QUADERNI
21 października 1943 r.
Jezus mówi: "Podejmuję na nowo temat[466] dusz przyjętych do czyśćca. Jeśli pojęłaś pełny sens moich słów, nie ma to znaczenia. Te stronice są dla wszystkich, ponieważ wszyscy mają w czyśćcu istoty drogie sercu i niemal wszyscy, biorąc pod uwagę życie, jakie prowadzą, są przeznaczeni, by w owym mieszkaniu się zatrzymać. Kontynuuję więc i dla jednych, i dla drugich. Powiedziałem, że dusze czyśćcowe cierpią jedynie z miłości i miłością odpokutowują. Oto powody tego systemu ekspiacji. Jeśli wy, ludzie nierozważni, rozważacie uważnie moje Prawo w jego radach i przykazaniach[467], widzicie, że opiera się ono całkowicie na miłości. Miłość do Boga, miłość do bliźniego. W pierwszym przykazaniu Ja, Bóg, narzucam się waszej pełnej czci miłości z całą powagą godną mojej Natury wobec waszej nicości: "Ja jestem Pan, Bóg twój". Zbyt często o tym zapominacie, o ludzie, którzy uważacie się za bogów, a jeśli nie macie w sobie ducha ożywionego łaską, jesteście niczym innym jak prochem i zgnilizną, zwierzętami, które do zwierzęcości dołączają przebiegłość rozumu opanowanego przez Bestię, przez co popełniacie czyny bestii, gorsze niż bestie: czyny demonów. Mówcie to sobie rano i wieczorem, mówcie to sobie w południe i o północy, mówcie to sobie, gdy jecie, gdy pijecie, gdy idziecie spać, gdy się budzicie, gdy pracujecie, gdy odpoczywacie, mówcie to sobie, gdy kochacie, mówcie to sobie, gdy zawiązujecie przyjaźnie, mówcie to sobie, gdy rozkazujecie i gdy jesteście posłuszni, mówcie to sobie zawsze: "Ja nie jestem Bogiem. Pokarm, napój, sen nie są Bogiem. Praca, odpoczynek, zajęcia, dzieła geniuszu nie są Bogiem. Kobieta, albo gorzej: kobiety, nie są Bogiem. Przyjaźnie nie są Bogiem. Przełożeni nie są Bogiem. Jeden tylko jest Bogiem: to Pan mój, który dał mi to życie, abym nim zasłużył sobie na Życie, które nie umiera, który dał mi odzienie, pokarm, mieszkanie, który dał mi pracę, bym zarabiał na życie, zdolności, bym świadczył, że jestem królem Ziemi, który dał mi zdolność kochania i stworzenia, bym je kochał "świętością", a nie pożądliwością, który dał mi władzę, autorytet, bym uczynił z nich narzędzie świętości, a nie potępienia. Mogę stać się podobny do Niego, ponieważ On to powiedział:[468] "Jesteście bogami", ale tylko wówczas, gdy żyję Jego Życiem, czyli Jego Prawem, ale tylko wówczas, gdy żyję Jego Życiem, czyli Jego Miłością. Jeden tylko jest Bogiem: On. Ja jestem Jego synem i poddanym, dziedzicem Jego królestwa. Lecz jeśli zdezerteruję i zdradzę, jeśli stworzę sobie własne królestwo, w którym po ludzku chcę być królem i bogiem, wówczas tracę prawdziwe Królestwo, a mój los syna Bożego upada i degraduje się do losu syna szatana, ponieważ nie można równocześnie służyć egoizmowi i miłości, a kto służy temu pierwszemu, służy Wrogowi Boga i traci Miłość, czyli traci Boga". Usuńcie z waszego umysłu i z waszego serca wszystkich kłamliwych bogów, których tam umieściliście, poczynając od boga z błota, jakim jesteście wy sami, gdy nie żyjecie we Mnie. Pamiętajcie, co jesteście Mi winni za wszystko, co wam dałem — a dałbym wam jeszcze więcej, gdybyście swoim sposobem życia nie związali rąk waszemu Bogu — co dałem wam na życie