QUADERNI
16 marca 1944 r.
Jezus mówi: "Chcę, abyś rozważyła, a wraz z tobą wielu innych, cnotę, z której przyszło do was wielkie dobro. Największe dobro, podczas gdy z jej przeciwieństwa przyszło do was wiele zła: największe zło. Mówiłem ci już o tym, ale twoje cierpienie nie pozwoliło ci zapamiętać tych słów. Powtarzam ci je, ponieważ zależy Mi, abyście je mieli. Kochając was nieskończenie, chciałem być waszym Odkupicielem. Ale nie byłem nim wyłącznie dzięki Mądrości, nie dzięki Mocy, ani nawet dzięki Miłości. To są trzy cechy, trzy Boskie przymioty, które wszystkie trzy działały w Odkupieniu rodzaju ludzkiego, ponieważ pouczały was, wstrząsały wami przez cuda, odkupiły was przez Ofiarę. Ale Ja byłem Człowiekiem. Będąc Człowiekiem, musiałem posiadać tę cnotę, której utrata zgubiła człowieka, i odkupić was nią. Człowiek zgubił się, nie posłuchawszy pragnienia Boga. Ja, Człowiek, musiałem was zbawić, będąc posłusznym pragnieniu Boga. Paweł[200] mówi, że Ja, "zanosząc z głośnym wołaniem i ze łzami modlitwy i błagania w dniach mego śmiertelnego życia, aby wybawić człowieka od śmierci duchowej, zostałem wysłuchany dzięki mej uległości". I dodaje, że osiągnąwszy doskonałość przez naukę (czyli spełnioną przez posłuszeństwo), stałem się przyczyną wiecznego zbawienia dla wszystkich, którzy są Mi posłuszni. Paweł zatem, słowem, które Duch czyni prawdziwym, mówi, że Ja, Syn Boży, który stał się Człowiekiem, osiągnąłem doskonałość przez posłuszeństwo i dzięki niemu mogłem być Odkupicielem. Ja, Syn Boży. Osiągnąłem doskonałość przez posłuszeństwo. Odkupiłem przez posłuszeństwo. Jeśli głęboko rozważacie tę prawdę, musicie odczuć to, co odczuwa ktoś, kto leżąc na wysokim cyplu nad morzem, wpatruje się nieruchomo w głębię i bezmiar morza, i wydaje mu się, że pogrąża się w tej płynnej otchłani, której głębokości i granic nie zna. Posłuszeństwo! Morze bezkresne i przepastne, w które zanurzyłem się przed wami, aby przywrócić Światłu tych, którzy zatonęli w winie. Morze, w które muszą się zanurzyć prawdziwe dzieci Boże, aby stać się odkupicielami samych siebie i swoich braci. Morze, które ma nie tylko wielkie głębiny i wielkie fale, ale także niskie plaże i lekkie fale, które zdają się bawić piaskiem na brzegu, tak drogie dzieciom bawiącym się nimi. Posłuszeństwo nie składa się jedynie z wielkich godzin, w których być posłusznym znaczy umierać, jak Ja to uczyniłem, w których być posłusznym znaczy oderwać się od Matki, jak Ja to uczyniłem, w których być posłusznym znaczy wyrzec się własnego mieszkania, jak Ja to uczyniłem, opuszczając Niebo dla was. Posłuszeństwo składa się także z drobnych rzeczy każdej godziny, wypełnianych bez narzekania, w miarę jak się wam przedstawiają. Czym jest wiatr? Czy to zawsze wicher, który wygina wierzchołki wiekowych drzew i je zgina, łamie, powala na ziemię? Nie. Jest wiatrem także wtedy, gdy lżejszy od pieszczoty matki, czesze trawy łąk i kłosy zbóż, i sprawia, że falują lekko, jakby drżały delikatnie na szczytach zielonych źdźbeł z radości, że muska je lekki wiatr. Małe rzeczy są lekkim wiatrem posłuszeństwa. Ale jak wiele dobra wam czynią! Teraz jest wiosna. Gdyby krew[201] jej