QUADERNI

11 stycznia 1944 r.

Jan mówi: "Tak jak zostałem pouczony, przeniknięty, uczyniony jednym z Mistrzem, w mojej Ewangelii żyje Słowo tak, jak zostało wypowiedziane, ponieważ dzięki mojemu zjednoczeniu z Nim mogłem je powtórzyć bez zmian. To Chrystus przemawia. Jan jest tylko narzędziem, które pisze. Tak jak i ty[40]. Wielkie jest nasze przeznaczenie, któremu musimy być wierni aż do najdrobniejszych szczegółów, abyśmy jako stworzenia nie splamili sobą Boskiej nauki, i dla tego przeznaczenia musimy zachować życie nieskalane, aby Słowo mogło zstąpić tam, gdzie nie ma nic nieczystego, nawet cienia myśli. Przyjąć Słowo Boże to jak przyjąć Chleb z Nieba. To Chleb z Nieba staje się dla nas Słowem, aby stać się Chlebem dla ducha naszych braci. Jest to Eucharystia Słowa, nie mniej święta niż Eucharystia ołtarza, ponieważ Chrystus eucharystyczny, wszedłszy w nas, przynosi nam swoje Słowo, tym mocniej lub słabiej odczuwane, im więcej jest w nas życia ducha, a Chrystus Mistrz, wszedłszy w nas, przynosi nam swój pokarm, który czyni nas coraz bardziej zdolnymi uczynić z Eucharystii Pokarm życia wiecznego. On to powiedział[41], mój i twój Mistrz: "Błogosławieni, którzy zachowują w sercu Słowo Boże". Powiedział też: "Kto słucha mojego Słowa, ma życie wieczne", oraz: "Ja jestem Chlebem żywym, który zstępuje z nieba. Kto Mnie spożywa, nie umrze, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym". Mistrz daje więc jeden i ten sam los temu, kto się Nim karmi: Słowem Ojca i Chlebem z Nieba. Ale nie mówię tak bardzo do ciebie dla ciebie samej, uczennico, która jesteś w światłości. Mówię ja, światłość Chrystusa, płynąca od Chrystusa, Światłości świata, do pogrążonych w ciemności, którzy, jak ci, co mają łuski na źrenicach, błądzą po omacku w mroku i nie potrafią wejść na ścieżkę, którą kroczy Mistrz, nie chcą na nią wejść i zawołać: "Jezu, ratuj nas! Daj nam swoje Światło!". Gdyby Go wzywali, przyszedłby do nich, zamieszkałby w nich i dał im błogosławiony los stania się dziećmi Bożymi, narodzonymi po raz drugi - jedyny raz, kiedy można się na nowo narodzić, nie w ciele, które, wygasłszy, nigdy już nie przyoblecze ducha, dla którego było szatą, chyba że w dniu ostatecznym, by pójść z nim do chwały albo na potępienie, lecz w duchu, który wszczepiony w Chrystusa odradza się na nowo, ponieważ Chrystus, mając go w sobie jako część swej najświętszej Istoty, jednoczy go z Duchem Bożym, który sprawia, że rodzimy się na nowo już nie jako ludzie, lecz jako synowie Boży - i poznaliby Światło, oderwaliby się od Ciemności i Kłamstwa, ponieważ Chrystus jest Prawdą, ponieważ Chrystus jest Światłem, a Paraklet, którego Chrystus daje "swoim", jest Światłem i Prawdą, a kto ma Chrystusa, ma w sobie Prawdę i Światło Trójjedynego Bóstwa. Porzućcie odwiecznego Zabójcę, który zginął i wciąż zabija, ponieważ nie wytrwał w prawdzie, którą w swym szczęśliwym anielskim losie posiadał od pierwszej chwili swego stworzenia. Uwierzcie w Chrystusa, który nie może kłamać, ponieważ jest Bogiem i posiada Doskonałość Boga. On mówi wam, i to nieraz: "Ja was wskrzeszę". Czyż mógłby On, Doskonały w Wiedzy i w Rozumie, wypowiedzieć niewłaściwe słowo? Mówi "wskrzeszę", nie mówi "reinkarnuję". I precyzuje[42]: "w dniu ostatecznym", i jeszcze: "Jak Ojciec wskrzesza umarłych i daje im życie, tak i Syn daje życie tym, którym chce... Kto słucha słowa mego i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie podlega potępieniu, lecz przeszedł ze śmierci do życia... Nadchodzi godzina, kiedy umarli usłyszą głos Syna Bożego, a ci, którzy go usłyszą, będą żyć. Nadchodzi godzina, kiedy wszyscy w grobach usłyszą głos Syna Bożego i wyjdą z nich: ci, którzy czynili dobro, na zmartwychwstanie życia; ci zaś, którzy czynili zło, na zmartwychwstanie potępienia". Dlatego Ten, który jest Prawdą i Wiedzą, mówi, powtarza, nalega, przysięga na jedno i jedyne życie ciała i na jedno i jedyne życie ducha. Życie to przeżywane jest w naszym jedynym dniu jako ludzi, a potem, dopiero w dniu ostatecznym, na rozkaz Jezusa-Boga, zmartwychwstaje, by przyoblec ducha, którego było szatą. Owo życie wieczne otrzymujemy wyłącznie za sprawą naszego jednego, jedynego dnia, a jeśli w nim raz zabiliśmy ducha, nigdy więcej nie będzie mógł się on reinkarnować, by przechodzić kolejnymi etapami ze śmierci do życia. Nie. Moc Boga Ojca, Boga Syna Jezusa, Boga Ducha Parakleta może dać wam zmartwychwstanie ducha na Ziemi za sprawą cudu łaski, albo za wstawiennictwem jakiegoś "świętego" - czy to z Ziemi, czy z Nieba - albo nawet dzięki waszemu własnemu pragnieniu zmartwychwstania. Ale dzieje się to tutaj, na Ziemi, w waszym jedynym dniu. Gdy nadejdzie dla was wieczór i zapadniecie w sen ludzkiej nocy, nie będzie już możliwe żadne zmartwychwstanie poprzez nowe fazy życia. Jest tylko, jeśli jesteście umarłymi duchem, śmierć. Ja, uczeń Chrystusa, ja, który widziałem, poza życiem doczesnym, życie przyszłe i ostateczne zmartwychwstanie, przysięgam wam, że to jest prawda. Uwolnijcie się z tych łańcuchów. Są one najniebezpieczniejsze ze wszystkich, jakie rzuca na was szatan. Zróbcie pierwszy krok, by powiedzieć Chrystusowi: "Przychodzę do Ciebie", a szatanowi: "Cofnij się, w imię Jezusa". Przyjmijcie pierwszą prawdę. Nie możecie wiedzieć, jak słodki jest Pan, dobry Mistrz, święty Pasterz, dla tego, kto zwraca się do Niego. Jak ojciec bierze was do swego serca i poucza was, troszczy się o was, karmi was. Nie mówcie, że Go kochacie. Nie kochacie Go w prawdzie i dlatego Go nie kochacie. Prawda jest w Jego Ewangelii. Ewangelia to ta, którą On powiedział swoim uczniom i którą do dziś potwierdza i wyjaśnia z dobroci Zbawiciela. Zawsze ta sama po tylu wiekach. Nie ma innej. Gdyby istniało drugie czy kolejne życie, powiedziałby to. Nie jesteście parsami ani szintoistami; jesteście "chrześcijanami". Porzućcie więc chimery, błędy, oszustwa, które szatan wznieca, by wyrwać was Bogu, i uwierzcie w to, co powiedział Chrystus. Kto kocha, wierzy. Kto mało kocha, wątpi. Kto nie kocha, przyjmuje naukę przeciwną. Nauka, za którą podążacie, jest przeciwna nauce Jezusa Chrystusa, Słowa Bożego, naszego Mistrza, Światłości świata. Wy zatem nie miłujecie Chrystusa w prawdzie".

