QUADERNI

12 czerwca 1943 r.

Jezus mówi: "Wielu, gdyby przeczytało to, co ci dyktuję, uznałoby niektóre wyrażenia za nieco zbyt mocne, niemal niemożliwe dla ich ludzkiego spojrzenia. Ojciec zdziwi się tym mniej, ponieważ jako mój sługa wie, że dla Boga nie ma nic niemożliwego, także pewne sposoby postępowania wobec dusz, których nie zastosowaliby ludzie mierzący wszystko i stosujący miarę oraz wzorzec przez siebie stworzony. To znaczy zawsze niedoskonały. Kiedy mówię[52]: "Umiłowałem cię tak bardzo, że pobłażałem nawet twoim zachciankom...", wypowiadam zdanie, które wielu otworzyłoby szeroko oczy ze zdumienia i skłoniłoby ich do wypowiadania pod Moim adresem nieprzychylnej krytyki, a pod twoim - niezbyt miłych sądów. A jednak tak jest, i stało się to na skutek mojego najsłuszniejszego wejrzenia. Kiedy zapragnąłem cię dla Siebie, biedna Mario, byłaś tak bardzo ludzka, a otaczające cię człowieczeństwo było jeszcze bardziej ludzkie niż ty sama i coraz bardziej cię obciążało, tak że byłaś istnym małym dzikuskiem. Gdybym wówczas zażądał od ciebie tego, o co poprosiłem cię później, a zwłaszcza tego, czego pragnę od ciebie teraz, z godziny na godzinę, uciekłabyś przerażona. Ale Jezus nigdy nie budzi lęku. Jezus wobec swych umiłowanych dzieci jest ojcem o doskonałej miłości; miłości Boskiej, ponieważ chociaż Jezus był człowiekiem i poznał ludzkie uczucia, zawsze był i jest Bogiem, i dlatego w uczuciach osiąga doskonałość Bożą. Wtedy Ja, aby zbliżyć się do ciebie i abyś ty zbliżała się bez lęku i z coraz większą miłością, postępowałem według zasady stosowanej wśród ludzi, by zdobyć zaufanie nieufnych dzieci. Ofiarowałem ci i dałem wszystko, czego pragnęłaś. Czasem były to drobiazgi, innym razem rzeczy wielkie. I oto: twój Jezus ci je dał. Czasem śniłaś na jawie i brałaś sen za pewnik. Człowiek zaprzeczyłby ci, każąc ci uchodzić za szaloną i nieszczerą. Ja, Bóg, zamieniłem twoje sny w pewność, aby nie poniżać cię w oczach świata. W ten sposób sprawiłem, że tak bardzo się do Mnie przywiązałaś, iż stałaś się tym, czym jesteś teraz: rzeczą zagubioną we Mnie, nierozerwalnie ze Mną złączoną. Ty, istoto skończona i niedoskonała, nie istniejesz już ze swoimi ludzkimi ograniczeniami i niedoskonałościami, ponieważ jesteś wchłonięta - i sama pozwoliłaś się wchłonąć - przeze Mnie. Widzisz Mnie we wszystkim, co miłe, przykre, radosne, smutne, co cię spotyka. Działasz, patrząc na moje Oblicze. Jesteś zafascynowana moim Obliczem. Mógłbym prowadzić cię samym spojrzeniem. A nawet czymś mniejszym: prowadzi cię bicie mego Serca, mojej Miłości. Żyjesz z mojej miłości. Żyjesz w mojej miłości. Żyjesz dla mojej miłości. Kiedy przeżywasz radość, biegniesz do Mnie ze śmiechem, by powiedzieć "dziękuję". Kiedy czegoś potrzebujesz, wyciągasz rękę, prosząc o to. Kiedy cierpisz, przychodzisz na moje Serce, by płakać. Jesteś tak przekonana, że Ja jestem twoim Wszystkim, że podejmujesz decyzje, że masz takie zaufanie, jakie w krótkowzrocznym ludzkim spojrzeniu mogłoby uchodzić za nierozwagę i szaleństwo. Ale ty wiesz, że Ja jestem twoim Wszystkim. Wszystkim-Bogiem, który wszystko może, i ufasz Mi. To właśnie ta absolutna ufność skłania Mnie do czynienia dla ciebie nieustannych małych cudów, ponieważ to ufność tego, kto Mnie miłuje, otwiera moje Boże Serce, by wylały się z niego strumienie łask. Jesteś moja, ponieważ potrafiłem cię zdobyć, ponieważ potrafiłem uczynić z twojego biednego, poniżonego człowieczeństwa arcydzieło Miłosierdzia. Jesteś moja, moja mała Moja. Należałaś do tylu rzeczy. Żyłaś dla ludzkich trosk. Cierpiałaś, umierałaś w ciele i duszy, ponieważ jesteś duszą, której świat nie nasyca, i nie umiałaś odnaleźć drogi. Teraz jesteś moja, tylko moja. I nawet na krzyżu jesteś szczęśliwa, ponieważ masz Kogoś, kto kocha cię tak, jak ty tego pragniesz. Masz Mnie, twojego Boga i twojego Oblubieńca, twojego Jezusa". "Kiedy dusza dochodzi do tego, by być tak bardzo moją, miłość zajmuje dla niej miejsce Prawa i Przykazań. Boskie są jedno i drugie, lecz wciąż dają odczuć swoją obecność. Są jak uprząż nałożona na waszą zwierzęcą naturę, by się nie spłoszyła i nie runęła w przepaść. Ale Miłość nie ma ciężaru. Nie jest uzdą, która wywiera przymus. Jest siłą, która was prowadzi, wyzwalając was nawet z waszego człowieczeństwa. Kiedy dusza naprawdę miłuje, Miłość zastępuje jej wszystko. Jest jak małe dziecko w ramionach matki, która je karmi, ubiera, usypia, myje, wynosi na spacer albo kładzie do kołyski - dla jego dobra. Miłość jest mistyczną karmicielką, która wychowuje dusze przeznaczone do Nieba. Gdyby przez szczególny cud, zależny w trzech czwartych od waszej woli - bo bez waszej woli pewne cuda nie mogą, nie powinny się dokonać - a w jednej czwartej od mojej łaskawości, wszystkie dusze zaczęły żyć wyłącznie duchem, to znaczy stały się wszystkie godne Nieba, wypowiedziałbym nad Ziemią słowo "Koniec", aby móc zabrać was wszystkich do Nieba, zanim nowy zaczyn ludzkiej słabości znowu zepsułby któregoś z najsłabszych spośród was. Ale niestety nigdy się to nie stanie. Przeciwnie, coraz więcej duchowości i miłości umiera na Ziemi. Dlatego dusze, które umieją żyć duchowością i miłością, muszą osiągać szczyty ducha, miłości i ofiary - ponieważ ofiara nigdy nie brakuje w tej trójcy rzeczy koniecznych, by być moimi prawdziwymi uczniami - i wynagradzać za te dusze, które wyjałowiły w swych sercach ducha i miłość. Wynagradzać, pocieszać, cierpieć. To ofiary ocalą świat".

PRZYPISY

[52] Mówię, że powiedział to 4 czerwca.