PAOLO
29 maja - 3 czerwca 1948 r.
Słodki Gość mówi: "Prawo jest duchowe. Jest takie nawet wtedy, gdy zakazuje rzeczy materialnych. W istocie w Dekalogu przykazania czysto duchowe to pierwsze trzy. Pozostałe siedem, a zwłaszcza sześć ostatnich, to zakazy grzechów przeciw bliźniemu, przeciw jego życiu, jego własności, jego prawom, jego czci. Można by zatem powiedzieć, że nazwanie Prawa "duchowym" jest słuszne, ponieważ pochodzi ono od Boga, lecz nie jest to całkiem słuszne, jako że w dwóch dobrych trzecich nakazuje ono nie popełniać czynów materialnych, których Bóg zabrania popełniać. Ale ponad dziesięcioma Przykazaniami doskonałego Prawa stoi doskonałość Prawa, z dwoma przykazaniami danymi przez Słowo Nauczające: "Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy". W świetle Światłości, którą jest Słowo, jaśnieje duchowość zawarta w całym Prawie, ponieważ zostało ono dane, by żyć w miłości. Bo całe Prawo opiera się na miłości i z niej żyje. A miłość jest rzeczą duchową, niezależnie od tego, ku jakiemu Bytowi czy stworzeniu się zwraca. Potrójna miłość do Boga: miłość serca, duszy, umysłu; ponieważ w człowieku istnieje ta mała trójca: materia (serce), dusza (duch), umysł (rozum); i słuszne jest, aby te trzy rzeczy stworzone przez Boga, by utworzyć jedno stworzenie - człowieka - jednakowo okazywały Bogu wdzięczność za istnienie, które od Niego otrzymały. Potrójna zatem miłość: miłość serca, duszy, umysłu; ponieważ Adam zgrzeszył sercem (pożądliwość ciała), duszą (pożądliwość ducha), umysłem (pożądliwość rozumu), wychodząc poza porządek, by nadużyć darów otrzymanych od Boga, i obrażając Boga tymi samymi darami, które od Niego otrzymał, aby człowiek mógł być do Niego podobny i być dla Niego przyczyną chwały. Tym więc, czym zgrzeszono, trzeba naprawić grzech, zmazać obrazę, przywrócić naruszony porządek. I Słowo stało się Ciałem, aby tego dokonać i przywrócić wam "łaskę i prawdę", w mierze pełnej, przeobfitej, niewyczerpanej. Tym, czym zgrzeszył pierwszy człowiek, naprawia Bóg-Człowiek. I uczy was, bardziej jeszcze przykładem niż nauką - która jest doskonała, lecz którą moglibyście uznać za niemożliwą do wypełnienia - jak się naprawia. On jest Mistrzem czynów, nie tylko słów. A to, co On uczynił, wy możecie uczynić. W każdym człowieku trwa dziedzictwo Adama. Jakby ukryty w każdym ciele jest Adam, który może okazać się słaby w próbie, tak jak pierwszy Adam u początku czasu. Lecz Chrystus przyszedł, aby wasze upadki zostały naprawione, wasze rany wynagrodzone, a żywotna Łaska przywrócona, gdy wasza słabość w codziennych próbach czyni was martwymi dla tego nadprzyrodzonego życia, które dał wam Chrzest. Lecz Chrystus przyszedł, by być dla was Mistrzem i Wzorem, i abyście byli Jego uczniami i braćmi nie tylko z imienia i z ciała, lecz w duchu i prawdzie, naśladując Go w Jego doskonałości, w Jego potrójnej miłości do Boga. Dla tej potrójnej miłości Jezus był wierny sprawiedliwości ciała, mimo że był doświadczany i wolny w swej wolnej woli jak każdy człowiek. Dla tej potrójnej miłości Jezus był doskonały w sprawiedliwości duszy, czyli w posłuszeństwie dawnemu Boskiemu przykazaniu: "Będziesz miłował Pana Boga swego", nie czując się zwolnionym z tego obowiązku dlatego, że był Bogiem jak Jego Wiekuisty Rodziciel; Bóg-Człowiek, prawdziwy Człowiek i prawdziwy Bóg nie przez czasowe wlanie Ducha Bożego w ciało przeznaczone do takiego losu, ani przez moralne zjednoczenie sprawiedliwego z jego Bogiem, lecz przez hipostatyczne zjednoczenie dwóch Natur, bez przemiany Natury Boskiej, choć zjednoczonej z ludzką, bez naruszenia natury ludzkiej - złożonej z ciała, umysłu, ducha - choć zjednoczonej z Naturą Boską. Dla tej potrójnej miłości wreszcie Jezus był wzniosły w sprawiedliwości umysłu, poddając swój najdoskonalszy intelekt nie tylko Prawu Bożemu, jak musi czynić każdy człowiek, który je zna, lecz także zamysłom Boga Ojca co do Niego i nad Nim: jako Człowiek, przyjmując wszystko, co Mu zaproponowano, wypełniając wszelkie posłuszeństwo, aż do ostatecznego posłuszeństwa śmierci krzyżowej. "Stawszy się sługą" dla całej upadłej ludzkości, Jezus przekroczył miarę, którą sam wyznaczył ludziom, aby mogli osiągnąć miłość doskonałą, lecz nie narzucił