QUADERNI
19 stycznia 1947 r.
[Poprzedza rozdział 49 KSIĘGI AZARII]
Jezus mówi: "Mogłem przemówić wcześniej, aby dać ci ten klejnot, mój mały Janie. Lecz taka jest godność Najświętszej Ofiary, zbyt mało znanej takiej, jaka jest, przez zbyt wielu chrześcijan katolickich, że dałem pierwszeństwo jej wyjaśnieniu. I to jest pierwsza lekcja, jaką daję wielu, przemawiając wyjątkowo w dzień świąteczny i na fragmencie ewangelicznym, który już omówiłem zgodnie ze zwyczajnym nauczaniem. Kiedy kapłan albo głos przemawia w imię Boga i z rozkazu Boga, kiedy przestrzega się przykazania, Ja, który jestem Panem, milczę, ponieważ wielka jest godność nauczyciela, który mówi w moim imieniu i z mojego rozkazu, i wielka jest godność obrzędu, największa zaś godność Mszy Świętej, obrzędu obrzędów, tak jak Eucharystia jest Sakramentem Sakramentów. Posłuchaj więc, mój mały Janie. Powiedziałem ci to dawno temu – byłaś na miejscu wygnania i cierpiałaś, jak tylko Ja wiem, jak bardzo – że każdy fragment i epizod ewangeliczny jest kopalnią nauk. Pamiętasz? Pokazałem ci drugie rozmnożenie chleba[1] i powiedziałem ci, że tak jak kilkoma rybami i kilkoma chlebami mogłem nakarmić tłumy, tak samo wasze duchy mogą być karmione bez końca kilkoma fragmentami zawartymi w czterech Ewangeliach. Rzeczywiście, minęło już 20 wieków, odkąd karmi się nimi niezliczona liczba ludzi. A Ja teraz, przez mojego małego Jana, dałem przyrost epizodów i słów, ponieważ zaiste głód wkrótce pochłonie duchy, a Ja się nad nimi lituję. Lecz także z tych kilku epizodów czterech Ewangelii płyną od 20 wieków chleb i ryby dla ludzi, aby się nimi nasycili i jeszcze im zostało. Wszystko to czyni Duch Święty, który jest Nauczycielem nauczającym z katedry nauki ewangelicznej. "Gdy przyjdzie[2] Pocieszyciel, On nauczy was wszelkiej prawdy i pouczy was o wszystkim, i przypomni wam wszystko, co powiedziałem", ucząc prawdziwego ducha każdego słowa, każdej litery epizodu. Ponieważ to duch słowa, a nie samo słowo, daje życie duchowi. Słowo niezrozumiane jest pustym dźwiękiem. Jest niezrozumiane, gdy jest tylko wyrazem, hałasem, a nie "życiem, ziarnem życia, iskrą, źródłem", które zapuszcza korzenie, zapala, obmywa i karmi. Wesele w Kanie[3]. Oto od 20 wieków są one natchnieniem dla nauczycieli ducha do głoszenia świętości małżeństwa zawartego z łaską Bożą, do głoszenia mocy modlitw Maryi, Jej nauki posłuszeństwa: "Zróbcie wszystko, co wam powie", mojej mocy, która przemienia wodę w wino, i tak dalej. Żaden z tych owoców zebranych z tego fragmentu ewangelicznego nie jest błędny. Lecz nie tylko te są owocami, jakie przynosi ten epizod i jakie możecie z niego zebrać. Moja mała zakochana, miłośniczko Moja, łaknąca Mnie Eucharystii, oto jeden z epizodów mojego życia publicznego, w którym kiełkuje ostateczny cud Człowieka-Boga: Eucharystia. Zmartwychwstanie jest już cudem Boga-Człowieka, pierwszym ze wszystkich cudów, jakie nastąpiły odkąd z Żertwy zniszczonej przez Ofiarę wyłonił się uwielbiony Jezus, Bóg-Człowiek, Zwycięzca. Wcześniej Bóg w Człowieku był jeszcze ukryty. Jego Natura przebijała się blaskami w słowie i w cudach, podobna do płomieni, które co jakiś czas wieńczą górę i sprawiają, że mówi się: "Tu kryje się ogień, a ta góra, z pozoru podobna do wielu innych, jest wulkanem, który za duszę ma żywioł ognia, zamiast być jedynie warstwami ziemi i skał na warstwach". Lecz Człowieczeństwo Chrystusa, który musiał cierpieć i umrzeć, było we wszystkim podobne do człowieczeństwa