QUADERNI
19 marca 1946 r.
Kolejna nocna agonia! Dobrze. Niech się stanie to, czego chce Bóg. Ale nie mogę powstrzymać się od myśli, że mogliby pozwolić mi umrzeć w spokoju, skoro jestem tak bliska śmierci, mając litość... Wie Ojciec, czym była Jego obecność podczas moich konań... Szczerze przedstawiłam Ojcu swoje zdanie na temat o. Mariano. Przypominam tu Ojcu, by zatroszczył się Ojciec, jeśli to możliwe, abym miała przy sobie Ojca, który ze względu na wiek ducha i lat byłby bardziej uformowany i zdolny dać rękojmię, że potrafi postępować wobec mnie ze świętością, powagą i poprawnością. Ojciec zawsze będzie, ponieważ jest to słuszne i chciane przez Jezusa, moim Kierownikiem duchowym i pomocą Rzecznika[1]. Ale oto jest "chory rzecznik" i trzeba mu przyjść z pomocą. I pomóc mu powinien ten, kto może dać dobre gwarancje. Niech Ojciec o tym pamięta. Dręczy mnie też myśl o Józefie[2], do którego muszę napisać i chciałabym być szczera, ale tak, by nie zranić tej duszy, niedawno narodzonej dla Łaski i szacunku wobec Kościoła i duchowieństwa. Pomaga mi mój Azariasz. Ojciec słyszał, co napisałam: o. M.ni został wezwany do Rzymu, do Domu Generalnego, ze względu na swoje kompetencje misyjne... To prawda... okrojona z tego, co mogłoby zaszkodzić neokatolikowi, zdolna raczej sprawić, by czcił jeszcze bardziej Wyższe Hierarchie. Skoro dobroć Ojca Generalnego dała asumpt, by okryć to postanowienie dobrą szatą, korzystajmy z tego, co nam dają, i błogosławmy za to Boga, który pozwala nam mówić prawdę, nie raniąc nowo narodzonych dla Boga. Zastanawiam się nad jedną rzeczą. Tego października, gdy pisałam o odejściu Jana z Endor i Syntyki[3], mówiłam sobie: "A co to ma wspólnego z Ewangelią?". Wydawał mi się to słodko-smutny epizod, zdolny rzucić światło na chrześcijańskie życie Antiochii oraz na dobroć Jezusa i męstwo Syntyki. Teraz rozumiem. Był dany dla nas. Dla mnie i dla Ojca, których ludzka złość rozdzielała, zadając nam niezasłużony ból. A jeśli Ojciec cierpi to, co odczuwał uczeń Jan (a jest zdrowy), ja, chora, muszę siłą rzeczy być Syntyką i powiedzieć "fiat" z uśmiechem na ustach, pozwalając, by serce dokończyło wyciskania swoich ostatnich kropel krwi w cierpieniu. I czynić to, by pozwolić mu odejść uspokojonym co do biednej, chorej Marii. I czynić to, by wesprzeć Martę, która zupełnie nie umie się wzmocnić i która, gdybym nie czuwała, zbłądziłaby nawet z tymi, z którymi nie należy, myląc tępych ludzi czyniących zło - którym trzeba przebaczać z miłości do Jezusa - z Bogiem, który nigdy nie czyni zła swoim dzieciom. I czynić to, aby nic nie przeciekło z naszej winy i by nie robiono z tego niepotrzebnych czy złośliwych plotek i komentarzy. Cóż... Będę więc także Syntyką!... Mając nadzieję, że Jezus spełni wobec mnie obietnicę, którą złożył Janowi z Endor przed rozstaniem się z nim: "że będzie mu towarzyszył w agonii i śmierci, która będzie spokojna, i da mu swoją Obecność w miesiącach rozłąki, by go podtrzymać", nakładam sobie z pocałunkiem także ten ból i piję również ten kielich... I naprzód! W styczniu Jezus kazał mi przekazać Karmelitankom intencje duchowe na pierwsze cztery miesiące 1946 roku. Styczeń: być owieczkami Jezusa wraz ze św. Agnieszką. Luty: być kontemplatorkami Najświętszej Maryi z Lourdes wraz z Bernadettą. Marzec: być w warsztacie św. Józefa, aby nauczyć się budować swój krzyż. Kwiecień: być na Kalwarii u stóp Krzyża wraz ze św. Janem. Otóż jestem zajęta budowaniem swojego krzyża pod nauką św. Józefa... Myślę też, że Jezus chciał - czego nigdy wcześniej nie powiedział - abym przepisała[4] swoje ofiarowania i modlitwy. Wydawało mi się to czymś tak bezużytecznym dla innych i bolesnym dla mnie! Mówiłam: "Tak czy owak, gdy umrę, Ojciec zabierze wszystko i zbada...". Ale Jezus wiedział i chciał, aby Ojciec odszedł z tymi najbardziej intymnymi stronicami, nie czekając, by poznać je dopiero po mojej śmierci. Ile rzeczy rozważam!... To znaczy: ilu rzeczy nie pozwalają mi zobaczyć moi niebiescy Opiekunowie! To jakbym patrzyła przez bardzo wyraźny mikroskop, czy teleskop, nie wiem nawet co! Widzę to, co umyka ludzkiemu oku, i to w świetle, które oświetla wszystko.
PRZYPISY
[1] pomocy Rzecznika. W tym miejscu dodaje drobnym pismem: (Zamiast tego od 4-7-46 Jezus zapewnił inaczej... moja notatka z 9-12-47). Nowym kierownikiem duchowym został o. Luigi Maria Lopalco, pasjonista, wysłany do pisarki przez karmelitankę Matkę Teresę Marię (notatka z 24 grudnia 1945 r.).
[2] Giuseppe to, jak zawsze, Giuseppe Belfanti; podobnie jak Marta, wymieniona poniżej, to zawsze Marta Diciotti.
[3] Odejście Jana z Endor i Sintica jest opisane w rozdziałach 314, 315 i 316 Ewangelii. Tło można znaleźć przynajmniej w rozdziałach 282, 285, 310 i 312.
[4] abym przepisała, 10 lutego 1946 r.