Maryja mówi: "Pragnieniem mego ducha było pozostać dziewicą w Świątyni przez całe życie, by chwalić Pana i modlić się, aby Emmanuel został dany tym, którzy od wieków oczekiwali Jego przyjścia pełnego Łaski. Dlatego, gdy Najwyższy Kapłan oznajmił mi swą wolę wydania mnie za mąż, moje wnętrze zaznało pierwszego niepokoju. Drugim był niepokój zwiastowania anielskiego[43]. Miałam chwilę oszołomienia, załamania, ponieważ, Maryjo, wydawało mi się, że Pan odrzuca moją ofiarę dziewictwa, nie znajdując jej godną swej Doskonałości. Zbadałam samą siebie, by odkryć, czym uchybiłam memu Panu, ponieważ oczywiście nie miałam nawet cienia myśli, że Sprawiedliwość Boża mogłaby być niesprawiedliwa. Lecz w pokornym badaniu samej siebie znalazłam odpowiedź i pokój. Duch powiedział mi swym świetlistym głosem miłości, że ta wola kapłańska, odpowiadająca woli Bożej, nie była cofnięciem w oczach Boga, lecz wzniesieniem się na wyższy stopień ducha, i że skoro była to wola Pana, samo przyjęcie jej z gotowym posłuszeństwem przyniesie mi błogosławieństwa i zasługi oraz głębszą więź z moim świętym Panem Bogiem. Wtedy z radosnym posłuszeństwem powiedziałam Bogu przez Jego kapłana: "Oto jestem, Panie, by czynić Twoją wolę, a nie moją". Słowa[44] mego Syna zakwitły wiele lat wcześniej na ustach i w sercu Jego Matki. Prosiłam jedynie, w zamian za moje posłuszeństwo, aby Bóg dał swojej Służebnicy takiego małżonka, który nie byłby dla mego dziewictwa, poświęconego Panu, przemocą, co niepokoi, ani szyderstwem, co drwi, lecz towarzyszem pełnym szacunku i świętości, dla którego bojaźń i miłość Boża byłyby światłem w sercu, pozwalającym zrozumieć duszę swojej Niewiasty. Niczego więcej nie prosiłam. Piękno, młodość, pozycja społeczna, majątek były dla mnie sprawami tak nieistotnymi, że nie zasłużyły nawet na przelotną myśl. Prosiłam o "świętość" mego przyszłego męża. I niczym innym się nie zajmowałam. Pierwszymi warunkami, zbyt często dziś zaniedbywanymi w waszych małżeństwach, są te: zwrócić się do Boga, prosząc z Jego rąk o towarzysza odpowiadającego waszemu charakterowi i waszej pozycji, a przede wszystkim o towarzysza "sprawiedliwego w Jego oczach". W tej decydującej godzinie życia kobiety o nic nie prosicie Boga i nie patrzycie ani na własnego ducha, ani na ducha towarzysza. Wystarczy wam, że jest przystojny, bogaty, młody, wpływowy w świecie. Cała reszta nie ma znaczenia w chwili wyboru. Lecz niestety całą swą wagę zyskuje po ślubie, i wiele małżeństw jest rozczarowaniem, które pozostaje jedynie rozczarowaniem tylko wtedy, gdy żona jest kobietą o chrześcijańskich uczuciach. Jeśli i tego jej brakuje, małżeństwo staje się katastrofą, której niewinnymi ofiarami ekspiacyjnymi padają dzieci, i niejednokrotnie kończy się podwójnym cudzołóstwem. Narażacie duszę na niebezpieczeństwo, a często prowadzicie ją na śmierć, mając w małżeństwie na oku jedynie cele ludzkie, a nie zwracając się w tej uroczystej godzinie do Ojca Niebieskiego. Gdy zobaczyłam Józefa, cały mój naturalny niepokój opadł jak chmura rozpływająca się w tęczy. Wystarczyło spojrzeć mu w oczy, by wyczytać w nich, że jest człowiekiem uczciwym, wiernym, czystym i sprawiedliwym. Jego wiek, dwakroć dojrzalszy od mojego, pozostawił mu spojrzenie czyste jak u dziecka, ponieważ Zło szalało wokół niego, żyjącego w świecie, lecz nie