QUADERNI

7 kwietnia 1944 r.

[Poprzedza rozdział 607 dzieła EWANGELIA] Potem, od 13.00 do 16.00 (czasu słonecznego), byłam przygnębiona, nie we śnie, lecz w tak intensywnym wyczerpaniu, że nie mogłam mówić, poruszać się ani otwierać oczu. Mogłam tylko cierpieć. I nic nie widziałam, choć w moim cierpieniu nieustannie rozmyślałam o konaniu Jezusa. Nagle, o godzinie 16.00, gdy myślałam o przybijaniu gwoźdźmi rąk, ujrzałam - ujrzałam Jezusa umierającego, jedno tylko: umieranie. Obrócić głowę z lewej na lewą[251] w ostatnim skurczu, wydać ostatnie głębokie westchnienie, poruszyć ustami w próbie wypowiedzenia słowa, zmienionego wskutek niemożności jego wymówienia, w donośny jęk, który kończy się skowytem wobec śmierci zatrzymującej głos, i pozostać tak, z oczami się zamykającymi i ustami pozostającymi na wpół otwartymi, przez chwilę z głową wciąż wyprostowaną, sztywną na szyi jakby od wewnętrznego konwulsyjnego skurczu, a potem opadającą do przodu, lecz w prawo. Nic więcej. Potem odzyskałam trochę, ale bardzo niewiele, siły aż do godziny 19, czasu słonecznego, a potem znów opadłam w straszliwe odrętwienie aż do po północy. Lecz nie ma żadnej pociechy z widzenia. Jestem sama, tak jak Maryja po złożeniu do grobu. Ani widzenia, ani głosu. I bardzo z tego powodu cierpię. Aby się trochę pocieszyć, opiszę Ojcu, jak dobrze widziałam Jezusa wczoraj wieczorem, gdy ukazywano mi ponownie pożegnanie z Maryją przed Wieczerzą. Jezus klęczał już u stóp Matki, obejmując Ją w pasie, opierając głowę na Jej kolanach i unosząc ją, by na przemian na Nią patrzeć. Światło oliwnej lampki o trzech knotach, postawionej na rogu stołu obok siedzenia Maryi, padało pełnym blaskiem na twarz mojego Jezusa. Mama natomiast pozostawała bardziej w cieniu, mając światło za plecami. Lecz Jezus był dobrze oświetlony. A ja gubiłam się w kontemplacji Jego twarzy, obserwując najdrobniejsze szczegóły. I powtarzam je jeszcze raz[252]. Włosy przedzielone na środku głowy i opadające długimi kosmykami aż do ramion. Faliste na dobrą dłoń, kończące się prawdziwym lokiem. Lśniące, cienkie, dobrze ułożone, o żywym blond kolorze, który zwłaszcza w końcowym loku ma wyraźne miedziane odcienie. Czoło bardzo wysokie, prześliczne, gładkie jak wstęga, ze skroniami lekko wklęsłymi, na których niebieskawe żyłki rzucają delikatne cienie indygo, prześwitujące pod bardzo białą skórą, tą szczególną bielą właściwą niektórym osobom o rudo-blond włosach: mleczna biel o odcieniu ledwie skłaniającym się ku kości słoniowej, lecz z najsubtelniejszym "czymś" błękitnawym, skóra bardzo delikatna, przypominająca płatek białej kamelii, tak cienka, że prześwituje przez nią najsubtelniejsza żyłka, i tak wrażliwa, że każde wzruszenie odbija się na niej intensywniejszą bladością i żywym rumieńcem. Lecz ja zawsze widziałam Jezusa bladego, ledwie odrobinę zabarwionego słońcem, które swobodnie padało na Niego podczas Jego trzyletniej wędrówki po Palestynie. Maryja natomiast jest bielsza, ponieważ bardziej przebywała w domu, i jest bielą bardziej różową. Jezus ma biel koloru kości słoniowej z tym lekkim błękitnawym odblaskiem. Nos