codzienne i na życie wieczne. Dla tego życia Bóg dał wam swego Syna, aby został złożony w ofierze jako baranek bez skazy i obmył swoją Krwią wasze długi, i aby nie spadały tak, jak w czasach mojżeszowych, nieprawości ojców na synów aż do czwartego pokolenia grzeszników, którzy są "tymi, którzy Mnie nienawidzą"[469], ponieważ grzech jest obrazą Boga, a ten, kto obraża, nienawidzi. Nie wznoście innych ołtarzy fałszywym bogom. Miejcie — i to nie tyle na ołtarzach z kamienia, ile na żywym ołtarzu waszego serca — jedynego i wyłącznego Pana, Boga waszego. Jemu służcie i oddawajcie prawdziwy kult miłości, miłości, miłości, o dzieci, które nie umiecie kochać, które mówicie, mówicie, mówicie słowa modlitwy, tylko słowa, lecz nie czynicie z miłości waszej modlitwy, jedynej, którą Bóg przyjmuje z upodobaniem. Pamiętajcie, że prawdziwe tętno miłości, wznoszące się jak obłok kadzidła z płomieni waszego serca zakochanego we Mnie, ma dla Mnie wartość nieskończenie większą niż tysiące i tysiące modlitw i ceremonii odprawianych z sercem letnim lub zimnym. Przyciągajcie moje Miłosierdzie waszą miłością. Gdybyście wiedzieli, jak czynne i wielkie jest moje Miłosierdzie wobec tego, kto Mnie kocha! Jest ono jak fala, która przepływa i obmywa to, co w was stanowi skazę. Daje wam białą szatę, byście mogli wejść do świętego Miasta Nieba, w którym jaśnieje jak słońce Miłość Baranka, który dał się za was złożyć w ofierze. Nie używajcie świętego Imienia z przyzwyczajenia ani po to, by dodać siły waszemu gniewowi, by dać upust waszej niecierpliwości, by wzmocnić wasze przekleństwa. A przede wszystkim nie stosujcie słowa "bóg" do ludzkiego stworzenia, które kochacie z głodu zmysłów lub z kultu umysłu. Do Jednego tylko należy mówić to Imię. Do Mnie. I do Mnie musi być wypowiadane z miłością, z wiarą, z nadzieją. Wtedy to Imię będzie waszą siłą i waszą obroną. Kult tego Imienia was usprawiedliwi, ponieważ ten, kto działa, kładąc na swoich czynach pieczęć mojego Imienia, nie może popełniać czynów złych. Mówię o tym, kto działa w prawdzie, nie o kłamcach, którzy starają się okryć siebie i swoje uczynki blaskiem mojego trzykroć świętego Imienia. A kogo próbują oszukać? Ja nie podlegam oszukaniu, a sami ludzie, jeśli tylko nie są umysłowo chorzy, porównując dzieła kłamców z ich słowami, pojmują, że są fałszywi, i odczuwają wobec nich oburzenie i wstręt. Wy, którzy nie umiecie kochać nikogo poza sobą samymi i waszym pieniądzem, i którym wydaje się stracona każda godzina niepoświęcona zaspokajaniu ciała lub tuczeniu sakiewki, umiejcie, w waszym używaniu życia czy w pracy chciwej i brutalnej, uczynić przerwę, która da wam sposobność myślenia o Bogu, o Jego dobroci, o Jego cierpliwości, o Jego miłości. Powinniście, powtarzam, mieć Mnie zawsze przed oczyma, cokolwiek czynicie; lecz skoro nie umiecie działać, zachowując ducha utkwionego w Bogu, przestańcie raz w tygodniu działać, aby myśleć wyłącznie o Bogu. To, co może się wam wydawać prawem niewolniczym, jest przeciwnie dowodem tego, jak Bóg was kocha. Wie wasz dobry Ojciec, że jesteście kruchymi maszynami, które zużywają się przy ciągłym używaniu, i zatroszczył się o wasze ciało — także o nie, ponieważ i ono jest Jego dziełem — nakazując wam dać mu odpoczynek jeden dzień na siedem, by dać mu należyte wytchnienie. Bóg nie chce waszych chorób. Gdybyście pozostali Jego synami, prawdziwie Jego, poczynając od Adama, nie znalibyście chorób. Są one owocem waszych nieposłuszeństw wobec Boga, wraz z bólem i śmiercią; i niczym grzybnia zrodziły się i rodzą się z korzeni pierwszego nieposłuszeństwa:[470] Adamowego, i wyrastają jedne z drugich, tragicznym łańcuchem, z zarodka, który pozostał wam w sercu, z jadu przeklętego Węża, który daje wam gorączki rozwiązłości, chciwości, obżarstwa, lenistwa, występnej nieroztropności. A występną nieroztropnością jest chcieć zmuszać swoją istotę do ciągłej pracy dla zysku, tak jak nią jest chęć nadmiernego zaspokajania obżarstwa czy zmysłów, gdy nie zadowalacie się pokarmem koniecznym do życia i towarzyszką konieczną do przedłużenia gatunku, lecz sycicie się ponad miarę jak zwierzęta z bagna, wyniszczając się i poniżając — nie jak zwierzęta, które choć nie są wam podobne, w tym związku są od was wyższe, gdyż podporządkowują się prawom porządku — lecz poniżając się gorzej niż zwierzęta: jak demony, które są nieposłuszne świętym prawom prawego instynktu, rozumu i Boga. Wasz instynkt wyście sami zepsuli i on teraz prowadzi was do tego, że wolicie pokarmy skażone, utworzone z rozwiązłości, w których bezczeszczicie wasze ciało: dzieło moje; waszą duszę: moje arcydzieło; i zabijacie zarodki istnień, odmawiając im życia, ponieważ tłumicie je przedwcześnie, dobrowolnie albo przez wasze plugastwa, które są śmiertelną trucizną dla rodzących się istnień. Ile jest dusz, które wasz zmysłowy apetyt wzywa z Nieba, a którym potem zamykacie bramy życia? Ile takich, które ledwie dochodzą do kresu i przychodzą na świat umierające albo już martwe, którym zamykacie Niebo? Ile takich, na które nakładacie ciężar bólu, jakiego nie zawsze mogą udźwignąć, dając im istnienie chore, naznaczone bolesnymi i haniebnymi chorobami? Ile takich, które nie mogą znieść tego rodzaju niechcianego męczeństwa, przez was jednak wypalonego na ich ciele jak piętno — was, którzy je zrodziliście, nie zastanawiając się, że gdy jest się zepsutym jak grobowce[471] pełne zgnilizny, nie wolno już płodzić dzieci, by je skazać na ból i wstręt społeczeństwa? Ile takich, które nie mogąc znieść tego losu, popełniają samobójstwo? Lecz co wy sądzicie? Że Ja je za tę ich zbrodnię przeciw Bogu i przeciw sobie samym potępię? Nie. Przed nimi, które grzeszą przeciw dwojgu, jesteście wy, którzy grzeszycie przeciw trojgu: przeciw Bogu, przeciw sobie samym i przeciw niewinnym, których rodzicie, by doprowadzić ich do rozpaczy. Pomyślcie o tym. Pomyślcie dobrze. Bóg jest sprawiedliwy, a jeśli waży winę, waży też przyczyny winy. I w tym przypadku ciężar winy łagodzi potępienie samobójcy, lecz obciąża potępienie was, prawdziwych zabójców waszych zrozpaczonych istot. W ów dzień odpoczynku, który Bóg umieścił w tygodniu, i dał wam swój przykład odpoczynku[472] — pomyślcie, On, nieskończony Sprawca, Rodzący, który z samego Siebie nieustannie się rodzi, On wam ukazał potrzebę odpoczynku, dla was to uczynił, by być waszym Mistrzem w życiu. A wy, potęgi znikome, chcecie tego nie brać pod uwagę, jak gdybyście byli