QUADERNI

15 czerwca 1943 r.

Jezus mówi: "To, że diabeł próbuje ci przeszkadzać, jest naturalne. Nie może już tego robić w ciele, dlatego stara się przeszkadzać twojemu duchowi. Robi to, co jest jego zajęciem, czyli usiłuje zniechęcać dusze, przerażać je, sprawiać, by się wahały. Zazwyczaj stara się doprowadzić je do grzechu, aby oderwać je ode Mnie. Kiedy mu się to nie udaje, ponieważ dusza jest czujna i podstęp nie wchodzi, wtedy próbuje ją przestraszyć i podsunąć jej myśli pozornie dobre, lecz w rzeczywistości szkodliwe. Zobacz, Mario. Pomiędzy myślą: "Stanę się świętą" a myślą: "Niemożliwe jest, abym stała się świętą", bardziej niebezpieczna i bardziej przeciwna Mnie jest ta druga. Pierwsza nie jest aktem pychy, jeśli towarzyszą jej wszystkie wysiłki woli zmierzające do świętości. Powiedziałem[62]: "Bądźcie doskonali, jak Ojciec mój". Mówiąc to, nie tylko was napomniałem, ale dałem wam słodki nakaz, wskazując wam miarę doskonałości: miarę Boga, Najdoskonalszego. Chciałem bowiem, abyście wszyscy byli doskonali, by mieć was wszystkich wokół siebie na wieki. Dusza musi zatem dążyć do świętości, mówić sobie: "Chcę stać się świętą" bez wahania, bez ospałości. Czy uznajecie, że jesteście słabi? Ale Ja wiem to lepiej niż wy, którzy jesteście słabi, a jednak powiedziałem wam: "Bądźcie doskonali", ponieważ wiem, że jeśli chcecie, z moją pomocą możecie być doskonali, czyli święci. Tego Zły nie chce. Wie dobrze, bo jest bardzo przenikliwy, że gdy dusza uczyniła pierwszy krok na drodze świętości, skosztowała pierwszego kęsa świętości, którego smak jest niewysłowiony, zaczyna tęsknić za świętością i jest dla niego stracona. Wtedy podsuwa myśli fałszywej skromności i nieufności: "To niemożliwe, bym zasłużyła na Niebo. Choćby Bóg był najlepszy, czy to możliwe, żeby mógł mi przebaczyć, pomóc mi? Czy to możliwe, żebym nawet z Jego pomocą mogła Go zadowolić? Jestem do niczego". Albo syczy swoje insynuacje: "Ale czy myślisz, że możesz zostać świętą? To, co odczuwasz, co słyszysz, co widzisz, to złudzenia chorego umysłu. To twoja pycha każe ci tak myśleć. Ty, święta? Czy nie pamiętasz tego... tego... tego? A czy nie pamiętasz, co powiedział Chrystus? Myśląc tak, popełniasz nowy grzech, ten sam, co ja[63]. Uważasz się za podobną Bogu...". Niech sobie syczy. Nie zasługuje na odpowiedź. To, co odczuwasz, pochodzi od Boga; to, co myślisz, jest moim pragnieniem, które odbija się w tobie. Dlatego jest to rzecz święta. Powiedziałem ci, jaki jest mój znak. Jest nim pokój. Kiedy czujesz w sobie pokój, jest to znak, że to, co odczuwasz, słyszysz, widzisz, myślisz, pochodzi od Boga. Trwaj bez wahania. Jestem z tobą. Kiedy nasz Nieprzyjaciel próbuje cię zbytnio dręczyć, powiedz: "Zdrowaś Maryjo, Matko Jezusa, Tobie się powierzam". Diabeł czuje jeszcze większy wstręt do imienia Maryi niż do mojego Imienia i mojego Krzyża. Nie udaje mu się to, lecz stara się szkodzić Mi w moich wiernych na tysiąc sposobów. Ale sam tylko odgłos imienia Maryi zmusza go do ucieczki. Gdyby świat umiał wzywać Maryję, byłby zbawiony. Dlatego wzywanie naszych dwóch Imion razem jest rzeczą potężną, sprawiającą, że łamie się cała broń, którą szatan miota przeciwko sercu, które jest moje. Same z siebie dusze są niczym, są słabością. Ale dusza w łasce nie jest już sama. Jest z Bogiem. Dlatego gdy tamten dręczy cię refleksjami fałszywej skromności lub lęku, musisz zawsze myśleć: "To nie ja myślę, że jestem święta, lecz to Jezus chce, abym nią była. To my: Jezus i ja, Bóg i ja, chcemy, aby tak się stało dla