QUADERNI

9 stycznia 1946 r.

Niematerialny głos mojego wewnętrznego napominacza[1] budzi mnie kwadrans przed szóstą i wita mnie tak: "Niech Pan coraz bardziej objawia się twojemu duchowi i poucza cię". Czeka następnie, aż posmakuję tego pozdrowienia i w pełni się obudzę, po czym mówi: "Pisz". Siadam, biorę zeszyt i pióro. A on dyktuje: "Każde działanie człowieka ma zawsze świadków, nawet jeśli dokonywane jest w tajemnicy: oko Boga i anioła, którego każdy człowiek ma za stróża. Są jednak czyny szczególnej kategorii, które wymagają świadków nawet wśród ludzi. I to właśnie te czyny, ze względu na swoją niezwykłość, trudno uznać za "proste". Proste, jak wszystko, co pochodzi od Boga, który w swej wielkości jest najprostszym Bytem, jaki istnieje, złożonym tylko z Siebie samego i działającym czynami czystymi, prostymi, prawymi: czynami prostymi, bo nie skażonymi ukrytymi celami, nie nieuporządkowanymi, nie krętymi. Czyny nadzwyczajne i czyny Łaski są proste jak Źródło, z którego pochodzą. Ale większość ludzi, jako karę za swoją zamierzoną materialność, nie może już pojąć tej wzniosłej prostoty i zaprzecza jej, albo z niej szydzi, albo oskarża ją o oszustwo, by ją umniejszyć, a tym samym umniejszyć Boga w Jego przejawach łaski. Oto więc dlaczego, z Boskiej roztropności, wymaga się obecności świadków, wziętych spośród ludzi, przy narzędziu Bożym. Każde narzędzie Boże ma świadków, którzy mogą zaświadczyć o prawdzie i o sposobie, w jaki się ona dokonuje, przed właściwymi trybunałami. Mieli ich wielcy głosiciele i mali głosiciele, wielcy święci o głośnych czynach i święci nieznani większości, bo żyjący w klasztorach albo w tajemnicy domu. Mieli ich ci, którzy zostali wezwani, by oglądać objawienia albo głosić nabożeństwo chciane przez Pana. I ty też ich masz, duszo wybrana, by nieść Święty Głos ludziom, którzy, by "żyć", potrzebują "wierzyć, poznawać i kochać". Twoimi świadkami są Ojciec, który cię pociesza i wspomaga, Marta, która ci usługuje, twoi kuzyni przez ciebie ocaleni. Jakimiż oni są świadkami twego działania w Panu! Szatan nie działa przeciwko sobie samemu[2]. Oni należeli do szatana, a teraz należą do Boga. Świadectwo, które przewyższa tysiąckroć to, jak żyjesz, jak się odżywiasz, jak odpoczywasz. I piszesz bez pomocy książek czy innych elementów naukowych, mogących wytłumaczyć tę naukę jako twoją własną, podczas gdy jest ci ona dana przez nieskończoną Mądrość. Świat nie może tego przyjąć. I chce wszystko wytłumaczyć jednym słowem: "pomoc zdobytej wiedzy". Nie. Jest Bóg, Najwyższy, którego czczę, Ten, który mówi i przekazuje świetlistą naukę. Chwała Panu! Innymi świadkami są ci, których przyjaźń, okoliczności i przypadek przyprowadzają do ciebie. Mając z tobą kontakt, wiedząc, wątpiąc albo zgoła nie wiedząc, kim jesteś: "rzeczniczką", widzą jednak tyle, by móc jutro być świadkami. I są potrzebni! Są konieczni, duszo moja! I tutaj, od Odwiecznej Mądrości, otrzymuję rozkaz, by udzielić rady: gdy Ojciec Romualdo będzie miał u siebie Przełożonych Zakonu albo inne osoby o wypróbowanej i pewnej wierze, nie tylko w Boga, ale w dzieło Boże w tobie, niech nie zabrania im cię poznać i wypytywać. Rzecz bolesna. Ale nawet najlepsi ludzie są wiecznymi Tomaszami[3]. Przekonują się tylko widząc. Co? Ależ narzędzie, które jest proste i zrównoważone o każdej porze i w każdym działaniu. I jeszcze ta rada: aby prawemu umysłowi Ordynariusza, który zatroszczyłby się o zbadanie pism i zażądał wyjaśnień oraz wiedzy o tobie – skoro nie możesz się ruszać ani chodzić – przedstawiono jako główny dowód świadectwo Belfantich, a w razie potrzeby połączono ich samych z tym, który bada. Zeznanie Józefa B. ma kapitalne znaczenie. Czy istnieje już jakieś? Nieważne. Powtórzone po pewnym czasie może tylko zyskać na wartości. Umiłowana duszo, powtórzyłem to, co powiedział Pan, i rozszerzyłem to na Jego rozkaz. Dostosuj się, a niech dostosuje się Ojciec, zgodnie z tym pouczeniem. Każde bowiem narzędzie ma i musi mieć swoich świadków. Niech łaska Pana będzie zawsze z tobą".