zdołało przeniknąć do jego serca nasyconego miłością Boga. Z jakąż ufnością złożyłam swą dłoń w jego dłoni, czując, że znalazłam w nim ojca pełnego miłości, wiernego małżonka, czystego towarzysza, który miał być jak drzewo oliwne i figowe ocieniające mały dom i broniące go przed wiatrem i skwarem, dając wytchnienie i pociechę słodyczy i pokarmu! Słodki mój oblubieńcze, który nigdy mnie nie zawiodłeś! Który, ponieważ naprawdę mnie kochał, wierzył we mnie nawet wbrew pozorom, który ukrywał przede mną swój płacz, by mnie nie niepokoić, który miał dla mnie tylko uśmiechy i pomoc, który prowadził mnie jak swoją pierwszą córkę przybraną, trzymając mnie za rękę, bym czuła, że jest blisko mnie ze swą miłością, usuwając mi przeszkody z drogi, uprzedzając moje potrzeby, cierpliwy, milczący i czysty, czysty, jak tylko anioł potrafi być czysty. O tak! Niech będzie za to błogosławiony Pan! Ja, którą Odwieczny przeznaczył na Królową swoich aniołów, miałam już tu, na ziemi, dwóch aniołów za poddanych: mego anioła stróża, którego niewidzialną obecność czułam wciąż unoszącą się przy mnie, z błyskami światła i niebiańską wonią, oraz mego anielskiego małżonka, którego ciało, nieskażone żądzą krwi, żyło blisko mego jak dwie lilie zakwitłe na jednej grządce, które nawzajem się nawaniają i kwitną dla Pana, dając sobie wzajem przykład wznoszenia się coraz wyżej, ku Bogu, wydawania coraz mocniejszej woni z miłości Boga i towarzysza, lecz nigdy nie łączące swych rozkwitłych ust w pocałunku, który splamiłby pyłkiem anielski jedwab ich szaty czystości. Święty i błogosławiony mój Józefie! Za to, że dał mi go za małżonka, moje serce nie przestaje dziękować swemu Panu, który zatroszczył się o swoją Służebnicę jak święty Ojciec i który dla mego dziewictwa, wyprowadzonego ze Świątyni, stworzył tę żywą obronę, dzięki której tchnienie świata rozbijało się o Józefa, nie pozwalając, by zgiełk czy odór ludzkiej brzydoty przeniknął tam, gdzie wieczna Dziewica nadal wysławiała Pana, jak gdyby była powołana do służby przy ołtarzu, poza Świętym Świętych, tam, gdzie jaśniała chwała Wiecznego Boga". Dziś rano miałam błogie przebudzenie. Pisałam od północy do drugiej. Cały czas pozostając w świetle Złotej Gołębicy i w objęciach Maryi, ponieważ wizja[45], która przygasła w ciągu dnia, ukazała się ponownie wczoraj wieczorem w całym swym majestacie, tuż przed snem, a potem wróciła do swych początkowych faz, w jakich trwała zawsze od godziny 11 do 18: wizja Ducha Świętego i Maryi. Po napisaniu położyłam się, modląc się, i pod ranem zasnęłam mimo żywych bólów, które budziły mnie co chwila. Ostatni raz, gdy mnie obudziły, wybijała szósta. Wraz z przeszywającym bólem usłyszałam lekki pocałunek na czole i słodki głos Maryi, nie do pomylenia z żadnym innym, mówiący do mnie z całą swoją słodyczą: "Łaska Pana niech będzie zawsze z tobą". Odpowiedziałam natychmiast, bo nie mogłam się mylić: "Błogosławiona jesteś między wszystkimi niewiastami". I zwinęłam się w kłębek w ciszy i cieple, czując, że czuwa nade mną Matka, która dała mi najpiękniejsze "dzień dobry", jakie można dać. Chciałam to zaraz Ojcu napisać. Ale o godz. 7.30 Maryja zaczęła mówić o swoim ślubie, więc napisałam to później. Teraz dodaję kilka kartek, ponieważ powiedziano mi, że jest tu dyktando[46] do dołączenia, należące do serii poprzednich.