Jego chwały". Czyż nie powiedziałem[64]: "Gdy dwoje zbierze się razem, aby się modlić, Ojciec da im to, o co proszą"? Cóż dopiero, gdy Jednym z tych dwojga jest sam Jezus? Wtedy Ojciec udzieli żądanej łaski miarą pełną, natłoczoną, obfitą. Albowiem Syn ma moc u Ojca i wszystko dzieje się w imię Syna"." Jezus mówi: "W lekcji[65] o kapłanach powiedziałem, że każę ci zastanowić się nad potrzebami osób konsekrowanych szczególnymi ślubami, lecz niebędących kapłanami. Chodzi o dziewice zamknięte w klasztorach i zakonach rozsianych po całym świecie. W zamyśle założycieli miejsca te powinny być niczym domy w Betanii, gdzie Ja, zmęczony, zniesmaczony, znieważony, prześladowany, mógłbym znaleźć schronienie i miłość. I powinny być, również w zamyśle założycieli, licznymi szczytami, gdzie w samotności i modlitwie czyste dusze nieustannie modliłyby się za mieszkańców świata, którzy walczą i często się nie modlą. Czystość - nie tylko ciała, ale i myśli, i duszy - żarliwa miłość, modlitwa, a raczej: nieustanna modlitwa, której zajęcia nie zakłócają, umiłowanie ubóstwa, poszanowanie posłuszeństwa, zewnętrzne milczenie, by usłyszeć wewnątrz głos Boga, powołanie do ofiary, duch prawdziwej pokuty - oto cnoty, które powinny przenikać serca wszystkich kobiet, które oddały się Mi ślubami szczególnymi. Gdyby tak było, każdego dnia płonęłoby kadzidło duchowe i obmywałaby ziemię kąpiel duchowych wonności, wznosząc się potem do mego tronu. A smutny kąkol grzechu byłby stopniowo niszczony. Bo kto się modli, ten otrzymuje, a gdyby naprawdę modlono się żarliwie za grzeszników, uzyskano by ich nawrócenie. Tymczasem wy modlicie się za samych siebie. To jest egoizm i rani miłość. Nie wszystkie, lecz spora część dusz, które są w klasztorach - dlaczego tam weszły? Przyjrzyjmy się razem tym przyczynom. Poczujesz spontanicznie potrzebę modlitwy za te dusze zbłąkane, o wiele bardziej niż gdyby pozostały w świecie. Wiele z nich wstąpiło z uniesienia, ulegając impulsowi dobremu samemu w sobie, lecz niepopartemu stanowczym postanowieniem, surową refleksją i prawdziwym powołaniem. Ujrzały pług[66] w słoneczną godzinę na kwitnącym polu i przyłożyły doń rękę, nie zastanawiając się, czy mają siłę, by zaorać samych siebie straszliwym lemieszem wyrzeczeń. Kwiaty opadają, słońce zachodzi. Przychodzi ziemia kamienista, twarda, udręczona, cierniami porośnięta, przychodzi noc czarna i burzliwa. Te dusze, które uległy marzeniu bez namysłu, znajdują się zrozpaczone w świecie nie swoim, w którym potrafią się poruszać tylko niezdarnie. Cierpią i sprawiają cierpienie. Inne weszły po jakimś rozczarowaniu. Sądziły, że umarły. A były tylko ogłuszone. Nawet pomijając refleksję, że Bogu należy ofiarować pierwociny, a nie resztki, trzeba by zawsze się zastanowić, czy to naprawdę śmierć duszy dla świata, czy tylko ciężka rana. Każda rana, jeśli nie jest śmiertelna, goi się i wraca się do życia żywszym niż przedtem. I te dusze, a nawet bardziej one niż tamte, doznają potem niepokoju, ponieważ - poza zrozumieniem, że świat klasztorny nie jest ich światem - wnoszą weń rzeczy świata zewnętrznego: wspomnienia, żale, tęsknoty, pragnienia. W ciszy klasztoru te rzeczy są jak ocet na ranie; drażnią ją, jątrzą, zatruwają wszystko, czynią duszę niespokojną, zgryźliwą, kąśliwą. Także one cierpią i sprawiają cierpienie, nie zasługując na nic. Trzecia kategoria: te, które wstępują dla korzyści. Są samotne, ubogie, boją się życia, nie mają rzemiosła ani zawodu, który by je zabezpieczył. Wycofują się. Biorą dom Boży za pewny