każdego człowieka, mając ciało podległe prawu materii, z potrzebą pokarmu, snu, napojów, odzienia, z uciążliwością zimna czy gorąca, ze zmęczeniem z powodu wielkiej pracy czy długiej drogi, ze zwartością ciała, i – nędza dla Wszechobecnego – z ograniczeniem do jednego miejsca. Wszystko oprócz winy i pożądań ku niej. Owszem, wszystko, a przede wszystkim to, co jest męczeństwem sprawiedliwych: konieczność życia wśród grzeszników, widzenie zniewag wyrządzanych przez nich Przedwiecznemu i zstępowania człowieka w bagno zwierząt. Człowiek – mówię ci to, Mario – cierpiał, swoim rozumem i swoim sercem Sprawiedliwego, bardziej z tego powodu niż z jakiegokolwiek innego. Smród występku i grzechu! Robaczywisko wszystkich pożądliwości! Mówię ci: zacząłem je odpokutowywać, odkąd miałem je blisko siebie, tak wielka była udręka, jaką zadawały mojej duszy i memu umysłowi. Aniołowie policzyli ciosy niematerialnych biczów ludzkich występków na moim Człowieczeństwie, liczniejsze i boleśniejsze niż ciosy rzymskiego bicza. Po Ofierze moje prawdziwe Ciało, pozostając prawdziwym Ciałem, przyjęło wolne piękno i moc ciał uwielbionych, tę, która będzie także waszym udziałem. Tę, w której materia będzie podobna do ducha, z którym żyła i walczyła, by stać się królową, tak jak on jest królem. I Ciało było chwalebne jak Duch, który był w nim boski, nie podlegając już niczemu, co je wcześniej umartwiało, a przestrzeń nie była już przeszkodą, ani przeszkodą nie był mur, ani przeszkodą odległość, ani przeszkodą to, że Ja jestem tu w Niebie, a wy tam na Ziemi, abym mógł być w Niebie i na Ziemi prawdziwym Bogiem i prawdziwym Człowiekiem z moim Bóstwem, z moją Duszą, z moim Ciałem i z moją Krwią, nieskończony, jak przystoi mojej boskiej Naturze, zawarty w okruchu Chleba, jak zechciała moja Miłość, rzeczywisty, wszechobecny, kochający, prawdziwy Bóg, prawdziwy Człowiek, prawdziwy Pokarm dla człowieka, aż do skończenia wieków, i prawdziwa radość wybranych, gdyż to już nie wiek, lecz wieczność. Eucharystia jest ostatecznym cudem Człowieka-Boga. Zmartwychwstanie – pierwszym cudem Boga-Człowieka, który sam z siebie przemienia swoje Zwłoki w wiecznie Żywego. Eucharystia, przemiana postaci chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa, znajduje się na granicy między dwiema epokami, jak gwiazda – ta poranna – między dwoma czasami, które noszą imię Noc i Dzień. A gdy błyszczy gwiazda poranna, wędrowiec mówi sobie: "Teraz jest dzień", choć jeszcze nie jest dzień, ponieważ wie, że owo światło, na skraju nieba, jest zapowiedzią świtu. Eucharystia jest Gwiazdą poranną nowego czasu. Jej światło cudu miłości jest zapowiedzią świtu, świtu czasu Łaski. Dlatego trwa, promienna swymi ogniami, zawieszona między czasem, który się zamyka, a tym, który się otwiera, na końcu mojego nauczania, na początku Odkupienia. Jeśli gwiazda Epifanii[4] zabłysła, by powiedzieć królom, że Król powszechny został dany światu, gwiazda mojej Eucharystii zabłysła podczas Wieczerzy Paschalnej, by powiedzieć światu, że prawdziwy Baranek miał wkrótce zostać ofiarowany, że już się ofiarowywał, dając się dobrowolnie na wieczysty pokarm ludziom, aby Jego Krew nie skropiła jedynie odrzwi i nadproży, lecz krążyła, zjednoczona z nimi, czyniąc ich świętymi, a Ciało nieskalane umacniało ich słabość, podczas gdy Dusza Chrystusa i Bóstwo Słowa mieszkają w nich, niosąc ze sobą nierozdzielną Obecność Ojca i Wiecznego Ducha. A pomiędzy zapowiedzią gwiazdy epifanijnej