potężniejsi od Boga! — W ów dzień odpoczynku dla waszego ciała, które łamie się pod nadmiernym trudem, umiejcie zająć się prawami i obowiązkami duszy. Prawa: do prawdziwego Życia. Dusza umiera, jeśli jest utrzymywana w oddzieleniu od Boga. Niedzielę dajcie waszej duszy — skoro nie umiecie tego czynić każdego dnia i każdej godziny — aby w tę niedzielę karmiła się ona Słowem Bożym, nasycała się Bogiem, by mieć żywotność na pozostałe dni pracy. Jakże słodki jest odpoczynek w domu ojca dla syna, którego praca trzymała z dala przez cały tydzień! A dlaczego wy tej słodyczy nie dajecie waszej duszy? Dlaczego brukacie ten dzień hulankami i rozpustą, zamiast uczynić z niego czyste światło dla waszej szczęśliwości, teraźniejszej i przyszłej? A po miłości do Tego, który was stworzył, miłujcie tego, kto was zrodził, i tego, kto jest waszym bratem. Jeśli Bóg jest Miłością, jak możecie mówić, że jesteście w Bogu, jeśli nie starcie się upodobnić do Niego w miłości? I czy możecie twierdzić, że jesteście do Niego podobni, jeśli miłujecie tylko Jego, a nie innych, przez Niego stworzonych? Tak, Boga trzeba miłować ponad wszystko, ale nie może powiedzieć, że miłuje Boga ten, kto gardzi miłowaniem tych, których Bóg miłuje. Miłujcie więc najpierw tych, którzy — ponieważ was zrodzili — są drugimi stwórcami waszego istnienia na Ziemi. Stwórcą najwyższym jest Pan Bóg, który kształtuje wasze dusze i, jako Pan Życia i Śmierci, pozwala wam przyjść na świat. Lecz drugimi stwórcami są ci, którzy z dwóch ciał i dwóch krwi tworzą nowe ciało, nowe dziecko Boże, nowego przyszłego mieszkańca Niebios. Bo to dla Niebios jesteście stworzeni, bo to dla Niebios macie żyć na Ziemi. O, wzniosła godności ojca i matki! Święte biskupstwo, mówię słowem śmiałym, lecz prawdziwym, które konsekruje nowego sługę Bogu krzyżmem miłości małżeńskiej, obmywa go płaczem rodzicielki, przyodziewa pracą ojca, czyni go nosicielem Światła, wlewając poznanie Boga w dziecięce umysły i miłość Boga w niewinne serca. Zaprawdę powiadam wam, że niewiele niżsi od Boga są rodzice już przez sam fakt stworzenia nowego Adama. Lecz gdy rodzice potrafią uczynić z nowego Adama nowego małego Chrystusa, wówczas ich godność jest zaledwie o stopień niższa od godności Wiekuistego. Miłujcie więc miłością tylko niższą od tej, jaką winniście mieć dla Pana, Boga waszego, waszego ojca i waszą matkę, to podwójne objawienie się Boga, które miłość małżeńska czyni "jednością". Miłujcie ją, ponieważ jej godność i jej dzieła są dla was najbardziej podobne do dzieł Boga: oni, rodzice, są waszymi ziemskimi stwórcami i wszystko w was powinno ich za takich czcić. I miłujcie wasze potomstwo, o rodzice. Pamiętajcie, że każdemu obowiązkowi odpowiada prawo i że jeśli dzieci mają obowiązek widzieć w was godność największą po Bogu i dać wam miłość największą po tej całkowitej, jaka należy się Bogu, to wy macie obowiązek być doskonałymi, by nie umniejszać pojęcia i miłości dzieci względem was. Pamiętajcie, że zrodzić ciało to wiele, a zarazem nic. Także zwierzęta rodzą ciało i niejednokrotnie troszczą się o nie lepiej niż wy. Lecz wy rodzicie obywatela Niebios. O to musicie się troszczyć. Nie gaście światła w duszach waszych dzieci, nie