Apostoł Paweł mówi: "Dawni poganie, którym łamałem chleb Wiary, zdają się być nadal żywi, a nawet, według waszej wiary, powrócili, by wcielić się na nowo wraz ze swoimi dawnymi teoriami dotyczącymi zmartwychwstania i drugiego życia - tak bardzo, i bardziej niż kiedykolwiek, teraz, po dwudziestu wiekach ewangelicznego głoszenia, teoria reinkarnacji jest wcielona i zakorzeniona w waszych umysłach. Jedyną rzeczą, która się w was reinkarnuje, jest właśnie ta wasza teoria, odradzająca się jak pleśń w naprzemiennych epokach duchowego zaćmienia. Wiedzcie bowiem, wy, którzy uważacie się za najbardziej zaawansowanych duchowo, że jest to znak zmierzchu, a nie świtu ducha. Im niżej stoi Słońce Boże w waszych duchach, tym bardziej w narastającym cieniu tworzą się larwy, tym bardziej zalega gorączka, roją się nosiciele śmierci i kiełkują zarodniki, które nadgryzają, wyżerają, wchłaniają, niszczą życie waszego ducha, jak w hiperborejskich lasach, gdzie noc trwa sześć miesięcy i zmienia gęstwiny pełne życia roślinnego i zwierzęcego w martwe strefy podobne do tych z wygasłego świata. Głupcy! Umarli nie powracają. Z żadnym nowym ciałem. Jest tylko jedno zmartwychwstanie: to ostateczne. Nie jesteście, nie, nie jesteście - wy, uczynieni na obraz i podobieństwo Boga - ziarnami, które w naprzemiennym cyklu wschodzą i stają się łodygą, kwiatem, owocem, ziarnem, i znów z ziarna łodygą, kwiatem, owocem. Jesteście ludźmi, nie trawą polną. Jesteście przeznaczeni do Nieba, nie do stajni zwierzęcia jucznego. Posiadacie ducha Bożego, tego ducha, którego Bóg w was tchnie przez swoje nieustanne duchowe rodzenie, odpowiadające ludzkiemu rodzeniu nowego ciała. I cóż wy sądzicie? Że Bóg, wszechmogący, nieograniczony, wieczny Bóg nasz, ma jakąś granicę w swoim rodzeniu? Granicę, która nakładałaby na Niego obowiązek stworzenia określonej liczby duchów i nie więcej, tak by dla podtrzymania życia ludzi na Ziemi musiał, jak subiekt w składzie, iść do półek i szukać wśród nagromadzonych tam duchów tego, który nadaje się do ponownego użycia dla danego towaru; albo, co więcej, czy sądzicie, że jest On jak skryba, który wydobywa jakąś dawną sprawę i szuka określonego zwoju, bo nadeszła pora, by go znów wykorzystać, dając głos jakiemuś zdarzeniu? O głupcy, głupcy, głupcy! Nie jesteście towarem, pergaminami ani ziarnem. Jesteście ludźmi. Ciało, jak ziarno, gdy dopełni się jego cykl, wpada w zniszczenie grobu. Duch wraca do swego Źródła, by być osądzonym, czy jest żywy, czy zgniły, jak ciało, i stosownie do tego, czym jest, idzie na swój los. I nic więcej z niego nie wychodzi, jak tylko po to, by wezwać to, co było jego, do jednego, jedynego zmartwychwstania, w którym ten, kto był zgniły za życia, staje się na wieki doskonale zgniły, z tym samym skażonym duchem i tym samym skażonym ciałem, jakie miał w swoim jednym, jedynym, niepowtarzalnym życiu; a ten, kto był "sprawiedliwy" za życia, zmartwychwstaje pełen chwały, niezniszczalny, wznosząc swe ciało do chwały swego uwielbionego ducha, uduchawiając je, ubóstwiając je, ponieważ przez nie i wraz z nim zwyciężył, i słuszne jest, by wraz z nim triumfował. Tutaj jesteście istotami rozumnymi dzięki duchowi, który posiadacie, a który zdobywa życie także dla ciała, które zwycięża[47]. W innym życiu będziecie duchami