PAOLO
28 lutego 1948 r.
Boski Autor mówi: "Jest ustaloną prawdą, że Pierwsi Rodzice, oprócz Łaski uświęcającej i niewinności, otrzymali przy swoim stworzeniu od Stwórcy inne jeszcze dary. Były to: nieskazitelność, czyli doskonałe podporządkowanie zmysłów rozumowi, wiedza odpowiednia do ich stanu, nieśmiertelność, wolność od wszelkiego bólu i niedoli. O tej wolności i o jej utracie mówiłem wczoraj. Dziś przywołuję twój umysł do daru wiedzy odpowiedniej do ich stanu. Wiedza rozległa, prawdziwa, zdolna oświecić człowieka we wszystkim, co konieczne dla jego stanu króla nad wszystkimi innymi stworzeniami naturalnymi oraz stworzenia uczynionego na obraz i podobieństwo Boże ze względu na duszę, która jest duchowa, wolna, nieśmiertelna, rozumna, zdolna poznać Boga, a przez to Go miłować, przeznaczona, by cieszyć się Nim wiecznie - duszę obdarzoną darmowymi darami Bożymi, a pierwszym z nich Łaską, która wynosi człowieka do nadprzyrodzonego porządku syna Bożego, dziedzica Królestwa Niebieskiego. Dzięki temu darowi wiedzy człowiek wiedział jasno i w sposób nadprzyrodzony, jakie czyny spełniać, jakimi drogami iść, by osiągnąć cel, dla którego został stworzony. Miłował Boga całą swoją zdolnością, to jest doskonałą wiedzą odpowiednią do swego stopnia jako człowieka pełnego Łaski i niewinności. Ale miłował Go miłością uporządkowaną, która była żarliwa, lecz nie wykraczała poza ów pełen czci szacunek, jaki nawet najświętsze stworzenie musi zawsze żywić dla swego Stwórcy. Tej potężnej miłości, która w swej mocy nigdy nie przekracza brzegów należnej stworzeniu czci wobec Stwórcy, kwiatu doskonałości miłego Bogu, nie odnaleziono już nigdzie indziej jak tylko w Jezusie i Maryi, ponieważ Syn Człowieczy i Niepokalana byli nowym Adamem i nową Ewą, naprawiającymi obrazę pierwszych rodziców, i pocieszycielami Boga Ojca, używając doskonale wszystkich darów otrzymanych od Boga, nigdy nie znieprawiając się pychą bycia najbardziej umiłowanymi spośród wszystkich stworzeń. Ten dar wiedzy, tak jak regulował miłość stworzenia do Stwórcy, tak samo regulował miłość stworzenia do stworzenia, przede wszystkim do towarzyszki i tej, która jest do niego podobna, żywiąc dla niej miłość bez nieładu pożądliwości: żarliwą miłość niewinnych, którą tylko rozpustni i zepsuci uważają za niezdolną do miłowania. O zaślepienie, jakie rodzą fermenty zepsucia! Niewinni, czyści potrafią miłować, prawdziwie miłować. Miłować trzy porządki, które są w człowieku, i poprzez trzy porządki, które są w człowieku, zaczynając jednak od najwyższego i dając najniższemu - temu naturalnemu - ową dziewiczą czułość, jaka jest w najżarliwszej miłości macierzyńskiej i w najżarliwszej miłości synowskiej. To znaczy owe dwie jedyne miłości pozbawione zmysłowego pociągu: miłość duszy, miłość stworzenia-dziecka do żywego tabernakulum, które je nosiło, miłość stworzenia-matki do żywego świadectwa jej godności rodzicielki, chwała kobiety, która przez trudy i ofiarę macierzyństwa wznosi się z niewiasty do współpracownicy Boga, "zyskując mężczyznę z pomocą Boga" (Rdz 4, 1). Regulował miłość człowieka do innych stworzeń, użytecznych mu lub miłych. We wszystkich stworzonych rzeczach widział miłującą moc Boga, który stworzył je dla człowieka, i widział je takimi, jakimi widział je Bóg: "bardzo dobrymi" (Rdz 1, 31). Regulowałby