(Sformułowanie o podsłuchującym szatanie znajduje się w dyktandzie o szatanie)[4] Wczoraj nie mogłam napisać odpowiedzi Jezusa na te moje pytania: "Dlaczego więc Dora musi mieć świadków? Może dlatego, że wyszedłszy ze snu duchowego, nie pamięta tego, co w nim otrzymuje?". Wtedy Jezus mi odpowiedział, mimo że kierowałam te pytania do samej siebie: "Ależ ty też masz świadków! Każde narzędzie Boże ma swoich świadków. Nawet Bernadeta[5] miała swoje towarzyszki pasterki, Teresa Neumann krewnych i proboszcza, i tak dalej. Muszą oni być w każdym wypadku, aby móc zaświadczyć o prawdzie". Powiedział jeszcze coś innego, ale ja, nie zapisawszy tego od razu, bo mi to uniemożliwiono, nie mogłabym powiedzieć nic więcej ponad to, by nie wprowadzić od siebie jakiegoś błędu… Jezus, który chce, aby to wyjaśnienie było znane i jasne, poleca to memu Anielskiemu Napominaczowi, by mi je powtórzył i uzupełnił dwiema radami, które przedwczoraj nie zostały powiedziane, jestem tego pewna. Mówię i ja z Aniołem: "Chwała Panu".

[Z tą samą datą, w innym zeszycie]

Mówi pewien "głos", który nic więcej o sobie nie ujawnia, lecz jest cały łaską i pokojem, choć mocny i wyraźny, o czystym toskańskim akcencie, tak że sądzę, iż to głos św. Katarzyny ze Sieny: "Miłość ma się do doskonałości, którą pragnie się osiągnąć, jak tchnienie do żaru: rozpala go na nowo, rozszerza jego ciepło, czyni go całkiem żywym i wspaniałym. Doskonałość, do której dąży się tylko po to, by mieć pokój i chwałę, czyli z egoizmu duchowego, jest jak żar zgaszony: jest czarna, zimna, bezużyteczna. Doskonałość z niewielką miłością jest jak stos czarnego żaru z jednym tylko rozżarzonym punkcikiem: węgielkiem… Gaśnie, drzemie, grozi jej śmierć. Ale jeśli nasza miłość – i niech będzie to miłość czysta, cała dla oddania chwały Bogu – tchnie na nią, wówczas cała doskonałość zapala się, a nasza dusza oczyszcza się i staje się piękna, gotowa i usłużna jak doskonała służebnica Bożej Woli, i godna później płonąć przed Tronem, gdzie jaśnieje Baranek. Czyny świętych – a świętymi są doskonali wykonawcy Bożej Woli – jaśnieją razem z ich modlitwami w niebiańskich kadzielnicach. O ile bardziej wzrasta miłość przez miłość, o tyle bardziej wzrasta doskonałość. Kochaj całkowicie, a będziesz całkowicie doskonała w takiej mierze, jakiej żąda od ciebie Trójca Przenajświętsza. Kim jestem? Nieznaną większości. A jednak jestem ci siostrą, bo Miłość, z naszej woli ofiar dla dobra ludzi, na Jego najświętszy przykład, uczyniła nas rekluzkami. Jestem Julia. Julia Della Rena[6], z Certaldo, dziewica i rekluzka augustiańska, z XIV wieku. Błogosławiona w Niebie dzięki dobroci Miłości. Dziś w niektórych miejscach jestem wspominana. Ale zbyt mało wspominana. I nie z powodu siebie samej boleję nad tym, bo ja mam wszystko, posiadając Boga. Ale już teraz smucę się, bo mogłabym, gdyby mnie wspominano, powiedzieć światu słowo zbawienia. To, by powrócić do miłości, w której streszcza się każda inna cnota i w której kryje się wszelki pokój i chwała. Żegnaj, siostro. Trwaj w pokoju Pana".

Godz. 12 tego samego dnia, 9 stycznia 1946 r.