pozwalajcie, by perła duszy waszych dzieci przywykła do błota, aby ten nawyk nie popchnął jej ku zanurzeniu się w błocie. Dawajcie miłość, świętą miłość waszym dzieciom, a nie głupie starania o piękno fizyczne, o kulturę ludzką. Nie. To o piękno ich duszy, o wychowanie ich ducha macie się troszczyć. Życie rodziców jest ofiarą, tak jak życie kapłanów i nauczycieli przekonanych o swoim posłannictwie. Wszystkie trzy kategorie są "kształtującymi" to, co nie umiera: ducha, czy jak wolicie — psychikę. A skoro duch ma się do ciała w proporcji tysiąca do jednego, rozważcie, jakiej doskonałości powinni sięgać rodzice, nauczyciele i kapłani, aby naprawdę być tym, czym powinni być. Mówię "doskonałości". Nie wystarczy "kształtowanie". Muszą kształtować innych, lecz by ukształtować ich bez deformowania, muszą wzorować ich na doskonałym modelu. A jakże mogą tego wymagać, jeśli sami są niedoskonali? I jak mogą sami stać się doskonali, jeśli nie wzorują się na Doskonałym, którym jest Bóg? A co może uczynić człowieka zdolnym wzorować się na Bogu? Miłość. Zawsze miłość. Jesteście surowym, bezkształtnym żelazem. Miłość jest piecem, który was oczyszcza, topi i czyni płynnymi, byście spłynęli przez nadprzyrodzone żyły w formę Boga. Wtedy będziecie "kształtującymi" innych: gdy sami zostaniecie ukształtowani na doskonałości Boga. Wielokrotnie dzieci są odbiciem duchowej porażki rodziców. Poprzez dzieci widać, ile byli warci rodzice. Bo choć prawdą jest, że czasem ze świętych rodziców rodzą się dzieci zdeprawowane, jest to wyjątek. Na ogół przynajmniej jedno z rodziców nie jest święte, a że łatwiej jest naśladować zło niż dobro, dziecko naśladuje to, co gorsze. Prawdą jest też, że czasem z rodziców zdeprawowanych rodzi się dziecko święte. Lecz i tu trudno, by oboje rodzice byli zdeprawowani. Na mocy prawa wyrównania lepszy z dwojga jest dobry za dwoje i modlitwami, łzami i słowami dokonuje dzieła obojga, kształtując dziecko dla Nieba. W każdym razie, o dzieci, jacykolwiek byliby wasi rodzice, mówię wam: "Nie sądźcie, tylko miłujcie, tylko przebaczajcie, tylko bądźcie posłuszni, wyjąwszy te rzeczy, które są przeciwne mojemu Prawu. Wam przypada zasługa posłuszeństwa, miłości i przebaczenia — przebaczenia was, dzieci, Mario, co przyspiesza przebaczenie Boga wobec rodziców i tym bardziej je przyspiesza, im pełniejsze jest to przebaczenie; rodzicom zaś przypada odpowiedzialność i słuszny osąd, tak co do was, jak i co należy do Boga, do Boga, jedynego Sędziego". Zbyteczne jest tłumaczyć, że zabijać znaczy uchybić miłości. Miłości wobec Boga, któremu odbieracie prawo życia i śmierci nad Jego stworzeniem oraz prawo Sędziego. Tylko Bóg jest Sędzią, i to Sędzią świętym, a jeśli pozwolił człowiekowi ustanowić sobie zgromadzenia sprawiedliwości, by nałożyć wędzidło zarówno na zbrodnię, jak i na karę, biada wam, jeśli tak jak uchybiacie Sprawiedliwości Bożej, uchybiacie i sprawiedliwości ludzkiej, czyniąc się sędziami nad bliźnim, który uchybił albo o którym sądzicie, że wam uchybił. Pomyślcie, biedne dzieci, że zniewaga, ból wzburzają umysł i serce, i że gniew, a nawet sam ból, kładą zasłonę na wasz wzrok umysłowy, zasłonę, która zamyka wam widzenie prawdziwej prawdy i