QUADERNI

17 lutego 1944 r.

[Poprzedza rozdział 599 dzieła Ewangelia] Wchodzi do Wieczernika[142], już w pełni przygotowanego. Stół jest przykryty obrusem i zastawiony naczyniami. Przy miednicach i amforach znajdują się również ręczniki do osuszania rąk. Na kredensie leżą przaśne chleby i potrawy, to znaczy pieczone jagnię ułożone na dużej tacy, oraz rodzaj salaterek z cykorią. Przaśny chleb przypomina raczej blady placek, bardzo niski: dwa palce wysokości. Apostołowie kończą przygotowania. Przynoszą amfory na stół, a wielki kielich stawiają przed Jezusem, wraz z chlebami, które rozkładają tu i tam. Jeden z nich stoi przy kielichu. Jezus idzie na swoje miejsce. Na środku stołu ma Jana po swojej prawej stronie, Jakuba po lewej. Po Janie idzie Piotr. Po Jakubie, Andrzej. Naprzeciwko Jezus ma Iskariotę, który ma obok siebie kogoś, kogo nie znam. Po tym nieznajomym jest Judasz Tadeusz. Krótko mówiąc, po tej stronie stołu, która jest odwrócona plecami do drzwiczek, jest siedmiu biesiadników, a po stronie, która na nie patrzy - sześciu. Jezus jest odwrócony plecami do drzwiczek. Przed rozpoczęciem Wieczerzy intonują modlitwę, którą można by nazwać śpiewaną, ponieważ jest wypowiadana na chóralną melodię. Następnie Jezus bierze chleb i trzymając go na dłoniach, ofiaruje go Niebu. Nalewa wino do kielicha, ujmuje ten szeroki kielich obiema rękami i podnosi go, ofiarowując go jak chleb. Następnie kroi baranka i rozdaje go. Pierwsze kęsy jedzą na stojąco, na zmianę czerpiąc z salaterek cykorię, zanurzają ją w czymś w rodzaju czerwonawego bulionu znajdującego się w małych czarkach, i jedzą. Następnie siadają, a wieczerza trwa dalej, gdy wszyscy wypiją łyk z wielkiego kielicha postawionego przed Jezusem, który puszcza go w krąg, zaczynając od Jana, potem Piotra i tak dalej. Jezus, bardzo smutny, mówi: "Gorąco pragnąłem spożyć z wami tę Paschę, bo już nigdy więcej jej nie skosztuję, aż nadejdzie królestwo Boże. Wtedy znów zasiądę z wybranymi na uczcie Baranka, na godach żywych z Żywym. Ale przyjdą na nią tylko ci, którzy byli pokorni i czyści, jak Ja jestem. Przyjdźcie, abym mógł was oczyścić. Przerwijcie posiłek. Jest coś wyższego i bardziej koniecznego niż pokarm dawany brzuchowi, aby się napełnił, nawet jeśli jest to pokarm święty, jak ten z rytuału paschalnego. Jest to duch czysty, gotowy przyjąć dar Nieba, który już zstępuje, by uczynić się tronem w was i dać wam życie. Dać Życie temu, kto jest czysty". I Jezus wstaje, zdejmuje czerwoną szatę; płaszcz zdjął już wcześniej, jak wszyscy, i położył go na skrzyni. Podchodzi do niej, nalewa wody do miednicy, przepasuje się na tunice jednym z tych ręczników do obmywania, które leżały tam złożone, zanosi miednicę na środek pokoju, przed stół, i stawia przed nią stołek. Apostołowie, którzy ze zdumieniem obserwowali przygotowania, są zakłopotani, a Piotr mówi: "Mistrzu, już się oczyściliśmy". "Nieważne. Moje oczyszczenie posłuży temu, kto jest już czysty, by stał się jeszcze czystszy". I zaczyna od Iskarioty, myjąc Mu nogi, stojąc za kanapą i zanurzając stopy jedna po drugiej w miednicy umieszczonej na stołku. Jezus jest na kolanach. Judasz patrzy na Niego wzrokiem niespokojnym, spode łba. Jezus okrąża stół w ten sposób, od prawej strony. Kiedy dociera do Piotra, ten się zrywa. Buntuje się. Ale Jezus uspokaja go i myje mu nogi z wielką miłością, mówiąc: "Szymonie, Szymonie! Potrzebujesz tej wody dla swojej duszy i dla długiej drogi, którą musisz odbyć. Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału w moim królestwie". Piotr, zawsze porywczy, woła: "Ale obmyj mnie więc całego, Panie: nogi, ręce i głowę!". Jan ma już rozwiązane sandały, a gdy Jezus go myje, pochyla się i całuje Mistrza we włosy. Wreszcie ten obchód dobiega końca, a Jezus stawia miednicę w kącie, rozwiązuje ręcznik i kładzie go przy miednicy, idzie na swoje miejsce, bierze czerwoną szatę i wkłada ją ponownie, dopasowując ją w talii paskiem. Gdy ma już usiąść, mówi: "Teraz jesteście czyści, ale nie wszyscy. Tylko ci, którzy chcieli tacy być". I patrzy przez chwilę na Judasza, który przybiera obojętną minę, rozmawiając z sąsiadem. Wieczerza trwa dalej. Oczywiście widzę, że piją, ale nie wiem, czy to część obrzędu[143]. Piją, nic więcej nie wiem. Jagnięcina jest zjedzona. Na tacy pozostaje trochę sosu. Jezus ponownie nalewa wino do kielicha, bierze chleb. Błogosławi, ofiarowuje jedno i drugie, łamie chleb na trzynaście części, rozdaje po jednej apostołom, puszcza kielich w krąg i mówi: "Bierzcie i jedzcie: to jest Ciało moje. To czyńcie na moją pamiątkę, Mnie, który odchodzę. Bierzcie i dzielcie między siebie: to jest Krew moja, to jest kielich nowego przymierza we Krwi i przez Krew moją, która będzie za was przelana, na odpuszczenie grzechów waszych i aby dać wam Życie. Czyńcie to również na moją pamiątkę". Smutek Jezusa jest tak wyraźny, że apostołowie stają się smutni i milczący. Jezus wstaje, dając wszystkim znak, aby pozostali na swoich miejscach. Bierze kielich i trzynasty kawałeczek chleba pozostały na stole i wychodzi z Wieczernika. Zanosi Matce Eucharystię. Udziela Jej Komunii swoimi rękami. Gdy On wchodzi, Maryja jest sama, na kolanach, modli się. Twarz Maryi promienieje w eucharystycznej ekstazie. Potem Jezus wraca do apostołów. "Nowy obrzęd jest spełniony. To czyńcie na moją pamiątkę" - powtarza. "Umyłem wam nogi, aby nauczyć was być pokornymi i czystymi jak wasz Mistrz, bo zaprawdę powiadam wam, że takimi jak Mistrz muszą być uczniowie. Nie ma większego ucznia od Mistrza, a jeśli Ja was umyłem, to i wy powinniście się wzajemnie umywać, to znaczy kochać się jak bracia, pomagać sobie nawzajem, czcić się nawzajem, być dla siebie nawzajem przykładem. I bądźcie czyści, abyście byli godni spożywać Chleb żywy zstępujący z Nieba i mieć w sobie i przez niego siłę do bycia moimi uczniami we wrogim świecie, który będzie was nienawidził za moje Imię. Ale jeden z was nie jest czysty. Ręka tego, który Mnie zdradza, jest ze Mną na tym stole, i ani moja miłość, ani moje Ciało i Krew, ani moje słowa nie nawracają go i nie sprawiają, że żałuje. Przebaczyłbym mu, idąc na śmierć nawet za niego". Judasz z uśmiechem mówi: "Mistrzu, czy to ja?". "Ty tak mówisz, Judaszu, synu Szymona. Nie Ja. Ty tak mówisz. Nie wymieniłem cię po imieniu. Zapytaj wewnętrznego napominacza - sumienia, które Bóg Ojciec dał