QUADERNI

12 czerwca 1948 r.

[Poprzedza pierwszą część 26. LEKCJI o Liście Pawła do Rzymian]

(Nawias. Przerwana w tym miejscu przez większe osłabienie, opadłam na poduszki, a Boski Dyktujący pozwolił mi odpocząć. Jednak, gdy tylko trochę się podniosłam na siłach, Duch Święty mówi mi pewną myśl, której ja, w chwili lenistwa wynikającego z omdlenia, w jakim się znajduję, nie zmuszam się zapisać, mówiąc: "Zapamiętam ją". Była godzina 12. Teraz jest czternasta. I szukam jej na próżno. Utracona! A była tak głęboka! Cierpię w duchu. Miotam się w bezużytecznym poszukiwaniu tego, co z mojej winy utraciłam.

Po raz pierwszy słyszę Ducha Świętego surowego w Jego głosie, który mi mówi: "Od pewnego czasu stałaś się leniwa. Kiedy przerywa ci powód miłości bliźniego albo zakłócenie ze strony innych, My przychodzimy z pomocą. Ale kiedy tracisz perłę przez własne lenistwo, nie przychodzimy z pomocą. Pozostań ze swoim bólem. I nie szukaj. Nie znalazłabyś tych moich słów, nawet gdybyś przewertowała wszystkie księgi Ziemi. Niech to twoje cierpienie będzie twoją karą".

Ma rację. Ale byłam tak zmęczona! Tak słaba, że pióro wypadało mi z palców i przechylałam się na wszystkie strony. Nie mogłam utrzymać otwartych oczu ani Bóg nie przekazywał mi swojej siły, abym Mu służyła, jak to czyni, gdy chce. A jednak… powinnam była pisać, jak i gdzie mogłam, choćby potem trzeba było przepisać. Teraz już się stało i nie ma na to rady. Jeśli pozostaje tu luka, to moja wina. To prawda. Czuję się już tak źle, że stałam się leniwa. Aż do dziś Bóg litował się nade mną. Dziś karze. Trudno. Zasłużona rzecz i sprawiedliwa kara.)