ludziom całkowitej ofiary jako warunku miłości potrzebnego, by posiąść Niebo, i w drugim przykazaniu miłości nie mówi wam nic innego, jak tylko: "Miłujcie waszego bliźniego, jak miłowalibyście samych siebie". On poszedł dalej. Nie ograniczył się do miłowania swego bliźniego tak, jak miłował samego siebie, lecz umiłował go o wiele bardziej niż samego siebie, ponieważ aby dać "dobro" temu swemu bliźniemu, poświęcił swoje życie i strawił je w bólu i w śmierci. Wam jednak nie proponuje aż tyle. Wystarcza Mu, by wielka większość członków Jego Ciała Mistycznego niosła mały krzyż każdego dnia i miłowała bliźniego, jak miłuje samą siebie. Tylko swoim wybranym, swoim przeznaczonym, wskazuje On swój Krzyż i swój los, mówiąc: "Miłujcie się, jak Ja was umiłowałem", i nalega: "Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich", a kończy: "Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję". Predestynacja nigdy nie jest oddzielona od heroizmu. Święci są bohaterami. W ten czy inny sposób, w sposób, jaki proponuje im Bóg, ich życie jest heroiczne. Oni wiedzą, co czynią, wiedzą, do czego prowadzi ich to, co czynią. Lecz nie przerażają się tym. Wiedzą też, że to, co czynią, służy przedłużaniu Męki Chrystusa i pomnażaniu skarbów Obcowania Świętych, ratowaniu świata przed karami Bożymi, wyrywaniu Piekłu wielu letnich i grzeszników, którzy bez ich ofiary nie zostaliby zbawieni od potępienia. Bo także letniość, stopniowo oziębiając miłość, jaką każdy człowiek musi mieć, aby móc żyć w Bogu, prowadzi powoli do śmierci duszy, jak gdyby przez pewien rodzaj duchowego wyniszczenia. Gdyby predestynacja była oddzielona od heroicznej woli stworzenia, byłaby rzeczą niesprawiedliwą. A Bóg nie może chcieć rzeczy niesprawiedliwych. Mówię tu o predestynacji do świętości, ogłaszanej przez sprawiedliwość życia i nadzwyczajne czyny, które jak gwiazdy usiewają życie i drogę przeznaczonego, wiernego swemu przeznaczeniu do chwały, i które nadal są ogłaszane przez cuda już po śmierci przeznaczonego. Bo czym innym jest predestynacja do Łaski Bożej, wspólna wszystkim ludziom, a przeto udzielana przez Boga darmo w mierze wystarczającej do zbawienia; a czym innym predestynacja do chwały, dawana tym, którzy w życiu ziemskim dobrze skorzystali z daru Łaski i pozostali mu wierni mimo wszelkiej próby pokusy ku złu, czy jakiegokolwiek innego nadzwyczajnego daru, przyjętego ze wzruszoną radością, lecz niedomagającego ani niezniszczonego przez uczynienie z niego głupiej pychy bycia tak bardzo umiłowanym i tak bardzo pewnym posiadania już chwały, by nie było już więcej potrzeby walczyć i wytrwać w heroizmie, aby do niej dojść. Kwietyzm, w który czasem wyradzają się pierwsze porywy ducha powołanego do drogi nadzwyczajnej, jest Bogu wstrętny. Podobnie pycha i duchowe łakomstwo: dwa grzechy tak łatwe u wybranych, obdarzonych - i doświadczanych, by ich potwierdzić w posłannictwie albo pozbawić go jako niegodnych - darami nadzwyczajnymi; grzechy Lucyfera, Adama, Judasza z Kariotu, którzy mając bardzo wiele, chcieli mieć wszystko; którzy wierząc, że są pewni zbawienia bez zasługi, jedynie z miłości Bożej; którzy ufając wyłącznie Nieskończonej Dobroci, nie myśleli, że doskonała, Boska Dobroć, choć nieskończona, nigdy nie staje się głupotą ani niesprawiedliwością; którzy uważając się za "bogów", ponieważ zostali tak bardzo wybrani, zgrzeszyli tak ciężko. Bóg z pewnością wie, którzy wytrwają heroicznie aż do końca, podczas gdy człowiek nie wie, czy będzie wytrwały aż do końca. I w tym również jest sprawiedliwość. Gdyby bowiem Bóg chciał, aby mimo wolnej woli człowieka - bardzo często przyczyny przeciwnej osiągnięciu chwały, ponieważ człowiek rzadko czyni sprawiedliwy użytek z tego królewskiego daru Bożego, danego po to, by człowiek, świadom swego celu ostatecznego, wolnie wybierał czynienie samego dobra, aby zasłużyć na osiągnięcie owego błogosławionego celu - każdy człowiek był zbawiony, musiałby zmuszać ludzi, by nie grzeszyli. Ale wtedy uchybiłby swemu poszanowaniu wolności jednostki, którą stworzył wraz ze wszystkimi darami czyniącymi ją zdolną do rozróżniania dobra i zła, zdolną do rozumienia prawa moralnego i Prawa Bożego, zdolną do dążenia do swego celu i osiągnięcia