QUADERNI

14 września 1944 r.

Jezus mówi: "Przyjdź, siostro Mario od Krzyża. Był czas, kiedy byłaś sama: Maria od Krzyża[594]. Czy pamiętasz ten czas? Kochałaś Mnie. Ukochałem cię, ponieważ kochałaś Mnie wtedy z całych ówczesnych sił. Zawsze byłaś bezkompromisowa w swoich sprawach. Nigdy nie liczyłaś za i przeciw, ani ile, ani jak, ani czy, ani ale, kiedy rzucałaś się w jakieś przedsięwzięcie lub uczucie. Kiedy przyszłaś do Mnie, przyszłaś cała, z całą swoją zdolnością do miłowania i cierpienia dla Mnie. Z jeszcze większą siłą, niż wynosiły twoje możliwości cierpienia. A siłę, której ci brakowało, dałem ci Ja, ponieważ podobała Mi się twoja hojna impulsywność, twoja beztroska i święta rozrzutność ofiary. Nawet gdybyś wtedy umarła, byłabyś usprawiedliwiona, ponieważ byłaś posłuszna przykazaniu[595]: "Miłować Boga całym sobą, ciałem, duszą, umysłem i sercem". Wydawało ci się wtedy, że nie można kochać bardziej. A skoro kochałaś swojego Jezusa, zwłaszcza w Jego szacie Odkupiciela, chciałaś nazywać się Marią od Krzyża. Krzyż! Twoja miłość. Wydawało ci się wtedy, że nie można kochać bardziej. Ale, mała oblubienico, widzisz, że miłość do Boga, będąc rzeczą Bożą, dzieli z Bogiem nieograniczoność. Można kochać coraz bardziej i coraz bardziej, a mimo to nigdy nie osiągnąć granicy. Ponieważ miłość rośnie tym bardziej, im bardziej się spełnia i doskonali. Rzecz dokonana na świecie, dzieło dokonane przez ludzi, nie podlega już wzrostowi. Jest kompletne i takim pozostaje. Poprawianie go, dodawanie doń części, oznaczałoby jego zepsucie. Ale Miłość nie jest rzeczą ludzką. Jest nadludzka. Macie zdolność miłowania Boga, ponieważ jesteście od Boga. I oto wówczas Miłość może przechodzić od doskonałości do większej doskonałości, w miarę jak duch się doskonali. Mówi[596] Eklezjastyk: "Bojaźń Boża jest początkiem Jego miłości, a z nią musi być złączony początek wiary". Bojaźń Boża jest pierwszym stopniem miłości. Kto się boi, już szanuje, uznając, że ten, do kogo kieruje się jego bojaźń, jest jego zwierzchnikiem, panem albo przynajmniej przełożonym. Dzieci niedoskonale dobre boją się rodzica. Podwładni niedoskonale dobrzy boją się pana. Zwierzęta niedoskonale dobre boją się poskramiacza. Wierzący, który zatrzymuje się na pierwszym stopniu mistycznej drabiny wznoszącej się do Boga, boi się Boga, którego oblicze widzi błyskające tam w górze, daleko, daleko, a które, widziane z takiej odległości, wydaje się surowe, bo dostrzega się jedynie główne rysy, umyka zaś uśmiech, umyka spojrzenie, umyka głos. Wielu pozostaje sparaliżowanych majestatem Boga i zapomina o ojcostwie Boga. O ojcostwie tak dobrym, że posunęło się aż do ofiarowania swego Pierworodnego, by ocalić inne swoje dzieci. Ci nie czynią zła, ponieważ boją się Boga. Dlatego zostaną nagrodzeni życiem wiecznym. Nie otrzymają jednak tej nagrody, która działa już teraz, gdy jeszcze trwa ziemski dzień, w tych, którzy nie ograniczają się do bojaźni Bożej, lecz przezwyciężywszy lęk, wstępują na drugi stopień mistycznej drabiny i przechodzą do pragnienia bliższego poznania Boga, pewni, że jeśli zdołają Go lepiej poznać, będą Go miłować… I rzeczywiście, im bardziej się wznoszą, tym bardziej pojmują, czym jest Bóg. Pragnienie zmienia się w uczucie. Uczucie, które Bóg nagradza pieszczotami słodkiego zaproszenia, zmienia się w miłość. A miłość… O, miłość! Miłość nie wspina się już