ożywiającymi ciało, które odniosło zwycięstwo, pozostając poddane duchowi. Zawsze najpierw przychodzi natura zwierzęca. Oto prawdziwa ewolucja. Lecz jest ona jedyna. Potem z natury zwierzęcej, która dzięki potrójnej cnocie potrafiła uczynić się lekką, rodzi się natura duchowa. Zależnie od tego, jak żyjecie w tym życiu, takimi będziecie w drugim. Jeśli przeważyło w was to, co niebiańskie, poznacie w sobie naturę Boga i posiądziecie tę naturę, bo Bóg będzie waszą wieczną własnością. Jeśli przeważyło w was to, co ziemskie, poza śmiercią poznacie nieprzejrzysty mrok, śmierć, chłód, grozę, ciemność - wszystko, co jest wspólne ciału złożonemu do grobu; z tą różnicą, że trwanie tej drugiej, prawdziwej śmierci jest wieczne. Dziedzice Boga z woli Bożej, nie chciejcie, bracia, tracić tego dziedzictwa, idąc za ciałem i krwią oraz błędem umysłu. Ja także pobłądziłem[48] i byłem przeciwny Prawdzie, byłem prześladowcą Chrystusa. Mój grzech jest mi zawsze obecny, nawet w chwale tego królestwa, którego bramy otworzyły mi moja skrucha, moja wiara, moje męczeństwo za wyznanie Chrystusa i życia nieśmiertelnego. Lecz gdy Światło powaliło mnie na ziemię, dając mi się poznać, porzuciłem błąd, by pójść za Światłem. Wam Światło dało się poznać poprzez dwadzieścia wieków cudów, niezaprzeczalnych nawet dla najzacieklejszego i najbardziej upartego negatora. Dlaczego więc, wy, szczęśliwi, którzy macie za świadectwo tego Światła dwadzieścia wieków Bożych objawień, dlaczego chcecie trwać w błędzie? Ja, świadek Chrystusa, przysięgam wam to. Ani ciało, ani krew nie mogą odziedziczyć królestwa Bożego, lecz jedynie duch. I, jak powiedziano w Ewangelii Jezusa, Pana naszego, to nie synowie tego wieku - rozumiejcie, bracia, że "wiek" oznacza tu tych, którzy są w świecie, to jest ziemian - są przeznaczeni do zmartwychwstania i do ponownego zaślubienia się w drugim ziemskim życiu. Zmartwychwstaną jedynie ci, którzy są godni wieku drugiego, wiecznego, to znaczy ci, którzy nie będą już mogli umrzeć, gdyż już przeżyli swoje życie, lecz którzy, osiągnąwszy życie duchowe i stawszy się podobni aniołom i synom Najwyższego, nie łakną już ludzkich zaślubin, pragnąc duchem jednego tylko związku: z Bogiem-Miłością; jednej tylko własności: Boga; jednego tylko mieszkania: Nieba; jednego tylko życia: życia w Życiu. Amen, amen, amen! Mówię wam: wierzcie, aby je osiągnąć". I tak przyszedł także święty Paweł. Cóż za łaska! Co za huragan! Nie dziwię się, że gwałtownością swego słowa porwał nawet Ateńczyków przyzwyczajonych do swoich mówców! Jeśli Jan jest powiewem wiatru pachnącego niebem, Paweł jest cyklonem naładowanym wszystkimi żywiołami zdolnymi ugiąć najbardziej oporne szczyty. Wierzę, że cykl jest zamknięty. A jeśli cały ten koncert dźwięków do nich[49] (……) nie przeniknie, nie wiem, co jeszcze mogłoby przeniknąć. Od wielu miesięcy pragnęłam dyktanda na ten temat. Czekałam. Lecz otrzymałam ich siedem, i gdybym była na miejscu niektórych, wydawałoby mi się, że jestem jak mysz w pułapce albo ptak w sieci. Oczywistość ściskałaby mnie ze wszystkich stron. Że przemówi nawet święty Paweł, tego się nie spodziewałam. Teraz mam połamane ramiona i odpoczywam, patrząc duszą na Boską Złotą Gołębicę i czując Maryję u mego boku. Jej poranne słowo wciąż śpiewa mi w sercu.

