QUADERNI

9-19 kwietnia 1944 r.

...Moja naga Męka (9-4 ... ) I. Widzę tylko św. Józefa, który patrzy na mnie z taką litością, ale nic nie mówi. Jest w zwykłym kącie, naprzeciwko mojego łóżka (10-4). II. Widzę Matkę Bożą ubraną na biało, z niebieską wstążką, jak w Lourdes. Modli się po prawej stronie mojego łóżka, ale nic nie mówi. Natomiast św. Józef podchodzi, głaszcze mnie po głowie i mówi: "Módl się, córko". Jestem posłuszna, płacząc i znów mając nadzieję (11-4). III. Wychodząc z jedenastogodzinnego snu (jedenaście godzin) tego ranka o siódmej, słyszę, jak Pan szepcze modlitwę do Ukrzyżowanego, jakby mi ją dyktował. Ale chociaż słyszę ją wyraźnie, nie mogę jej zapisać w stanie, w jakim się znajduję, a wyczerpany umysł jej nie zatrzymuje. Ginie więc. Ale mam nadzieję, że tak będzie aż do wieczora, jak przedtem. Potem wraca udręka i majaczę gwałtownie. Och, jakie brzydkie jest piekło! Trwam tak aż do trzeciej nad ranem, godziny, w której Ojciec pragnie mi się udzielić. Spokój powraca (12-4). IV. Jezus mówi, gdy się modlę (godz. 10): "Przypomnij sobie, kiedy mówiłem ci o opętaniach"[256]. Nie potrafię niczego przypomnieć sobie w obecnym stanie. Jezus mówi, ale ja nic nie widzę. Wśród wzlotów i upadków udręki spędzam dzień. Ale o dwunastej ogarnia mnie taki spazm, że majaczę jeszcze gwałtowniej niż dwunastego. Wszyscy zniknęli: Jezus, Maryja, Józef. Wszyscy!... Rozpacz i spustoszenie (13-4). V. Po niespokojnej nocy odpoczywam o świcie. Ale budzę się, by znów odczuć udrękę. To nie majaczenie, lecz wyczerpujący, zimny rozsądek. Ojciec pragnie mi się udzielić. Uważam to niemal za świętokradztwo, tak zamknięte i wrogie jest moje serce. Komunia powoli wszystko uspokaja, tak że mogę znowu modlić się z radością, i słyszę Jezusa – słyszę Go, nie widzę – który mówi do mnie: "Teraz mogłabyś opisać moje konanie w Getsemani". Och, gdybym mogła to opisać! Ale nigdy tego nie zrobię, sądzę. Tylko ten, kto tego doświadczył, może to zrozumieć. Dla innych byłoby to bluźnierstwem. Krwawy pot? Dziwię się, że nie zginął, uderzając o ten głaz. Zmiażdżony ciężarem nieludzkiej próby (14-4). VI. Kiedy myślę, że dzisiaj, 15-4, nie będę miała Komunii, czuję się zdruzgotana. Wydaje mi się już, że nie zdołam się oprzeć i że znów wpadnę w tę okrutną udrękę... Jest godzina 1.40 w nocy. Jestem sama, ponieważ Marty nie ma dziś w domu. Jeśli udręka mnie przemoże, co mam robić? W takich chwilach nie panuję nad sobą. Powiedziałam, że nie ma potrzeby, by ktoś inny ze mną spał. Ale boję się samej siebie. Nie ataku serca. Umrzeć? Może właśnie tak! Ale rozpaczy. Czuję się bardzo źle. Modliłam się przez godzinę do Matki Bożej Bolesnej. Teraz uczynię to, czego jutro nie mogłabym już uczynić z pokuty, czego nie byłam w stanie uczynić od wtorku. Ale muszę zmagać się z myślą: "Poświęcam się na próżno". Czuję, jak narasta, i nie chcę, by mnie ogarnęła. Chcę, z bezgraniczną ufnością, modlić się do Miłosierdzia Bożego. O godzinie 11.10, gdy modlę się o zwyciężenie dzieł demona nad tą biedną ludzkością (jest czas alarmu i bomby spadają w pobliżu), słyszę głos, który rozpoznaję[257] i pamiętam, wypowiadający zdanie już raz powiedziane naszemu Panu: "Uwielbiaj mnie, a ja pomogę ci we wszystkim i zawsze. Będziesz szczęśliwa". Odpowiadam: "Nie. Nigdy. Z własnej woli, nigdy. Jeśli potem oszaleję z bólu odrzucenia przez Boga, wtedy może