a zapowiedzią gwiazdy eucharystycznej, oto błyszczy swymi niezrozumiałymi symbolami światło cudu w Kanie, by powiedzieć światu, co uczyni w kamiennym sercu ludzi i z ubogą wodą ich myśli wcielona Mądrość i Moc. "Trzeciego dnia było wesele". Trzy dni: trzy epoki przed ucztą radości. Pierwsza, od stworzenia świata[5] aż do kary potopu; druga, od potopu do śmierci Mojżesza. Trzecia, od Jozuego, mojej figury, aż do mego przyjścia. I jeszcze trzy epoki, czyli trzy dni: trzy lata mojego nauczania przed ucztą paschalną. I jak bywa z ucztą weselną, że przygotowania do niej stają się coraz pełniejsze im bardziej zbliża się chwila biesiady, tak było z moją ucztą miłości. Dlatego coraz wyraźniejsze były głosy proroczego chóru i światła tych, którzy oczekiwali prawdziwego Oblubieńca, przychodzącego, by poślubić Siebie Ludzkości i uczynić ją królową. "A była tam Matka Jezusa". Matka! Czy może zabraknąć Matki, jeśli ma się narodzić nowy człowiek? Czy może nie być Ewy, jeśli odtąd ma być "Życie" tam, gdzie była Śmierć? I czy może zabraknąć Niewiasty[6], gdy zbliża się godzina, w której głowa Węża zostanie zmiażdżona, a jego wolność działania ograniczona? Nie może. I Matka żyjących, Ewa bez skazy, Niewiasta "Bądź pozdrowiona" i "Niech mi się stanie", Niewiasta o potężnej pięcie, Współodkupicielka, jest obecna na uczcie, którą rozpoczynają się zaślubiny Ludzkości z Łaską. Lecz gdy "zabrakło wina", biesiadnicy nie cieszyliby się z obecności Jezusa. O, zaprawdę, gdy przyszedłem na moją ucztę Łaski, stwierdziłem, że wino szybko się skończyło. Było go zbyt mało i szybko zostało wypite, a ludzie popadli w smutek, ponieważ zawodziłem ich nadzieje na upojenie się ludzkimi sokami władzy i zemsty. Co zastałem, rozpoczynając moje posłannictwo? "Stągwie kamienne przygotowane do oczyszczeń żydowskich". Czyli do oczyszczeń materialnych. Oto. Serca, po wiekach i wiekach nieczystego przyswajania Mądrości, zmieniły się w kamienne stągwie. I to nie po to, by oczyszczać samych siebie, lecz by służyć oczyszczaniu. Rygoryzm, zewnętrzność obrzędów. Ten rygoryzm, który utwardzał, nie służąc oczyszczeniu nawet ich samych. Zwykły grzech pychy: uważanie się za doskonałych i uznawanie innych za nieczystych. Nieprzejrzysta twardość kamienia przeciwstawiona światłu i giętkości Mądrości, która oświeca ku zrozumieniu i pomaga kochać. Serca zamknięte. Nawet woda, która je napełnia, nie czyni ich miękkimi. Służy tylko do tego, by je zamrozić. I nic więcej. Gdy wyleje się wodę, są suche, twarde i bez woni. Taka jest zewnętrzność obrzędów, które napełniają, nie przenikając, nie przemieniając, nie czyniąc słodkimi i pachnącymi. Stągwie, czyli serca, były puste. Nie zawierały nawet owego minimum rzeczy użytecznej, jaką jest woda do oczyszczania innych. Były puste. Nawet nie pomyślały o napełnieniu się choćby minimum. Puste, opryskliwe, szorstkie, bezużyteczne, ciemne wewnątrz jak jaskinia, szare na zewnątrz od kurzu i starości. "Napełnijcie stągwie wodą". O, jakże wiele żywej wody wylałem w kamienne serca żydów, aby mieli choć minimum, by być czemuś użyteczni! Lecz oni się nie zmienili i w przeważającej większości odrzucili wodę, pozostając pustymi, twardymi, ciemnymi, opryskliwymi. "A teraz zaczerpnijcie". Oto. W sercach, gdzie woda została przyjęta, zmieniła się w wyborne wino, tak że starosta weselny powiedział: "Każdy człowiek podaje najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wtedy gorsze; ty zachowałeś dobre wino aż do tej