nie brukała, jak słodka byłaby ta pora roku! Rośliny, które umieją kochać i być posłuszne Stwórcy, przywdziewają nową szatę utkaną ze szmaragdu i niczym oblubienice okrywają się kwiatami. Łąki przypominają haft, aksamit haftowany kwiatami, lasy - pachnący pluszowy dywan pod sklepieniem zielonych, śpiewających koron drzew. Ale gdyby nie było delikatnych kwietniowych wiatrów, a także szalonych marcowych podmuchów, ile kwiatów pozostałoby bez zapłodnienia, a ile łąk bez wody! Kwiaty i trawy narodziłyby się więc, by umrzeć bez celu. Wiatr pcha chmury i w ten sposób je zrasza, wiatr sprawia, że kwiaty się całują, niesie dalekim pocałunek dalekich, i swoim wesołym biegiem od gałęzi do gałęzi, od drzewa do drzewa, od sadu do sadu, zapładnia i sprawia, że te kwiaty stają się owocem. Także drobne posłuszeństwo we wszystkich małych rzeczach, które Bóg wam przedstawia poprzez wydarzenia dnia, czyni to, co czyni wiatr z roślinami i trawami łąk i ogrodów. Z was, kwiatów, czyni owoce. Owoce życia wiecznego. Najbardziej błogosławieni ci, którzy porwani wichrem Miłości i swojej miłości, spełniają całkowitą ofiarę z siebie, mali odkupiciele, którzy Mnie uobecniają, którzy wypełniają najwyższe posłuszeństwo, pijąc mój własny kielich boleści. Ale błogosławieni są także ci, którzy nie mając odwagi powiedzieć wichrowi Miłości: "Kocham Cię, oto jestem, weź mnie", umieją ugiąć się przed łagodnym wiatrem Miłości, który potrafi stopniować siły człowieka, swego syna, i dać każdemu tyle nacisku, ile jest w stanie znieść. Wydaje się wam, dzieci, i nigdy tak jak teraz, że próba jest wielekroć większa od waszej siły. Ale to dlatego, że się usztywniacie. To dlatego, że jesteście pyszni i nieufni. Chcecie działać sami i nie oddajecie się Mnie. Nie jestem katem. Jestem Tym, który was kocha. Jestem dobrym Ojcem. A jeśli nie mogę unieważnić Sprawiedliwości, w zamian zwiększam Miłosierdzie. Tym bardziej je zwiększam, im bardziej wzrasta Sprawiedliwość z powodu fali zbrodni, bluźnierstw, nieposłuszeństw wobec Prawa, która okrywa Ziemię. Rozbijacie się w niej. Niewinni, prawie niewinni, winni, wielcy grzesznicy - rozbijacie się w niej. Ale jeśli dla tych ostatnich dno rozbicia będzie na dnie szatana (już od życia, przez rozdzieranie sumienia, które ich gryzie i nie daje spokoju, mimo że udają, iż go mają), dla pozostałych dwóch kategorii dno będzie w moim Miłosierdziu - jest w nim dla prawie niewinnych, a w moim Sercu dla niewinnych. Ale Miłosierdzie i Serce są już Niebem, i dla nich, po pociechach na Ziemi, których im nie odmawiam - a ty to wiesz - gotowe jest Niebo. Powiedziałem jeszcze coś twojemu duchowi, a twój duch nie zdołał tego przekazać twojemu wyczerpanemu ciału, więc ci to powtarzam. W całym tym moim nauczaniu nie ma lekcji ani widzenia udzielonego bez tego, bym realizował swój zamysł wychowawczy, którego wy nie rozumiecie albo rozumiecie z opóźnieniem i tylko częściowo. Gdybyście rozważali z jasnością intuicji, dostrzeglibyście, że lekcje, których wam udzielam poprzez dyktanda lub kontemplacje rzeczniczki, zawsze pozostają w związku z wydarzeniami, które wkrótce nastąpią. Czynię tak, aby dać wam nadprzyrodzoną