QUADERNI

16 sierpnia 1949 r.

Mówi Jezus: "Kiedy słyszę to obłudne i nierozsądne zdanie, które jest wyzwaniem rzuconym Miłości, Mądrości i Sprawiedliwości, a zasłoną ukrywającą ich przeciwną wolę, zuchwale, pysznie, a nawet podle przeciwną mojej: "Jeśli to dzieło Boże, Bóg się nim zajmie i sprawi, że zatriumfuje" — z porywem świętego gniewu chciałbym zstąpić na Ziemię i powtórzyć gest[1], którym oczyściłem Świątynię z oszustów, złodziei i kupców. Powinienem to uczynić. Ale jestem Miłosierdziem i takim pozostanę, dopóki człowiek jest na Ziemi. Czekam na ich nawrócenie, dopóki mają oddech. Lecz potem, dla zatwardziałych i dla kusicieli ich Pana — a kuszą Go, bo wiedzą, że jest dla nich zbyt dobry — nastąpi Sąd pierwszy i drugi, i poznają Oblicze Pana inne niż to, na które rzucają plwocinę swojego prowokującego zdania. Cóż powinienem zrobić, by pomyśleć o dziele i sprawić, by zatriumfowało? Powinienem sprawić, by zadziałał straszliwy Bóg Synaju, Bóg czasów gniewu i surowości, i powinienem ich razić w ich grzechu, w ich grzechach, bo wiele jest grzechów zawartych w ich sprzeciwie wobec mojej woli. Cóż innego, jeśli nie to? Dałem przez ciebie wszystkie dowody. W tobie nie ma grzechu buntu, udawania, pychy. Jesteś potulną ofiarą ich woli. Broń sama ich woli, bo oni są "Kościołem", przed tymi, którzy chcieliby ją zdeptać. Z powodu twego ukrzyżowania jest pewne, że nie możesz badać ksiąg uczonych. Z powodu twego wykształcenia jest pewne, że nie możesz napisać tych stronic. A czego jeszcze chcą, jeśli to im nie wystarcza, by powiedzieć: "Tak, to Duch Boży jest tu obecny"? Błędu dogmatycznego nie ma, zaprawdę nie ma go w tym dziele. Jeśli Duch dał światła (światła łaski), aby w pełni rozjaśnić to, co ta czy inna szkoła przez dwadzieścia wieków oświetlała jedynie promieniem w jednym punkcie, niechże błogosławią Boga za Jego łaskę i niech nie mówią: "Ale my mówimy inaczej". Kim jest Mądrość? Czy jest ich służącą, czy ich królową? Lecz aby nie nazywać się buntownikami z ludzkiej pychy, aby ukryć te swoje rany, mówią: "To do Boga należy". Bóg uczynił i czyni. Ale książę tego świata włada w tym świecie, podczas gdy Król królów króluje w Niebie i wierny — On tak, wierny — wolnej woli, którą pozostawił człowiekowi na jego próbę, jego nagrodę, a niejednokrotnie na jego potępienie, nie gwałci ich woli. Ale czeka na nich, i to niebawem, na sąd. Dobrze by uczynili, rozważając kartę[2] Ewangelii, gdzie Ja, Mistrz mistrzów, Mądrość, Słowo i Prawda wcielone, mówię, że grzechy przeciw Duchowi Świętemu nie będą odpuszczone. I zaprawdę jest to dzieło Ducha, Ducha Bożego, Miłości Ojca i Syna, Ducha, który zna każdą prawdę i przychodzi, by powiedzieć ją ludziom pochwyconym w obecnym wichrze, a raczej w wichrach, aby mogli się bronić przed doktrynami piekielnymi". To dyktando jest odpowiedzią na pismo o. Cordovaniego o konieczności poznania teologii także przez świeckich oraz na ich żądanie posiadania prawdziwej i dobrej teologii… Do mnie zaś mówi: "Twoim i moim prawdziwym przyjaciołom powiesz, by nigdy więcej nie wypowiadali tego zdania. Mówią je bez złośliwości. Ale mimo to mnie ono zasmuca. Jako synowie Prawdy, którymi chcą być, niech w tej sprawie milczą albo niech mówią prawdę: "Jezus nie może zatriumfować w tym dziele, bo ludzie tego nie chcą". Prawdę trzeba mówić sobie samym i wśród równych sobie (nie z wrogami), tak jak Ja zawsze ją mówiłem, gdy ostrzegałem synów Tory (moich apostołów i uczniów) przed zaczynem i winami mistrzów Tory (uczonych w Piśmie i faryzeuszów), choćby to byli najwyżsi spośród nich, sam Kajfasz, sam Annasz. Ostrzeż ich. Wszystkich. Świeckich i kapłana (mojego O. S.). Aby nie zadawali mi tego bólu. Tego bólu! Jakiż to ból! Widzieć siebie, Ja-Boga, zdeptanego w swej woli przez ludzi albo niezrozumianego do tego stopnia, że słyszę: "musisz się tym zająć". Czy nikt się nie zastanawia, że owo "jeśli dzieło jest od Boga, On musi się tym zająć" jest dowodem obraźliwej wątpliwości, obecnej w nich, że ono nie jest od Boga? Czy nie myślą, że obrażają miłość względem Mnie, insynuując, że Bóg powinien by, aby ich przekonać, dokonać dzieł nadzwyczajnych, by doprowadzić do triumfu te już nadzwyczajne, a i miłość względem ciebie, insynuując, nawet nieświadomie, że albo ty udawałaś, albo miałaś za mistrza Ciemność? Niech tego więcej nie mówią. Nigdy więcej. Od dawna chciałem to powiedzieć. Bo widzę, jak twoje serce pokrywa się ranami, jedną za każdym razem, gdy wypowiadane jest to głupie zdanie. Ale teraz jesteś zbyt zraniona, duszo moja, bym mógł dłużej milczeć. Duszo moja, duszo moja, duszo moja! Przyjdź tu płakać, byś mogła jeszcze żyć. Przyjdź do Mnie. Tutaj. I płaczmy razem, bo raz jeszcze[3] przyszedłem "do domu swego, a nie zostałem przyjęty ani rozpoznany" i jeszcze raz "Jerozolima zabija swoich proroków między świątynią a ołtarzem…". Ileż to razy, od stworzenia Aniołów i Człowieka, doskonałe dzieła Boże były deptane lub rozpraszane przez człowieka?! Czyż nie były od Boga dlatego, że nie zatriumfowały? Wręcz przeciwnie — właśnie dlatego, że są od Boga, bywają deptane. Ja ci to mówię: tak właśnie jest".

PRZYPISY

[1] gest opisany w Ewangelii Mateusza 21:12-13; Marka 11:15-17; Łukasza 19:45-46; Jana 2:14-16.

[2] kartę, która znajduje się w Ewangelii Mateusza 12:31-32; Marka 3:28-29; Łukasza 12:10.

[3] Po raz kolejny... ma miejsce to, co zostało powiedziane w Jana 1:10-11 i Mateusza 23:34-35; Łukasza 11:49-51.