QUADERNI

5 stycznia 1947 r.

[Poprzedza rozdział 47 KSIĘGI AZARIASZA]

Oto wyjaśnienie Azariasza. Potem, później, cud nawrócenia G.M. (zobacz w moich dokumentach). Streszczam to tutaj.

Dwa lata niesprawiedliwości i urazy. Upór wobec najbardziej oczywistej oczywistości. W czwartek wieczorem (2-1-47), gdy modlę się za żonę G.M., która poleciła się moim modlitwom w związku ze swoim spóźnionym już porodem, Jezus mówi mi: "Dziewczynka ma nosić imię Maria Krystyna, aby Chrystus był pośród nich", i wyjaśnia: "Rodzi się w pierwszy piątek miesiąca, w pierwszy piątek roku i w oktawie mojego Imienia". Zapisuję polecenie Jezusa i myślę, żeby przesłać je jutro pod wskazany adres, jako że jest godzina 23.

O godzinie 6 rano dnia 3 (pierwszy piątek stycznia i 1947 roku), gdy mam właśnie przyjąć Komunię, siostra Anny M. przychodzi mi powiedzieć: "Anna źle się czuje. Niech się Pani modli". Ofiarowuję Komunię Świętą i po kilku minutach rodzi się dziewczynka. Posyłam przez Martę karteczkę z napisem: "Niech dziewczynka nosi imię Maria Krystyna, aby Chrystus był pośród was", a dodaję, tak aby przesłonić to, co nadprzyrodzone: "gdyby jednak był to chłopiec, nazwijcie go Emanuel albo imieniem jednego z trzech Archaniołów".

Jezus nie daje mi wytchnienia przez cały piątek i sobotę 4, aż do godziny 16, powtarzając wciąż: "Dziewczynka ma nosić imię M. Krystyna".

Aby nie być dłużej dręczona, mówię siostrze Anny M., która przychodzi do mnie zmartwiona, ponieważ ojciec noworodka bardziej niż kiedykolwiek jest nękany przez swojego demona i sprawia wszystkim ból: "Czy zrozumiała Pani, że to Jezus tak chce?". Eroma, siostra Anny, wie o mnie wszystko, ponieważ została o tym powiadomiona przez Dorę Barsotelli z Pieve di Camaiore (zobacz w Kierownictwie, zeszyt 1, kim ona jest). Dlatego na próżno byłoby, gdybym okłamywała Eromę; od miesięcy ona wie i pomaga mi jako pielęgniarka i jako przyjaciółka, i oddala ode mnie wielu ciekawskich.

Eroma idzie do domu i mówi, jak się rzeczy mają. Noworodek zostaje zapisany w Urzędzie Stanu Cywilnego pod imieniem M. Krystyna.

W niedzielę 5, o godzinie 14, G.M., ojciec noworodka, przynosi list do mnie (zobacz moje dokumenty). To jest nawrócenie, cud. Pełny, całkowity, nagły… Ponieważ w Viareggio przebywa Ojciec Piotr Maria Pennoni, każę go odszukać i pokazuję mu oraz opowiadam o tych wydarzeniach.

Mówię też do G.M., zgodnie z poleceniem otrzymanym 2 kwietnia 1946 roku od Jezusa. Wtedy mój Boski Mistrz powiedział mi, po widzeniu z 2-4-46: "I tak stanie się z Gwidonem, a ty wypowiesz wówczas te moje słowa, jakby były twoje. Ale są moje i nakazuję ci je wypowiedzieć".

Gwidon wyznaje swoje winy, oskarża się, mówi o przemianie swego serca, o swojej skrusze. Dodaję mu otuchy, by z ufnością wszedł w nowe życie, i odsyłam go zaopatrzonego w mój krucyfiks.

Dziewczynka zostaje ochrzczona 6-1-47 i pokój zostaje przywrócony, po dwóch latach, między Gwidonem a niewinnie oczernionymi.

Ja błogosławię Pana za tę radość. Rodzina pojednana, a nawet cała rodzina w szerszym znaczeniu; ja sama, dzięki cudowi, upewniona, że to naprawdę Jezus do mnie mówi. Zawsze boję się złudzenia, a postępowanie Ojca Migliorini z pewnością nie jest takie, by mój lęk mógł ustąpić. A wszystko to z dobroci Jezusa, który — chcąc, aby Jego Najświętsze Imię Chrystusa było połączone z imieniem Jego Matki dla nowo narodzonej — wypędził demona z serca tego człowieka.

Niech będzie błogosławione Imię Jezusa Chrystusa i Maryi Najświętszej!