pomoc. Te stronice, o ile świat nie znikczemnieje całkowicie, przyniosą wiele dobra duszom także w przyszłości, ponieważ zawierają nauki wiecznej Wiedzy; ale dla was, żyjących w tej fatalnej godzinie, są także przewodnikiem i pociechą na godziny, które przeżywacie. Także wy, jak pierwsi chrześcijanie Pawła[202], "staliście się nieco słabi w rozumieniu... i wciąż na nowo potrzebujecie, aby was uczono pierwszych podstaw słowa Bożego, sprowadzeni do potrzebowania mleka, a nie stałego pokarmu". Staliście się znów dziećmi, nie z powodu niewinności i prostoty, nie z powodu pewnej wiary, lecz z powodu waszej niezdolności do kroczenia w wierze i rozumienia jej prawd. Tak bardzo się cofnęliście! Słowa Sprawiedliwości są jedynie dźwiękiem, który uderza w wasze ucho, a czasem nawet go nie dostrzegacie. Nie czynicie z nich pokarmu Życia. Nie możecie tego uczynić, ponieważ ich nie przyswajacie. Wasz duch, przez winną waszą obojętność, przez winną waszą pobłażliwość wobec grzechu, dotknięty jest infantylizmem i nie ma już tego soku, który czyniłby go zdolnym uczynić swoim pokarmem solidny pokarm dorosłych w wierze. Albo nie macie religii, albo macie religię złożoną z choreografii praktyk i sentymentalizmu. Ale czy wiecie, co znaczy "religia"? Znaczy to podążać za Bogiem i Jego Prawem, nie tylko śpiewać piękne hymny, urządzać piękne procesje, piękne nabożeństwa, chodzić na eleganckie kazania, być członkiem A czy B jakiegoś stowarzyszenia. Wszystko to rzeczy, które łechcą wasze uczucia. I nic więcej. Religia oznacza uczynić z człowieka-zwierzęcia człowieka-półboga. Trzeba unicestwić, poprzez religię, zwierzęcość w jej rozmaitych formach, sięgających od ciała po myśl. Precz z obżarstwem, precz z rozwiązłością, precz z chciwością, precz z lenistwem, niech zginie kłamstwo i pycha. Bądźcie czyści, miłosierni, pokorni, uczciwi, bądźcie w końcu tacy, jak chce Bóg i jak Ja was nauczyłem być. Wtedy będziecie dorośli w religii, w wierze, będziecie ludźmi w pełni ukształtowanymi, mającymi "wyćwiczone przez praktykę zdolności rozeznawania dobra i zła". Dlatego Ja, pozostawiając na boku nauczanie elementarne, przychodzę, aby pouczyć was o tym, co najdoskonalsze, ponieważ chcę was do tego doprowadzić. Będzie was niewielu: ci, którzy łakną Sprawiedliwości, łakną Prawdy, łakną Mądrości. Ale dla tych, moi błogosławieni, daję chleb, który pomaga im coraz lepiej smakować ów inny Chleb, którym jestem Ja - Eucharystia. Także w moim życiu publicznym sprawiłem, że chleb Słowa poprzedzał chleb Sakramentu. To zawsze on ma przygotowywać do Tego. Kościół nauczający istnieje właśnie po to. Aby uwiecznić moją posługę Nauczyciela i uczynić was zdolnymi czerpać z Sakramentu maksimum mocy życiodajnej. Biada jednak tym, którzy po tym, jak zostali oświeceni, wolą powrócić do ciemności. Biada tym, którzy po zakosztowaniu tego niebiańskiego pokarmu wolą kęsy szatana. Biada tym, którzy uświadomieni sobie Prawdę przez Ducha Świętego, wracają do zwierzęcości, profanując samych siebie. Niemożliwe jest, by upadłszy, powrócili do pokuty. Bo choć tak wiele przebaczam ludzkiej słabości, jestem nieubłagany wobec tego, kto chce trwać w Złu, gdy dobrowolnie