miłości, jaką Bóg wam ukazuje, byście na niej umieli oprzeć wasze choćby i słuszne oburzenie i nie czynić z niego, przez zbyt bezlitosne potępienie, niesprawiedliwości. Bądźcie święci, nawet gdy pali was doznana zniewaga. Wtedy właśnie pamiętajcie o Bogu przede wszystkim. I wy również, sędziowie Ziemi, bądźcie święci. Macie w rękach najżywsze okropności ludzkości. Badajcie je okiem i umysłem przesiąkniętym Bogiem. Dostrzegajcie prawdziwe "dlaczego" pewnych "nędz". Pomyślcie, że choć są to prawdziwe "nędze" degradującej się ludzkości, wiele jest przyczyn, które je wywołują. W ręce, która zabiła, szukajcie siły, która popchnęła ją do zabicia, i pamiętajcie, że i wy jesteście ludźmi. Zapytajcie samych siebie, czy wy, zdradzeni, opuszczeni, drażnieni, bylibyście lepsi od tego czy tej, którzy stoją przed wami, oczekując wyroku. Czyniąc surowy rachunek sumienia, pomyślcie, czy żadna kobieta nie może oskarżyć was o to, że jesteście prawdziwymi zabójcami dziecka, które ona usunęła, ponieważ po godzinie rozkoszy uchyliliście się od waszego zobowiązania honoru. I jeśli możecie tak uczynić, bądźcie surowi. Lecz jeśli, zgrzeszywszy przeciw istocie zrodzonej z waszej podstępności i waszej rozwiązłości, chcecie jeszcze uzyskać przebaczenie od Tego, który się nie myli i nie zapomina, latami i latami życia poprawnego, po tym uchybieniu, którego nie zechcieliście naprawić, albo po tej zbrodni, którą sprowokowaliście, bądźcie przynajmniej czynni w zapobieganiu złu, zwłaszcza tam, gdzie lekkomyślność kobieca i nędza otoczenia usposabiają do upadku w występek i dzieciobójstwo. Pamiętajcie, ludzie, że Ja, Czysty, nie odmówiłem odkupienia kobietom pozbawionym czci[473]. A za honor, którego już nie miały, wzbudziłem w ich duszy, jak kwiat na sprofanowanej ziemi, żywy kwiat skruchy, który odkupuje. Dałem moją litościwą miłość biednym nieszczęśnicom, które tak zwana "miłość" pogrążyła w błocie. Moja prawdziwa miłość wybawiła je z rozwiązłości, którą tak zwana miłość w nie zaszczepiła. Gdybym je przeklął i uciekł od nich, straciłbym je na zawsze. Umiłowałem je także ze względu na świat, który, nacieszywszy się nimi, okrywa je obłudną kpiną i kłamliwą pogardą. Zamiast pieszczot grzechu, pieściłem je czystością mojego spojrzenia; zamiast słów obłędu, miałem dla nich słowa miłości; zamiast monety, haniebnej zapłaty za ich pocałunek, dałem im bogactwa mojej Prawdy. Tak się czyni, ludzie, aby wydobyć z błota tego, kto w błocie tonie, a nie zarzuca mu się rąk na szyję, by zginąć obojgu, ani nie rzuca się kamieniami, by pogrążyć go jeszcze bardziej. To miłość, zawsze miłość zbawia. O tym, jak wielkim grzechem przeciw miłości jest cudzołóstwo, już mówiłem[474] i nie powtarzam tego, przynajmniej na razie. Jest na temat tego wybuchu zwierzęcości tak wiele do powiedzenia — i tyle, że nawet byście tego nie zrozumieli, bo chełpicie się tym, że jesteście zdrajcami ogniska domowego — iż z litości dla mojej małej uczennicy milczę. Nie chcę wyczerpywać sił wycieńczonego stworzenia ani niepokoić jej duszy surowością spraw ludzkich, skoro, bliska celu, myśli już tylko o Niebie. Ten, kto kradnie, oczywiście uchybia miłości. Gdyby pamiętał, by nie czynić innym tego, czego nie chciałby, aby