go. I zabrakłoby też każdemu z osobna predestynowanemu przyczyny chwały: heroiczności życia, dzięki której pozostaje się wiernym celowi, dla którego został stworzony, oraz świętego korzystania z darmowych darów otrzymanych od Boga - tych darów, które są przedziwnymi owocami Bożej Miłości, pragnącej zbawienia i wiecznej radości każdego człowieka, lecz pozostawiającej człowiekowi wolność chcenia swej wiecznej przyszłości chwały albo potępienia. I sprawiedliwością jest również to, że nie znacie waszego ostatecznego losu. Gdybyście bowiem znali waszą wieczną przyszłość, pozostalibyście bez bodźca, który skłania sprawiedliwych do działania, by zasłużyć na uszczęśliwiające widzenie Boga, będące radością bez miary, i moglibyście popaść czy to w kwietyzm, czy w pychę, choćby przemijające, lecz zawsze wystarczające, by ściągnąć na siebie dłuższą pokutę i mniejszy stopień chwały; podczas gdy niesprawiedliwi mieliby w tym bodziec, który pchałby ich do stania się prawdziwymi szatanami, tak dalece posunęliby się w nienawiści i bluźnierstwie wobec Boga, w nienawiści i szkodzeniu bliźniemu, bez żadnego hamulca, wiedząc się już przeznaczonymi do piekła. Nie. Znając Prawo i cel, do którego prowadzi posłuszeństwo lub nieposłuszeństwo wobec Prawa, lecz nie znając tego, co wie tylko wszechwiedza Boga - aby sprawiedliwym nie zabrakło bodźca czystej miłości, która zasłuży im na chwałę, a przewrotnym, wolącym grzech i zbrodnię od sprawiedliwości i miłości, nie zabrakło wolności podążania za tym, co im się podoba - aby w godzinie Bożego wyroku nie popełnili ostatniego grzechu przeciwko Miłości, rzucając Jej to bluźniercze oskarżenie: "Postąpiłem tak, ponieważ Ty od zawsze przeznaczyłeś mnie do piekła" - każde rozumne stworzenie musi wolnie wybrać drogę, która mu się podoba, i obrać cel, jaki woli. Predestynacja do chwały nie jest darem darmo danym wszystkim ludziom, ale jest zdobyczą - oprócz tego, że darem - osiąganą przez tych, którzy wytrwają w sprawiedliwości; zdobyczą, którą się otrzymuje przez doskonałe wykorzystanie darów i pomocy Bożej oraz przez dobrą wolę, która nigdy nie pozostawia bezczynnym niczego, co Bóg zaproponował lub dał, lecz wszystko czyni czynnym i wszystko kieruje ku świętemu celowi, jakim jest uszczęśliwiające widzenie Boga i radosne posiadanie Go. Ktoś zapyta: "Ale czy zatem tylko ci, którzy są święci w chwili śmierci, dostępują chwały? A pozostali? Czy czyściec nie jest może więzieniem mniej bolesnym, lecz zawsze przymuszającym, które oddziela dusze od Boga? Czyż dusze czyśćcowe nie są również predestynowane do Nieba?". Są. Nadejdzie dzień, będzie to dzień Sądu Ostatecznego, w którym czyśćca już nie będzie, a jego mieszkańcy przejdą do Królestwa Bożego. Nie będzie już też otchłani, ponieważ Odkupiciel jest Odkupicielem dla wszystkich ludzi, którzy postępują sprawiedliwie, by czcić Boga, w którego wierzą, i by dążyć do Niego, tak jak Go znają, ze wszystkich swoich sił. Lecz ileż jeszcze wygnania po życiu ziemskim dla nich! A ileż dla tych, którzy ograniczają swoją miłość i działanie do owego minimum wystarczającego, by nie umrzeć w niełasce Boga, którego znają jako katolicy! Jak wielka jest różnica między nimi, zbawionymi bardziej dzięki nieskończonym zasługom Zbawiciela, wstawiennictwu Maryi, skarbom obcowania świętych oraz modlitwom i ofiarom sprawiedliwych niż dzięki własnym zasługom, a tymi, którzy pragnęli chwały nie z egoizmu, lecz z miłości do Boga! Jak wielka jest różnica między tymi pierwszymi, którzy z trudem, z licznymi przystankami zniechęcenia, szeptami niezadowolenia, a nawet z błądzeniem na drogach egoizmu, wloką swoją bardzo ograniczoną miłość jak łańcuch i ciężar, a tymi drugimi, którzy jako prawdziwi miłośnicy Boga i naśladowcy Jezusa Chrystusa "kochają tak, jak Jezus kochał", oddając nawet życie, zawsze obejmując każdy krzyż, a nawet prosząc o krzyż jako o dar nad dary, aby ocalić życie duszy swemu bliźniemu; dusze-ofiary, które w Bożym poznaniu jawią się od zawsze jako "przyjaciele Jezusa", ponieważ uczynią to, co On im nakaże! Wieczna teraźniejszość: "Jesteście moimi przyjaciółmi". Bóg wie. Warunek jednostkowy: "Jeśli uczynicie". Bo zdobycie przyjaźni wymaga uczynków zdolnych tę przyjaźń pozyskać. Ale