obrał Zło za swego króla. A wy, którym daję zakosztować słodyczy słowa Bożego, wylewającego się na nowo, by zaradzić zbyt wielkiemu milczeniu kapłańskiemu, zbyt wielu letnim popiołom tam, gdzie powinien być żywy ogień, słowa, które wylewa się, by unieszkodliwić w moich nowych uczniach jad szatana krążący po Ziemi - wy, którym uchylam także zasłony nad tajemnicami mego dnia jako Człowieka i nad tajemnicami przyszłego wieku, bądźcie godni tego daru. Stańcie się kłosami pełnymi ziarna, a nie suchą słomą gotową na spalenie. Kłosami dla wiecznego ziarna. Odrodzicie się w Niebie. O, radości bycia poza światem! Radości bycia tam, gdzie jest Bóg! Gdy, wyzionąwszy ducha, mogłem powrócić, by ujrzeć Ojca[203], zakosztowałem błogości, jakiej nigdy dotąd, od wieczności, nie zaznałem. I trwa ona, ponieważ wiem teraz, co znaczy być oddzielonym od Nieba, od Boga. Wszystkie doświadczenia wycierpiałem w sobie. Aby móc was bronić przed Najwyższym. Ale zaprawdę powiadam wam, że moja własna błogość będzie waszą, gdy będziecie tutaj, poza wygnaniem, ze Mną, u Ojca, w Ojczyźnie Miłości. Miłości, dzieci. Tam, gdzie nie ma już nienawiści ani zbrodni, ani płaczu, ani przerażenia." "Czy zrozumiałaś teraz, dlaczego istnieją klasztory klauzurowe? Ich rację bytu? Nie wszyscy mają czas na modlitwę, pochłonięci jak są życiem czynnym. Prawdą jest, że uczciwa praca jest już modlitwą, i dlatego usprawiedliwieni są ci, którzy modlą się, pracując. Ale wiele jest potrzeb człowieka, a wielu jest ludzi, którzy w ogóle się nie modlą. Za wszystkich, którzy nie chcą lub nie mogą modlić się tak, aby każdy dzień miał tyle hołdów, ile wymaga Bóstwo (pomyślcie, że w Niebie Chwała Bogu nie ustaje ani na chwilę), modlą się klasztorni. Modlą się do Boga, by Go uczcić, modlą się, by Go ubłagać, modlą się, by Go przejednać. Są ramionami wzniesionymi nad tymi, którzy walczą, i proszą za wszystkich. Ty jesteś w swoim domu małą klasztorną duszą, która modli się za wszystkich. Ale twoja miłość musi być tak rozległa, jak świat. Jeszcze bardziej: jak całe Stworzenie, i musi ogarnąć nawet Niebo. Zacząć zaś właśnie od tego. Modlić się, by oddać chwałę i zadośćuczynienie Bogu znieważanemu przez tak wielu. Modlić się za tych, którzy się nie modlą. Modlić się za Kościół. Modlić się za Kapłaństwo, bez którego - gdyby nie powróciło do blasku męczennika Wawrzyńca[204] - stajecie się coraz bardziej bałwochwalcami. Modlić się za społeczność ludzką, aby przyszła do Boga, jeśli chce się zbawić. Modlić się za ojczyznę, aby zaznała pokoju i dobra. Modlić się za tych, którzy cierpią, za głodnych, za bezdomnych. Modlić się za tych, którzy wątpią i czują, że ogarnia ich rozpacz. Modlić się, modlić się, modlić się. Na koniec, modlić się za ciebie. Nie bójcie się. Jeśli nawet wy, którzy modlicie się za wszystkich, nie modlicie się za siebie, Ja proszę za was Ojca. Bądźcie spokojni. Dusze modlące się w świecie, te, które ze swej słabości potrafią uczynić nie wymuszoną bezczynność, lecz świętą aktywność, są małymi klauzurami, które rozsiewam jak kwiaty po świecie, aby wspomagać wielkie klasztory klauzurowe; i tą sumą niestrudzonych modlitw uspokajać Ojca i przynosić