zajazd, gdzie jest łóżko i stół. Zabezpieczają sobie jutro. Ale Bóg nie daje się wyszydzić ani oszukać. Bóg widzi w głębi serc. Cóż Bóg pomyśli o takich? Są wreszcie dusze, które oddają się Bogu z czystością uczuć i prawdziwym powołaniem. Te są perłami. Ale jest ich niewiele w porównaniu z resztą. Także one mogą się zepsuć i zachorować. Nawet perły chorują. Trudno, by w życiu klasztornym nigdy nie zdarzył się atak jakiegoś zarazka, który usiłuje zniszczyć perłę oddaną Bogu. Moja łaska im pomaga. Ale trzeba się za nie modlić. Po to właśnie istnieje Obcowanie Świętych. Nikt nie jest tak nędzny, by jego modlitwa się nie przydała. Bóg, przyciągnięty modlitwą wznoszącą się ze świata, może zstąpić jako moc do serca jednej z moich oblubienic, chwiejącej się w klasztorze. Człowieczeństwo nie umiera w człowieku, gdy przekracza on próg klasztoru. Człowieczeństwo nigdy nie umiera. Wchodzi ono, niestety, w święte mury i wypędza Mnie. Ono tworzy małostkowość, zawiść, nierozważną gorliwość; rozprasza, przeszkadza, oziębia. Prawdą jest, że stukrotnie pomnaża świętość "świętych". Ale to nie wystarcza. Módlcie się, módlcie się, módlcie się za moje oblubienice. Niechaj złudzone, zawiedzione, zainteresowane zrozumieją i potrafią dołączyć krzyż swego błędu do innych krzyży życia zakonnego, by uczynić zeń nowy stopień na drabinie wiodącej do Nieba. Na nic bukiety kwiatów złożone na ołtarzu, jeśli kwiaty te pozostają ludzkie. Ja chcę kwiatów duchowych. Czy wiesz, jaka jest różnica między duszą, która żyje tym, co ludzkie, a tą, która żyje tym, co duchowe? Masz w pokoju tyle kwiatów i czujesz tyle woni. Musisz jednak przyznać, że wszystkie te róże, goździki, lilie, jaśminy nie dają ci nawet najdalszego podobieństwa do "woni", którą czujesz niekiedy, a która pochodzi z krain nadprzyrodzonych. Tamta jest wonią nieba, a ta z twoich kwiatów - wonią ziemi. Tak samo jest z duszami. Te prawdziwie mistyczne wydzielają woń niebiańską, inne - woń ludzką. Świat może to podziwiać, lecz Ja tego nie cenię. Chcę, aby moje klasztory były cieplarniami nieba, gdzie jak martwe liście opadają ludzkie troski, pycha, zazdrość, krytykanctwo, egoizmy, fałsze. Na nic zachowywanie reguły na zewnątrz, jeśli wnętrze jest splamione ludzkimi truciznami. Modlitwa nie wznosi się, gdy do jej skrzydeł przywiązany jest balast człowieczeństwa, i wtedy modlitwa nie może się rozwinąć. Modlitwa nie rozlewa się po ziemi, by zbawiać grzeszników, ani nie wznosi się[67], by pocieszać Mnie, jeśli jest zgęstniała od wielkiego ludzkiego błota. Na nic wtedy poświęcanie się Mi, jeśli ofiara wolności nie ma przynieść owocu, dla którego pewne ofiary są pomyślane. Wszystko umiera, gdy brak miłości, przede wszystkim tej miłości, bo miłość ku Mnie czyni czystymi, dobrymi, oderwanymi od wszystkiego, co nie jest Bogiem, miłującymi Krzyż i krzyże; bo miłość bliźniego czyni cierpliwymi, łagodnymi, hojnymi. Świat może być wspomagany przez dziewice. Ale dziewicom muszą pomagać ofiary"."

PRZYPISY

[62] Powiedziałem w Ewangelii Mateusza 5:48.

[63] mój własny, jak czytamy w Księdze Izajasza 14:12-15.

[64] powiedziane w Mateusza 18:19-20; pełna miara..., jak w Łukasza 6:38; wszystko dzieje się w imieniu Syna, jak powiedziano w Jana 1:3; Kolosan 1:16; Hebrajczyków 1:2.

[65] lekcji, która jest drugą napisaną 14 czerwca. Na początku tego "dyktanda" pisarka notuje ołówkiem: To musiałam zrekonstruować i ma przestawione zdania.

[66] pług, zgodnie z obrazem z Łukasza 9:62.

[67] nie wznosi się, by: jest to dopisek pisarki na kopii maszynopisu.