PAOLO

1 lutego 1948 r.

[7]Przenajświętszy Autor mówi: "Abraham był ojcem wszystkich wierzących, to znaczy tych, którzy dzięki swojej sprawiedliwości nie tylko zasługują na to, by usłyszeć rozbrzmiewający w ich duchu duchowy i Przenajświętszy Głos Boga, ale potrafią zrozumieć słowa tego niewysłowionego Głosu oraz uwierzyć mu i być mu posłusznymi wraz z jego nakazami. Głosu tego nie było, nie ma i nie będzie stworzenia, które by w ulotnej, jedynej chwili, albo wielokrotnie i przez długi czas, nie usłyszało rozbrzmiewającego w sobie samym. Jest to tajemnicze wezwanie jedynego i świętego Pana, powszechnego Stwórcy. Jak grot światła, jak fala dźwięku, przychodzi i przenika, niekiedy łagodny, niekiedy surowy, niekiedy straszliwy. Nie ma znaczenia, czy człowiek należy do religii wybranej, by otrzymać to wezwanie. Bóg jest Stwórcą zarówno dzieci swego ludu, jak i dzikusa, który nie zna Jego Przenajświętszego Imienia, a Jego wezwanie, tak jak rozbrzmiewa w kościołach katolickich, w narodach katolickich i cywilizowanych, w tych cywilizowanych a niekatolickich, wśród ludów innych religii objawionych, tak samo wypełnia sobą dzikie i lodowate pustkowia, obszary jeszcze niezbadane, zagubione wyspy, archipelagi, gdzie człowiek żyje na poziomie niemal zbliżonym do zwierząt - utkany z instynktów, i to nierzadko instynktów nieokiełznanych - gorące, gęste, wciąż dziewicze lasy, dokąd cywilizacja nie przyniosła jeszcze swego postępu ani swego subtelnego zepsucia. Wszędzie przemawia Bóg. Ponieważ Bóg jest Stwórcą każdego człowieka. Lecz częstokroć człowiek, i to nie tylko człowiek niecywilizowany, myli tajemnicze wezwanie Boga - zwłaszcza gdy jest to wezwanie karcące - z głosem własnego sumienia, z wyrzutem sumienia wołającym w głębi jego jaźni. Niekiedy, zwłaszcza na początku dziejów, winowajca umiał odróżnić głos Boga od głosu jaźni zmąconej wyrzutem sumienia. Kain jest przykładem tych winowajców, którzy potrafią to rozróżnić. Lecz w miarę upływu wieków zdolność człowieka - mówię o człowieku przewrotnego serca - do pojmowania i rozróżniania coraz bardziej się zaciemniała, ponieważ niczym masywna ściana, która zamyka drogę głosowi i światłu, wzniosła się negacja Boga, a w człowieku zakorzeniła się pogarda dla Boga. "Nadczłowiek", który sam siebie takim uczynił, jest potworem, zniekształceniem człowieka, jest bękartem zrodzonym ze związku ludzkiego rozumu - stworzonego przez Boga, lecz zbuntowanego wobec Boga - z Nieprzyjacielem Boga. Oderwany od Boga z własnej woli, człowiek tego wieku, to znaczy ten, kto ukształtował się według doktryn ludzko-szatańskich, nie może i nie chce zrozumieć wezwania Boga. Brakuje mu wszelkich ku temu warunków. Nawet jeśli nosi imię katolika, i więcej jeszcze: nawet jeśli jest praktykujący, i jeszcze więcej: nawet jeśli nosi szatę świętą, z trudem rozpoznaje w tym głos Boga. Zbyt wiele jest nawet w tych, którzy z racji szaty, posłannictwa i łaski stanu powinni być najbardziej wrażliwi na wezwanie Boga i na zrozumienie Bożych słów, aby mogli je pojąć. Ich pycha zabija albo mąci ich rozum i czyni głuchym ich ducha. Pyszny rozum jest rozumem obłąkanym. Dlatego przestaje być rozumem. Pyszny duch jest ołtarzem zajętym. Dlatego jest to ołtarz, na który Wiekuisty nie może zstąpić, aby wypowiedzieć swoją wolę. Przemawia tam ktoś inny. Szorstkim głosem pożądliwości. A choćby nawet ze swego wzniosłego tronu Bóg rzucił wezwanie i choćby ono przeniknęło, pozostaje zagłuszone, bo się tego chce, ponieważ usłyszeć je i wzgardzić nim byłoby zbyt wiele, więc woli się go nie słyszeć. Lecz Abraham był człowiekiem, który miłował Boga prawdziwego. Jego rozum nie był pyszny. Rozpoznawał Boga we wszystkim. Skłaniał swoją myśl w pełnej czci uległości przed Najwyższym, którego przejaw jest w całym stworzeniu. Jego duch był sprawiedliwy, zachowując się czystym od wszelkiego rodzaju bałwochwalstwa. I sprawiedliwe było jego ciało, posłuszne nakazom danym przez Boga ojcu ludzi, Adamowi. Poślubił Saraj, aby być z nią jednym ciałem i wzrastać, i pomnażać liczbę ludzi na ziemi, uprawiał ziemię, by czerpać z niej pożywienie, i drogi mu był trud, i uważał za słuszne, że jest on uciążliwy, i że chleb jego ma za przyprawę sól jego potu, i słuszna była dlań śmierć, która z jego ciała miała uczynić na powrót proch. Pokorny przed Najwyższym, czuł się "prochem", ziarnkiem pyłu