni ugryźliby pył, powaleni cudem, zabici moją mocą i strąceni w otchłań na wieczność. Lecz z tych wielu tysięcy wzburzonych, którzy przez jedno z owych nagłych szaleństw tłumu zmienili się w morderców Niewinnego, i przez to zjawisko zbiorowej występności, które zawsze rodzi się pod naciskiem szczególnych wybuchów uczuć, podsycanych przez prawdziwie winnych i prawdziwych morderców, którzy dla własnych celów podburzają tłumy, pozostając w cieniu – iluż zginęłoby w grzechu bogobójstwa, gdybym poraził ich swoją mocą! Przedwieczny nie chciał, by potępieni zostali inni niż tylko prawdziwie niegodziwi. A ci zwiedzeni mieli zostać zbawieni, gdy Odkupienie, dokonane aż do ostatecznej ofiary, oczyści ich sumienia, uwalniając je od trucizn, które doprowadzały ich do obłędu. Są chwile, biedni ludzie, w których jesteście jak szaleńcy. A mój cud objawia się w uzdrawianiu waszego moralnego szaleństwa. Gdybym Ja, na przykład, biedna Mario, odebrał ci życie wtedy, miesiąc temu, gdy ty głośno o to Mnie prosiłaś, cóż bym ci uczynił? Dobro? Nie. Zło. Teraz mógłbym odebrać ci życie. I nie byłoby to sprzeczne z planem miłosierdzia, który zawsze wobec ciebie zachowywałem. Teraz jesteś uzdrowiona z obłędu wywołanego wydarzeniami okrutnymi i ludzkimi, by nie rzec szatańskimi, bo jak zawsze mówiłem[297], nie jest to wojna ludzi, lecz wojna Szatana przeciwko duchom. I nie są jej ofiarami jedynie ci, którzy giną w bitwie albo pod gruzami domu. Ofiarami walki Szatana z duchami są także, a nade wszystko, ci, którzy tracą wiarę, nadzieję i miłość, i tracą nie życie jednej śmiertelnej godziny, lecz Życie wieczne, umierając dla Łaski Bożej. Teraz jesteś uzdrowiona. Zwyciężyłaś Szatana. Ale dlatego, że dałem ci na to czas. Czas, byś podniosła się po nagłym i okrutnym, nagłym i szyderczym ataku Nieprzyjaciela na twego ducha. Napadł na ciebie jak ów lew, o którym mówi Piotr[298], i poturbował cię. Uciekł, bo ty, tą resztką siły – okruszyną – i tą resztką głosu – tchnieniem – podniosłaś krzyż i powtórzyłaś moje Imię. Niemal odurzona, powtarzałaś z przyzwyczajenia to, co od lat było gestem twojej miłości. Lecz zanim mogłaś się pozbierać i odbudować samą siebie, rozdartą na strzępy przez tego, który cię nienawidzi, musiał upłynąć czas. Zmartwychwstania zawsze wymagają czasu. A ty byłaś niemal umarła, tak bardzo cię to dotknęło. Ale ten punkt w tobie, o którym mówi moja Matka[299] – najświętsza część twego ducha – nigdy nie został dotknięty. Nie mógł być dotknięty, Mario. Ta część jest moja. Jest moja. Tylko twoja wola mogłaby mi ją odebrać. Ale ty nigdy tego nie uczynisz. Ja to wiem. I ta część, niczym magnes przyciągający rozproszone cząsteczki, przyciągnęła z powrotem i zjednoczyła to, co Szatan, szalejący z nienawiści do Mnie i do ciebie, rozszarpał. Biada tobie, gdybym uderzył wtedy w tamtą część! Jakże wielka byłaby wtedy rozłąka między Mną a tobą! Ty tego nie chcesz. Ja tego nie chcę. Chcę, aby śmierć była dla ciebie chwilą Życia. Bez trwożnego oczekiwania. Przyjdź. Zbliż się. Jestem tutaj. Ucałuj moje rany, z których spływa na ciebie Życie. Otworzyłem je, aby dać ci to Życie. Tak jak otworzyłem je dla tak wielu. Oto moje triumfy godziny Męki. Oto ci, których ocaliła moja Litość, zanim ocaliła ich moja Krew. Litość pozwoliła im żyć, aby Krew mogła działać i ich uzdrowić. Oto dlaczego, o ludzie, pozwoliłem się dręczyć aż do śmierci, nikogo nie rażąc piorunem. Ponieważ umiłowałem was tak, jak tylko Ja umieć kochać. Odpocznij teraz. Idź w pokoju".

PRZYPISY

[296] Poprosili o to, jak w Ewangelii Mateusza 27:39-43; Marka 15:29-32; Łukasza 23:35-39.

[297] jak zawsze mówiłem, zwłaszcza w 1943 roku, na przykład 4 i 19 czerwca oraz 21 sierpnia.

[298] o którym mówi Piotr, w 1 Piotra 5:8-9, fragmencie już skomentowanym 11 i 12 maja.

[299] wypowiedziane przez moją matkę 13 maja.