chwili". Zachowałem bowiem najlepsze na koniec, Ja, oblubieniec wielkiej uczty. Podczas Ostatniej Wieczerzy, ostatniego czynu Mistrza, Ja, Oblubieniec, przemieniłem nie wodę w wino, lecz wino w moją Krew, dla nowej przemiany, która miała wam pomóc, o ludzie, być szczęśliwymi moim szczęściem, które jest święte i wieczne. Przez trzy lata napełniałem puste stągwie Wodą pochodzącą z Nieba. Lecz teraz woda już nie wystarczała. Nadchodził czas walki i radości, a wino jest przydatne walczącemu i niezbędne na ucztach. I dałem wam Eucharystię, moją Krew, abyście pili moją własną moc i byli mocni, i moją pogodną wolę służenia Bogu, i stali się bohaterami jak wasz Mistrz, i aby moja radość była w was. I ten cud przemiany[7] jednej postaci w drugą nigdy się już nie skończył. Stągwie z uczty w Kanie szybko się opróżniły, pozostawiając upojonych zaproszonych na wesele. Moja Eucharystia od wieków napełnia kielichy i puszki całej Ziemi. I aż do końca wieków głodni, wyczerpani, spragnieni, znużeni, strapieni, umierający i ci, którzy dopiero zaczynają żyć rozumem, czyści jak i pokutujący, chorzy jak i zdrowi, kapłani jak i świeccy, ludzie wszelkiej rasy i stanu, na szczytach i na równinach, wśród polarnych śniegów i na równiku, na wodach i na lądach, przychodzą pić, jeść, karmić się, zbawiać się, żyć moją Krwią i moim Ciałem, tym Winem danym na końcu Uczty, u progu Odkupienia, aby było wieczystą Ucztą Oblubieńca dla tego, kto Go miłuje, i nieustannym Odkupieniem waszych słabości i upadków. Wesele w Kanie. Przemiana wody w wino. Wieczerza Paschalna: przeistoczenie chleba i wina w moje Ciało i moją Krew. Pierwsza, aby oznaczyć początek mojego posłannictwa przemiany żydów dawnych czasów w uczniów Chrystusa. Druga, aby oznaczyć początek przeistoczenia ludzi w synów Bożych przez Łaskę odżywającą w nich. Ostatni cud Człowieka-Boga. Pierwszy i wieczysty cud Miłości uczłowieczonej. Oto, mój mały Janie, jedno z zastosowań – i to najwyższe – cudu wesela w Kanie. I niech w tobie, na zawsze, moje Ciało i moja Krew będą tymi drogocennymi i nieprzemijającymi Rzeczami, dzięki którym, jak mówi[8] Szymon Piotr, zostałaś odkupiona, abyś wysławiała cnoty Tego, który wezwał cię z ciemności do swego przedziwnego światła. Mój pokój tobie, mała oblubienico, tęskniąca za Miłością. Pokój tobie. Pokój tobie. Pokój tobie."
[W dniu 26 stycznia 1947 następuje rozdział 50 KSIĘGI AZARII. Z datami 21, 22 i 23 stycznia 1947 są rozdziały 558, 559 i 560 dzieła EWANGELIA]
PRZYPISY
[1] Drugie rozmnożenie chleba, w komentarzu do "wizji" i "dyktanda", napisanym 28 maja 1944 r., stanowi rozdział 353 dzieła "Ewangelia".
[2] Gdy przyjdzie... jest cytatem z Jana 14:26.
[3] Wesele w Kanie Galilejskiej, epizod z Ewangelii Jana 2:1-11, zostało opisane w rozdziale 52 Ewangelii.
[4] gwiazda Epifanii, ta, która prowadziła Mędrców, w Ewangelii Mateusza 2, 2.7.9.10; podczas Wieczerzy Paschalnej, w Ewangelii Mateusza 26, 26-29; Marka 14, 22-25; Łukasza 22, 19-20; nie tylko zwilżając odrzwia i nadproża, jak nakazano w Księdze Wyjścia 12, 7.
[5] stworzenie świata, w Księdze Rodzaju 1; potop, w Księdze Rodzaju 6-8; śmierć Mojżesza, w Księdze Powtórzonego Prawa 34; Jozue, w Księdze Jozuego 1.
[6] Niewiasta, w Księdze Rodzaju 3:15.
[7] przeistoczenie jest dokładnym terminem dla cudu w Kanie Galilejskiej, ale dla cudu Eucharystii należy mówić o transsubstancjacji, jak powiedziano w następnym akapicie i w innych fragmentach tego "dyktanda".
[8] jak mówi, w 1 Piotra 2:9.