wobec Niezmierzonego, Nieskończonego, Wszechmocnego. I jak ziarnko pyłu pozwalał się nieść woli Pana, bez przywiązania do czegokolwiek, co było przemijające. Wierząc w Boga, ufając dobroci Boga, posłuszny Bogu, posiadał warunki potrzebne, by usłyszeć rozbrzmiewający w swym duchu Przenajświętszy Głos Boga i zrozumieć jego słowa, i wykonać to, co owe słowa nakazywały. Paweł pisze, przytaczając słowa Pisma: "Uwierzył Abraham Bogu i zostało mu to poczytane za sprawiedliwość". Ale choć Pismo mówi to po tym, jak Abraham uwierzył Bożej obietnicy potomstwa, prawdziwie mówię wam, że Abraham uwierzył o wiele wcześniej, gdy miał już pewność, że z Saraj nie będzie miał potomstwa, gdy jako wygnaniec ze swej ziemi i od swego rodu znajdował się w warunkach najmniej sprzyjających temu, by wierzyć, że Pan uczyni go "wielkim narodem" i że "jego potomstwu Bóg da tę ziemię", która później stała się Palestyną, tę ziemię rozciągającą się "na północ, południe, wschód i zachód", daną jemu i jego potomkom, temu "potomstwu, które Bóg miał rozmnożyć jak proch ziemi". Z jednego ziarna może wyrosnąć pełny kłos, a z niego, rozsianego wraz z jego ziarnami, sto nowych kłosów, a z nich, ponownie zasianych, tysiąc, a potem dziesięć i sto tysięcy. Lecz jeśli brak pierwszego ziarna, jakże może być potomstwo i rozmnożenie? Abraham nie miał ziarna: dziedzica. Z jałowego łona Saraj nie kiełkowało ziarno potomstwa. A jednak, mimo wszystko, Abraham uwierzył, że Bóg da mu dziedzica, i wiara jego nie osłabła wraz z upływem czasu bez spełnienia obietnicy. I to zostało mu poczytane za sprawiedliwość. Nie licząc innych jego uczynków, Bóg uznał go za godnego łaski z powodu jego wiary. Wiara jest więc obrzezaniem mistycznym, ważnym tak samo, a nawet bardziej, niż obrzęd materialny. Bóg uznaje za swoje sługi tych, którzy w Niego wierzą i są posłuszni Jego woli. Próżno mieć znak na ciele, imię w rejestrach, jeśli nie ma w sercu znaku poddania prawdziwemu Bogu, i jeśli uczynki przeczą temu imieniu. Dziedzic został obiecany Abrahamowi za jego wiarę. Dziedzictwo będzie wam dane za waszą wiarę. Posiadać Prawo, lecz go nie wypełniać, ponieważ brak wiary, jest przyczyną utraty Królestwa niebieskiego, a nie jego zdobycia. A jakże wypełnić Prawo, jeśli się nie wierzy w prawdy objawione przez Boga? Gdy nagroda i kara, wieczność, piekło, raj, zmartwychwstanie ciała, sąd Boży są wzgardzane jako baśnie, gdy wątpliwość co do istnienia Boga sprawia, że zaniedbuje się Prawo, na cóż wam się przyda posiadanie i znajomość kodeksu Życia? Jaka tarcza przeciw zarzewiom grzechu i pokusom wam pozostaje, jeśli, nie mając wiary, nie dbacie o życie według Prawa? Słowo Boże rzekło pewnego dnia: "Gdybyście mieli wiarę tak wielką jak ziarnko gorczycy, moglibyście rzec tej górze albo tej roślinie: "Wyrwij się stamtąd i zasadź się w morzu", a otrzymalibyście to". Lecz to właśnie owo ziarnko wiary potrzebne wam jest, by wyrwać z siebie zarzewia grzechu i pokusy, by rozkazać tym mackom, które was oplatają i torturują, a niekiedy prowadzą do śmierci duchowej, by "rzuciły się w morze", pozostawiając was wolnymi. Lecz to właśnie owo ziarnko wiary uczyni was mocnymi jak bohaterów i będzie dla was usprawiedliwieniem oraz przebaczeniem nawet uczynków niedoskonałych albo upadków. Kto ma wiarę, nie może zginąć. Kto ma wiarę, ma w sobie środek, który nie pozwala mu w sposób nieodwracalny obrazić Ojca. Kto ma wiarę, wierzy w Jezusa, Syna Ojca, w Jezusa Zbawiciela i Odkupiciela, i o Nim powiedziano, że kto wierzy w Niego i w Tego, który Go posłał, będzie miał życie wieczne. Kto ma wiarę, wierzy w Trzecią Osobę, w Miłość Miłości Boga, w najdoskonalszą Miłość, którą jest Bóg Jeden i Troisty, a kto wierzy w Miłość, miłuje, a kto wierzy i miłuje, ma w sobie Boga, a kto ma Boga, nie może poznać śmierci wiecznej. Dlatego kto ma wiarę, ma Królestwo Boże. W sobie, w swoim ziemskim dniu, Królestwo Boże wewnątrz siebie. Bóg Król, Bóg Przyjaciel, Bóg Mistrz, Światło, Droga, Prawda, Życie. W życiu innym - posiadanie i uszczęśliwiające poznanie już bez końca."

PRZYPISY

[7] Na oryginalnym autografie tej lekcji odniesienie jest do całego rozdziału 4 Listu Pawła. Na maszynopisie sporządzonym przez o. Miglioriniego, który Maria Valtorta ponownie odczytywała, zaznaczono, że odniesienie jest "w szczególny sposób" do wersetów, które dodaliśmy do numeru rozdziału.