też miłość człowieka do istot zrodzonych z jego świętej miłości do Ewy. Ale Adam i Ewa nie doszli do tej miłości, ponieważ - zanim jeszcze "kość z kości Adama i ciało z jego ciała, dla której człowiek opuści ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem" zakwitła mu synem, tak jak z rośliny całowanej przez słońce, a nietkniętej przez nic innego, rodzą się kwiaty i owoce - Nieład zatruł swoim jadem świętą miłość Pierwszych Rodziców, którzy chcieli poznać więcej, niż było słuszne i wystarczające, by poznali, wskutek czego Sprawiedliwość rzekła: "Strzeżmy się, aby człowiek nie wyciągnął teraz ręki i nie zerwał owocu także z drzewa życia, i zjadłszy go, żył na wieki". Zdanie to wprawia wielu w zakłopotanie, a wielu innym służy do przedstawienia Najlepszego i Najszczodrszego jako okrutnego skąpca. Służy też do zaprzeczenia jednej z prawd religijnych: tej o jednym z darów Boga dla Pierwszych Rodziców, czyli o nieśmiertelności. Dar jest darem, musi zostać dany. Bóg dał nieśmiertelność, tak jak dał inne dary, wśród których był dar wiedzy odpowiedniej do stanu człowieka. Nie całą Wiedzę. Tylko Bóg jest najmędrszy. Tak więc dał nieśmiertelność, ale nie wieczność. Tylko Bóg jest wieczny. Człowiek miał się rodzić, być poczętym przez człowieka stworzonego przez Boga, i już nie umierać, lecz przechodzić z raju ziemskiego do niebieskiego i tam cieszyć się doskonałym poznaniem Boga. Ale człowiek nadużył. Chciał więcej, niż otrzymał w darze darmowym. Chciał całej Wiedzy, nie zważając na to, że nawet dobre rzeczy trzeba używać z miarą odpowiednią do własnych możliwości i że tylko Niezmierzony i Najdoskonalszy może poznać wszystko bez niebezpieczeństwa, ponieważ Jego nieskończona Doskonałość może poznać całe Zło, nie doznając od niego niszczącego zamętu. Bóg cierpi z powodu Zła, które widzi. Ale cierpi z powodu tego, co ono wywołuje w was. Nie z powodu siebie samego. Ponieważ On jest ponad wszelkim wysiłkiem Zła i nawet niestrudzona a przebiegła potęga, która nosi imię Szatan, nie może znieważyć Jego Doskonałości. Szatan obraża Boga w was. Ale gdybyście byli silni, Szatan nie miałby sposobu, by obrazić Boga za waszym pośrednictwem. Gdybyście o tym pomyśleli, nigdy byście nie zgrzeszyli, wy, którzy kochacie Boga mniej lub bardziej mocno, ponieważ nikt z was, którzy chlubicie się imieniem chrześcijan-katolików, nie chciałby czuć się wspólnikiem Szatana w obrażaniu Boga. A jednak to czynicie. Nigdy się nie zastanawiacie, że Szatan jest przebiegły, że jest drapieżny, że nie zadowala się kuszeniem czy zwyciężaniem was, ale że celuje bardziej niż w was, w szydzenie z Boga, w wydzieranie Mu dusz, w wyśmiewanie i niweczenie Ofiary Chrystusa, czyniąc ją daremną dla wielu z was, a dla wielu innych ledwie wystarczającą, by oszczędzić wam potępienia. Szatan wie, policzył wszystkie łzy i krople krwi Syna Człowieczego. Na każdej łzie i kropli dostrzegł ich prawdziwe imię, ich prawdziwą przyczynę: bezwładną oziębłość katolika za łzy, potępienie katolika za krople Boskiej Krwi. Wie, z czego utkany był ból, który wycisnął z Chrystusa łzy i purpurowy pot - z Chrystusa, swego Boskiego Przeciwnika, Przeciwnika od chwili swego Buntu, Przeciwnika na wieki i Zwycięzcy na wieki dla milionów duchów, którym Chrystus daje i dał Niebo. Ale wróćmy do lekcji i, przez wzgląd na dary, jakie