PRZYPISY

[40] jak ty. W rzeczywistości Maria Valtorta była nazywana "małym Janem".

[41] Powiedział to w Ewangelii Łukasza 11:28; powiedział to również w Ewangelii Jana 6:22-59.

[42] specyficzne, np. w Jana 6:40, 44, 54; i ponownie w Jana 5:21-29.

[43] Zwiastowanie anielskie, opisane w Ewangelii Łukasza 1:26-38.

[44] słowa zapisane w Ewangelii Mateusza 26:39, 42; Marka 14:35-36; Łukasza 22:41-42.

[45] wizja, ta opisana 10 stycznia. Następujące niejasne zdanie zostało wiernie zacytowane.

[46] dyktando, które następuje i które zostało zapisane, wraz z komentarzem, na ośmiu stronach dwóch arkuszy notatnika, złożonych i zszytych na końcu tego, 12. zeszytu autografu.

[47] i że ... dopóki ... nie wygra jest zdaniem dodanym później przez pisarkę, która umieszcza je na dole strony autografu.

[48] Ja również popełniłem błąd..., jak opisano w Dziejach Apostolskich 9: 1-22. To "dyktando" wydaje się być echem interwencji Pawła w Dziejach Apostolskich 17: 22-34; 1 Koryntian 15.

[49] im, czyli wyznawcom doktryny reinkarnacji lub metempsychozy, a być może niektórym z nich w szczególności (o czym świadczą kropki w nawiasach), którym "dyktanda" były dedykowane.