QUADERNI
6 lipca 1944 r.
Dla tych, którzy oceniają po ludzku, powinnam być w stanie hańby. Tymczasem od wczoraj jestem w stanie wielkiej łaski. Po piekielnej walce z czwartego po południu, którą chciałam opisać, bo czułam, że słusznie jest ją opisać, długo płakałam. Byłam po prostu wyczerpana, złamana. W nocy udręka wyrwała mnie z odrętwienia o trzeciej. Dawno mi się to nie zdarzało. Znowu rozpłakałam się rozpaczliwie. Sądzę, że moje serce jeszcze bardziej się przesunęło. Potem się pomodliłam. Potem złożyłam moje zwykłe ofiarowania. A gdy doszłam do tego za Nennolinę[436], powiedziałam jej: "Nennolino, ty daj to Jezusowi i powiedz Mu, żeby pozwolił mi wrócić do mojego domu. Jeśli ty to powiesz, On cię wysłucha… a ty możesz zrozumieć, ty, która byłaś tak bardzo chora, czym jest cierpienie chorej". I ukazała mi się Nennolina. Ubrana na biało, prawie tak wysoka jak Marta, z jej dużymi, zamyślonymi i promiennymi oczami, uśmiechnięta, świetlista, z pasem światła na boku, tam gdzie była wielka rana. "Czy to ty?" – zapytałam. Odpowiedziała mi uśmiechem szczęśliwego dziecka. "Jesteś bardzo szczęśliwa?!" Kolejny uśmiech potwierdzenia. "A nóżka?" Nennolina odezwała się: "Już nie jest potrzebna. Tutaj, gdzie jestem, nic już nie jest potrzebne. Wystarczy miłość". I ruchem właściwym dziecku zrobiła pół piruetu, śmiejąc się wszystkimi ząbkami. "Kochasz mnie, Nennolino?" Uśmiech potwierdzenia. "Pamiętaj, żeby powiedzieć Jezusowi, że biedna Maria nie ma nikogo prócz Niego i że tylko w Nim pokłada nadzieję". Uśmiech, pożegnanie i postać rozpływa się w świetle. Potem przychodzi Jezus z tymi dwoma dyktandami, a dziś rano, po nocy spokojnego snu, pocieszona boskimi pieszczotami, oto wzniosłe dyktando[437]. I nawet po ludzku jestem szczęśliwa… bo wciąż jestem kobietą i miałam dziś "kwiat", jak mówi Jezus. "Mała rzecz dla… wielkiego ducha", jak mówi Jezus. Wielkiego? Mój wielki? Nie!!! Ale ducha, który dąży, by wzrastać i podobać się Bogu. Tylko Jemu. Cóż, miałam małą rzecz: kwiat ludzkiej miłości, i uczynił mi on wiele dobrego na mojej biednej, odartej ze skóry człowieczości. Całej odartej ze skóry i pobitej, z ranami rozdzieranymi pękami pokrzyw… Dlatego jestem w radości i duchem, i człowieczością. O, błogosławiony Panie, który zlitowałeś się nad Twoją biedną Marią… Ale mój Mistrz daje mi zrozumieć, że to miłosierdzie okazało mi się dlatego, że przedwczoraj umiałam być Mu wierna i nie uciekać się do kłamstwa, służąc szatanowi. Te strony przeczytają Paola, Peppino[438], Marta i O. Migliorini, jeśli jeszcze go zobaczę. I dosyć. Tak chce Mistrz.
PRZYPISY
[436] Nennolina, wspomniana w pierwszym "dyktandzie" z 14 czerwca.
[437] wzniosłe dyktando może być wielkim darem obiecanym dzień wcześniej. Jest to w każdym razie Godzina Getsemani, "dyktando" składające się z dwudziestu ośmiu stron autografu, napisane 6 lipca 1944 r. w osobnym zeszycie i niepublikowane przez długi czas. W końcu odnaleziony w papierach Valtorty, został opublikowany w niewielkim tomie zatytułowanym "Modlitwy".
[438] Peppino powinien odpowiadać Giuseppe Belfanti, ojcu Paoli (uwaga do 2 stycznia). Wydaje się, że jego imię zostało dodane później przez pisarkę, która napisała wpis z 6 lipca na małych arkuszach papieru, które następnie zszyła między odręcznymi stronami notatnika.