i będę mogła to uczynić. Ale dopóki rozumuję, nie. Dręcz mnie, ale nie ustąpię". Ta nowa walka (a Ojciec nie może uwierzyć, jak słodka była ta pokusa, tak jak mi ją przedstawiał) potwierdza mi, kto jest przyczyną mojego obecnego, wielkiego cierpienia. Niech Ojciec zauważy, że miałam w ręku krzyż. Lecz kto teraz nie boi się nawet tego? Miałam na kolanach obrazki Matki Bożej Fatimskiej i św. Józefa. Lecz kto już niczego się nie boi? Pewnego dnia Jezus powiedział mi: "Odpowiedz moimi własnymi słowami". Odpowiedziałam: "Idź precz, szatanie. Napisane jest: 'Panu Bogu swemu będziesz oddawał pokłon i tylko Jemu samemu służyć będziesz'". Ale jak długo trwa ta próba? (15-4). VII. Odczytałam ponownie dyktanda. To balsam. Ale czy to naprawdę ja je otrzymałam? I jak mogę teraz nie odczuwać już nic z tamtej słodyczy? Czytałam "Jezus i dzieci"[258] i płakałam, myśląc o mojej radości tamtego wieczoru, kiedy wydawało mi się, że Jezus podaje mi swoją rękę, bym się jej przyglądała. Jak to wszystko jest teraz odległe! Teraz, bliska śmierci, nie mam już nic z tego dobra. Już nic. I boję się. Czuję się samotna. Sama wśród pokus i niebezpieczeństw. Boję się. Byłam zbuntowana, byłam niepogodzona. Sprawiłam przykrość Bogu, mojemu Jezusowi! Nie wybaczam sobie tego. Ale jeśli On nie pomoże mi w tej strasznej dla mnie godzinie, jak mogę wyjść z niej zwycięsko sama, o własnych siłach? Cierpię w sposób tak zupełny i nieludzki, że żadne słowo nie zdoła tego opisać. Nie czuję się już chroniona przez Boga. Boję się, boję! Boję się wszystkiego. Boję się Ziemi i Nieba. Boję się siebie samej i szatana, który chce mnie wydrzeć Bogu. Boję się... (16-4). VIII. I myślę, że dzisiaj Ojca nie ma i nie będę miała Komunii. Myślę, że odtąd[259] będzie to [czymś] codziennym. O mój Chlebie, który byłeś moją radością, a teraz cię tracę, teraz będę cię miała tak rzadko! Jakże będę mogła, teraz gdy umieram, żyć bez Ciebie? (17-4). IX. Wczorajszego wieczoru, w największej rozpaczy, widząc, jak pęka nawet ostatnia nić nadziei, która mi pozostała, a którą starałam się uczynić niezniszczalną, otaczając ją bolesną, lecz nieustanną wiarą i modlitwą, ukazał mi się Odkupiciel w swojej szacie pośmiewiska, którą dał Mu Herod[260], już ubiczowany i ukoronowany cierniem, ze związanymi rękami. Zbliżał się do mnie, patrząc na mnie nieruchomo, boleśnie. Odkupiciel! Przedtem nazywałam Go ze słodką czułością: "Jezus". Teraz nazywam Go: Panie. Nazywam Go: Boże. Nazywam Go Odkupicielem. Piękne imiona. Lecz zbyt oficjalne. A nazwać Go "Jezusem" z dawną poufałością już nie potrafię. Nie przemówił. Pozostawia mnie w udręce, nie dając mi najmniejszej pociechy. To zbyt wiele! Nic nie daje mi spokoju. Czuję, że rozum mi się chwieje (18-4). X. O Boże! Naprawdę mnie opuściłeś! Nawet przyjęcie Ciebie nie przynosi mi pokoju. Gdzie jesteś? (19-4).

PRZYPISY

[256] Powiedziałem ci o opętaniach 2 i 3 lipca 1943 roku.

[257] głos, który rozpoznaję, głos szatana w "wizji" kuszenia Jezusa, napisanej 24 lutego (rozdział 46 głównego dzieła): Mateusz 4, 1-11; Marek 1, 12-13; Łukasz 4, 1-13.

[258] "Jezus i dzieci", epizod napisany 7 lutego, jest rozdziałem 396 głównego dzieła. W tej "wizji" pisarka dotknęła ręki Jezusa.

[259] odtąd ..., być może z powodu zbliżającego się wysiedlenia, jak wyjaśnimy w notatce do 24 kwietnia.

[260] Dany mu przez Heroda, w Łukasza 23:11.