QUADERNI
2 maja 1944 r.
Serafik trochę mnie uspokoił. Nadchodzi list od o. Miglioriniego, który chcąc żądać niemożliwego od pewnej istoty, odrzuca tę istotę w samym środku burzy. Zauważam, że teorie są parawanem, który się wznosi i ukrywa rzeczywistość oraz jedność i współbrzmienie między dwoma duchami. Ten, kto dzięki dobroci Boga, która dała mu organizm pozbawiony energii nerwowej, impulsów itd. itd., i który dlatego[270] łatwo przystosował się do niszy "tak jest i tak musi być", nie może w żaden sposób zrozumieć tego, kto ma zupełnie inne sprężyny w swoim instrumencie i wibruje nawet przy lekkich dotknięciach. Wibruje aż do pęknięcia przy szorstkich dotknięciach. To, co wystarcza dla Tycjusza, nie wystarcza dla Kajusza. Owszem, jest przyczyną większego bólu, niebezpieczeństwa, podniecenia, buntu dla Kajusza. Nie trzeba się przywiązywać, Ojcze, do teorii jak do boi. Trzeba się od niej odczepić i wejść na to samo morze, na którym łódka duszy, pochwycona w wir surowości, która ją łamie, znajduje się miotana i pozbawiona masztu. I zrozumieć, czym jest dla tej duszy bolesne rozczarowanie, które następuje po jej ufnej miłości, czującej się tak pewną łaskawości Boga wobec prośby, której nikt nie może uznać za niedozwoloną. Wierzyć czystym aktem wiary wystarczy, aby się zbawić. I mam nadzieję, że będę mogła nadal wierzyć. Ale wierzyć z przekonania miłości jest magnesem, który przyciąga na szczyt Nieba. I jak zachować to, gdy nasza miłość jest dosłownie kruszona, niestrudzenie kruszona, w miarę jak ją odbudowujemy, ponieważ jest naszym życiem i wiemy, że bez niej umrzemy, przez nieubłaganość, która do nieudzielonej łaski dołącza także najzupełniejsze opuszczenie?
PRZYPISY
[270] i dlatego powinien zostać pominięty ze względu na poprawność składniową.