pewność, że takie uczynki czynią przyjacielem tego, kogo chcecie mieć za przyjaciela, pomaga wam je wypełniać. Jak między ludźmi, tak - i to jeszcze doskonalej - między Bogiem a ludźmi. Jezus, gdy nauka była już bardziej "czynem" niż słowem, daje ostatnią lekcję swoim apostołom, aby osiągnęli doskonałość wymaganą przez Niego, by mógł nazwać ich "przyjaciółmi". A jest to doskonałość, jakiej Jezus wymaga od wszystkich predestynowanych do rychłej chwały, ogłaszanej przez heroiczną sprawiedliwość życia, przez nadzwyczajne czyny za życia i przez cuda po śmierci. "Wy jesteście moimi przyjaciółmi, jeśli uczynicie to, co wam nakazuję". Dodaje otuchy do przyszłego wysiłku, nagradzając już teraźniejszością: "jesteście". Jezus znał swoich apostołów, tak jak zna każdego człowieka, i uważał ich, tak jak uważa was, za to, czym byli: za stworzenia osłabione dziedzictwem Adama, obciążone wieloma pierwiastkami przeciwnymi wznoszeniu się w sfery doskonałości. I wiedział, tak jak wie, jak potężnym czynnikiem jest miłość dana z góry, by pobudzić do odwzajemnienia. Człowiek jest jak dziecko, które uczy się stawać dorosłym i niezależnym od pomocy innych; właśnie dlatego, że jest jeszcze istotą niezdolną, którą trzeba wspomagać we wszystkim, by rosła, karmiła się, chodziła, musi być wspierana przez kogoś, kto jest już ukształtowany, kto osiągnął wiek dojrzały - ciałem, umysłem i duchem. I Jezus staje się "matką", aby uczynić z człowieka, "duchowego dziecka", dorosłego z rodu wybranych, królewskiego kapłana, żywą ofiarę, która nieustannie ofiarowuje się Bogu jak Chrystus, z Chrystusem i przez Chrystusa, aby kontynuować wieczystą ofiarę zapoczątkowaną przez Chrystusa, a mającą się zakończyć na końcu wieków. A mleko, którym was karmi, jest Jego Miłością. Ramiona, którymi was podtrzymuje, są Jego Miłością. Słowa, które wam mówi, aby nauczyć was prawdziwej mądrości życia, są Jego Miłością. Ewangelia św. Łukasza mówi: "Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała". Lecz kto doprowadził grzesznicę do odkupienia przez wielkie umiłowanie Tego, który jest Święty, jeśli nie wielka miłość Odkupiciela do niej? W każdym człowieku jest Adam, powiedziałem. I dodaję: "W każdym stworzeniu jest Maria z Magdali". A tym, co wielokroć ratuje duszę grzeszną, jest nieskończona miłość Boga do niej. Zaprawdę jesteście odkupieni przez miłość, zanim jeszcze przez Krew i Śmierć Syna Bożego. Krew i Śmierć były ostatecznym wydarzeniem waszego odkupienia. Lecz miłość Boga do was jest wiecznym stanem Boga względem was, i ta Boża miłość zaczęła was zbawiać od swego wiecznego bytu, ponieważ zanim jeszcze zaistniał czas, byliście w myśli Boga. Wy wszyscy, od Adama aż po ostatniego człowieka. Z waszym bohaterstwem i waszymi błądzeniami, waszymi skarbami i waszymi nędzami, z waszą wielką potrzebą, by być bardzo mocno wspomaganymi, wspomaganymi w sposób Boski, abyście mogli dojść do celu, dla którego zostaliście stworzeni. A Miłość ustaliła już "od początku", w swojej Boskiej Wiedzy i Woli, co było konieczne, aby przywrócić was do Życia, jako Ludzkość i jako pojedynczych ludzi. Objęła wszystko, co było ofiarą i cierpieniem z miłości do was. Odwiecznie ofiarowywała się z miłości do was, z miłości do was, tak często niewdzięcznych, a jeszcze częściej słabych. Wystarczy, byście rozważyli heroiczną wolę Syna Bożego, przyszłego Chrystusa, takiego od zawsze, takiego sprzed Odkupienia, takiego sprzed Jego Narodzenia, takiego sprzed Jego Wcielenia, takiego od początku świata i sprzed początku świata, cofając się w bezmiar czasu, który nie jest już czasem, lecz jest "wiecznością", abyście mogli zrozumieć, że to przez miłość jesteście zbawieni. Ponieważ tak jak "na początku Słowo było u Boga", tak samo "na początku miłość była u Boga", a raczej była Bogiem. Bo Bóg nie jest niczym innym, jak tylko Miłością. I tak jak napisano: "Wszystko przez Nie się stało", tak samo słusznie można by napisać, że "wszystko stało się przez Miłość". Całe stworzenie, zmysłowe i ponadzmysłowe, jest dziełem miłości. Wszystkie zrządzenia Opatrzności, prawa fizyczne, moralne, nadprzyrodzone, są dziełami miłości. Wszystkie działania Boga są dziełami miłości. Miłością jest stworzenie Boże[14], i