jemu czyniono, i miłował innych jak siebie samego, nie zabierałby gwałtem i oszustwem tego, co należy do jego bliźniego. Nie uchybiałby więc miłości, tak jak uchybia jej, popełniając kradzież, która może dotyczyć towaru, pieniędzy, jak i zatrudnienia. Ileż kradzieży popełniacie, odbierając przyjacielowi posadę, towarzyszowi wynalazek! Jesteście złodziejami, trzykroć złodziejami, czyniąc tak. Jesteście nimi bardziej, niż gdybyście ukradli portfel czy klejnot, ponieważ bez nich można jeszcze żyć, lecz bez miejsca zarobku umiera się, a wraz z okradzionym z posady umiera z głodu jego rodzina. Dałem wam mowę jako znak wywyższenia ponad wszystkie inne zwierzęta Ziemi. Powinniście więc miłować Mnie za mowę, mój dar. Lecz czy mogę powiedzieć, że miłujecie Mnie za mowę, gdy z tego niebiańskiego daru czynicie broń, by zgubić bliźniego fałszywą przysięgą? Nie, nie miłujecie ani Mnie, ani bliźniego, gdy twierdzicie fałsz, lecz raczej nas nienawidzicie. Nie zastanawiacie się, że słowo zabija nie tylko ciało, lecz i dobre imię człowieka? Kto zabija, nienawidzi, kto nienawidzi, nie miłuje. Zazdrość nie jest miłością: jest przeciwieństwem miłości. Kto pożąda nadmiernie cudzej rzeczy, jest zazdrosny i nie miłuje. Bądźcie zadowoleni z tego, co macie. Pomyślcie, że pod pozorem radości kryją się często bóle, które Bóg widzi, a które są wam oszczędzone, wam, pozornie mniej szczęśliwym od tych, którym zazdrościcie. A jeśli pożądanym przedmiotem jest cudza żona albo cudzy mąż, wiedzcie wówczas, że do grzechu zazdrości dołączacie grzech rozwiązłości i cudzołóstwa. Popełniacie więc potrójną obrazę miłości Boga i bliźniego. Jak widzicie, jeśli przekraczacie dekalog, przekraczacie miłość. I tak samo jest z radami, które wam dałem, które są kwiatem rośliny Miłości. Otóż, jeśli przekraczając Prawo, przekraczacie miłość, oczywiste jest, że grzech jest brakiem miłości. I dlatego musi być odpokutowany miłością. Miłość, której nie umieliście dać Mi na Ziemi, musicie dać Mi w czyśćcu. Oto dlaczego mówię[475], że czyściec nie jest niczym innym jak cierpieniem miłości. Przez całe życie mało miłowaliście Boga w Jego Prawie. Odrzuciliście za siebie myśl o Nim, żyliście, miłując wszystkich, a mało miłując Jego. Słuszne jest, że nie zasłużywszy na piekło i nie zasłużywszy na raj, zasługujecie na niego teraz, zapalając się miłością, płonąc za to, jak byliście letni na Ziemi. Słuszne jest, byście wzdychali przez tysiące i tysiące godzin ekspiacji miłości do tego, do czego tysiące i tysiące razy zaniedbaliście wzdychać na Ziemi: do Boga, najwyższego celu stworzonych rozumów. Każdemu waszemu odwróceniu się plecami od miłości odpowiadają lata i wieki tęsknoty miłosnej. Lata albo wieki, zależnie od ciężaru waszej winy. Uczynieni już pewnymi co do Boga, poznawszy nadziemskie piękno Boga przez to ulotne spotkanie pierwszego sądu, którego wspomnienie idzie z wami, by uczynić żywszą waszą tęsknotę miłości, wzdychacie do Niego, opłakujecie Jego oddalenie, żałujecie i pokutujecie za to, że sami byliście przyczyną tego oddalenia, i stajecie się coraz bardziej przenikliwi na ten ogień rozpalony przez Miłość dla waszego najwyższego dobra. Gdy zasługi Chrystusa, dzięki modlitwom żyjących, którzy