QUADERNI

14 września 1945 r.

Po straszliwym cierpieniu, które omal nie doprowadziło mnie do śmierci, po trzech dniach agonii, po dzisiejszej porannej spowiedzi i Komunii Świętej, i czując się jeszcze bardzo źle — a ciało pragnęłoby tylko odpoczynku i ciszy, podczas gdy dusza dąży ku Słowu — z okropnym bólem głowy, w sennym odrętwieniu wyczerpanego ciała, patrzę, jak mijają godziny tego dnia Świętego Krzyża. Myślę, że w strasznym okresie Còmpito[1] przylgnęłam do Krzyża właśnie jak do ostatniej deski ratunku, aby nie zostać pochłoniętą. Myślę, że chciałabym móc wejść do kościoła św. Marcina, w drodze powrotnej, by powiedzieć "dziękuję" mojemu Zbawicielowi. Myślę, że rano dziesiątego, gdy konałam, ukazał mi się na nowo szczyt Kalwarii z trzema krzyżami, z których jeden ogołocony był ze swego męczennika, drugi ugięty pod ciężarem męczeństwa ku ziemi, jakby miał złożyć swój udręczony owoc, a jeszcze inny stał wyprostowany. Tak jak je widziałam[2], gdy umierała Antonietta Dal Bo. Myślę o wielu rzeczach. Także o tym, że Jezus tamtego ranka pomógł mi, opiekując się mną bardziej niż ktokolwiek inny, nie zdejmując ze mnie bólu — a tylko On wie, jak wielki on jest, niepojęcie wielki — lecz dając mi pokój. Myślę, że z pewnością cierpiał, sprawiając, że cierpię, ale musiał to zrobić, bo jest jakaś dusza, która ma być odkupiona lub wspomożona tym wielkim cierpieniem. A gdy Jezus mi pomagał, szatan usiłował mnie zaniepokoić… i usiłuje nadal. Myślę, myślę… Natychmiast zostałabym zostawiona w spokoju, może nawet wspomożona materialnie, gdybym zgodziła się nie pisać już więcej tego, czego chce Jezus. Ale ja nie mogę tego zrobić. Gdyby ci, którzy krytykują, przeczą i szydzą, zastanowili się, że nie mam z tego ani korzyści finansowej, ani żadnej innej, lecz tylko trud i cierpienie wszelkiego rodzaju z racji pracy "rzeczniczki", i gdyby zwłaszcza doświadczyli tego wszystkiego, co ja cierpię i odczuwam, zrozumieliby od razu, że muszę robić to, co robię, ponieważ chce tego Bóg, i to bez żadnego dobra materialnego czy moralnego, jakie miałoby mi z tego przyjść.

PRZYPISY

[1] Còmpito, tj. Sant'Andrea di Còmpito, miejsca, w którym spędziła osiem miesięcy wysiedlenia (notatka z 24 kwietnia 1944 r.).

[2] tak jak je widziałam, 4 stycznia 1944 r., kiedy umierała Antonietta Dal Bo, o której mowa 14 stycznia 1944 r.