miłością jest szczególne stworzenie człowieka, przybranego syna Bożego. Miłością jest Wcielenie Słowa. Miłością jest Męka, by odkupić człowieka. Miłością jest Eucharystia. Miłością są dary Parakleta, które Paraklet – Teolog teologów, Dawca Mądrości, Rozumu, Rady, Męstwa, Umiejętności, Pobożności, Bojaźni Bożej – daje tym, którzy godnie Go przyjmują, On, Miłość Ojca i Syna, Zapładniający i Uświęcający tych, którzy potrafią Go w sobie zatrzymać czystym i świętym życiem. Miłością jest Kościół, szafarka łaski i Nauczycielka wiernych. Doskonała Miłość, Jedna i Troista, napełnia was sobą samą i swoimi hojnymi darami, aby uczynić was doskonałymi na ziemi, a błogosławionymi w niebie; a Chrystus daje wam dwie doskonałości, dzięki którym dojdziecie do wiecznej chwały. Jezus, jako Słowo skierowane do stworzeń przebóstwionych przez Łaskę, ukazuje wam samą świętość swego Ojca: "Bądźcie doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski". Jako Mistrz skierowany do ludzi podobnych do Niego ciałem i duszą, On, Człowiek, ukazuje wam swoją świętość: "Uczcie się ode Mnie. Dałem wam przykład, abyście i wy czynili tak, jak Ja uczyniłem. Błogosławieni będziecie, jeśli wprowadzicie w czyn mój przykład. Jesteście moimi przyjaciółmi, jeśli czynicie to, co wam przykazuję". Pomiędzy równoległymi torami tych dwóch ukazanych wam świętości, drogą do Życia wiecznego jest Chrystus, który jednoczy w sobie, jako Słowo, Syn Boży, Świętość Boga, oraz jako Jezus, Syn Maryi Niepokalanej, doskonałą sprawiedliwość Człowieka niewinnego i pełnego Łaski i Prawdy. A ponieważ "jesteście bogami i synami Najwyższego", o ludzie odkupieni przez Chrystusa, możecie i powinniście, jako synowie Boga i synowie człowieczy, naśladować waszego Brata Jezusa, stawać się innymi Chrystusami, prawdziwymi synami Bożymi, dziedzicami Nieba; i nie jest to rzecz niemożliwa, ponieważ On, Jezus, udowodnił, że można nim być. Gdyby Słowo objawiło się tylko jako Słowo Boże, jako Nauczyciel niestworzony i duchowy, tak jak Bóg objawiał się Patriarchom i Prorokom przed przyjściem Chrystusa, człowiek zdumiony albo zbuntowany mógłby jęczeć lub złorzeczyć, zależnie od stanu swej duszy: "Jak mogę ja, cielesny, ja, wieczny Adam, kuszony do grzechu i słaby z natury, czynić to, czego Ty uczysz, Ty, który jesteś Duchem najczystszym, którego nie kusi szatan i który nie masz w sobie niedoskonałości natury?". Albo także: "Dlaczego pozwoliłeś, bym już w łonie matki był zepsuty, dlaczego pozwoliłeś, by ojciec Ludzkości nim był, jeśli chciałeś, bym był święty? Na Twoją drwinę odpowiadam moim przekleństwem". Lecz Słowo stało się Ciałem, przyjęło naturę ludzką, we wszystkim podobną do braci w Abrahamie, nieróżniącą się, w czasie gdy był Jezusem z Nazaretu, od Adama pełnego łaski i niewinności z jego pierwszego dnia w Edenie, i kuszone jak on, by zostać doświadczonym, aby - również dzięki swojemu bezpośredniemu doświadczeniu jako Człowiek i dzięki swojemu przykładowi - zrozumieć i wspomóc tych, którzy są w próbie. I człowiek nie może już się zniechęcać, mówiąc: "Ja, cielesny, nie mogę być doskonały jak Ojciec niebieski, ani czynić tego, czego uczy Słowo". Nie może też nazywać "drwiną" nauki Słowa, danej temu, kto z powodu natury ludzkiej, osłabionej i skażonej przez grzech pierworodny, potrafi wprowadzić ją w czyn jedynie wielkim i nieustannym wysiłkiem. Ani też człowiek nie może powiedzieć: "Mnie, cielesnemu, nie przystoi Prawo duchowe, bo zbyt sprzeczny jest zewnętrzny głos moich członków, świata, który mnie otacza, i szatana, który nieustannie krąży wokół mnie i kusi niższe siły mojej natury zwierzęcej oraz moralne siły mojej natury rozumnej, wobec wewnętrznego głosu sumienia, który zwraca się ku mojej naturze duchowej samym głosem Boga - bo głos sumienia jest wezwaniem Boga skierowanym do Jego stworzenia, aby nie odstępowało od Prawa ani go nie deptało - głosem, który w głębi przemawia do mnie, mówiąc: "Czyń to", albo: "Nie czyń tamtego". Lecz ja - mając wprawdzie wolę czynienia dobra i uznając za święte to Prawo, o którym moje sumienie człowieka oraz rozum - odróżniający mnie od zwierzęcia, dany mi przez Boga, bym był zdolny pojmować, rozważać, wybierać i chcieć tego, co dobre - mówią mi, że jest