Ofiara Chrystusa wam wyjednała, niech każdy dopełni myśl, którą Ja przerywam. Po tym, jak zapragnął całej Wiedzy, Adam mógł zapragnąć całego życia, to znaczy posiadania życia nie jako daru danego i zachowanego z miłością, lecz przez przemoc, która szydzi z szacunku, niszczy porządek, czyni się wiecznym bez zasługi, by być równym Bogu. Chcieć być równym Bogu byłoby popełnieniem tego samego grzechu, co Lucyfer. A na grzech Lucyfera nie ma przebaczenia. Bóg chciał móc przebaczyć człowiekowi. Chciał móc przywrócić mu nieśmiertelność, posiadanie Nieba, Naukę wystarczającą dla jego stanu, Łaskę, Siebie samego. Interweniował potępieniem, aby zbawić. Dał śmierć, aby dać Życie. Dał wygnanie, aby dać wieczną Ojczyznę. Dał - oto początek lekcji, który znów staje się tematem - dał Prawo w miejsce darmowej Nauki, którą człowiek utracił wraz ze śmiercią Łaski w swoim sercu. Prawo jest owocem konsekwencji Grzechu. Grzech uczynił człowieka tępym w rozeznawaniu dobra i zła oraz w prawości. Niczym dym przyćmił poznaną Prawdę. Niczym hałas zagłuszył dźwięk Bożych słów słyszanych w chłodzie wieczoru w pięknym Edenie. Strącony z godności przybranego syna Bożego do stanu rozumnego zwierzęcia, [człowiek] czuł instynktownie, że zabijanie musi być "złem", że deprawowanie się w bezwstydnych żądzach musi być złem. Nie umiał jednak rozeznać, do jakiego stopnia złem jest zabijanie i jakie rozpusty są najbardziej wstrętne Bogu. Toteż Bóg, ukarawszy i ponownie ukarawszy potopem, a następnie dawszy pierwsze zasady, by ludzie byli mniej gwałtowni (zakaz spożywania mięsa z krwią: Rdz 9, w. 4); a potem przez rozproszenie ludów i pomieszanie języków (Rdz 11, w. 8) - początek przyszłych narodów, królestw i wojen, które jeszcze was dręczą; i ponownie ukarawszy ogniem z nieba Sodomę i inne grzeszne miasta; dawszy sprawiedliwemu Abrahamowi jaśniejsze prawo poddania się Panu (Rdz 17, w. 10), wzywa do Siebie Mojżesza i poprzez kolejne nakazy i wezwania prowadzi go do sprawowania pierwszej ofiary paschalnej - ofiary wieczystej aż do końca wieków, ponieważ w godzinie Łaski baranka jednorocznego zastąpił Baranek Boży, Hostia wieczysta na wszystkich ołtarzach świata przez wszystkie wieki - i od tego prawa paschalnego prowadzi Mojżesza do Dekalogu. Ale Dekalogu by nie było, gdyby rozum zawsze panował nad zmysłami, czyli gdyby Wina nie została popełniona w Edenie. I nie byłoby go, gdyby z nieładu zmysłów nie wynikła utrata Łaski i Niewinności, a przez to i Nauki. Dekalog jest zarazem miłosierdziem i karą. Miłosierdziem dla słabych, karą dla szyderców Boga, którzy czynią zło, wiedząc, że je czynią. Dekalog, ze swoją częścią pozytywną: "Będziesz czynił" i negatywną: "Nie będziesz czynił", stwarza grzech ze wszystkimi jego konsekwencjami. Grzeszy się bowiem wtedy, gdy się wie, że się grzeszy, a człowiek po otrzymaniu Prawa nie miał już wymówki, by powiedzieć sobie: "Nie wiedziałem, że grzeszę". Dekalog jest miłosierdziem, karą i próbą. Jak "próbą" było drzewo stojące pośrodku Edenu. Bez próby nie może być sprawdzianu człowieka. Powiedziano, że Bóg doświadcza człowieka tak, jak złotnik próbuje złota w tyglu. Tylko silne cnoty, a nade wszystko miłość, trzymają się negatywnego nakazu Prawa. Bo na ogół człowiek, przez szatańskie podszepty i ukryte zarzewia, pożąda tego, co zakazane. Toteż prawdziwie