was miłują, są wrzucane jak wonności żaru w święty ogień czyśćca, żar miłości przenika was mocniej i głębiej, i wśród płonących płomieni coraz jaśniejsze staje się w was wspomnienie Boga widzianego w owej chwili. Jak w życiu na Ziemi im bardziej wzrasta miłość, tym cieńsza staje się zasłona, która ukrywa przed żyjącym Bóstwo, tak samo w drugim królestwie im bardziej wzrasta oczyszczenie, a więc i miłość, tym bliższe i widoczniejsze staje się oblicze Boga. Już prześwieca i uśmiecha się pośród błysków świętego ognia. Jest jak Słońce, które coraz bardziej się przybliża, a jego światło i ciepło coraz bardziej unicestwia światło i ciepło ognia oczyszczającego, aż w końcu, przechodząc od zasłużonej i błogosławionej męki ognia do wywalczonego i błogiego orzeźwienia posiadania, przechodzicie z płomienia w Płomień, ze światła w Światło, wznosicie się, by być światłem i płomieniem w Nim, wiecznym Słońcu, jak iskra wchłonięta przez stos i jak lampa wrzucona w pożar. O, radości nad radościami, gdy znajdziecie się wzniesieni do mojej Chwały, przeszedłszy z owego królestwa oczekiwania do Królestwa triumfu. O, doskonałe poznanie doskonałej Miłości! To poznanie, o Mario, jest tajemnicą, którą umysł może poznać z woli Bożej, lecz nie może opisać ludzkim słowem. Wierz, że warto cierpieć całe życie, by posiąść je od godziny śmierci. Wierz, że nie ma większej miłości niż wyjednać je modlitwami tym, których miłowałaś na Ziemi, a którzy teraz rozpoczynają oczyszczenie w miłości, przed którą za życia tak wiele razy zamykali drzwi serca. Odwagi, błogosławiona, której odsłonięto ukryte prawdy. Postępuj, działaj i wznoś się. Dla siebie samej i dla tych, których miłujesz w zaświatach. Pozwól, by Miłość strawiła nić twojego życia. Wylej swoją miłość na czyściec, aby otworzyć bramy Nieba tym, których miłujesz. Błogosławiona będziesz, jeśli umiesz miłować aż do spopielenia tego, co jest słabe i co zgrzeszyło. Ku duchowi oczyszczonemu przez ofiarę miłości wychodzą Serafini i uczą go wiecznego Sanctus, który ma śpiewać[476] u stóp mojego tronu."
PRZYPISY
[466] temat omawiany 17 października.
[467] przykazania, które są streszczone w przykazaniach z Księgi Powtórzonego Prawa 6:5 (miłość Boga) i Księgi Kapłańskiej 19:18 (miłość bliźniego), przypomnianych już 7 lipca i 17 października. Od nich zależy Dziesięć Przykazań, które zostały tutaj skomentowane i przekazane w Księdze Wyjścia 20: 1-17; Powtórzonego Prawa 5: 1-22.
[468] powiedział to w Psalmie 82:6.
[469] Ci, którzy mnie nienawidzą, jak jest powiedziane w Księdze Wyjścia 20:5.
[470] pierwsze nieposłuszeństwo, w kontekście grzechu pierworodnego, o którym była już mowa 26 i 29 września oraz 12 października.
[471] jako grobowce ..., zgodnie z obrazem Mateusza 23:27.
[472] jego przykład odpoczynku, jak czytamy w Księdze Rodzaju 2:2-3.
[473] Nie zrezygnowałem z odkupienia kobiet pozbawionych honoru, takich jak Maria z Magdali (widziana w "dyktandzie" z 13 października jako bezimienna grzesznica z epizodu Łukasza 7:36-50), Samarytanka (w Jana 4:5-26) i cudzołożnica (w Jana 8:3-11).
[474] Wspomniałem już o tym 25 września.
[475] Mówię, jak już stwierdzono 17 października.
[476] do śpiewania, jak w Księdze Izajasza 6:1-3.