dobre, mimo Bożego impulsu, który we mnie porusza sam Bóg, wieczny Poruszyciel wszystkich swoich stworzeń, Niezmierzony, który udziela mi, jak każdemu przebóstwionemu człowiekowi powołanemu do wielkich rzeczy, swojej Niezmierzoności, abym ja, Jego przybrany syn, zdolny był dokonywać wielkich dzieł, w których byłoby podobieństwo do Jego dzieł największych i najdoskonalszych - a pierwszym i największym z nich jest dążenie do Niego całą moją miłością, ponieważ On jest jedynym prawdziwym Dobrem - lecz ja nie potrafię czynić dobra, którego chciałbym, tylko ulegam złu, które fermentuje we mnie silniej niż dobro". No. Nie możecie tego powiedzieć. Ponieważ zło jest wielkie, wielkie jest dziedzictwo zła, które jest w was, większe jest zło ukryte, by wam szkodzić w okolicznościach życia (świecie), największe jest zło noszące imię Szatan, zasada Zła, potwór żarłoczny i nienasycony, odwieczna nienawiść żyjąca i niestrudzona wobec Stwórcy i stworzeń. Lecz Jeden tylko jest nieskończony: Bóg. A człowiek ubóstwiony ma przy sobie Łaskę, czyli Boga. Bóg Miłość, Bóg Inteligencja, Bóg Świętość, Bóg Siła, Bóg Moc, Bóg Mądrość, Bóg Życie, Bóg Piękno, Bóg Prawda, Bóg Dobroć, Bóg Czystość, wszystkie najdoskonalsze i nieskończone, Bóg Wszystko. A człowiek dobrej woli może wszystko, jeśli pozostaje zjednoczony z Jezusem Chrystusem, który - aby nie przestraszyć człowieka boskimi grzmotami Prawa Synaju, przerażającego, z czterema nakazami i sześcioma zakazami, człowieka, w którym żyje nieuporządkowane prawo zmysłu silniejszego od rozumu, albo przynajmniej walczącego z nim z równą siłą, odkąd dar integralności został zraniony w Edenie - sprowadza i zamyka całe Prawo w podwójnym przykazaniu miłości i przedstawia je wam w ten sposób, w słodkiej, ujmującej, radosnej szacie miłości. "Kochajcie Boga, kochajcie bliźniego". Kochać jest łatwiej niż adorować, niż czcić, niż sobie zabraniać. Miłowanie Boga zbliża Boga do człowieka, a człowieka do Boga. Miłować jest bardziej zachęcające niż się bać. I jest drabiną, po której wstępuje się do adoracji. Człowiek nie może od razu osiągnąć szczytów adoracji. Sama nieskończona wielkość Boga powstrzymuje go od tego i wraz z bojaźnią Bożą, wspólną dawnym Hebrajczykom, oraz z nędzami natury tworzy więzy, które trzymają go z dala od Boga. Lecz miłość rozwiązuje swoim żarem te więzy i wkłada duszy skrzydła z ognia, i dusza może się wznosić, coraz wyżej się wznosić, w miarę jak coraz bardziej wzlatuje, nie myśląc o tym, co pozostawia: nędze, marne zaszczyty, ograniczenia, bogactwa i przemijające uczucia; lecz myśląc jedynie o tym, co osiąga i zdobywa: Boga, Niebo. Żaden formalny akt kultu nie jednoczy was z Bogiem tak, jak spontaniczny i nieustanny akt miłości. Owocem zjednoczenia z Bogiem jest mądrość. A mądrość prowadzi do sprawowania sprawiedliwości we wszystkich rzeczach. Człowiek zjednoczony z Bogiem jest aktywny i radosny. Z radości, jaka płynie do niego z upodobania Boga w jego czynach jako człowieka miłującego Boga, człowiek znajduje bodziec do coraz większej działalności w dobru. Ponieważ zjednoczenie z Bogiem, choć daje najwyższy pokój, nigdy nie daje pokoju bezczynnego. Żadnej bezczynności nie ma w Bogu, wiecznie działającym. Żadnej bezczynności nie ma w człowieku złączonym z Bogiem przez miłość. On czynnie miłuje Boga. I jest przez Niego czynnie miłowany. A ta dwojaka działalność wywołuje przelanie się, promieniowanie ogni miłości na stworzenia, gdyż człowiekowi nie wystarcza, by pomieścić w sobie Nieskończoną Miłość, która się w niego wlewa, aby dać ulgę swojej miłości, jak w naczyniu godnym i pragnącym ją przyjąć, ani też nie wystarcza człowiekowi, który wszedł w płonący wir Bożej miłości, miłować samego tylko Stwórcę, ponieważ oczy jego ducha i duch jego duszy, kontemplując Stwórcę, widzą w Stwórcy także wszystkie stworzenia, i człowiek czuje się przez to skłoniony, by miłować je wszystkie świętą miłością, ponieważ są dziełami Jego najukochańszej Miłości. I oto rodzi się miłość bliźniego, wytryska, rozlewa się, jako święta i nieunikniona konsekwencja świętej miłości Boga. Miłość bliźniego sprawowana ze sprawiedliwością, widząca każde stworzenie na jego właściwym miejscu, to znaczy zawsze niższe od Boga, choćby