QUADERNI
27 listopada 1943 r.
Jezus mówi: "Jeśli wszystkie kobiety, które nie są zdeprawowane, znają ekstazę kobiecej radości, myśląc o radości bliskiego macierzyństwa, jakiej ekstazy dostąpiła moja święta Matka, już bliska swego wzniosłego macierzyństwa? Dobrze pojęte macierzyństwo jest szczytem miłości. Cieplejsza od miłości, która łączy dzieci jednej kołyski, czystsza od miłości, która łączy dwoje ciał, miłość macierzyńska, gdy jest prawa, jest miłością pełną, doskonałą i wyższą od miłości ziemskich. Ale Maryja nie była jedynie stworzeniem, które kocha stworzenie kształtujące się w niej i będące owocem podwójnej miłości stworzeń. Maryja kochała w swoim synu Boga, który przyszedł do Niej ze swoją Wolą, ze swoją Miłością, ze swoim Posłuszeństwem, aby stać się ciałem z jej ciała. Patrzyła na swoje nietknięte łono i widziała je jako cyborium żywego Boga. Czuła bicie innego serca i wiedziała, że to Serce Boga, który stał się ciałem. Uprzedzała pragnieniem chwilę, gdy jej ramiona staną się moim ołtarzem dla pierwszej ofiary Hostii przebaczenia. I przysięgała samej sobie, że będzie mnie kochać tak, jak tylko Ona, bez ciężaru winy, mogła mnie kochać, by z wyprzedzeniem wynagrodzić to, co już sprawiało, że jej oko łzawiło, a serce krwawiło: udręki mojej misji Odkupiciela. Jeśli zwyczajem pobożnych jest odprawianie duchowego odosobnienia w przeddzień ważnego dla nich wydarzenia, aby poznać Wolę Pana i być godnym Jego błogosławieństwa dla dzieła, które ma się rozpocząć, możecie dobrze zrozumieć, jak to Stworzenie, już doskonałe w modlitwie, przepasało się mistycznymi zasłonami, by odosobnić się w duchowym odosobnieniu, które wzrastało tym bardziej, im bliższe było spełnienie się wydarzenia. Podróż z Nazaretu do Betlejem Maryja odbyła tak, jakby była otoczona mistyczną klauzurą otwartą jedynie ku Niebu, które coraz bardziej się do Niej zbliżało, by być nad Nią ze wszystkimi swoimi blaskami, swoimi orszakami anielskimi, swoimi niebiańskimi harmoniami, niby zasłona królewskiego baldachimu haftowanego klejnotami. Była już w ekstazie. A tłum, który widział przechodzącego milczącego mężczyznę, prowadzącego za uzdę osiołka, na którym siedziała niewiele więcej niż dziewczyna, cała pogrążona w swojej wewnętrznej myśli, usuwał się na bok, bo zdawało się, że z tej grupy emanuje światło, a za nią pozostaje niebiańska woń. I tłum nie umiał wytłumaczyć, dlaczego najubożsi spośród niego wyglądali jak królowie, przed którymi tłumy rozstępują się z czcią jak fale morskie rozcinane przez majestatyczny okręt. To Gwiazda Morza przechodziła, to okręt niosący Pokój przechodził pośród wojny świata, to Zwyciężczyni przechodziła tam, gdzie pełzał Szatan, by oczyścić drogę Słowu, które przychodziło, aby na nowo złączyć Niebo z Ziemią. Blada i łagodna szła na spotkanie Miłości, już nie tylko objęcia ognia duchowego, ale ciepła prawdziwego ciała, które było ciałem kobiety, lecz było Bogiem, a gdy Józef przerywał tę ekstazę, wnikając w nią z szacunkiem, jakby przekraczał progi Boga, aby dać swojej Niewieście pokrzepienie pokarmem i odpoczynkiem, nie było długich słów, lecz tylko spojrzenie, jedno słowo: "Józefie!", uścisk dłoni, i w Józefa wlewała się fala ekstazy, jak z kielicha wypełnionego po brzegi. Słowa mącą atmosferę, w której żyje Bóg. Ani sprawiedliwym nie są potrzebne słowa, by upewnić się o obecności Boga i o cudownych skutkach tej obecności w sercu. Albo się wierzy, albo się nie wierzy. Jeśli macie Boga w sobie, wierzycie, ponieważ czujecie Boga, poza zasłonami ciała, żyjącego w stworzeniu. Jeśli nie macie Boga, żadne słowo nie zdoła was przekonać o zjednoczeniu Boga z sercem ludzkim. To wiara daje zdolność wierzenia, a posiadanie Boga daje możność widzenia Boga żywego w bliźnim. Nie można wyjaśnić ludzką metodą tajemnicy Boga, przyczyn Bożych. Są one ponad waszymi metodami. Tylko żyjąc pokornie w nadprzyrodzoności, możecie dostrzec, przez szczelinę otwartą wam przez Dobroć, duchowe relacje i zachwycające zetknięcia między duszą a Bogiem. Jak iskry tańczące w pożarze, stworzenia wybrane przez Boga do ekstazy żyją w święcie blasków, w huczeniu boskich płomieni, w zlewaniu się iskry z płomieniem, by coraz bardziej żyć, zapalać się i zapalać innych. Pokarm karmiący się u Źródła Miłości, niosą Miłości swoją miłość i pomnażają jej chwałę, a z tej Miłości czerpią życie i własną chwałę. Maryja miała w sobie najświętszy Ogień i była ogniem. A prawa życia były w niej niemal zniesione przez to życie żaru. I tym bardziej były znoszone, im bardziej pożar zbliżał się, by przemienić się w Ciało dopiero co narodzone, tak że w błogosławionej chwili mego ukazania się światu pogrążyła się w ekstazie, w blasku Centrum Ognia, z którego wyłoniła się, niosąc na ramionach Kwiat Miłości, przechodząc od głosów Boskiego Płomienia do melodii anielskich, od jaśnienia kontemplowanej Trójcy aż do zjednoczenia, do widzenia chórów anielskich zstępujących, by dać ziemi zwiastowanie i obietnicę Pokoju oraz uwieńczyć Matkę Królową, Matkę Króla królów; a objąwszy Boga swoim zachwyconym duchem, objęła Syna Bożego, swego Syna, ramionami, które nie znały objęcia mężczyzny."