QUADERNI
30 lipca 1944 r.
[Poprzedzają fragmenty 4-9 rozdziału 590 Ewangelii]
Teraz, gdy trochę doszłam do siebie, piszę to, co mam do napisania od wczorajszego wieczoru. Odprawiałam Godzinę Matki Opuszczonej, której nie mogłam odprawić w piątek wieczorem, i kontemplując Jezusa leżącego na marmurze kamienia namaszczenia, z płaczącą Matką u Jego boku, całującą Jego przebite ręce, zauważyłam i zadałam sobie pytanie, dlaczego [że] twarz Jezusa dopiero co zmarłego, to znaczy dopiero co złożonego na tym kamieniu, wydaje się bardziej podobna do twarzy żywego Jezusa, pod względem chudości i piękna, niż była w drodze na Kalwarię, na Krzyżu i taka, jaka pojawia się potem na Całunie[506]. Starszy i zmęczony, ale tak szczupły i szlachetny jak zawsze. Jezus odpowiedział mi: "Ponieważ w drodze na Kalwarię byłem rozgorączkowany, opuchnięty, z żyłami wystającymi z powodu gorączki i zmęczenia, i już z początkiem obrzęku spowodowanego zatrzymaniem mocznika, będącego następstwem okrutnego biczowania. Na krzyżu wszystko to jeszcze się nasiliło. Po śmierci, gdy ustąpił skurcz i ciało częściowo opróżniło się z płynów, w sposób naturalny oraz za sprawą włóczni, twarz nagle się wychudziła. Także obmycie łzami matczynego płaczu sprawiło, że moja twarz przybrała wygląd bardziej zgodny z moim zwykłym wyglądem. Ale na Całunie widnieje twarz kogoś, kto był martwy od wielu godzin. Rozpoczął się więc już zwykły proces obrzęku, tym silniejszy u tego, kto zostaje zabity torturami podobnymi do moich. To wysięki, które rozprzestrzeniają się z błon surowiczych i sprawiają, że mówicie, iż zmarły wygląda, jakby powrócił taki, jaki był za życia. To wielkie uspokojenie, jakie śmierć rozciąga nawet na najbardziej udręczone twarze. Weź również pod uwagę, że podobizna pojawia się na płótnie i utrwala się na nim wskutek działania naturalnych aromatów i soli. Wiesz, że każda plama na płótnie ma tendencję do rozszerzania się. Ale w rzeczywistości rysy mojej twarzy w poranek Zmartwychwstania, to znaczy wtedy, gdy przestałem być okryty Całunem, były aż tak obrzmiałe. Życie powróciło do Żyjącego. Ale przez te około czterdzieści godzin byłem naprawdę martwy i w niczym się nie różniłem od każdego człowieka, który pada ofiarą śmierci. Nie uległem rozkładowi dzięki szybkiemu Zmartwychwstaniu. Ale ciało podlegało zasadom wspólnym dla ciała, które umarło, zwłaszcza umarło od niezliczonych ran. Ja, Ofiara, chciałem unicestwić się także w tym. Każdy rozkład zaczyna się od obrzęku. Niech to dotrze do tych, którzy wciąż wątpią w prawdziwość mojej śmierci." Jestem pewna, że tak powiedział, ponieważ teraz mi to powtórzył, gdyż obawiałam się, że nie napiszę dokładnie po tylu godzinach.
PRZYPISY
[506] Całun, o którym wspominał już 23 października i 29 grudnia 1943 roku.