ulgę ludzkości." A teraz, Ojcze, powiem Ojcu, że jestem wzruszona dobrocią Boga, z której wypłynęła dobroć Ojca. To Jezus mu to podsunął. Tak bardzo pragnęłam należeć do Trzeciego Zakonu Matki Bożej Bolesnej. Gdybym od dziecka nie była tak wielką czcicielką św. Franciszka z Asyżu i gdybym nie miała wielu przykrych doświadczeń z kapłanami Serwitów, kiedy w 1926 roku postanowiłam wstąpić do Trzeciego Zakonu, zwróciłabym się do Zakonu Matki Bożej Bolesnej albo do Karmelu. Ponieważ chciałam należeć do Maryi nawet wtedy, gdy... byłam kózką, jak mówi Jezus[205]. Kochałam Ją niedoskonale, znając Ją mało, ale instynktownie zdążałam ku Niej. Teraz, odkąd zobaczyłam Ją cierpiącą, kocham Ją tak, jak kocham Jej Syna: "ze wszystkich moich sił", i wzmogło się pragnienie należenia do Matki Bożej Bolesnej. Milczałam, ale cierń pragnienia tkwił mi w gardle. Dzięki Jezusowi i Mamie, którzy to Ojcu powiedzieli, i dzięki Ojcu, który zrozumiał. Już to i tak zbyteczne. Mówiłam już od zeszłego roku, że Matka Boża Bolesna zawsze postępowała ze mną władczo. Chciała, abym była kierowana przez jednego z Jej synów[206], chciała dla swego ołtarza pracy wykonanej dla innych ołtarzy, teraz chce, abym umarła w Jej szacie. Cóż, miejmy nadzieję, że wyprosi u swego Syna to, o co proszę dla wszystkich (pokój), i to, o co proszę dla siebie: zbawienie mej biednej duszy. I tak również Ojciec będzie miał swoją Fernandę Lorenzoni[207]. A teraz dość, inaczej zemdleję.
PRZYPISY
[200] Paweł mówi w Liście do Hebrajczyków 5, 7-9. Obok daty pisarka dodaje odniesienie do Hebrajczyków 5, 7.8.12.14; 6, 1.4.6.8.
[201] krew, krew przelaną z powodu trwającej wówczas II wojny światowej.
[202] Paweł, którego napomnienie czytamy w Liście do Hebrajczyków 5:11-14.
[203] Powrócić, aby zobaczyć Ojca i, kilka linijek poniżej, być oddzielonym od Nieba, od Boga, są wyrażeniami analogicznymi do tego, o którym mowa w Ewangelii Jana 16:28: "Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat, teraz znowu opuszczam świat i idę do Ojca" oraz do formuły Credo: "zstąpił z nieba, ... wstąpił do nieba, siedzi po prawicy Ojca". Nierozdzielna Trójca Boża jest potwierdzona w "dyktandzie" z 4 stycznia i szeroko w pismach Valtorty. Jednak w notatce w głównym dziele pisarka precyzuje, że chociaż nadal "jedna rzecz" z Ojcem, Słowo [stało się Człowiekiem] nie było już w Ojcu, jak przed Wcieleniem.
[204] Męczennik Wawrzyniec, święty z III wieku. Archidiakon, otrzymał rozkaz od prefekta Rzymu, aby przekazać bogactwa Kościoła; ale rozdał wszystko biednym, których następnie pokazał prefektowi, mówiąc: "Oto skarby Kościoła". Został aresztowany i spalony żywcem na ruszcie.
[205] jak mówi Jezus na końcu "dyktanda" z poprzedniego dnia, ale także w "dyktandach" z 4 i 24 czerwca 1943 r.; z całą moją siłą, jak na końcu drugiego "dyktanda" z 8 grudnia 1943 r.
[206] jeden z jej synów, ponieważ ojciec Migliorini należał do Zakonu Sług Maryi; jej ołtarz, ołtarz Matki Bożej Bolesnej w kościele św. Andrzeja w Viareggio, do którego przeznaczona była koronkowa robota igłowa, wykonana przez pisarkę na obrus ołtarzowy.
[207] Fernanda Lorenzoni, tercjarka Matki Bożej Bolesnej (1906-1930).