po drabinie stopień po stopniu. Miłość rozpościera skrzydła i leci… Czy widziałaś kiedyś, umiłowana, małego ptaszka podczas jego pierwszych lotów? Zaczyna tak samo od dachówki do komina, albo od niższej gałęzi do wyższej. Potem odważa się na więcej. Z komina zdobywa szczyt sąsiedniego, wyższego domu, albo wierzchołek najbliższego drzewa. I tam w górze świergocze z radości. Jest tyle słońca, tyle ciepła, tyle błękitu, a świat pełen zasadzek, urwisów i kotów jest już daleko! Ale potem ptaszek mówi: "Wciąż zbyt blisko jest to, co może ograniczyć wolność". I patrzy. I widzi, że na wieży czy na dzwonnicy, albo tam, na szczycie tego wielkiego drzewa, które wznosi się na wierzchołku wzgórza, jest jeszcze więcej słońca, więcej wolności i błękitu. I odlatuje z trelem… Ale słońce jest jeszcze wyżej, a ptaszek, teraz już pewny siebie, wzbija się. I w górę, i w górę, i w górę… Jak jest szczęśliwy! Nie czuje już ciężaru. Powietrze go niesie, promień zdaje się go przyciągać. Z każdą chwilą wzrasta w nim siła. Leci i śpiewa. Szybuje i raduje się, pan przestworzy. Tak samo czyni duch, który przyoblekł się w skrzydła miłości. Przychodzi chwila, gdy czuje się w swoim żywiole tylko wtedy, gdy miłuje żarliwie, zanurzony w niebiańskich oceanach, porwany wirami boskiej namiętności… Biedni ludzie trudzą się nad narzędziami – które początkowo tworzą w celach naukowych, a potem, gdy demoniczna żmija ukąsi ich najboleśniej, wykorzystują w celach przestępczych – by wznosić się coraz wyżej w stratosferę. Ale ich wznoszenie się ma i zawsze będzie miało swoją granicę. Wznoszenie się miłości – nie. Nie ma granic. Wznosi się, wznosi, wznosi… a Bóg pomnaża, pomnaża, pomnaża siły tego, kto się wznosi, wlewając się coraz bardziej w stworzenie, które przez to coraz bardziej się ubóstwia, i im bardziej się wznosi, tym bardziej miłuje, a im bardziej miłuje, tym bardziej się wznosi… Dopełnia swej miłości i swego wzlotu wtedy, gdy jak skowronek rażony upojeniem lotu, umiera dla świata, czyli spada, z ostatnim drgnieniem duszy uwięzionej w ciele, na serce Boga i zdobywa Jego Miłość i swą wieczną Wolność. Ty, niegdyś Maria od Krzyża z własnego pragnienia, jesteś teraz siostrą Marią od Krzyża z mojej woli. Dałem ci, jako poślubionej oblubienicy, moje lenno. Zasłużyłaś na nie swoim nieustannym wznoszeniem się. Spójrz, ze szczytu, na którym spoczywasz, spójrz i porównaj swoją bojaźń wierzącej (bojaźń Boża jest miłością wierzących) z twoją miłością oblubienicy. I obserwuj etapy jej wzrostu… Czy może jeszcze wzrosnąć? Tak. Miłość świętych jest zawrotem miłości. A Ja do takiej miłości wzywam wszystkich. Wzywam ciebie, umiłowana. Mówię do ciebie z mego Krzyża. Ale nie ograniczam się do mówienia do ciebie pośród purpury mojej Krwi. Przyciągam cię do Siebie, by przyoblec cię w tę samą purpurę. Przyjdź. A pośród świata, który się nienawidzi, niech to my się miłujemy. Ty ocierając moje rany swoimi pocałunkami, Ja ocierając twoje łzy swoją miłością. Przyjdź i spocznij w moim pokoju".

PRZYPISY

[594] Maria od Krzyża, jak w Autobiografii, część trzecia, w rozdziale zatytułowanym "Rok 1919" (i gdzie indziej, jak można zobaczyć w indeksie analitycznym na końcu Autobiografii).

[595] polecenie, przekazane w Księdze Powtórzonego Prawa 6:5.

[596] Mówi, w Eklezjastyku 25:16 według Wulgaty. W neowulgacie werset ten został usunięty z odpowiadającej mu Księgi Syracha.