heroiczni są ci, którzy miażdżą zmysł i pokusę pod ciężarem swej silnej miłości i nie wyciągają chciwych rąk po zakazany owoc. I to są prawdziwi chrześcijanie, ci, którzy nie nadużywają nieskończonych zasług Chrystusa, Łaski otrzymanej dzięki Niemu, i jako dzikie latorośle wszczepione w prawdziwy krzew winny przynoszą Bogu obfite owoce czynnych cnót, przez co są pewni życia wiecznego. Oto prawdziwi chrześcijanie, w których żywe są dary Ducha Świętego, który dopełnia Jezusa, przekazując ludziom żyjącym w łasce Bożej naukę, ten wielki dar utracony wraz z grzechem Adama - naukę, bez której Prawo, dane, by było "życiem", może stać się "śmiercią". Bo człowiek, który nie posiada nauki proporcjonalnej do swego stanu, nie ma uporządkowanej miłości ani do Boga, ani do stworzeń, jakiekolwiek by one były; popada w rozmaite bałwochwalstwa, w potrójną pożądliwość; wypacza samą religię w hybrydowej mieszaninie praktyk grzesznych tak samo, a nawet bardziej - ponieważ chrześcijanin otrzymał w chrzcie nieskończony dar Łaski - niż praktyki faryzejskie potępione przez Słowo Boże; nie zna samego siebie i dlatego zamienia swoją przyjemność na hołd składany woli Bożej; wypacza w sobie obraz i podobieństwo Boże, dary otrzymane dla swego dobra obraca i wykorzystuje, by czynić zło i czynić je sobie; jeśli daje jałmużnę, czyni to nie z miłosierdzia dla nieszczęśliwych, lecz by zyskać ludzką pochwałę; jeśli bada tajemnice Stworzenia, czyni to, by być wysławianym przez ludzi, a nie by oddać chwałę Stwórcy. W ten sposób jego czyny tracą tę woń, która czyni je świętymi w oczach Boga, i ma on na Ziemi swoje ulotne dobro, ale "mróz i zgrzytanie zębów", jak mówiło Słowo, czeka go tam, gdzie liczą się nie pozory, lecz prawda ludzkich czynów. A jeśli dzięki miłosierdziu Bożemu, choć źle wykonywał dobro, które mógł spełnić, uniknie piekielnego mrozu i piekielnej udręki, czeka go długi pobyt w szkole Czyśćca, aby nauczył się prawdziwej miłości, która nie jest "herezją uczynków" - plagą waszych dni, w których wielu trudzi się, by służyć Chrystusowi jedynie poruszeniem w praktykach i działaniach zewnętrznych, które pozostawiają dobrych takimi, jakimi są, a może nawet ich gorszą, i nie służą poprawie ani nawróceniu złych. Prawdziwa miłość. Przykład zatem życia głęboko, świadomie chrześcijańskiego we wszystkim. Prawdziwa miłość. Ta, której Jezus chciał od Marty, zbyt zabieganej, by oddawać zewnętrzne honory Synowi Bożemu. Życie tego wieku nie pozwala na kontemplację taką, jaką wielu ją pojmuje. Ale Bóg nie błogosławi samego tylko działania. On chce, aby życie czynne i kontemplacyjne się uzupełniały, a dzieła nie były jedynie zgiełkiem, poruszeniem, a nawet sporem z wrogami, nie były "herezją", lecz religią, czyli pracą, która jest modlitwą przez nieustanne ofiarowywanie swoich czynów Bogu, spełnianie ich wszystkich dla Jego jedynej chwały, a modlitwa niech będzie pracą. Nieustanną pracą nad samym sobą, kształtującą się coraz bardziej według Boskiego Wzoru Jezusa Chrystusa, i nad innymi - poprzez przykład. Na próżno ludzie się trudzą, jeśli Bóg nie błogosławi ich czynów. Ale jakże chcecie, by Bóg był z wami, błogosławiąc, a wasze czyny triumfowały, jeśli nie działa w nich dar nauki, dzięki któremu człowiek kieruje wszystkimi swymi czynami ku świętemu celowi, a nie dla własnej chwały?"