QUADERNI
13-15 maja 1949 r.
Matka Boża (wciąż ta sama co w Fatimie, jeśli chodzi o postawę, wysoko na dębie zielonym, lecz inna, gdyż ma płaszcz koloru popiołu, niemal pokutny, i trzyma w ręku księgę również pokrytą popielatą szarością) patrzy z twarzą pełną bólu wciąż w stronę wschodu, lecz ku ziemi. Pierwszego i drugiego dnia o nic Jej nie pytam. Ale trzeciego – tak. Odpowiada mi: "Patrzę na więzienie, na celę na Węgrzech. Patrzę na sługę mojego Syna i modlę się za niego… Lecz mniejszym utrapieniem jest dla mnie patrzeć na cierpiącego, niż mieć w pamięci, nawet go nie widząc, inne serca osób konsekrowanych, które nie są dotknięte cierpieniem inaczej niż przez własną złą wolę… Modlę się i za nich, ale… ile mnie to kosztuje! Jak słowa[1] wypowiedziane do zdradzieckiego Apostoła w piątek rano. Moje ostatnie i daremne słowa do niepokutującego… Noszę dlatego szatę pokuty. Wkładają żałobę na Matkę, uwierz mi… A trzymam to w rękach (wskazuje na księgę), aby oczyścić ją z ich pyłu, który uczynił ją tak szarą" – i płacze.
PRZYPISY
[1] słowa, które można przeczytać w "Ewangelii tak, jak została mi objawiona", fragment 10 rozdziału 605.