było najdroższe więzami krwi czy uczucia, albo najświętsze sprawiedliwością życia, i dlatego nigdy nie przedkładająca go nad Boga, lecz widząca w nim także nowy dar Boga, dany, by uczynić życie łatwiejszym, przyjemniejszym, słodszym i bardziej zasługującym dla żyjącego na Ziemi. I oto, dzięki miłości, człowiek zdobywa wzniosłą wolność od podstępów własnego ja, świata, szatana - przymusów będących następstwem grzechu pierworodnego. Miłość jest ogniem żywym. Ogień żywy jest płomieniem. Płomień jest wolny i wznosi się ku niebu. A przy tym promieniuje ciepłem i światłem, jest dobroczynny dla tego, kto się do niego zbliża. I oto rzeczywiście człowiek rozpalony miłością wznosi się swoim płomieniem ku Bogu, ośrodkowi każdego ognia miłości, a zarazem promieniuje swoimi ogniami na braci, przychodzi z pomocą ich nędzom, rozświetla ich ciemności, raduje ich, wnosząc w nie światło, którym jest Bóg, oczyszcza ich nieczystość, ponieważ każdy święty - a święty jest ten, kto miłuje całym sobą Boga i bliźniego - jest oczyszczycielem braci, wspiera ze wzniosłym miłosierdziem strapionych, ubogich, chorych na ciele lub na duchu, i tak głosi i ustanawia Królestwo Boże, w sobie samym i w świecie. Ponieważ królestwo Boże w człowieku jest miłością. Wewnątrz człowieka i w świecie królestwo Boże jest miłością, w przeciwieństwie do królestwa Szatana, którym jest nienawiść, egoizm i potrójna rozwiązłość. Królestwo Boże! Czyli przeżywane "Ojcze nasz"[15], ożywiane przez sprawiedliwych, uczynione nieustannym "działaniem", a nie jałowym słowem mamrotanym mniej lub bardziej roztargnione. Prawdziwie przeżywane "Ojcze nasz", uświęcające Przenajświętsze Imię Boże przez oddanie Mu najprawdziwszej chwały: tej, by adorować Go w duchu i prawdzie, oraz pracować, aby inni Go adorowali poprzez podwójną miłość, która jest posłuszeństwem Prawu danemu, by skierować człowieka ku religii, czyli ku zjednoczeniu z Bogiem i z braćmi widzianymi w Bogu, oraz ku czcigodnemu poszanowaniu praw Boga i braterskiemu poszanowaniu praw bliźniego. "Ojcze nasz" ożywione przez ustanowienie Królestwa Bożego w stworzeniach i w świecie dzięki podwójnej miłości do Boga i bliźniego, drogę do posiadania Królestwa Niebieskiego. "Ojcze nasz" ożywione przez przylgnięcie do Woli Bożej, jakakolwiek by ona była, dzięki podwójnej miłości, która sprawia, że przyjmujecie próby, cierpienia, konania, żałoby, z pokojowym posłuszeństwem, z ręki Boga, i znosicie bliźniego, z powodu cierpienia, jakie może on wam sprawić, uważając je za "środek" do zdobycia wiecznych zasług, dzięki nieustannej cierpliwości, jaką trzeba okazywać wobec tych, którzy was doświadczają, a którzy są waszymi biednymi braćmi winnymi przeciw miłości, dla których potrzebne jest miłosierdzie i modlitwa, aby powrócili na drogę Życia. "Ojcze nasz" ożywione w najtrudniejszej do spełnienia miłości bliźniego: tej przebaczenia swoim krzywdzicielom, ofiarowanego Bogu-Miłości, aby On przebaczył wam wasze długi wobec Niego. Miłość jest największym z oczyszczeń i może być nieustanna: nieustającą kąpielą waszych niedoskonałości, dokonywaną przez płomienie podwójnej miłości. A miłość jest wciąż duchowym Prawem wprowadzonym w czyn. Mogącą być wprowadzoną w czyn także przez człowieka cielesnego, ponieważ złączona z tą miłością jest zawsze wiara, która, przedstawiając wam swoje prawdy, pobudza was do przezwyciężania prób życia ze względu na Początek i cel każdego stworzenia: przez Kogo stworzeni, po co stworzeni, do jakiego losu stworzeni, przez Kogo wspomagani, by ów błogosławiony los osiągnąć, przez Kogo zapewnieni, że ów błogosławiony los jest dziedzictwem każdego człowieka, który żyje w sprawiedliwości. Każda objawiona prawda jest potwierdzeniem tego, jak dobry, opatrznościowy, sprawiedliwy jest Pan Jeden i Troisty. Dobry, opatrznościowy, sprawiedliwy Bóg, Ojciec, Stwórca, który "wszystko urządził według miary, liczby i wagi" i wszystko skierował do właściwego mu celu, dając człowiekowi, którego cel jest nadprzyrodzony, oprócz Łaski - niezbędnego środka do osiągnięcia owego celu - rozum i sumienie. Które pozwalają człowiekowi poznać i przestrzegać naturalnego prawa moralnego, niepisanego przez znikomego i omylnego prawodawcę w sprawach zniszczalnych, lecz