Co do A.R.[7], mój Pan mówi: "Wiele działa szatan, i opiera się, i nalega, i zdobywa grunt, wykorzystując istniejące zaczepienia, bo działa na gruncie kaprysu i pychy. Łzy nie są skruchą za wyrządzony ból, lecz przygnębieniem z powodu złego wrażenia, jakie się robi. A więc pycha. I oziębłość serca. Gdyby kochał, walczyłby, przeciwstawiałby się pokusie, a ta nie zyskałaby tak wielkiej przewagi. Ale nie ma miłości dla matki i sióstr. Tam, gdzie brak miłości i pokory, kwitnie "ten drugi", a pomoc niewiele może zdziałać. Bez niestosownego współczucia niech się użyje środków ludzkich i nadprzyrodzonych, by walczyć w jego miejsce, skoro on walczyć nie chce. Lekarz i kapłan. A jeśli jego pycha na tym cierpi, tym lepiej. Wolałbym widzieć ją zdruzgotaną, wolałbym widzieć zdruzgotanego jego samego, niż widzieć w nim mego wroga. A pomyśleć, że wciąż tak wiele ma od Opatrzności! A on ją przeklina! Przeklina ją, podburzany przez szatana. Ale nawet w godzinach pozornego spokoju jego podświadomość złorzeczy. A czyni to dlatego, że jego sumienie jest rozmiękczone i lubuje się w tym nawyku. To niedobrze. Ja jestem dobry. Ale nie jestem bez sprawiedliwości. A do stanu A. przyczynia się także pycha i niewdzięczność wobec Boga u innych członków rodziny. Prawdziwie szatan znajduje swój klimat w niektórych domach. Zburzcie w nim pychę, a łatwiej będzie go uwolnić". Mówię: "Chciałabym poznać różnicę między nim a Dorą[8]". Odpowiada Jezus: "Dora jest nękana, bo szatan chciałby ją przerazić, oderwać ode Mnie, użyć jej przeciwko Mnie. Ale ona, na razie, jest dobra. Kocha Mnie, mimo że ta miłość sprawia jej cierpienia. Jest narzędziem branym przez dwie przeciwstawne siły. Ale jest w niej, na razie, wola należenia tylko do jednej siły. Jeśli wytrwa, będzie użytecznym narzędziem. Ant., który mógłby być w tym samym stanie podwójnego użycia, nie ma woli należenia do dobrej Siły. A to dlatego, że brak mu miłości do Mnie. Dlatego ten drugi używa go, jak chce. W chwilach opętania nienawidzi Mnie całkowicie. W przerwach, jeśli Mnie nie oskarża, jest całkowicie obojętny. W chwilach najlepszych, najrzadszych, ma poryw ku Dobru z powodu wspomnień duszy. Jakże smutna sytuacja! Trzeba by go powstrzymać, zanim dusza całkowicie się podda. Pamiętasz tę naukę o potępionych[9], którzy starają się zbliżyć do Boga poprzez sprawiedliwych? Do Boga czują pociąg i wstręt zarazem. I to jest ich udręka. On bardzo jest w tej sytuacji. Czuje, że we Mnie jest pokój, że z jego udręki tylko Bóg może go wyzwolić. Ale nie umie chcieć Boga. Piekło nie jest tylko w głębi! Te dwie wskazówki są dla Romualda i dla ciebie. Oszczędźcie zbolałą matkę, która nie ponosi winy za upadek syna. Tylko zachęćcie ją, by modliła się wiele, wiele, wiele…"

PRZYPISY

[1] wewnętrzny głos napominający, jak w przypisie do 21 grudnia 1945.

[2] Szatan nie działa przeciw samemu sobie, jak jest powiedziane w Mateusza 12:25-26; Marka 3:23-26; Łukasza 11:17-18.

[3] Tomasze, czyli niedowiarkowie jak apostoł Tomasz: Jana 20:26-29.

[4] (…) Uwaga w nawiasie wydaje się dodana później i mogłaby się odnosić, co do treści, do "dyktanda" z 11 maja 1944.

[5] Bernadetta to Bernadetta Soubirous, znana wizjonerka z Lourdes (1844-1879), święta. Teresa Neumann, wówczas jeszcze żyjąca (1898-1962), niemiecka wizjonerka i stygmatyczka.

[6] Julia Della Rena, tercjarka augustiańska, żyjąca jako rekluza (około 1319-1367), błogosławiona.

[7] A.R. to być może Antonio Raffaelli, którego bliscy są wspomniani w pismach z 26, 27 i 31 grudnia 1945.

[8] Dora to Dora Barsottelli, o której mowa wielokrotnie, począwszy od "dyktanda" z 19 grudnia 1945.

[9] nauka o potępionych, której w tym brzmieniu nie odnaleźliśmy. W każdym razie nie powinno tu chodzić o zmarłych potępionych, którzy już nie starają się "zbliżyć do Boga", lecz o żyjących, którzy zdają się przeznaczeni na potępienie, a których "dzieło odkupicieli" może jeszcze "wydobyć z ciemności", jak to zostało wyjaśnione w drugim z dyktand z 5 lipca 1944.