ci, abyś jako człowiek nim się kierował, i posłuchaj, czy cię oskarża. Ty dowiesz się o tym pierwszy, przed wszystkimi". Jezus mówi spokojnie, jakby to była akademicka odpowiedź na postawione mu pytanie. Ale pozostali są poruszeni. Patrzą na siebie podejrzliwie. Piotr ma nieprzyjemną minę. Patrzy szczególnie na Judasza i Mateusza; wiem, że to on, ponieważ Iskariota go zawołał, siedzą naprzeciw Piotra, więc dobrze ich widzi. Następnie szarpie szatę Jana, który na wieść o zdradzie przylgnął do Mistrza, kładąc głowę na jego piersi, aby go pocieszyć, dając mu odczuć, jak bardzo go kocha, i mówi do niego cicho, gdy Jan odwraca się i pochyla ku niemu: "Zapytaj go, kim on jest". Jan ponownie przyjmuje swoją czułą pozycję i, unosząc lekko głowę, pyta: "Mistrzu, kto to jest?". Pyta niedosłyszalnym szeptem, a Jezus odpowiada jeszcze ciszej, mówiąc mu przez włosy, jakby je całował: "Ten, któremu dam kawałek chleba umoczonego". Odłamawszy kęs z bochenka jeszcze całego, zanurza go w sosie pozostałym po baranku i, wyciągając rękę przez stół, podaje go Judaszowi, mówiąc: "Weź, Judaszu. To ci smakuje". Judasz, nieświadomy znaczenia tego gestu, który przeraża Jana, bierze go z uśmiechem, jakby nic się nie stało - brzydkim uśmiechem, lecz zawsze uśmiechem - i zjada go. "Wszystko tu się dopełniło" - mówi Jezus. "To, co jeszcze pozostaje do zrobienia gdzie indziej, zrób szybko, Judaszu, synu Szymona". Judasz zrywa się gwałtownie. Ziemia musi mu palić pod stopami, a spojrzenie Jezusa musi być dla niego nie do zniesienia. Albo przynajmniej wytrzymanie go bez zdradzenia się musi być bardzo męczące. Żegna się, wkłada płaszcz, wchodzi po schodkach, otwiera drzwi i wychodzi. Jezus wzdycha, jakby z ulgą. Także dla Jezusa musiało być bardzo męczące mieć przed sobą zdrajcę. I tutaj słyszę resztę różnych rozmów i końcowe napomnienie Mistrza, tak jak przedstawia je Jan. Istnieją tylko różnice w kilku słowach ze względu na tłumaczy, ale sens jest ten sam. Choć Jezus wciąż jest smutny i uroczysty, jest bardziej odprężony niż przedtem. Porusza się swobodniej, rozgląda się żywszym spojrzeniem, głos ma silniejszy. Gdy odmawia modlitwę do Ojca, stojąc z otwartymi ramionami, jest przemieniony. Apostołowie płaczą ze spuszczonymi głowami. "Chodźcie, idźmy" - mówi Jezus. "Wstańcie". Śpiewają jeszcze jeden hymn i wychodzą. Jezus na czele, wsparty na Janie. Za nimi pozostali, wśród których jeden niesie pochodnię, zapaloną od lampy. Scena urywa się tutaj. [Następują fragmenty 39-42 rozdziału 600 Ewangelii]

PRZYPISY

[142] Wejdź (Jezu) do Wieczernika... jest bezpośrednią kontynuacją "wizji", którą dzielimy na dwie części. Nie opisujemy pierwszej części, która znajduje się w głównym dziele (cały rozdział 599). Zamiast tego opisujemy drugą część, która zaczyna się tutaj i dotyczy Ostatniej Wieczerzy: Mateusza 26: 17-35; Marka 14: 12-31; Łukasza 22: 7-38; Jana 13-17. W głównym dziele umieszczono obszerniejszy szkic z 9 marca 1945 r. (fragmenty 1-38 rozdziału 600).

[143] ale nie wiem, czy to część obrzędu można odczytać również jako: ale nie wiem, czy to kielichy obrzędowe, z powodu adnotacji, którą pisarka umieszcza ołówkiem nad wierszami autografu.