długi i prosty, z ledwie widoczną krzywizną u góry, ku oczom, przepiękny nos, cienki i dobrze wymodelowany. Oczy głęboko osadzone, przepiękne, koloru, który tyle razy opisywałam, bardzo ciemnego szafiru. Brwi i rzęsy gęste, lecz nie za bardzo, długie, piękne, lśniące, ciemnobrązowe, ale z mikroskopijną iskrą złota na czubku każdego włoska. Brwi Maryi są natomiast bardzo jasnobrązowe, cieńsze i rzadsze. Może wydają się takie, bo są znacznie jaśniejsze, tak jasne, że niemal blond. Usta regularne, skłaniające się ku małym, dobrze wymodelowane, bardzo podobne do ust Matki, o wargach odpowiedniej grubości, ani zbyt cienkich, by przypominały wężowe, ani zbyt wydatnych. Pośrodku są okrągłe i zaznaczone piękną krzywizną, po bokach niemal znikają, sprawiając, że usta wydają się mniejsze, niż są w rzeczywistości - piękne usta o zdrowej czerwieni, odsłaniające regularne, mocne zęby, dość długie i bardzo białe. Zęby Maryi są natomiast drobne, lecz regularne i równie ściśle ułożone. Policzki szczupłe, lecz nie wychudzone. Owal twarzy bardzo wąski i długi, lecz przepiękny, o kościach policzkowych ani zbyt wystających, ani zbyt cofniętych. Broda, gęsta na podbródku i rozdwojona na dwa kędzierzawe końce, otacza, lecz nie zakrywa ust aż do dolnej wargi, i staje się coraz krótsza ku policzkom, gdzie na wysokości kącików ust robi się bardzo krótka, ograniczając się jedynie do rzucenia cienia niczym miedziany pył na bladość policzków. Tam, gdzie jest gęsta, ma barwę ciemnej miedzi: ciemny rudoblond. Takie same są wąsy, niezbyt gęste i utrzymywane krótko, tak że ledwie zakrywają górną wargę między nosem a wargą, ograniczając się do kącików ust. Uszy małe, dobrze ukształtowane i mocno przylegające do głowy. Wcale nie odstają. Patrzenie na Niego tak pięknego wczoraj wieczorem i myśl o tym, jak widziałam Go oszpeconego, gdy ukazywał mi się wielokrotnie w czasie Męki lub po niej, czyniły jeszcze bardziej dotkliwą moją współczującą miłość dla Jego cierpienia. A kiedy widziałam, jak się wychyla i opiera twarz na piersi Maryi, niczym dziecko potrzebujące pieszczot, pytałam siebie po raz kolejny, jak ludzie mogli tak się nad Nim znęcać, nad Nim tak słodkim i dobrym w każdym swoim czynie, zdobywającym serca samym swoim wyglądem. Widziałam piękne, długie, blade dłonie obejmujące biodra Maryi, pas Maryi, ramiona Maryi, i mówiłam sobie: "A wkrótce zostaną przebite gwoźdźmi!" - i cierpiałam. To, że On cierpi, widać nawet dla najmniej spostrzegawczych. Dziś tak bardzo jej pragnęłam, Ojcze, ponieważ zdawało mi się, że serce na przemian pęka mi lub ustaje. I zdaje mi się, że mija już wiek, odkąd nie przyjmowałam Jezusa. Na szczęście jest już druga w nocy w sobotę i zbliża się godzina Komunii. Lecz jestem sama. Milczy Jezus, milczy Maryja, milczy Jan. Miałam nadzieję przynajmniej w nim. Nic. Absolutna cisza i absolutna ciemność. To prawdziwe spustoszenie…

PRZYPISY

[251] od lewej do lewej to oczywisty błąd rozproszenia uwagi, który należy poprawić na od lewej do prawej lub od prawej do lewej.

[252] po raz kolejny, ponieważ zostały one już opisane, na przykład, 29 grudnia 1943 roku.