palcem Bożym na duchowych, a przez to nieśmiertelnych kartach duszy, tak by nie podlegało ono innej manipulacji niż ta dobrowolna, dokonywana przez człowieka zbuntowanego. Który zresztą może przed nim uciekać i zagłuszać głosy rozumu i sumienia wrzaskiem rozpętanych zmysłów, lecz nigdy nie zdoła stłumić na zawsze tych wewnętrznych głosów. Ponieważ są one samym głosem Boga, rozbrzmiewającym w każdym człowieku, czy to katoliku, czy niewiernym, schizmatyku czy Żydzie, heretyku, odłączonym czy ekskomunikowanym, aby każde stworzenie rozumne poznało i żyło, jeśli chce, według nakazów odwiecznego Prawa Dobra. Dobry, opatrznościowy, sprawiedliwy Bóg-Syn-Zbawiciel, który wcielił się, by być Jezusem, i umarł, abyście na nowo stali się "jednym z Bogiem", tak jak dzieci są jedną miłością ze swoim ojcem. I zmartwychwstał, i wstąpił do Nieba nie tylko po to, by dać ludziom główny dowód swojego Bóstwa, ale także by dać wam, przez swoje zmartwychwstanie i wstąpienie do Nieba, obietnicę i rękojmię ostatecznego zmartwychwstania ciała oraz istnienia Królestwa Niebieskiego, w którym ci, którzy żyli i umarli w Panu, zostaną wzięci, aby cieszyć się wizją uszczęśliwiającą Boga, dochodząc w ten sposób do radosnego poznania tajemnicy Boga, której żaden ludzki intelekt nie jest w stanie przeniknąć. Dobry, opatrznościowy, sprawiedliwy Bóg-Duch Święty-Uświęciciel, dusza Kościoła, który ożywia go swoją Łaską i swoimi Darami, który prowadzi, poucza i nasyca miłością, aby rozeznawał i orzekał ze sprawiedliwością i mądrością to, co dotyczy wiary i obyczajów, i stosował z miłością i sprawiedliwością zarówno dobra duchowe, jak i kary, a z miłością i sprawiedliwością, wolny od wszelkiego osobistego przywiązania do sądów, wyrachowań, interesów, uprzedzeń czy jakiegokolwiek innego ludzkiego poruszenia, prowadził, wspierał, pouczał swoje dzieci, kontynuując magisterium swego Oblubieńca, swej Głowy i swego Pana, któremu ma służyć, a nie zadawać mu boleści, stawiając przeszkody Jego Woli, nawet gdy wykracza ona poza to, co zwyczajne. Bóg bowiem może chcieć dla swoich dzieci czegokolwiek dobrego, a nikomu nie wolno osądzać czynów Boga i potępiać ich, stawiając im przeszkody. Kościół istnieje, ponieważ Bóg-Słowo go założył z woli Boga Ojca i z pomocą Boga Ducha Świętego, a Trójjedyna Jedność uczyniła go tak płodnym, poszerzając w ten sposób, wszerz i w głąb, Królestwo Boże w sercach i na ziemi, aby ludzkość, w jak największej liczbie, doszła do Królestwa Bożego w Niebie. A wraz z wiarą jest nadzieja, która karmi się wiarą, tak jak obie są utrzymywane przy życiu przez miłość. Nadzieja, która rodzi się i spoczywa na pewności, że Bóg nie kłamie ani nie zawodzi w swoich obietnicach, i dlatego daje człowiekowi wszelką pomoc, aby mógł osiągnąć błogosławione zmartwychwstanie i życie wieczne za to, że poznał i uwierzył w Syna Bożego, i wprowadził w czyn Jego Słowo, które wybawia od śmierci duchowej. Ponieważ wiara i zjednoczenie z Chrystusem, życie w Chrystusie, jest "życiem", i nie pozna śmierci ten, kto żyje w Chrystusie i z Chrystusa. Owszem, nawet jeśli jest latoroślą martwą, a potem, dzięki łasce Bożej i dobrej woli ludzkiej, dochodzi do pierwszego zmartwychwstania: tego, by wszczepić swoją latorośl - uczynioną martwą przez oddzielenie od pnia Winorośli, którą jest Jezus, czy to przez grzech, czy przez przynależność do kościołów odłączonych - w jedyny Kościół katolicki, apostolski, rzymski, przemienia swoją śmierć duchową w życie. Oto więc, dzięki Miłości - miłości Boga do człowieka i człowieka do Boga i bliźniego - dzięki Wierze i Nadziei, dzięki wszystkiemu, co płynie do was z trzech cnót teologalnych, dzięki wszystkiemu, co one w was sprawiają, człowiek cielesny, choć nadal nosi w sobie straszliwy ciężar swego zranionego człowieczeństwa, może iść za Prawem duchowym i dojść do chwały. "A kto was wyzwoli z tego ciała śmierci? Łaska Boża przez Jezusa Chrystusa, Pana waszego".".
PRZYPISY
[14] Przez "stworzenie Boga" należy rozumieć stworzenie powszechne dokonane przez Boga, w zgodzie z następującym po nim wyrażeniem: szczególne stworzenie człowieka (przez Boga).
[15] Pater noster to modlitwa "Ojcze nasz", którą w czasach Marii Valtorty odmawiano po łacinie.